Home / Recenzje / Gry dla wielu graczy / Uboot: The Board Game

Uboot: The Board Game

„Kontakt 4, kurs 170, namiar 300, odległość 3 kilometry i maleje.”
„Ustawić TDC na kontakty od 2 do 4, po jednej torpedzie.”
„TDC ustawiony.”
„Zalać wyrzutnie od 1 do 3.”
„Wyrzutnie zalane.”
„Odpalić torpedy 1, 2 i 3.”
„Torpedy w wodzie!”
„Dwa statki trafione! Atakuje nas niszczyciel!!!”
„Peryskop w dół! Manewr unikowy na kurs 90! Załoga zająć pozycje do zmiany głębokości! Zanurzenie głębokość 80m!”

To nie jest fragment książki o okrętach podwodnych ani scenariusz filmu wojennego. To relacja z rozgrywki w nową, nietypową grę planszową, która właśnie robi furorę na Kickstarterze. Nie będzie to sukces na miarę CMON czy Awaken Realms, jednak zdecydowanie jest się czym chwalić – kampania jeszcze się nie skończyła a już jest prawie 7500 wspierających i 750 tysięcy USD. Co takiego ma w sobie Uboot: The Board Game, że Phalanx osiągnął taki sukces? Miałem możliwość pograć w wersję testową, więc chciałbym się z Wami podzielić moimi wrażeniami.

Uboot: The Board Game to kooperacyjny symulator niemieckiego okrętu podwodnego podczas Drugiej Wojny Światowej. Gra jest bardzo nietypowa, gdyż rozgrywa się ją w czasie rzeczywistym oraz w niespotykany dotychczas sposób wykorzystuje aplikację mobilną. Ale może po kolei…

Typowym chwytem podbijającym sprzedaż na KS są figurki. Tutaj też je mamy – 16 marynarzy pełniących rozmaite funkcje na okręcie. Jednak w Uboocie te figurki nie robią większego wrażenia, gdyż tak naprawdę są tylko dodatkiem do modelu okrętu podwodnego, który robi za planszę. A ten model, proszę ja Was, wrażenie robi.. Oj robi… Świetnie wykonany, ze sklejki, po pierwszym zmontowaniu dzielony na 3 części i bez problemu przechowywany w pudełku gry. Podczas rozgrywki marynarze przemieszczają się po nim i wręcz przed oczami przelatują graczom znane sceny z filmów wojennych. To je ono!

Wiele osób zarzucało na forum, że ten model jest zupełnie niepotrzebny, że tylko podnosi koszty. W zasadzie się z nimi zgadzałem. Uważałem, że to fajny bajer ale nic ponad to. Ale zdjęcia i filmy nie oddają tego co odczuwamy na żywo. Gdy otworzyłem pierwszy raz pudełko, to momentalnie zmieniłem swoje nastawienie. Jest WOW! Ale wygląd to jedno. Zupełnie osobną kwestią jest niesamowity wkład w budowanie klimatu rozgrywki. A to już jest wartość nieoceniona. To się czuje i to jeszcze zanim gra się rozpocznie. Więc zdecydowanie – ten model jest potrzebny i jest wart swojej ceny. Warto też wspomnieć, że wg autorów zastosowanie modelu zamiast standardowej planszy, nie zrobiło istotnej różnicy dla ostatecznej ceny gry. Więc zdecydowanie – to jest strzał w dziesiątkę.

W budowaniu klimatu pomagają również dodatkowe elementy charakterystyczne dla pływania na okrętach – mapa, linijka, ołówek i kątomierz – służące do zaznaczania kursu okrętu, kalkulator do określania względem siebie pozycji uboota i celów. Wskaźniki szybkości i głębokości. Bardzo pomocna jest neoprenowa (gumowa?) mata z narysowanym okrętem i jego przedziałami oraz ikonami odpowiednich umiejętności, które się w nich wykorzystuje. Do tego dochodzą klasyczne elementy planszówek jak grube, solidne żetony i porządne karty.
Jest dobrze.

Ale wygląd i wykonanie to tylko wstęp. Co jest dalej? Zasady są nietypowe i odnalezienie się w instrukcji może być dla niektórych kłopotliwe, ale zapewne przed wydaniem będzie ona dopracowana.

