Home / Rzut okiem / Gry dla graczy / Confucius – po raz pierwszy

Confucius – po raz pierwszy

Właśnie wróciłem z cotygodniowego spotkania planszówkowego w gliwickim MDK’u. Zagraliśmy na nim w 4-osobowego Konfucjusza. Grę, na którą czekałem od wielu miesięcy. Grę, która ze względu na problemy produkcyjne została jak dotąd wydana zaledwie w kilkudziesięciu egzemplarzach. Grę, która od momentu gdy po raz pierwszy przeczytałem, że zbudowana zostanie wokół mechanizmu subtelnego wywierania na przeciwników wpływu za pomocą dawania prezentów wzbudziła moje ogromne zainteresowanie i oczekiwania.Żeby w pełni ocenić/docenić Konfucjusza i występujące w nim mechanizmy jedna rozgrywka to bez wątpienia za mało. Z drugiej strony już podczas tej pierwszej, testowej i szkoleniowej gry, działo się bardzo dużo i dlatego już dziś, na gorąco postanowiłem kilka słów o niej napisać.

Przeciwnicy w Konfucjuszu wcielają się w głowy chińskich rodów podczas panowania dynastii Ming. Starają się uzyskać jak największe wpływy w rządzie, w armii i flocie budując sieć politycznych i towarzyskich wpływów. Przekupują urzędników, rekrutują armie, przy użyciu których starają się brać udział w militarnych podbojach, budują dżonki, dzięki którym mogą czerpać korzyści z rejsów do dalekich krain, a także robią wszystko aby kandydaci z ich rodzin wypadli najlepiej podczas cesarskich egzaminów otrzymując ministerialne posady. Aby zabezpieczyć się przed możliwością pokrzyżowania planów przez przeciwników lub aby zapewnić sobie ich pomoc w realizacji swoich zamierzeń gracze rozdają upominki. To na czym będzie polegał mechanizm dawania prezentów i jak wielki będzie miał wpływ na rozgrywkę było głównym pytaniem, które zadawałem sobie w oczekiwaniu na wydanie Konfucjusza.

Gdy kilka miesięcy temu po raz pierwszy przeczytałem reguły wiedziałem, że będzie kluczowy i bez wątpienia nie został potraktowany w nudny czy zbyt uproszczony sposób. Po pierwszej rozgrywce uważam, że cała gra została wokół niego zbudowana i jest to mechanizm, który jest naprawdę nowatorski. W Konfucjuszu gracze mają do wykonania w każdej turze określoną ilość akcji . To jak wiele określa suma otrzymanych i rozdanych przez nich upominków. Jednym z 3 podstawowych źródeł punktów zwycięstwa w grze jest uzyskiwanie większości wpływów w Ministerstwach. Dając przeciwnikowi upominek ograniczamy jego możliwości zwiększania wpływów w Ministerstwie, w którym przekupiliśmy chociaż jednego urzędnika. Dodatkowo gdy nadejdzie chwila rozstrzygania tego komu przypadną nagradzane punktami 2 stanowiska w danym Ministerstwie możemy zapewnić sobie poparcie jednego lub kilku przeciwników, dzięki temu, że obdarzyliśmy ich odpowiednio wartościowymi prezentami. Wynikające z otrzymania upominku zobowiązanie skłania także przeciwników do współfinansowania nauki naszego kandydata przystępującego do cesarskiego egzaminu. Oczywiście otrzymanie upominku nie wiąże nam rąk na całą rozgrywkę. Możemy anulować zobowiązanie z tego wynikające poprzez danie przeciwnikowi upominku bardziej wartościowego, przekazanie wpływu na opłaconego przez nas wcześniej urzędnika, zapłacenie odpowiednio większej kwoty na przygotowanie kandydata z rodu przeciwnika do cesarskiego egzaminu lub spłatę długu wdzięczności poprzez przekazanie poparcia podczas rozstrzygania większości w Ministerstwach.

Dzisiaj zagraliśmy partię w trybie podstawowym. Rozgrywka zaawansowana pozwala dodatkowo wykorzystać upominki do składania Cesarzowi petycji. W takim trybie każdy z prezentów o wartościach 2-6 juanów pozwala na jednorazowe wykonanie odpowiadającej mu akcji specjalnej.

W dzisiejszej partii wszyscy czterej gracze byli debiutantami. Jeden z nich, oprócz mnie przeczytał przed grą instrukcję. Ja na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy przeczytałem ją 3 razy i dzięki temu mogłem spróbować swoich sił w wytłumaczeniu reguł przeciwnikom. Zajęło mi to około 30 minut (znacznie dłużej niż w jakiejkolwiek innej grze). Pomimo tego, że ilość reguł i stopień ich wzajemnego powiązania robi nawet na doświadczonych graczach spore wrażenie rozgrywka przebiegła bardzo płynnie. Kilka razy sprawdzaliśmy szczegóły w instrukcji ale w żadnej sytuacji nie pojawiły się problemy z interpretacją reguł.

