Home / Recenzje / Gry dla graczy / Chaos Arena – walka magów w stylu retro

Chaos Arena – walka magów w stylu retro

Dawno, dawno temu, zanim jeszcze Michał Oracz wymyślił walkę magów w Witchcrafcie, Richard Borg rozpętał wojnę zielonoskórych stworków w Battle Lore, a Dr. Reiner wprowadził matematykę do świata Tolkiena, tworząc Władcę Pierścieni: Konfrontację; dwóch szalonych Holendrów wyłoniło się z chaosu i oparów marihuany uzupełniając kategorię dwuosobowych gier w klimacie fantasy o nietuzinkową pozycję.

Gra Chaos Arena, bo o niej tu właśnie mowa, nie jest więc nowością z Essen. Jest owej nowości antytezą. Szesnastoletni już tytuł to gra trącąca cokolwiek myszką, choć jak na swoje lata trzyma się zaskakująco nieźle. Na grę natrafiłem przypadkiem: na BGG jest o niej tyle co nic, nikt jej nie zna, nigdzie nie można jej kupić. Zainteresowała mnie jednak na tyle, że dogrzebałem się wreszcie strony wydawnictwa gdzie odnalazłem sklepik. Jako że cena okazała się zachęcająca, a ja nieustająco szukam lekkich dwuosobówek w klimacie fantasy, który uwielbia moja żona, zaryzykowałem i zakupiłem.

Gra z Holandii wędrowała do mnie przez różne wymiary i wszechświaty – dotarła po trzech tygodniach. Gdy wreszcie zajrzałem do pudełka morda mi się roześmiała. Znalazłem w nim piękną kolorową planszę przedstawiającą tytułową arenę podzielona na heksy, dwie talie kart z klimatycznymi grafikami i kupą tekstu, woreczek pełen okrągłych pionów-dysków i (uwaga eurogracze: bójcie się!) dwie kości sześciościenne: czarną i białą. Holendrzy w instrukcji piszą, że nie chcą się przyczyniać do nędznej doli nieletnich pracowników w krajach trzeciego świata, więc komponenty zamówili u poważnych rzemieślników z Amsterdamu. Jakość cieszy więc oko, a i sumienie nadszarpnięte po zakupie gier produkowanych w Chinach mniej gryzie i można się poczuć, jako odpowiedzialny konsument, szlachetniej.

Efekt pracy amsterdamskich rzemieślników – jest ładnie, Autor: marbletemple

Efekt pracy amsterdamskich rzemieślników – jest ładnie, Autor: marbletemple

O co jednak w samej grze chodzi? Każdy z graczy wciela się w rolę maga (dobrego lub złego), który wspierany przez hordę, mniej lub bardziej, użytecznych stworów mierzyć się będzie na arenie z innym magiem (złym lub dobrym) i jego stworami oczywiście.

Gracz w każdej ze swoich tur najpierw wprowadza na arenę kolejnego stwora, następnie może przemieścić wszystkie postaci które już są na arenie i rozegrać walki z postaciami przeciwnika. Na koniec mag rzuca czar o ile przygotował go już w poprzedniej rundzie i nie zdekoncentrował się poruszając lub atakując.

Oczywiście szybkość ruchu i powodzenie w walce zależy od właściwości poszczególnych postaci. Mamy w ekipie kilku zwiadowców (hobbity, lub gobliny) którzy są szybcy, jednak w walce niemal nieprzydatni, łuczników którzy mogą razić przeciwnika na odległość, wojowników (średnio silni i średnio szybcy) i berserkerów, oraz jednego rycerza, który porusza się w tempie żółwim, ale jak już dojdzie zabija jednym ciosem lewej ręki. Całą tą zgraja dowodzi oczywiście nasz mag.

Walki są rozstrzygane w sposób znany i sprawdzony: siła postaci + wynik rzutu kostką = śmierć rywala, lub twoja. Teoretycznie duży poziom losowości w walce zmniejsza możliwość toczenia walk zespołowych. Jeśli w bitwie uczestniczy kilka naszych postaci (wszystkie stoją na sąsiednich polach) ich siła sumuje się. Tak więc jeden hobbit (siła 1) walczący z rycerzem (siła 5) ma szanse na zwycięstwo mieszczące się w granicach błędu statystycznego, natomiast cztery hobbity okładające tego samego rycerza są mu niemal równe. Do kupy panowie, do kupy – kupy nikt nie ruszy!

