Home / Recenzje / Gry rodzinne / Ad Astra – pewnego razu w kosmosie

Ad Astra – pewnego razu w kosmosie

Pewnego razu, w pewnym miejscu we wszechświecie, na pewnej planecie, w pewnym domu, przy pewnym stole, mogłyby spotkać się trzy osoby, aby pograć w pewną sympatyczną grę o kosmosie.

Postaci:

I – Ignaś, V – Veri, M – Miro

Goście: Zuza i Stach


AKT I

SCENA I

I: O, to ta gra podobna do Osadników!

V: W którym miejscu do Osadników?

I: No są przecież karty surowców, handel, budowanie i produkcja: x1 za kolonię i x2 za fabrykę. Zupełnie jak za osadę i miasto w Catanie.

V: Surowce, handel, budowanie i produkcja są w wielu grach. Trzon działania jest przecież zupełnie inny. Jak już to bardziej mi to przypomina Vasco da Gamę.

I: Że jak?  Toż to zupełnie inna liga!

V: Zgadza się, Ad Astra jest leciutka. Niemniej obstawiasz akcje i nadajesz im numerek. Z jednej strony musisz swoje akcje wykonać w sensownej kolejności, a z drugiej ubiec innych graczy. To jest podobne, musisz przyznać.

I: Eeeeee, naciągane podo…

(Skrzypnięcie drzwi)

M: O, będziecie grać w tę grę podobną do Szoguna?

SCENA II

M: I co, nie przypomina wam to Szoguna? Kładziemy zakryte karty akcji na odpowiednie pola.

I: W Szogunie kładziesz odwrotnie, prowincje na pola akcji. Tu nie masz nawet prowincji tylko kolejność…

V: No mówiłam, że jak w Vasco!

I: Grajmy, bo zapomnę już, jakie karty już położyłem. Co to ja chciałem, latać czy punktować?

V: A co będziesz punktował?

I: Niiiiiiic nie będę. Tak sobie mamroczę.

M: Acha, a za chwilę odkrywamy a tam punktowanie systemów. Patrz jak się rozlazł po planetach, wszędzie pełno tego żółtego plastiku. Jak nic odjedzie nam w punktacji. Veri, dawaj budowanie, machniemy sobie po fabryce – Ignaś nie ma surowców, więc nie pobuduje, a ja dam potem punktowanie infrastuktury.

I: Eeeej, to nie jest gra kooperacyjna! Bo nie będę z wami grał.

fot. LucyJo

SCENA III

V: Po co mi te wszystkie statki? Co za głupia losowa gra. Gdzie nie polecę ciągle trafiam na paliwo i wodę. Tu są jakieś inne planety?

M: Widać wszystkie minerały już zajęliśmy. Idź w monopol paliwa i sobie z bankiem powymieniasz 2:1.

I: Albo jeszcze więcej polatasz.

V: Bardzo śmieszne… Na oczy jedzenia nie widziałam. Niczego nie mogę zbudować, ciągle mi brakuje albo jednej „trawy” albo któregoś „kamyka”.

M: Nie jest tak źle, możesz punktować powtarzające sie surowce.

V: Jakbyś nie zauważył zagrałam już punktowanie surowców, teraz muszę zagrać dwa pozostałe. A wiem, że tobie by było na rękę punktowanie terraformerów, a  Ignasiowi systemów, więc jestem w d… , znaczy w kropce.

I: Nie kłócić mi się tam tam. To ma być relax. RELAX, słyszycieeeEE?!!!

fot. ScottE - Pięć kosmicznych ludów

AKT II

SCENA I

M: Super rozgrywka była. Bałem się, że po kilku partiach gra mi się znudzi, że będzie schematyczna i za lekka, ale ciągle chce mi się w nią grać. A co ważniejsze, żona i synek też ją bardzo lubią.

I: Innymi słowy, nie żałujesz zakupu Osadników w kosmosie.