Jak wspomniałem juz wcześniej w Konfucjuszu istnieją 3 podstawowe sposoby zdobywania punktów: poprzez przekupywanie urzędników w Ministerstwach, poprzez podboje militarne oraz poprzez odbywanie rejsów do odległych krain. Grę wygrał Mariusz (Bogas), który jako jedyny uzyskał punkty dzięki morskim podróżom. W kilkuosobowej grze, w której tylko jeden z przeciwnków wykorzystuje jedną z dostępnych dróg prowadzących do zwycięstwa podczas gdy pozostali rywalizują zaciekle na innych polach jego zwycięstwo jest często oczywiste. W naszej partii było ono jednak minimalne. Drugie miejsce zdobyłem stosując strategię mieszaną dużą uwagę poświęcając przygotowaniu kandydatów do cesarskich egzaminów. Gdybym pod koniec gry nie zrezygnował z wysłania zbudowanych wcześniej dżonek w rejs prawdopodobnie udało by mi się wygrać zdobywając (jako jedyny z graczy) punkty na każdy z 3 podstawowych sposobów. Ogólnie nie widać żeby w grze istniała strategia wygrywająca zwłaszcza, że to ile punktów możemy uzyskać w poszczególnych dziedzinach jest określane losowo na początku rozgrywki.

W grze jest ogromna interakcja wynikająca przede wszystkim z zależności tworzonych poprzez wręczanie upominków ale także przez blokowanie niektórych akcji (wystawianie kandydatów do cesarskich egzaminów), wyścigu w wykonaniu innych (odkrycia geograficzne) oraz b.ciekawy mechanizm podbojów militarnych (które muszą zostać zakończone w określonym czasie co często wymaga zgodnej współpracy dwóch lub więcej graczy). Po przeczytaniu instrukcji obawiałem się czy minusem gry nie będzie losowość uzyskiwania kart cesarkich nagród (dających dodatkowe akcje w zamian za udział w akcjach militarnych lub w podróżach dalekomorskich) oraz kart Konfucjusza, których potrzebujemy dla opłacenia różnych działań. W naszej rozgrywce nie zauważyliśmy żeby losowość ta psuła zabawę. Zdarzyły się pojedyncze jęki zawodu przy pozyskiwaniu dochodów ale żaden z graczy nie obciążał losu winą za swoje niepowodzenia. Ponieważ każda z kart daje juany lub licencje (konieczne do rekrutacji wojska i wypłynięcia w morze wyprodukowanych wcześniej dżonek) – w różnych konfiguracjach ale zawsze z sumą obu tych dóbr równą 4 a pieniądze wykorzystać można na wiele sposobów losowość pozyskiwanych dochodów będzie pewnie czasami zmuszała do zmiany planów ale raczej nie powinna mieć znaczącego wpływu na rozgrywkę. Podobnie karty nagród cesarskich dające zróżnicowane przywileje urozmaicają rozgrywkę nie psując jej.

Konfucjusz jest typową grą graczy – złożoną i wymagającą, premiującą zarówno doświadczenie jak i uważne śledzenie poczynań przeciwników. Gra wykonana jest bardzo dobrze, z klimatyczną i przejrzystą grafiką, ciekawie napisaną instrukcją i dużą dbałością o szczegóły (np.projekt pudełka został poprawiony gdy chiński konsultant zauważył, że w orszaku cesarza jest przynosząca pecha, nieparzysta liczba osób). Jestem bardzo ciekawy jak będzie radziła sobie na BGG gdy Wydawca upora się w końcu z dostarczeniem na rynek większej liczby egzemplarzy.

Ogólna ocena:

Złożonoś
ć gry:


Oprawa wizualna:

Zdjęcia

4 komentarze

  1. Gra bardzo dobra. Z gatunku tych, o których myśli się jeszcze dłuuugo po zakończeniu rozgrywki. Dłuuugo, by też o niuansach tej gry opowiadać. Dlatego będzie długo ;)
    Stopień skomplikowania dość duży, ale myślałem, że będzie gorzej. Ilość możliwych do podjęcia decyzji bardzo duża, a sieć powiązań miedzy nimi dość gęsta. Dlatego po wysłuchaniu zasad miałem podobne odczucie jak niegdyś po przeczytaniu instrukcji do Reef Encountera: „Ok. Wiem jakie mam możliwości zagrań, ale jakie będą ich konsekwencje i od czego by tu zacząć nie mam pojęcia!!!”. Jednak w odróżnieniu od pierwszej partii w Reefa po tej rozgrywce w Konfucjusza wydaje mi się, że wiem co się działo i mniej więcej wiem, co dało by się jeszcze poprawić i zmienić w mojej grze. A to już dużo. Z mst zgodnie stwierdziliśmy, że zaniedbaliśmy w tej pierwszej grze możliwość przekupywania urzędników „wstępnie podkupionych” przez innych graczy i inwestowaliśmy tylko w tych jeszcze nieskorumpowanych. System podarków i związanych z tym zobowiązań wobec innych graczy też wielce ciekawy, ale z początku trudny do ogarnięcia. Na myśl przychodzą mi czasy PRL-u i filmy Bareji, np. kiedy to Ryszard Ochucki poszedł załatwiać bilet lotniczy m.in. z kiełbasą pod pachą. Niestety w odróżnieniu od tej sytuacji filmowej nie możemy tak po prostu tej „podwawelskiej” oddać mówiąc „Proszę, proszę nie zjem panu”. Są natomiast inne metody pozbywania się niechcianych podarków, o czym pisał mst, ale wymagające nieraz sporych poświęceń. Tak w połowie rozgrywki zaczęły wypływać te wszystkie zależności i powiązania, a my co raz doznawaliśmy olśnienia. Reasumując, trzeba będzie przynajmniej jeszcze kilka razy zagrać. Koniecznie!

  2. Jak dla mnie duze rozczarowanie. Poczatek obiecujacy, tempo dosc szybkie mimo duzego ciezaru regul. Niestety calosc przy 5. graczach jest totalnie niegrywalna przez gigantyczny kingmaking. Wlasciwie ciezko mowic tutaj o jakims osiagnieciu gracza – ostateczne miejsce zalezalo tylko i wylacznie od decyzji konkurentow. Do tego sytem prezentow i zaleznosci bardzo komplikuje sprawy, a proby jakiejs swiadomej gry w tej dziedzinie sa z gory skazane na niepowodzenie (jak sobie poradzisz z jednym graczem, to drugi Ci daje prezent). Efekt jest taki, ze przez cala gre ciula sie pewne punkty (wyprawy wojskowe i morskie), a na koniec cos tam wychodzi z ministerstw i ktos wygrywa.
    Byc moze przy mniejszej ilosci graczy jest to latwiejsze do opanowania. Byc moze przy zaawansowanej ekipie latwiej idzie ogarnac calosc. Byc moze wariant zaawansowany bardzo zmienia obraz gry (chociaz watpie). Na razie, po jednej 5-osobowej rozgrywce jestem bardzo rozczarowany i gra wypada z listy zakupow. Dam jej moze jeszcze jedna szanse w mniejszym, zaawansowanym gronie, ale bez specjalnych nadziei. Poki co odradzam.

  3. Jestem zwolennikiem tego typu gier i nie zauważyłem żadnych niedociągnięć a jeżeli takowe się zdążają to tylko i wyłącznie z nie umiejętnej gry i braku doświadczenia (co zdąża się zazwyczaj przy pierwszych partiach nie zależnie od typu gry).
    Gra na pewno bardzo złożona a zarazem łatwa do opanowania po kilku rundach wiadomo jak i co działa, nie sprawia takiego wrażenia przed pierwszą grą. Oczywiście patrząc na swoich współgraczy i przekrój miłośników gier planszowych raczej nie łatwo będzie o wielkich zwolenników, gra wagi ciężkiej w żadnym wypadku dla początkujących i to może być jej główna wada. Jak dla mnie prawie ideał choć wiele, wiele, jeszcze przede mną jak sadzę więc dodam (jak do tej pory). Polecam

  4. Tez gralem raz i tez w 5 osob i choc zgadzam sie, ze stopien komplikacji regul dosc duzy (byc moze gra jest nawet ciut przekombinowana) to nie bardzo rozumiem zarzutu Szymona o ‚gigantyczny kingmaking’, skoro sam zaraz potem napisal, ze w jego jedynej rozgrywce ‚na koniec cos tam wyszlo z ministerstw i ktos wygral’. Skoro stalo sie to na koniec i nie bylo oczywiste to gdzie ten ‚gigantyczny kingmaking’? Byc moze nie rozumiem o co w kingmakingu chodzi, ale jesli chodzi o to, ze gracze moga w czasie rozgrywki uczynic jednego z nich ‚niekwestionowanym zwyciezca’ to chyba Konfucjusz jest pod tym wzgledem znacznie mniej przewidywalny…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*