Uboot: The Board Game jest przeznaczona dla czterech graczy, każdy z nich pełni określoną rolę. Pierwszy jest Kapitanem i to on ma decydujący głos – on wydaje rozkazy i podejmuje kluczowe decyzje. Pierwszy oficer obsługuje aplikację na smartfonie (lub tablecie) oraz zarządza pomocą medyczną. Nawigator odmierza kurs, dba o wyżywienie ale także (bardzo ważne!) odwzorowuje na mapie sytuacyjnej ułożenie okrętów i statków podczas ataku. Wreszcie Główny mechanik, który dba o stan techniczny okrętu oraz zarządza manewrowaniem (zmiany  szybkości czy zanurzenia).

Każdy z graczy dysponuje czterema marynarzami, którzy mogą wykonywać rozmaite zadania. Wszyscy mogą robić wszystko ale dużo skuteczniej działają, jeżeli znają się na tym co robią – czyli mają odpowiednie umiejętności. Z czterech ludzi podległych Mechanikowi, dwóch zna się na zbiornikach balastowych, dwaj inni znają się na silnikach, wszyscy potrafią naprawiać różne rzeczy. Gracz zarządza swoimi ludźmi dbając o to, aby w odpowiedniej chwili znaleźli się we właściwym miejscu. Jest o tyle istotne, że w zależności od podejmowanego działania muszą się oni znaleźć w różnych przedziałach okrętu.

Przy zanurzaniu, dwóch marynarzy w centrali steruje zbiornikami balastowymi, trzeci musi być w maszynowni przy dieslach żeby je wyłączyć a czwarty na rufie przy silnikach elektrycznych żeby je włączyć. Ale już do zmiany prędkości potrzeba dwóch marynarzy w maszynowni… Aby utrudnić życie nie ma tak, że każdy sobie chodzi kiedy chce i gdzie chce. Przemieszczanie się wymaga ogłoszenia Mobilizacji przez Kapitana, podczas której gracze mogą przestawić swoich marynarzy. Lepiej więc planować swoje czynności z wyprzedzeniem. Tym bardziej, że co 6 godzin czasu gry następuje zmiana wachty. A zmiennicy często mają trochę inny zestaw umiejętności i znowu okazuje się, że lepiej by było jakby ci konkretni podwodniacy byli w innym miejscu…

Każdy wykonany rozkaz zwiększa zmęczenie marynarza, który go wykonał, jest to zaznaczane położeniem żetonu przy jego karcie. Maksymalnie przy postaci mogą być trzy takie żetony a każda czynność wymaga użycia jednego lub dwóch. Jeżeli marynarz okaże się zbyt zmęczony, to nie będzie już mógł nic więcej robić a czas na odpoczynek będzie dopiero po zmianie wachty. Co gorsza ewentualne rany lub choroby również zmniejszają możliwości załogi.

Dodatkowo mamy też ogólny licznik rozkazów, który służy do oceniania ogólnego zmęczenia załogi. Jeżeli nasi załoganci dostaną zbyt wiele rozkazów zbyt krótkim czasie, to ich morale może znacznie się obniżyć. A to oznacza nieprzyjemne wydarzenia, wypadki i rozmaite przykrości. Jeżeli zaś morale spadnie zbyt nisko, to może się okazać, że załoga zbuntuje się, a to oczywiście zakończy naszą misję. Licznik rozkazów zostaje wyzerowany co 12 godzin ale morale jest już dużo trudniej podnieść więc warto o nie dbać.

Dobre planowanie jest podstawą udanego ataku. Aby trafić torpedami w cel, trzeba wykryć wroga, podpłynąć do niego od boku, odwrócić się wyrzutniami w jego stronę … a wszystko to wymaga rozkazów… czasem więc warto przeciągnąć podejście do wroga tak, aby sam atak nastąpił po zmianie wachty i zresetowaniu licznika rozkazów. Podwodny As nie ma łatwego życia!

Jak już wspominałem, Uboot: The Board Game w znacznym stopniu korzysta z aplikacji mobilnej. Są już takie planszówki, więc może się wydawać, że to nie jest nic specjalnego. Prawda jest zgoła odmienna. Aplikacja odmierza czas gry, śledzi pozycje okrętów, informuje o awariach ale również o napotkanych konwojach. To ona odmierza czas gry, który może biec w trzech różnych przyspieszeniach – dzięki temu można znacznie skracać te nudne momenty rejsu. Dodatkowo aplikacja służy do namierzania celów przez peryskop. Dokładnie tak – gracz patrzy na telefon jakby był to okular peryskopu i widzi statki. Ustawia cele dla torped a później obserwuje jak toną. Tylko najlepiej niezbyt długo, bo eskorta już pędzi w waszą stronę. Tak duże zintegrowanie aplikacji z grą planszową jest poważnym novum i to czuć podczas rozgrywki.