V: Ty znowu z tymi Osadnikami. Catana nie lubię, taka popierdółka i do tego z kostką. A to mi się podoba.

I: A tu masz losowane planety i może sie okazać, że wyjdzie mało z jakimś surowcem i tak jak dzisiaj będziesz marudzić.

V: Co ty opowiadasz, ja nigdy nie marudzę nad planszą!

M: Doprecyzujmy, że nad stołem. Tu nie ma planszy. O, cześć Zuza!

fot. LucyJo

fot. William Hunt - bardziej klimatyczna wersja kosmosu

Zuza: A co to za makiety?

M: To nie makiety, to gra. Planszowa.

Zuza: Od kiedy bawisz się grami? Stary, dzieciaty i w gry się bawi.

V: Od paru lat. I to są gry do pogrania z całą rodziną lub bardziej skompikowane – tylko dla dorosłych.

Z: A ta jaka jest?

I: Dla dzieci i miłośników Osadników z Catanu.

V: Nie słuchaj go, płyta mu się zacięła. I w ogóle to już musi iść na dyliżans. Ta gra polega na…

SCENA II

(Kilka dni świetlnych później)

M: Fajnie Zuza, że przyjechaliście całą rodziną. Tylko babcia może się nie połapać o co chodzi. Chociaż, w zasadzie, to prosta gra jest.

(10 minut świetlnych później)

V: Tak więc widzicie przed sobą kawałek kosmosu. Mamy układy planetarne, od 3 do 7 planet maks wokół każdej gwiazdy, nie wszystkie planety z pudełka są wykorzystywane, ale my nie wiemy, których nie ma. I wiekszość…

Zuza: Ja powiem, ja! Bo pamiętam. Patrz, Stachu, i potem zbierasz surowce, to znaczy tymi kartami co masz, a nie… jeszcze nie masz, ale zaraz dostaniesz… kładziesz je na tej planszy i jak dasz produkcję to wybierasz i  tu masz surowce. Potem możesz budować i latasz statkami i odkrywasz planety i…

M: Zuza, może jednak my wytłumaczymy bo trochę nie po kolei opowiadasz.

fot. diddle74

V: Większość z planet produkuje jeden z sześciu dostępnych  w grze surowców. Za te surowce będziemy mogli następnie budować kolonie, fabryki, terraformery i statki. Dwie pierwsze pozwalają nam właśnie produkować, terra formery to czyste punkty a statkami odkrywamy nowe planety. Każdą planetę może zająć tylko jeden gracz. Wszystko co chcemy w grze zrobić mamy na kartach akcji, które po kolei, tak jak siedzimy i po jednej na raz, rozmieszczamy zakryte na tym torze na planszy a następnie od numeru „1” odkrywamy i realizujemy wszyscy daną akcję. To jak w Puerto Rico… a nie, nie graliście. Osoba, która wyłożyła daną akcję ma po prostu dodatkowy przywilej, np. może zbudować więcej rzeczy, a nie tylko jedną jak pozostali gracze.

– A czemu na dole są dwa symbole?

M: Bo w momencie odpalania akcji gracz wybiera, który z tych dwóch surowców chce produkować albo – na tej karcie – którą rzecz chce punktować.

V: Punktowanie jest najważniejsze, trzeba przemyśleć kiedy wyłożyć taką kartę, bo osoba, która w tym momencie zdobędzie najwięcej punktów dostaje jeszcze bonus 3 pkt. Poza tym tych kart nie odzyskujesz po zagraniu tylko dopiero jak wykorzystasz wszystkie trzy. Dobrze zagrana karta punktacji to…

– Kapisko, jasne. A co to jest?

M: Karta handlu, wszyscy gracze mogą wtedy z tobą wymieniać surowce, negocjować …

– A to?

V: Karta latania. Do tego potrzebne jest paliwo. Podglądasz sobie planety, wybierasz jedną i osiadasz na niej.  Można latać tylko do tych wskazanych układów.

– Gracz wybiera do którego?

M: Nie, tutaj do obu.

– Ale mówiliście, że jak są dwa…

M: Stachu, męczysz. Daj nam dokończyć tłumaczenie, bo za niedługo będzie 1254ty odcinek Klanu, babcia podgłośni i klimat szlag trafi.

fot. LucyJo

AKT III

– Całkiem fajna ta gra. Może sobie kupimy?

– Hmmm, możemy pomyśleć.

– I patrz, Stachu, jak ładnie zrobiona. Takie słodkie te stateczki i fabryczki. I planety kolorowe. I karty ładne. Ty lubisz takie rzeczy…

fot. wedge1126

– Ja? No skąd?! Co ty opowiadasz! Yyyyyy, w zasadzie to faktycznie niezłe to było. Tak oczywiście intelektualnie rzecz ujmując. Trzeba znowu zagrać. Ile taka paka tektury i plastyku kosztuje?

G&V: Khm…. dużo…

– Na ile to jest osób?

M: Od trzech do pięciu. Ale na trzech jest najlepiej.

– Jeszcze lepiej? Gralismy w czwórkę i bardzo mi się podobało.

V: Na trzech każdy obstawia po 4 akcje a nie po 3. Więcej można zaplanować. Tak mi się wydaje.

M: Powiedziałbym, że na trzy osoby to kosmiczna walka, a na pięć przygoda. Cztery to tak pomiędzy.

I: Cztery zazwyczaj mieści się pomiędzy trzy a pięć.

V&M: O, Ignaś! A co ty tu robisz?

I: Dyliżans mi uciekł. To jak, partyjka w piątkę? Z braku laku mogę zagrać w te odgrzewane kotlety…

V: Przygoda woła! (Tak wiem, banalne hasło reklamowe)

M: Ech i znowu to wszystko wyciągać z pudełka… ;)

PLUSY:

– wypośrodkowany kaliber: ani zbyt lekka, ani zbyt losowa, ani zbyt krótka/długa

– przyjemna doza planowania i rywalizacji

– klimatyczne i ładne wykonanie

MINUSY:

– generalnie wszystko to już było

– cena

fot. jacun

W pewnym miejscu nastąpiło zagięcie czasoprzestrzeni, a wszelkie podobieństwo do osób, które znacie – zamierzone!

Autorzy: Bruno Faidutti, Serge Laget

2009

Czas: 60 minut

3-5 graczy

Sprintem po ocenach

Ink (4/5) Ostatnio panu Faiduttiemu niemalże udało się skutecznie odstraszyć mnie od swoich dzieł. Zarówno Red November, jak i Key Largo straszyły taką losowością, że nawet mnie odrzucało (a nie jestem w tych sprawach zbyt rygorystyczny). Wbrew wszelkiej logice, dając projektantowi ostatnią szansę, kupiłe Ad Astra, mimo że cena, delikatnie rzecz ujmujac, nie jest zbyt okazyjna. Na szczęście szansa została wykorzystana. Ad Astra to bardzo przyjemna, leciutka pozycja, która oczywiście nie nadaje się dla zwolenników ciężkiej ekonomii i planowania w pierwszej rundzie, co się zrobi w ostatniej. Natomiast jako niezobowiązująca, ale bynajmniej nie bezmyślna rozrywka rodzinna – jak najbardziej. Losowość? Jest spora, w końcu to Faidutti. Ale w dopuszczalnych granicach.

Folko (3/5) Pierwsze wrażenie – o jaka fajna, lekka, ładna i przyjemna. Drugie – fajna, lekka i przyjemna… ale… za losowa? Za chaotyczna? No i ten klimat… za którym w grach nie przepadam ;-) Trzecie wrażenie – jeszcze nie było, ale sprawdzę, może będzie lepiej.

Ogólna ocena (4/5):

Złożoność gry (3/5):

Oprawa wizualna (5/5):

One comment

  1. Andy

    „Kilka dni świetlnych później” – oj, to dobre jest! :D

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*