Home / Recenzje / Gry rodzinne / Owocowe opowieści – las pełen przygód

Owocowe opowieści – las pełen przygód

W Owocowych opowieściach wcielicie się w radosne zwierzątka zamieszkujące wspaniały las. Jednak jest coś, co się kładzie cieniem na tej sielance – okropnie chce wam się pić. Odwiedzacie więc różne miejsca aby zdobyć trochę owoców i wykonać z nich soczek. Nie jest jednak łatwo, bo każdy mieszkaniec lasu, do którego się udajecie ma swoje własne wymagania, a wiec np.  mama kangurzyca zrobi wam soczek, gdy przyniesiecie kokosy i ananasy, podczas gdy ślimak zadowoli się bananami … a owoce same na drzewach nie rosną i zdobywanie ich jest obarczone pewną dozą losowości i ryzyka.

 

 

Zasady

Każdy gracz ma swojego zwierzaczka a na stole początkowo wyłożonych jest 6 lokacji (po 4 karty w każdej). Te lokacje zwane inaczej mieszkańcami lasu (bo karty przedstawiają różne zwierzęta) to miejsca, w których albo zdobywamy owoce wykonując przypisaną do danej lokacji akcję, albo robimy soczek odrzucając wymagane w tej lokacji karty owoców. Kiedy zrobimy soczek – zabieramy kartę mieszkańca i dociągamy nową: jeśli to nowy mieszkaniec to tworzymy dla niego nowy stosik i wszyscy zapoznajemy się z możliwościami jakie on niesie. Fabled Fruit bowiem to gra, w którą wchodzimy z minimalną wiedzą i którą poznajemy w trakcie. Niektóre stosiki się wyczerpią i te akcje będą już niedostępne, ale w zamian pojawią się nowe. Gdy gra się skończy (w momencie zrobienia przez jednego z graczy wymaganej liczby soczków) – możemy „zamrozić” jej stan a nową partię rozpocząć od tych lokacji, na których skończyliśmy.

Wrażenia

Owocowe opowieści to gra, której zasad nie potrzeba mozolnie tłumaczyć. Są one proste, intuicyjne – nawet jeśli siadacie z nowymi graczami do zamrożonej wcześniej przez inną ekipę partii. To miła cecha tej gry i na pewno będziecie swój stan save’ować, bo podczas każdej rozgrywki „przerobicie” tylko kilka dodatkowych lokacji, a jest ich wszystkich – bagatela – 59!. Resetowanie i zaczynanie od początku z powodu nowych twarzy przy stole po prostu nie ma sensu.

Zdobywanie owoców jak już pisałam – obarczone jest mniejszą lub większą losowością. Bo można je sobie zabrać albo wymienić na rynku, ale równie dobrze dociąga się karty z talii lub kradnie innym graczom. Jedna z lokacji oferuje też mechanikę push your luck – ciągniemy karty z talii dopóki nie zdecydujemy się przestać (bierzemy wszystkie) lub wyciągniemy drugi taki sam owoc (tracimy to co do tej pory wyciągnęliśmy). Przy 5 owocach ryzyko jest zatem dość spore :)

Zasady rozrastają się coraz bardziej. Im dalej – nomen omen – w las, tym pojawia się więcej elementów. Rynek. Złodziej. Żetony owoców. Znaczniki dodatkowej tury. Karty wieloowocowe. Aż na koniec zmiana zasad zakończenia gry: gdy wejdzie na stół 59 lokacja trzeba będzie mieć zrobiony z niej soczek wśród tych wymaganych, aby zakończyć grę.

Ilustracje cieszą oko i pasują klimatycznie do lekkiego formatu gry. Do tego drewniane znaczniki zwierzątek (zamiast zwykłych pionów) dopełniają dzieła. Każda karta posiada tytuł oraz opis, a na dodatek mamy glosariusz, w którym wszystko jest jeszcze dokładniej wyjaśnione, zwłaszcza w kontekście pojawiania się danej lokacji po raz pierwszy na stole. Jest to tak dobrze pomyślane, że nawet niewygodna miejscówka wymagająca czytania do góry nogami nie stanowi problemu

Żeby jednak nie tylko chwalić… wydaje mi się, że najlepiej gra się w 4-5 osób. Jest nas wtedy więcej, większy sens mają karty, które pozwalają wymieniać się owocami lub kraść od najbogatszego. Jest po prostu w czym wybierać – jeśli chodzi o graczy. Bo jeśli chodzi o lokacje – jeśli jest nas więcej to też mieszkańców będzie nieco więcej na stole  – zawsze to tylko 24 karty, ale skoro więcej ich przerobimy to więcej pojawi się nowych lokacji na skutek zubożenia liczby kart w starych. Ale mimo wszystko i tak czuć większe luzy gdy gramy we 2-3 osoby niż w 4-5. A im ciaśniej tym ciekawiej, bo za wejście na kartę zajmowaną przez innego gracza trzeba się opłacić, tj. oddać mu jakiś owoc. Zatem – nie jest to pozycja dla dwojga, a im dalej w las, tym lepiej nie grać nawet we trójkę.

Plusy

+ proste zasady, do wytłumaczenia w 5 minut
+ rozbudowujące się z każdą nową rozgrywką – a mimo to wciąż nieskomplikowane
+ ładne ilustracje, dobra jakość wydania
+ spora regrywalność
+ krótki czas gry, brak zauważalnego downtime’u

Minusy

– średnia skalowalność: najlepiej w 4-5 osób
– losowość dociągu kart

 



Grę Owocowe opowieści kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7.5/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (9/10):

Dziękujemy firmie Lacerta za przekazanie gry do recenzji.


2 komentarze

  1. ,,Im dalej – nota bene – w las”
    Chyba – nomen omen?

  2. Pingwin

    Pisząc to myślałam o „zauważ dobrze”, ale faktycznie „nomen omen” lepiej oddaje ducha :-D
    Dzięki.

Odpowiedz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.Pola wymagane są oznaczone *

*