Home / Artykuły / Egzemplarze recenzenckie – rozważania część II – profesjonalizacja rynku

Egzemplarze recenzenckie – rozważania część II – profesjonalizacja rynku

W pierwszej części felietonu opisałem „problem” egzemplarzy recenzenckich, a dzisiaj spróbuje poszukać rozwiązań i odpowiem na pytanie „po co nam recenzenci?”.

Profesjonalizacja rynku

Zastrzeżenie: w tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że przedmiotowy akapit piszę jedynie na podstawie informacji uzyskanych od współautorów dwóch z trzech największych serwisów w branży, trzeci serwis odmówił odpowiedzi o kwestie swoich finansów.

W debacie na temat „egzemplarzy” recenzenckich gier pojawiły się głosy, iż powinno nastąpić powstanie profesjonalnego rynku recenzenckiego, gdzie recenzenci byliby etatowymi pracownikami portali branżowych.

Smutna rzeczywistość jest taka, że niestety obecnie polski rynek jest zbyt mały, aby możliwe było utworzenie grupy zawodowych recenzentów gier planszowych.

Portale branżowe po prostu nie mają skąd czerpać odpowiednio wysokich dochodów (reklamy, współpraca ze sklepami). W przypadku większości serwisów wpływy z reklam pozwalają w zasadzie na pokrycie kosztów funkcjonowania strony, czasem kupienie paru gier do recenzji. Płacenie  stałej pensji etatowym pracownikom to wciąż odległa perspektywa.

Może crowdfunding?

W ostatnim czasie pojawiły się pierwsze próby zbierania pieniędzy na utrzymanie kanałów i serwisów za pośrednictwem Wspieram.to czy Partonite. Zaproponowane przez twórców tych zbiórek progi wsparcia, np. rozgrywka na żądanie (150 zł x 3 miesiące),  stanowią pierwsze próby wyceny „czasu” i wiedzy potrzebnej, by recenzować gry.

Kwota przekazana w tym miesiącu na jeden z najlepszych video blogów Granie w Chmurach735 zł – nie oszałamia. O ile wystarczy ona na kilka nowych planszówek do recenzji, opłaty (hosting, etc) czy serwis sprzętu, to jednak nie jest to suma zapewniająca niezależność finansową recenzenta. Podobnie sprawa wygląda na wspieram.to, tam znany video blog Game Troll TV zebrał kwotę 6736 zł. Ta kwota robi już większe wrażenie, ale warto tu zauważyć, iż blog tworzy 3 recenzentów zaś zbiórka jest robiona raz w roku.

Niestety więc wciąż daleko nam do powstania etatowych recenzentów.

Motywacja do robienia recenzji

Dlaczego nie każda osoba grająca w jakąś grę robi recenzje? Dlaczego wiele osób nie zostawi nawet krótkiej opinii na forum, czy na grupie facebookowej? Przecież te parę minut na napisanie opinii nic nie kosztuje. Odpowiedź jest prosta – czas jednak jest kosztem, zaś nie każdy pragnie poświęcić swój na zrobienie choćby krótkiej notki o grze.

Przedstawię to z mojego punktu widzenia – w końcu też od czasu do czasu piszę relacje/recenzje gier planszowych. Najczęściej opisuję tytuły z własnej kolekcji (lub poznane u znajomych), które zrobiły na mnie wrażenie. Robię to po to, by inne osoby też mogły je w pewien sposób poznać i może również polubić. Piszę stosunkowo rzadko – przez kilka ostatnich lat opisałem ledwie tuzin gier, choć zagrałem w dużo więcej tytułów. Wiele moich relacji ukazywało się pół roku po premierze gry. Mógłbym pisać więcej tekstów, pisać dużo bardziej szczegółowe oceny i opinie – jednak wymagałoby to poświęcenia dużo większej ilości czasu, a ten wolę spożytkować na granie w gry, które lubię.

W chwili obecnej tzw. egzemplarze recenzenckie są w zasadzie pewną formą motywacji dla recenzentów, by w ogóle poświęcali swój czas na zrobienie recenzji. To wyrównanie ich poświęconego czasu, włożonej wiedzy, doświadczenia oraz znaczne ułatwienie dostępu do nowych gier.

