Home / Wiadomości / Konkursy / Patronat GF: Szarlatani z Pasikurowic – rozwiązanie konkursu noworocznego

Patronat GF: Szarlatani z Pasikurowic – rozwiązanie konkursu noworocznego

Miało być zwyczajnie we wpisie konkursowym, ale nie będzie :)

Odpowiedzi nas zaskoczyły, a kociołki wywołały szok na naszych twarzach, więc chcielibyśmy uchylić rąbka tajemnicy co tam do nas dotarło, a spośród prawidłowych odpowiedzi przedstawić kilka ciekawych kociołków (przyznawszy im wyróżnienia w postaci naszych GF-owych toreb na gry ) i oczywiście opublikować zwycięską pracę.

A więc…

  1. Ile gier o warzeniu mikstur/eliksirów – poza Szarlatanami – wydało wydawnictwo G3? I co to za gry?
    Chodziło nam przede wszystkim o wskazanie dwóch gier: Trucizny oraz Szkoły Alchemii. Szkoła Alchemii to rok 2014, więc co niektórzy powinni ją jeszcze pamiętać, a Trucizna, choć gra dość wiekowa (2008) została niedawno przez G3 wznowiona. Ale nawet tu nas zaskoczyliście – wygrzebaliście bowiem Małych uczniów czarnoksiężnika, mało znanej gry, ale również dobrze pasującej do tematu. Uznawaliśmy zatem wszystkie odpowiedzi, które zawierały co najmniej dwie spośród tych trzech gier. Sałatka z karaluchami, Baba Jagna tudzież Kakao nie dostało się na naszą listę, choć oczywiście nie dyskwalifikowaliśmy odpowiedzi za ich wskazanie, o ile zawierały te pożądane przez nas gry.
    W tym miejscu przyznajemy pierwsze wyróżnienie (w postaci GFtorby) dla Przekładki Silnika, który jako jedyny wskazał wszystkie trzy gry.
  2. Czy w Szarlatanach możliwe jest dołożenie żetonu o wartości jeden dalej niż na następne pole w kociołku? Jeśli nie to dlaczego? Jeśli tak to w jakich okolicznościach?
    Tak, jest to możliwe. Mimo tego, że jedynka wskazuje iż należy taki żeton umieścić od razu na następnym wolnym polu, to istnieje kilka takich sytuacji, które zmieniają podstawowe zasady: są to księgi muchomora oraz księgi mandragory (wpływają one albo na właśnie dociągnięty żeton z tej księgi albo na kolejne żetony, które dociągniemy) a także karta „Festiwal dyni”, która zmienia zasady na jedną rundę i pozwala żetony dyni odkładać o jedno pole dalej.  Poniżej cytujemy fragment jednej najpełniejszych odpowiedzi:
    Tak, jest to możliwe. Nie grałam jeszcze w Szarlatanów, stąd proszę o wyrozumiałość, ale przestudiowałam elektroniczną instrukcję i doszłam do wniosków, że pozwalają na to niektóre księgi składników ujęte w Almanachu składników. [..]

    1. MUCHOMOR – zestaw 1: Kiedy gracz dobierze czerwony znacznik ze swojego woreczka, umieszcza go w kociołku dalej o określoną liczbę pól, zależną od liczby pomarańczowych znaczników w kociołku. Jeśli w kociołku gracza nie ma pomarańczowych, czerwony znacznik odkłada się zgodnie z jego wartością. Jeśli w kociołku są 1 lub 2 pomarańczowe znaczniki, czerwony odkłada się o 1 pole dalej, jeśli natomiast w kociołku są co najmniej trzy pomarańczowe znaczniki, czerwony odkłada się o 2 pola dalej niż zwykle. Nie ma znaczenia, w którym miejscu w kociołku znajdują się pomarańczowe znaczniki.
    2. MUCHOMOR – zestaw 3: Kiedy gracz dobierze czerwony znacznik z woreczka sprawdza czy ostatnim dołożonym przez niego znacznikiem był biały. Jeśli tak, dokłada czerwony znacznik dalej o tyle pól, ile wynosi wartość białego znacznika. Przykładowo: Czerwony znacznik o wartości 1, dobrany tuż po białym znaczniku o wartości 2, będzie odłożony o 3 pola dalej.
    3. MUCHOMOR – zestaw 4: Kiedy gracz ma w swoim kociołku co najmniej jeden czerwony znacznik, wszystkie dobrane białe znaczniki o wartości 1 będą odkładane 2 pola dalej. Wartość czerwonego znacznika nie ma znaczenia. Efekt ten nie wpływa na białe znaczniki o innej wartości. Wartość białych znaczników o wartości 1 nie zmienia się, jeśli chodzi o eksplozję kociołka.
    4. MANDRAGORA – zestaw 2: Znacznik, który gracz dobrał z woreczka bezpośrednio po żółtym znaczniku, jest odkładany dwa razy dalej niż normalnie. Wartość żółtego znacznika nie ma znaczenia.
    5. MANDRAGORA – zestaw 4: Kiedy gracz dobierze żółty znacznik z woreczka, sprawdza, ile żółtych znaczników znajduje się w kociołku:
    • 0 – gracz odkłada go o jedno pole dalej niż, wskazuje wartość;
    • 1 – gracz odkłada go o dwa pola dalej, niż wskazuje wartość;
    • 2 – gracz odkłada go o trzy pola dalej, niż wskazuje wartość.
    Kolejne żółte znaczniki nie dają już efektu specjalnego.

    Zastanawiam się i myślę, że pozwala na to również karta „Festiwal dyni”, która stanowi, że w tej rundzie pomarańczowe znaczniki odkłada się o jedno pole dalej.

  3. Opisz twój własny kociołek. Podziel się doświadczeniem. Jaki ostatnio eliksir uwarzyłeś i dlaczego?
    W tym miejscu pragniemy przyznać drugie wyróżnienie za kociołek, który istotnie poprawił nam humor – jak się okazuje nie tylko my miewamy niezły kocioł na urlopie :)

    Opisać mój kociołek? Oj.. ostatnio to naprawdę zgotowałam sobie niezły kocioł!
    Liczę, że zadanie nie stawia granic uczestnikom i moja odpowiedź się nie zdyskwalifikuje z marszu, bo opisanie mojego kociołka może mieć inne znaczenie niż zakładacie ;) Ale po kolei.

    To była środa, 2 stycznia 2019 r., tuż po Świętach. Miałam jeszcze ten dzień wolny od pracy. Wstałam na spokojnie ok 10.00, wyjrzałam przez okno i pomyślałam: „To będzie lekki, spokojny dzień”. Ależ się myliłam….

    Po jakiś 15 minutach byłam gotowa, aby iść do sklepu, po śniadanie. Nie zdążyłam dojść z koszykiem do kasy, jak zadzwonił pierwszy telefon. Z pracy.

    „Gdzie Ty jesteś?!”. Słucham? „No gdzie jesteś? Miałaś spotkanie na 10.30. Facet tu czeka ok 20 minut!”. O rany.. Zapomniałam! Pewnie się umówiłam, a potem wzięłam urlop. „Powiedz mu, że zaraz będę”. Zapłaciłam i ruszyłam pędem do domu. Tam tylko się przebrałam i bez żadnego posiłku pobiegłam do pracy. Drogę dosłownie przebyłam w biegu. „Dziewczyno, respektuj chociaż czerwone światło!” Rzucił jakiś przechodzień.

    Po 20 min. byłam. Na spotkaniu zeszło się z półtora godziny. Po tym incydencie wyszłam z pracy ok 13. Przecież mam urlop. Głodna, uznałam, że ominę śniadania i uderzę od razu w obiad. Restauracja. Pal licho noworoczne postanowienia. Zamówiłam. Miałam poczekać z 15 min na danie. I pewnie bym tak zrobiła, gdyby nie jeden szkopuł… Portfel zostawiłam w domu. Wracam. Znów telefon. Dzwoniła moja koleżanka z prośbą czy mogę do niej przyjść pogadać, bo ma problem. Nie byłam w stanie jej odmówić i skręciłam od razu w jej stronę.

    Jeszcze podczas naszej rozmowy z koleżanką w niej w mieszkaniu mój telefon dzwoni kolejny raz. Mama. „Cześć, możesz przyjść mi dziś umalować włosy? Proszę!” Ale umawiałyśmy się na sobotę. „Tak, ale dziś mamy zaproszenie do znajomych na wieczór i chcę dobrze wyglądać. Obiecałaś, że mi pomożesz…” Ale dziś…? Rany. Niech będzie. I tak od koleżanki od razu poszłam do mamy. Byle szybko, bo przecież jeszcze nawet nic nie jadłam! Po przybyciu, bez zbędnych ceregieli przystąpiłam do roboty. Chyba mama wyczuła, że mi burczy w brzuchu, bo po wykonanej robocie dostałam kanapkę. No tak, rodzice wychodzą na wieczór, więc już im się nie chciało gotować. Lenie. Posiedziałam z nimi trochę i ruszyłam w kierunku mojego mieszkania. Gdy dotarłam, myślałam, że trochę odetchnę. Ale znów miałam telefon. Narzeczony. Chce się dziś spotkać. Jakże mogłabym mu odmówić. Umówiliśmy się za 45 minut, więc szybko coś przegryzłam i zabrałam się za sprzątanie mieszkania. Nie mogę go przyjąć w takim bałaganie.

    Coś tam odkurzam, gdy nagle.. dzwonek do drzwi. „Już jest?” Pomyślałam. Otwieram i widzę… księdza. Księdza. „Przyjmuje Pani kolędę?” Yyyy… tak… ale dziś? Poprosiłam by ksiądz wszedł najpierw do sąsiadki a ja szybko przygotowałam stół. Było miło, ale po wizycie kapłana niemal od razu dotarł narzeczony. Nie zdążyłam nic przygotować do jedzenia, ledwo uprzątnęłam z grubsza mieszkanie. Byłam naprawdę zmęczona wydarzeniami tego dnia, więc zaproponowałam włączenie filmu. Spokój. Marzyłam o spokoju. Opowiedziałam mu też jaki dzisiaj miałam kocioł od rana. I pewnie jakoś by ten dzień minął w odpoczynku, gdyby nie jeszcze jeden dzwonek do mieszkania. Naprawdę.. opadałam wtedy z sił. Okazało się, że to moja siostra z mężem i dwójką dzieci przyszła z prośbą, czy dzieci mogłyby u mnie zostać na 2-3 godzinki. I tak do wieczora zabawiałam maluchy, karmiłam, je, biegałam za nimi, sprzątałam po nich, zanim siostra przyszła je odebrać.

    Ok północy, kiedy wreszcie zostałam sama, dopiero poczułam, że odpoczywam. A przecież to miał być mój urlop. Odpoczynek. A tymczasem ten dzień to istny kocioł!! Jak zobaczyłam zadanie: Opisz swój własny kociołek, to od razu przypomniał mi się ten dzień.

    Zadanie mówi też: Podziel się doświadczeniem. Ostatecznie, jak przypomnę sobie wdzięczność szefa, koleżanki, mamy, siostry i jej uroczych dzieciaków, a także miło spędzony czas z narzeczonym, to konkluzja jest taka, że warto dawać z siebie 100%. Tak, byłam zmęczona, ale też bardzo usatysfakcjonowana :)

    Wyróżnienie i GFtorbę otrzymuje Majka Patrowicz

A teraz już czas na zwycięzcę!

Odpowiedź na pytanie mechaniczne (czyli nr 2) zwycięzcy już poznaliście ;). Oto jego kociołek:

Nie! To niemożliwe! To jakiś koszmar!…. Ale żeby nawet jednej? Z dziewięciu? Przecież w Santa Maria mi zawsze szło! W Marco też jestem dobra…
Rany… I jeszcze te ich słowa… „Nie martw się, następnym razem się uda!”, „Przecież to tylko zabawa!”, „Nie martw się, po prostu kości Ci nie szły”. …
Już ja im pokażę… kości…
Wkrótce to ja im powiem: „Ojej… przecież to tylko gra. I tak ładnie Wam poszło”.

Dobrze. Skup się.
Kociołek musi być 10-litrowy. Nie mniej, nie więcej.
Jak leciała ta receptura? A!
            „Wpierw w kotle umieść surowce do zbudowania Osady potrzebne”
Proste. Catan. Drewno, glina, zboże, owca. Karty wrzucone.
           „oraz coś do rozpoczęcia niejednej gry niezbędne”.
Znacznik pierwszego gracza. Mam.
           „Gdy przedstawiciela każdego z Klanów umieścisz
           i najpiękniejszą kartę z Karmaki zbeszcześcisz…
           Eliksir barwy nabierze lazurowej,
           gdy go dopełnisz trzema litrami wody kranowej”
Wezyrowie. Mędrcy. Kupcy. Budowniczowie. Asasyni. Jest. 5 Klanów.
Karta Symulakrum i woda dodane. Jest niebieskie. Lecimy dalej.
         „Całość zamieszaj niepowtarzalnym elementem
          i dodaj bombki z planszówki grywanej adwentem.”
Hm… może zamieszam wieżą bitewną z Szoguna?
I bombki z Choinki. Banał. Kto to wymyślał…? ;)
          „Dodaj coś z gry mającej negatywną interakcję,
          by przeciwnikom raz na zawsze udowodnić swoją wyższość i rację.”
To musi być coś mocnego… Cyklady!
        „Niech dorzucone dalej kości będą różnokolorowe…”
Hm.. użyję te z Gangesu, ładnie się błyszczą.
I jeszcze te z Sagrady. Dla wzmocnienia efektu.
         „a wypowiedziane szybko 3 hasła- to gry imprezowe”
Tajniacy! Dixit! Junglee Speed!
         „Dorzuć instrukcję z gry ulubionej
          i za długo nie płacz po niej!”
Co? Auć. To boli, ale niech będzie. Instrukcja z….. dorzucona :)
         „Wymień 3 gry, co słowo „Zamek” mają w tytule,
          a potem wspomnij o ustanowionej przez siebie regule”.
Aż 3? To musi być mocy czar… Zamki Burgundi, Zamek Smoków, Zamki Szalonego Króla Ludwika.
Ustanowiona przeze mnie reguła… hm… no tak, zakaz trzymania napoi na stole!
         „Całość dopełnij figurką z klimatycznej gry,
         a dla równowagi z eurosuchara dorzuć meeple trzy”.
Blood Rage. Stone Age. Poszło. Trochę szkoda tych figurek…
          „Na końcu wspomnij grę, kiedy podczas ostatniej rundy,
           najliczniejsze były Twoje zwycięstwa punkty.
          Wtedy dorzuć do kociołka jakąś kartę pomocy,
          aby eliksir wielkiej nabrał mocy.
          Gdy taką miksturę zdobędziesz
          niezwyciężona w planszówkach będziesz!”
I to mi się podoba! Żegnajcie przegrane partie! Jeszcze tylko dorzucę ten 1 składnik i…
Oj! Kurza stopa! Czemu to tak bulgocze?!
Zaczyna wrzeć!!
Aaaaa! Proszę NIE!
CO TO ZA ZAPACH?!
CZEMU TA MIKSTURA WRZE?!
PRZECIEŻ DODAŁAM WŁAŚCIWE SKŁADNIKI?!!?!
Czeeeeemuuuu… Aaaaaa!!!!

BUUUUUUUUMMM!! <wielki wybuch z kociołka>

– Aaaaaa!!!!
– Czemu się tak drzesz? – pyta Mąż.
– Aaaa! … Co? – pytam i rozglądam się w ciemności.
– Czemu wrzeszczysz kobieto?
– Miałam sen. Śniło mi się, że byłam jakby Szarlatanem. Warzyłam planszówkowy eliksir zwycięstwa… Sen był taki realistyczny… Kociołek mi wybuchł. Dodałam jeden składnik za dużo i… – odpowiadam wpół przytomna i z każdym słowem powoli rejestruję otoczenie i łączę fakty.
– To przez te dzisiejsze przegrane ze znajomymi? W dziewięciu partiach, hehe? – pyta Mąż wyraźnie rozbawiony. – Daj spokój. Nie martw się. To tylko zabawa. Poza tym kości Ci nie szły….
– AAAAAaaaaaaa!!!!! – to jedyne co przychodzi mi do mojej sfrustrowanej, szarlatańskiej głowy!

Niniejszym ogłaszamy, że zwycięzcą naszego konkursu jest

Ewa Rutkowska

Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękujemy, a laureatce oraz wyróżnionym gratulujemy i prosimy o kontakt z Redakcją (konkurs@gamesfanatic.pl).

Sponsorem konkursu jest G3. Serdecznie dziękujemy!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*