Ale to nie jedyna nowość. Wszystkie gry kooperacyjne, które dotychczas widziałem to w zasadzie były gry semi-solo, w których zadania jednego gracza podzielono na kilku graczy. Innymi słowy podział zadań był udawany a jedna osoba spokojnie wszystko ogarniała. Tymczasem Uboot: The Board Game to gra dla czterech osób. I to JEST gra dla czterech osób. Owszem, można grać w mniejszą ilość graczy. Teoretycznie nawet można grać solo… ale… Każda rola na okręcie jest istotna. Do tego zdarzają się kumulacje, gdy każdy ma coś do zrobienia w tym samym momencie.

W połączeniu z zegarem i czasem, który bez przerwy nam ucieka okazuje się, że jedna osoba może co najwyżej schować się do kącika i cichutko popłakiwać. Chyba, że prawdziwi z Was twardziele i morskie wilki. Wszystkie osoby są potrzebne i przydatne. Owszem, bywa, że dana osoba nie ma co robić, by za chwilę z napięciem dawać znaczny wkład w rozgrywkę. Na szczęście autorzy pracują nad dopracowaniem trybu solo, więc można oczekiwać, że będzie dużo lepiej.

Typowym problemem gier kooperacyjnych jest gracz alfa. W Uboocie taki gracz zostanie kapitanem, będzie podejmować główne decyzje, ale nie będzie mieć czasu ani sił czasu aby nadzorować wszystkie aspekty tego co się dzieje. Kapitan decyduje a zmianie kursu czy wynurzeniu. Ale to Mechanik musi zadbać o właściwe ustawienie swoich ludzi. Podział zadań jest istotny i faktycznie działa. To naprawdę jest koop.

Uboot: The Board Game to nie tylko planszówka. To jest najprawdziwszy symulator okrętu podwodnego. Jeżeli jeszcze gracze zadbają o odrobinę wojskowego drylu – jak potwierdzanie wydanych i wykonanych rozkazów, to nie ma problemu żeby wczuć się w rozgrywkę i poczuć się prawdziwym podwodniakiem. Nigdy aż tak się nie wczuwałem w żadną grę.

Do tego dochodzą duże emocje i napięcie. Gdy podchodziliśmy pod konwój… ten moment gdy Pierwszy podaje namiary celów a Nawigator na bieżąco aktualizuje pozycje statków na planszetce. “Kurs namiar odległość, kurs namiar odległość, kurs namiar odległość…”. Niby nic. A obaj byliśmy w najwyższym stopniu podekscytowani…

Ale żeby nie było za słodko, warto dolać odrobinę dziegciu. Przede wszystkim, to nie jest gra dla tych, co lubią sobie wszystko na spokojnie dokładnie wyliczyć i matematycznie zaplanować. Najlepszy plan ataku może się posypać jeżeli nagle nastąpi awaria… To nie jest gra dla tych, którzy nie lubią działania pod presją. Uciekający czas powoduje, że trzeba się szybko dostosowywać i reagować. Trzeba się liczyć z tym, że jak na wojnie – momenty ekscytacji są przetykane chwilami gdy nic się nie dzieje. Dobrze jest też mieć stałą ekipę graczy ale nie jest to konieczne.

Natomiast bardzo dobrze jest siadać do stołu mając komplet czterech graczy, no chyba, że jesteście weteranami i dacie radę ogarnąć obowiązki z łączonych funkcji. Na szczęście wydawcy zapewniają, że przed wydaniem gry, tryb dla mniejszej ilości graczy (w tym solo) zostanie znacznie udoskonalony. Faktycznie, wprowadzenie pauzy oraz zmniejszenie intensywności wydarzeń powinno rozwiązać ten problem.

ALE…

Jeżeli lubicie emocje i klimat to jest to coś dla Was. Uboot: The Board Game zapewni Wam świetną zabawę.
Jeżeli jeszcze lubicie marynistykę to będziecie szczęśliwi.
Jeżeli lubicie okręty podwodne… to zapukacie do nieba bram.


EDIT: Autorzy gry przygotowali film z przykładem rozgrywki solo – warto go zobaczyć.


 

One comment

  1. https://www.youtube.com/watch?v=qDRqcNYSEP4&feature=youtu.be

    dla tych, którzy chcą zobaczyć grę w akcji dla dwóch

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*