Chciałbym tutaj zwrócić uwagę, na jedną kwestię, związek przyczyno-skutkowy. Raj (recenzent) ujął to następująco „Sądząc po sobie i osobach, które znam, recenzenci (w każdym razie ci, którzy robią to już przez jakiś czas) tworzą recenzje bo mają taką wewnętrzną potrzebę. Taka odmiana wolontariatu czy innego uzewnętrzniania się. Natomiast pewnym odbiorcom wydaje się, że recenzenci piszą recenzje żeby za darmo dostawać gry. Co wynika z tego, że oni sami chcieliby takie gry za darmo dostawać. I odczuwają wewnętrzne (starannie skrywane, zapewne również przed samym sobą) oburzenie, że recenzenci te gry dostają, a oni nie. Oczywiście czas i zaangażowanie jaki trzeba włożyć w to zajęcie ZANIM dostanie się choćby pierwszą grę jest ignorowany. Tymczasem prawda jest taka, że my (recenzenci) dostajemy gry, bo tworzymy recenzje a nie na odwrót.”

Rozwiązania kwestii „egzemplarzy recenzenckich”

Biorąc pod uwagę motywacje jaką daje egzemplarz recenzencki do stworzenia recenzji i trudności z powstaniem profesjonalnego rynku etatowych recenzentów, trudno  znaleźć mi sensowne alternatywne rozwiązania.

Spróbuje jednak przedstawić parę pomysłów:

  1. Wypożyczanie gier do recenzji przez wydawnictwa

Zalety: brak problemu „przekazania” gry do recenzji

Potencjalne wady:

  • ciężko byłoby zweryfikować realizację takiego wypożyczenia i czas jego trwania.
  • Obniża się motywacja do robienia recenzji i wydłuża się czas oczekiwania na jej powstanie.
  1. Egzemplarze recenzenckie dostarczane przez sklepy / recenzent na etacie w sklepie

Zalety: Sklepy, w przeciwieństwie do wydawnictw, są zainteresowane również negatywnymi recenzjami

Potencjalne wady:

  • zależność recenzentów od sklepów z planszówkami, na które mogłyby z kolei naciskać wydawnictwa (rabaty na gry)
  • podejrzenia, że recenzent wciska gry zalegające na półkach w sklepie
  • sklep nie przekaże każdej gry do recenzji (koszty)
  • rozwiązanie miałoby sens w zasadzie tylko w wypadku nowości
  1. Egzemplarze recenzenckie z oznaczeniem „not for sale” (pomysł espresso) 

Zalety: recenzent jest szczęśliwy, bo ma grę, ale nie może jej puścić w obieg więc jest mniej zarzutów o wynagrodzenie i stronniczość.

Potencjalne wady:

  • grę dalej można wymienić na inną
  • sprzedać również
  1. Etatowi recenzenci współpracujący z wydawnictwami

Idea ta zmieniłaby w pierwotnej postaci recenzenta w osobę która robi reklamę gry. Jednak pewnym rozwiązaniem byłby recenzent (tak jak ma to miejsce w branży wydawców figurkowych gier bitewnych), który robiłby recenzje produktów konkurencji.

Wady:

  • szukanie na siłę wad gry
  • wojna wydawnictw – psucie atmosfery w branży
  • powstanie wrażenie, iż gry to kiepski wybór hobby, bo każda ma masę wad

Czy recenzenci są potrzebni?

Ostatnia warta poruszenia sprawa. W opinii niektórych, po co wspierać „sprzedajnych” recenzentów, którym nie można ufać?

Przysłowiowy „ziom” na forum tez przecież może pokazać komponenty czy opisać mechanikę. Recenzent nie jest do tego potrzebny.

Zgodzę się – kolega na forum może pokazać komponenty czy opisać mechanikę.

Pamiętajmy jednak o kilku szczegółach (zastrzeżenie: opisane poniżej kwestie dotyczą przede wszystkim doświadczonych recenzentów z pewnym „portfolio” recenzji):

1) Doświadczenie i wiedza – recenzent, który jest na rynku jakiś czas zrobił kilkadziesiąt lub więcej recenzji, można więc sprawdzić, które gry z danego gatunku zna. Kwestia znajomość danego typu gier jest ważna: inną opinię o Descencie usłyszysz od osób, które znają tylko tą grę i Talizman, inną od osób które grały również w: Level 7 Omega Protocol, The Others 7 Sins, Warhammer Tower Silver Quest, Dungeon Saga, Imperium Atakuje, Masmoria, Zombicide itp.

2) Łatwiej sprawdzić gust recenzenta – po pierwsze, preferencje danej osoby zawsze wpływają na jego ocenę danej gry – fan euro inaczej spojrzy na ameri, osoba nie lubiąca interakcji wyżej oceni grę bez tego elementu. Świadomość „upodobań” recenzenta dużo nam powie o tym, co ceni w mechanice gier planszowych.  Są kwestie, które da się ocenić obiektywnie jak przejrzystość instrukcji, jakość wykonania, poziom interakcji i losowość w grze, regrywalność – jednak ocena klimatu czy chęci powrotu do tytułu jest zawsze subiektywna. Po drugie, znając opinię recenzenta o jakimś tytule można łatwo ją porównać z własnymi odczuciami i sprawdzić, na ile się pokrywają. Wystarczy w jego recenzjach znaleźć recenzję tytułu, który również znamy i porównać opinię – im bardziej zbieżna opinia danego recenzenta z naszą tym większa szansa, iż dzielicie podobny gust planszówkowy. Z wielu powodów łatwiej ocenić na ile nasz gust jest zbliżony do gustu kogoś, kto zrobił wiele recenzji gier i często się wypowiada, niż kogoś, kto ma kilka postów w profilu. Stali czytelnicy, który znają danego recenzenta, znają też jego styl, często mają zbliżony do niego gust i wszystko, co jemu się podoba, ma szansę spodobać się i im. Wybierając planszówki dobrze jest mieć „swojego” recenzenta – kogoś, kto ma zbliżony gust, bo łatwiej wtedy trafić na tytuł, który nam się spodoba.

3) Wygoda – w zasadzie ten punkt wiąże się z poprzednim. W przypadku blogu lub wideo blogu dużo prościej jest znaleźć informacje o tym jaki gust ma dany recenzent i jego recenzje gier. Trudniej zaś tego typu informacje znaleźć na forum (z wyjątkiem osób piszących w dziale relacje z gier). Oczywiście więcej wiadomo o guście kogoś, kto pisze od lat i ma w stopce forumowej swoje BGG (z ocenionymi grami) i top 10.  ale wielu użytkowników forum nie podaje swoich preferencji. Trudniej więc w takim przypadku sprawdzić, czy ktoś kto napisał „Scythe to najlepsza gra dekady” to fan euro czy ameri, jakie elementy ceni w grach i dlaczego. Jeśli nie śledzi się wątków gry na bieżąco to często na forum trudniej też znaleźć wpis z wrażeniami danej osoby z konkretnej gry.  Zazwyczaj ginie on w masie mniej istotnych wpisów.

4) Wiarygodność – los recenzenta nie zależy od wydawnictw lecz od jego widowni – to jej opinia jest ważna. Często dany bloger ma stałych, zaufanych czytelników, którzy śledzą kanał od początku – z tego powodu jeśli fan euro bez interakcji powie, że konfrontacyjne ameri jest spoko, dostanie parę niewygodnych pytań o naglą zmianę poglądów.

Pierwszą rzeczą, o jaką pyta wydawnictwo po poproszeniu o grę do recenzji, jest liczba subskrybentów i odsłon. Jeśli kupisz grę po opinii zioma z forum, to co mu zrobisz? Jeśli zaś kupisz grę po recenzji, możesz wejść na kanał, zostawić komentarz, skrytykować na forum, zszargać opinię. Recenzje są częściej krytykowane przez fanów danej gry za wskazywanie jej wad, niż za ich „przemilczenie”.

5) Warsztat – po wykonaniu n recenzji uczysz się coraz lepiej precyzować swoje odczucia z rozgrywki, przekazywać je dalej. Potrafisz przedstawić zastosowane mechaniki w szerszym kontekście, porównując do innych tytułów. W końcu uczysz się jakie informacje są istotne dla czytelników, a jakie mają mniejsze znaczenie. Opinie na forum są często robione na gorąco, w sposób, który niewiele mówi o samej rozgrywce.

6) Marketing szeptany – jak często weryfikujesz, kto zostawił post na forum? Zwłaszcza, że często są to konta z kilkoma postami, udzielające się często w temacie gier tego samego wydawnictwa. Jakakolwiek próba krytyki tych gier spotyka się z atakami. Oczywiście mogą to być po prostu zagorzali fani, ale nie wierzę w przypadki. Wydawnictwa też śledzą fora, grupy facebookowe oraz Board Game Geek. Co więcej, pracownik działu public relations robi to w ramach swojej etatowej pracy.

W tym miejscu chciałbym jeszcze wspomnieć, iż cenię sobie opinię wielu osób z forum jak jak Dwntn, Akitainu, Rattkin, sqb1978, misioooo, farmer, schizofretka jednak ich upodobania plaszówkowe i gust poznawałem latami, nie każdy zaś ma tyle czasu.

Podsumowanie

Mam nadzieje, iż udało mi się przybliżyć Wam problem egzemplarzy recenzenckich oraz wskazać pewne kwestie wiążące się z powolnymi procesami profesjonalizacji branży. Liczę też, że dzięki tym 2 tekstom spojrzycie na osoby recenzujące gry planszowe niejako z innej strony. Granie w gry planszowe to świetna zabawa, jednak gdy zaczynasz coś robić nie tylko dlatego, że masz na to ochotę pasja traci trochę swój urok.

Osobiście nie otrzymuję egzemplarzy recenzenckich – jednak jest to w dużej mierze kwestia mojego wyboru. Łatwiejszy dostęp do gier pewnie zmotywował by mnie bym pisał więcej tekstów,  przesłał bym wtedy grać, bo chcę a zaczął bym grać, bo „muszę”. Na czym polega różnica świetnie zauważył ostatnio Tomek Podgórski (gracz). Warto podkreślać, że często bycie recenzentem to praca. Miałem tego mały przedsmak, gdy grałem w Lords of Hellas przede wszystkim po to, by wypunktować grę. Zamiast czerpać przyjemność z rozgrywki i być pod wrażeniem ciekawych zagrań moich przeciwników to myślałem tylko o tym, że zasady dopuszczają taki ruch i czy nie jest to jakiś błąd w tej grze, niedopatrzenie zasad, które można wykorzystać i które niszczy balans itd. Choć z drugiej strony, takie podejście – szukanie wad, a nie zalet, a potem ich opublikowanie mi się podobało samo w sobie. Jest to jednak wymiana, której chyba doświadcza każdy recenzent. Traci część beztroskiej radości z rozgrywki na rzecz satysfakcji z przekazania swoich opinii i wrażeń.

4 komentarze

  1. Ink

    Jednego stwierdzenia nie rozumiem, a raczej potrzebowałbym uzasadnienia:

    „Sklepy, w przeciwieństwie do wydawnictw, są zainteresowane również negatywnymi recenzjami”

    Dlaczego sklep (w odróżnieniu od wydawnictwa) miałby być bardziej zainteresowany negatywną recenzją czegoś, co sprzedaje?

    • Rocy7

      To pokysl esspresso. Z tego co rozumiem założenie jest takie, iz sklep wysyłałby gre do recenzji jeszcze przed zamówieniem partii gier, dzięki czemu nie brałby slabych gier do sprzedaży. Problemem byłoby opóżnienie dostepnosci gry w danym sklepie.

      • Ink

        Ano. Trudno mi sobie wyobrazić sklep opóźniający dostępność gry nawet (optymistycznie szacując) 2-3 tygodnie, żeby posłuchać opinii jakiegoś recenzenta.

        • To oczywiście tylko moje zdanie, ale dlaczego sklepy nie miałyby być zainteresowane negatywnymi recenzjami? W innych branżach zarówno pozytywne, jak i negatywne opnie klientów są często dostępne na stronie produktu. Sklepowi nie zależy, żeby sprzedać konkretny tytuł, tylko żeby sprzedać jakiś tytuł – najlepiej taki, który zadowoli klienta, gdyż taki klient wróci na dalsze zakupy.
          Jeżeli gra zbierze dużo negatywnych opinii, to sklep po prostu ustawi ją sobie „na zamówienie”, zamiast trzymać jej zapas na magazynie.
          Wydawnictwa to co innego, wiadomo, że chcą promować swoje własne tytuły.

Odpowiedz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.Pola wymagane są oznaczone *

*