Home / Targi w Essen / Essen 2014 / Moscow to Paris – kolekcjonując wagoniki…

Moscow to Paris – kolekcjonując wagoniki…

Fortunately the English game inside ;)

Fortunately the English game inside ;)

Tematyka kolejowa ostatnio stała się mocno popularna – i to nie tylko za sprawą kultowej serii Wsiąść do pociągu. Pełna więc złych przeczuć sięgnęłam po pudełko Москва-Париж…. ach, czy mówiłam już, że mam dosyć pociągów, dworców i linii kolejowych? Nie? no to mówię. Ale co to? gra nie grzeszy kolejowym klimatem za grosz… To chyba mam szczęście :-) A czy grzeszy czymś innym? Czy moje obawy co do  mechaniki – którym dałam już jakiś czas temu upust – sprawdziły się? Zapraszam do przeczytania recenzji.

Zasady gry w pigułce

Gra polega na wykładaniu kart i zbieraniu zestawów.

Na stole leżą 4 karty miast – każde warte jest 1 lub 2 punkty (zwykłe miasto / stolica)  i odpowiednio wymaga dołożenia 2 lub 3 kart z kolorowymi wagonikami, przy czym przy jednym mieście nie mogą się znaleźć dwie karty tego samego koloru. W swojej kolejce gracz może wykonać jedną z poniższych czynności:
1. wyłożyć kartę wagonika przy wybranym mieście (po lewej lub po prawej stronie) i dobrać brakującą kartę z talii na rękę
2. zagrać kartę akcji i dobrać brakującą kartę z talii na rękę
3. wyłożyć kartę przed sobą (nie dobiera karty)
4. wziąć kartę leżącą przed nim na rękę
5. zabrać kartę miasta – jeśli obok miasta leży wymagana ilość kart (2 lub 3) oraz wśród kart wyłożonych przed sobą gracz ma dokładnie takie same karty jak karty wyłożone przy mieście. Zabrane miasto uzupełnia się kolejną kartą z talii miast.

Opisu wymagają karty akcji – niektóre umożliwiają wymianę kart w obszarze gry (karty wyłożone przed graczami i przy miastach), niektóre pozwalają usunąć kolumnę kart z wagonikami (karty muszą leżeć jedna nad drugą a to oznacza, że zabieramy w ten sposób po jednej karcie z każdego miasta), jedna z kart zadziała jak pies ogrodnika (sam nie zje ale drugiemu nie da ;) – odrzucimy ze stołu wskazane miasto razem z przypisanymi doń wagonikami.

Na komentarz zasługują też karty miast – zwykłe miasta warte są 1 pkt. i wymagają linii złożonej z dwóch kart wagoników. Stolice warte 2 punkty wymagają 3 kart. Co ciekawe – w grze biorą udział miasta tylko z czterech państw – Rosji, Niemiec, Włoch i Francji – zatem stolic będzie tylko 4. Dodatkowym urozmaiceniem jest karta hometown z miejscem na własnoręczne domalowanie flagi oraz karta Stambułu – warta 3 pkt – jako jedyna karta z Turcji w grze. Jest to o tyle ważne, że przy zdobywaniu punktów, każde kolejne miasto z danego państwa przynosi 1 punkt extra, a więc zdobycie  dwóch zwykłych miast z Rosji przyniesie 3 punkty zwycięstwa – tyle samo co zdobycie jednego zwykłego miasta i jednej stolicy ale z różnych państw.

Gra kończy się gdy nie będzie można uzupełnić kart miast a zwycięzcą zostaje gracz z najwyższą liczbą punktów.

Wrażenia

Chciałoby się zacytować Jerzego Stuhra z Seksmisji – „ja już ją gdzieś widziałem!”. Mechanika nie niesie z sobą niczego odkrywczego. To wszystko już kiedyś było. Ale z drugiej strony – żeby dobrze się bawić nie potrzeba koniecznie odkrywać Ameryki. Wystarczy, żeby wszystko trybiło. Stare dobre mechanizmy bawią bo są … dobre i stare (w przeciwieństwie do młodego wina)

Pierwszy zarzut jaki mam to zupełny brak klimatu. A nawet jeszcze mniej – tytuł sugeruje, że będziemy podróżować z Moskwy do Paryża. Przeglądając więc karty narzuca się pytanie – a gdzie Warszawa? Przecież to też stolica (jak choćby obecny w grze Berlin) i też po drodze! A jednak nie – okazuje się bowiem, że nie będziemy pokonywać trasy Moskwa-Paryż. W grze po prostu zdobywamy europejskie miasta rozrzucone po Europie. Klimatu nie ma, bo jest to zwykła gra w zbieranie zestawów. Układamy zestawy kolorowych kart przy upatrzonych miastach, układamy te same zestawy kart u siebie (oczywiście nie jest tak prosto, bo 1. trzeba mieć karty, 2. przeciwnicy będą psuli kartami akcji, 3. inni też chcą je zdobyć i będą układać „swoje” zestawy) i zdobywamy miasto. Równie dobrze mogłyby to być koszyczki z grzybami (nawet bardziej pasuje idea zbierania) czy jaja dinozaurów. Mechanika zupełnie, ale to zupełnie nie ma związku z kolejnictwem. Jak to się czasami mawia – nawet przy nim nie leżała.