Karta postaci złego maga

Karta postaci złego maga

Walki są solą gry, jednak chaos jest obecny na arenie także w inny sposób. Jako że jest ona polem walk od tysiącleci można znaleźć tam wiele przedmiotów (mniej lub bardziej użytecznych), lub napotkać na niecodzienne zjawiska (mniej lub bardziej śmiercionośne) – swoiste pamiątki poprzednich walk. Tu mechanizm również nie należy do trudnych. Nasze postaci natrafiają na coś jeśli wyrzucimy na kostkach odpowiednie liczby (prawdopodobieństwo jest tym większe im więcej postaci wprowadziliśmy na planszę). Jeśli cos znajdujemy wybieramy postać i ciągniemy kartę z talii chaosu. Oczywiście warto wybierać słabe postaci ponieważ jeśli natrafią na minę i zginą nie będziemy po nich długo płakać. Jeśli jednak odnajdą cos cennego zawsze mogą to przekazać innym postaciom.

Niezwykle mocnym punktem gry jest humor! I to nie humor rodem z polskiej, „śmiesznej” gry.
Szaleni Holendrzy maja duży dystans do siebie i swego dzieła. Wyśmiewają na równi wszelkie świętości świata fantasy (np. jedna z postaci hobbita ma napisane na karcie: „Właśnie znalazłem pierścień. Czy mógłbym go zatrzymać?”) a nawet byłego już (thank you Lord!), amerykańskiego prezydenta (w talii chaosu możemy znaleźć potworka, który zwie się Megallomaniac Demon Bush).

Ekipa grzecznych chłopców w komplecie

Ekipa grzecznych chłopców w komplecie

W Chaos Arenę gra mi się bardzo przyjemnie. Choć gra oczywiście jest dość losowa to mamy tu wybory i strategie. Bardzo istotnym elementem są rzucane przez naszego maga czary, które umiejętnie zagrywane mogą odwrócić trudną sytuację do której doprowadził nas pech w kościach i kartach. W grze panuje tytułowy chaos, ale nie boli i daje mnóstwo fun’u. Jedynym poważnym minusem gry jest długość jej trwania. Pojedyncza rozgrywka może trwać ponad godzinę. Wynika to głównie ze sporego rozmiaru areny. Domyślam się że twórcy powiększyli ją aby wyeliminować pewne podstawowe strategie, które mogłyby zepsuć grę, jednak lekka dwuosobówka powinna trwać krócej. Drugim, mniejszym już minusem, jest brak zróżnicowania ekip dobrego i złego maga. Źli mają jedynie bardziej parszywe mordy i ciemniejszą karnację, a jeśli chodzi o cechy są lustrzanym odbiciem tych dobrych.

Podsumowując – jeśli szukasz szachów na sterydach (a raczej po wypaleniu skręta), w których rzuca się kostką i jednocześnie jesteś fanem prozy Pratchetta kupuj grę w ciemno.
W innym przypadku zagraj u kolegi, czyli u mnie, bo jestem chyba właścicielem jedynego egzemplarza gry Chaos Arena w tym kraju.

Poczucia humoru nie można twórcom gry odmówić, autor: White Stone

Poczucia humoru nie można twórcom gry odmówić, autor: White Stone

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

7 komentarzy

  1. Filip proszę Cie o jedno – pisz więcej tekstów :D Świetnie się czyta to co wychodzi spod Twojej klawiatury :)

    A na Chaos Arenę się piszę z chęcią ;)

  2. Tak, pisz więcej, będę wiedział czego unikać :D ;-)
    (ale potwierdzam – czyta się dobrze :-) )

  3. Yoszu: merci, postaram się.
    Jax: no wiedziałem że jak napiszę o dwóch takich grach z rzędu to wyjdę na jakiegoś ameritrashowca:) Następnym razem będzie analiza eurogry bez kostek, no co najwyżesz z kosteczkami, czyli takimi kolorowymi sześcianikami znanymi skądinąd;))

  4. Kolejny świetnie napisany tekst. Uwielbiam, jak recenzent pozwala mi wyobrazić sobie, jak wygląda gra w praktyce, bez zbytniego zagłębiania się w niuanse mechaniki, z których i tak nic nie rozumiem. I Tobie to się udaje. Pisz więcej!

  5. Mnie też się podobała recenzja, ale jedno
    mnie zastanawia. Skąd Holendrzy wiedzieli
    w 1992 jak będzie się nazywał ustępujący
    właśnie prezydent USA, bo przecież nie mogli
    nazwać megalomaniakiem G.Busha seniora :)

  6. Godd point dominusie. Holendrzy żyją, nie są geriatrykami i wprowadzają poprawki do swojej gry. Ja jestem właścicielem trzeciej edycji wydanej w 2005 roku. Dodali Busha po prostu, zapewne z poczucia obywatelskiego obowiązku wobec ludzkości;)

  7. Przyznam że dobrą chwilę się nad tym zastanawiałem i…nie wpadłem na to
    oczywiste, dopiero teraz, rozwiązanie :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*