Drugi zarzut jest już poważniejszy. W opisie zasad jest błąd, który polega na pominięciu jednej acz bardzo ważnej reguły. W/g instrukcji można zabrać miasto gdy pod koniec tury w swoim obszarze gry gracz posiada takie karty jak przy wybranym mieście. Jest to oczywiście warunek konieczny. Ale nie dostateczny! Otóż w/g prawidłowych reguł zabrać miasto możemy dopiero wtedy, gdy w jego linii leży dokładnie tyle kart ile wskazuje ikona na jego karcie (a będą to zawsze dwie lub trzy karty, nigdy jedna!). I w instrukcji tego zabrakło. Efektem jest … zepsuta gra. Bo wtedy jedyną słuszną taktyką jest wykładanie kart przed sobą i czekanie na zmiłowanie tzn. na sytuację, kiedy będziemy mogli dorzucić jakąś kartę w odpowiednim kolorze do miasta po to, żeby je od razu wziąć. Nie ma co się rozpisywać jak to działa – ważne, że źle. Niektóre karty akcji przestają wtedy mieć sens a gra staje się zwyczajnie nudna. Na BGG znajdziemy co prawda tekst wydawcy korygujący ten błąd i zapowiadający poprawienie instrukcji, niemniej jeśli ktoś na BGG nie zajrzy to wielkiej radości z gry mieć nie będzie.

Jeśli jednak macie to szczęście, że przeczytaliście erratę (albo tę recenzję) albo sami wpadliście na to, że gra jest zepsuta i trzeba układać tyle kart ile trzeba – to dostaniecie całkiem fajny fillerek. Karty akcji wprowadzają dodatkową (i to nawet złośliwą) interakcję a gra staje się wymagająca pod względem kombinowania co tu zrobić, żeby samemu wziąć i nie dać wziąć innym. Powiem szczerze, że po kilku partiach z poprawionymi regułami gra przypadła mi do gustu i lubię do niej sięgać. A dzięki niej wreszcie nauczyłam się odróżniać flagę włoską od francuskiej!

Podsumowanie

Москва-Париж
Autor: Евгений Никитин
Liczba graczy: 2-4
Wiek: od 8 lat
Czas gry: ok 30 min.
Plusy:
+ proste reguły
+ ładne ilustracje
+ po poprawkach – dobrze działająca mechanika
+ dużo interakcji
+ dobra skalowalność
+ spora regrywalność
+ nie ma fizycznych przeszkód, żeby zagrać w większą liczbę graczy niż sugerowana
+ krótka i przystępnie napisana instrukcja w języku angielskim (nie musisz być tytanem tego języka żeby ją pojąć)

Minusy:
– bardzo poważny błąd w instrukcji powodujący zepsucie gry
– totalny brak klimatu
– losowość w doborze kart – zupełnie zrozumiała w tego typu grze, ale naprawdę można tu mieć złą passę
– brak „tego czegoś” co wyróżniałoby grę spośród innych – skądinąd równie dobrych gier

Końcowa ocena wymaga krótkiego komentarza. Uważam, że to jest dobra gra. Ludzie chętnie do niej wracają (czasem chętniej niż do gier, które wydają się nieść ze sobą coś więcej) – pod warunkiem jednak, że grali według prawidłowych zasad. Miałam problemy, aby namówić do kolejnej partii tych, którzy grali ze mną w grę sprzed poprawek. Ale gdy udało się – okazało się nagle, że gra zyskała nowy wymiar i spodobała się. Zatem: jeśli mam oceniać to co dostałam w pudełku nie dam więcej niż 5 (i to by wyjaśniało niskie noty na BGG). Jeśli mam oceniać grę po poprawkach – z czystym sumieniem dałabym 7. Szewskim targiem 6 a nawet 6.5

 

Ogólna ocena (6.5/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Hobby World za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Minecraft: Builders & Bioms – czy to dobra gra czy tylko bubel na licencji?

Mikołajki już za chwile a Ty nie masz prezentu? Trzeba szybko coś wybrać. Tylko co, skoro dziecko głównie siedzi przed komputerem i tłucze w CS-a, Fortnite czy Minecrafta? Może grę planszową? Ale czy zwykłe Grzybobrania lub Monopoly, które nas tak zachwycały lata temu, zdołają dziecko zainteresować i odciągnąć od ekranu? Śmiem wątpić. A jakby tak mieć grę, która nawiązuje do jakiegoś komputerowego, dobrze znanego dziecku klasyka? Na przykład takiego Minecrafta? To mogłoby się udać. Tylko, że w planszówkę dziecko nie pogra samemu. Pewnie będzie trzeba z nim siedzieć i się bawić, a z gier planszowych dawno już człowiek wyrósł. Czy więc się nie wkopię kupując dziecku grę planszową i nie skażę się na wiele godzin nudnego turlania kostkami? Czy więc planszówka to dobry zakup? Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap