Home / Recenzje / Gry kooperacyjne / MikroMakro: Na Tropie Zbrodni – studium w czerni i bieli

MikroMakro: Na Tropie Zbrodni – studium w czerni i bieli

„Czy widziałeś już, co te niesfory narobiły? Znamienite detektywistyczne przygody, fascynujące śledztwa, długie godziny policyjnej służby zebrane w jedno tomiszcze i wydane razem – jeszcze jako zgadywanka, zabawka, gra na planszy! Też mi obyczaje! Drogi Łotsonie, zajrzyj jeno szybko do swej skrytki listowej i sprawdź, czy również otrzymałeś swój egzemplarz – czem prędzej napisz do mnie, gdy już dokonasz wstępnych oględzin tego cudu. Na wieczku znajdziesz inskrypcję MikroMakro…”

„Pozdrawiam Cię, drogi Szerloku i podziwiam Twą wnikliwość – faktycznie, rzeczony pakunek był już u mnie i prezentuje się specyficznie. Cały ten wydany przez oficynę Lucky Duck Games ambaras przeznaczony jest dla jednego do czterech rozgrywających. Ale cóż to za gra, co w niej tylko kolaborować każą? Któż wtedy jest zwycięzcą? Jak to się ma do czegokolwiek, gdzie w tym zabawa? Nie wiem, cóż z tym począć, doprawdy. Liczę na Twą radę.”

„Ach, Łotsonie, nic się przy mnie nie nauczyłeś! Spójrz no tylko na kartę tytułową – jużli tam zawarta jest pierwsza sprawa, morderstwo Tłustego Eda, sprzedawcy wołowinowych butersznytów! I rozwiązać można ją nie otwierając nawet puzderka, a może nawet nie nabywając tego wydawnictwa! Nietypowe to zabiegi merkantylne.

Polecam Twej uwadze – gdy już całkowicie otworzysz ten kartonowy kuferek – byś przyjrzał się zwłaszcza pierwszej sprawie, zwanej „wprowadzającą”. Toż to żywcem wyjęte z naszego starego śledztwa, które byłeś uprzejmy opisać w swym diariuszu jako „Kwestia znikającego cylindra”. Ten nieroztropny Włoch, Fernando Branca, przeszedł całą drogę z domu do pubu i dopiero wtedy zorientował się, że spaceruje bez kapelusza! Rozpracowaliśmy tę „tajemnicę” zanim nasza taksówka przyjechała na miejsce, a tu biedni ludzie mają głowić się nad tym przez ile, pięć kart? Cóż to za kuriozum, tak trwonić czas na błahostki…”

„Owszem, Szerloku, rozbijać tak prostą historię na więcej niż jedną kartę wydaje się lekkomyślnością, ale chyba w tym cały frasunek – by krok za krokiem udawać pracę prawdziwych śledczych i nie tylko badać materiał dowodowy, ale też dokonywać dedukcji, łączyć fakty i ustalać przebieg zdarzeń.

Spójrz na rewersy tych małych fiszek. Każda z nich zawiera pytanie, na które odpowiedzieć ma detektyw prowadzący lub członkowie jego kompanii. Bywają pytania iście trywialne, jak np. gdzie znajdują się zwłoki czy gdzie mieszkał denat zanim stał się denatem, zdarzają się jednak zagadki prawdziwie frasujące. Bo skoro podejrzanych jest trzech, to jak wskazać winnego? Jak ustalić, w którą stronę udał się sprawca zaraz po tym, jak został sprawcą? I jak w sposób absolutnie niepodważalny określić motyw zbrodni? Katusze dla głowy, Szerloku, i to nie jednej, a nawet dla czterech głów! Och, i jakież przyjemne to katusze!”

„Najdroższy z Łotsonów, próbowałem zrozumieć, jak praca, która wymagałaby co najwyżej ćwierci moich możliwości lub co najwyżej dwukrotności możliwości Twoich, mogłaby dzielić się na więcej osób. I chyba doszedłem do sedna. Otóż mapa, na której rozgrywają się wszystkie sprawy, to dzieło cudownego kunsztu. Wyobraź sobie – wszystkie te zagadki i śledztwa czekające na rozwiązanie, wszyscy zbrodniarze, wszystkie ofiary i wszystkie zdarzenia występują na tej mapie JEDNOCZEŚNIE. W tym samym, ulotnym momencie. Widzimy sprawcę, gdy przyjmuje zlecenie, dwie przecznice dalej wsiada do taksówki, aby zaraz potem pojawić się na miejscu zbrodni, gotów wykonywać czyny karalne. Mapa nie jest wielka, ale pełno w niej szczegółów i niuansów, które dla jednej pary oczu mogą stanowić nieprzebrane morze informacji. Tu, zaiste, potrzebni są asystenci, tacy jak Ty na ten przykład, i tu właśnie potrzebna jest współpraca z innymi graczami. Podział na sekcje, przeczesywanie odrębnych areałów i dzielnic, wymiana spostrzeżeń i dyskusje nad domniemanym przebiegiem zdarzeń – do tego potrzebni są inni gracze. Fascynujące, doprawdy fascynujące!

„Witam ponownie, drogi przyjacielu. Nie wiem, czy w minionym czasie znalazłeś chwilę, by przybliżyć sobie pozostałe sprawy zawarte w puzderku – mnie udało się ukończyć już wszystkie śledztwa i sprawiło mi to ogromną, ogromną radość. Moi przyjaciele asystowali mi w niektórych przygodach, gdzie wymagane było sprawdzenie kilku potencjalnych winowajców, bądź podążanie śladem automobilu po całej niemal mapie miasta. Koszerna zabawa, doprawdy, śmiechów przy stole było wiele, a ile wykluczających się teorii, sugestii, ile ślepych zaułków po drodze! 16 spraw stawia przed nami to cudo i każda z nich w magiczny sposób krzyżuje się z innymi na tej mapie małego świata zbrodni. Nie ma tu narożnika, na którym któryś nieszczęśnik nie wydawałby z siebie ostatniego tchu, nie ma alejki, w której ktoś nie byłby rabowany z dorobku życia, zbrodnia przeniknęła to miasto jak tłuszcz wnika w pszenny chleb, a trup ściele się tu wyjątkowo gęsto. Fetor grzesznych występków unosi się nad tym miastem jak burzowa chmura, przez którą przebić muszą się detektywi-amatorzy.

I nie tylko zbrodnia jest tu fascynująca, ale też te drobne życia i pełne interesujących zajęć postaci! Są tu prości ludzie, próbujący zarobić na godziwy żywot, są skorumpowani politycy, są natrętne pijaczyny i są groteskowi libertyni, egzekwujący swoje wolności w jasnym świetle dnia. Nie ma tu oczywistych prawd, nie ma prostych odpowiedzi, a wątpliwa moralność wyziera niemal z każdego okna i każdego parkanu. Ach, ileż w tym radości!

„Łotsonie, bez wątpienia padłeś ofiarą szalbierstwa i zbiorowego omamu. Jakiej rozrywki, jakiej radości, wszak tyś już znamienitsze śledztwa rozwiązał w swym życiu – znaczyć się ma, ja rozwiązałem, ale byłeś tuż obok, skrzętnie notując moje spostrzeżenia, służąc głupimi pytaniami i czasem pomagając nieco. Nie widzę więc asumptu, by poświęcać im swój cenny czas. Tylu biedaków potrzebuje naszej pomocy, tyle zbrodni wciąż jest na świecie – tym winniśmy się zająć, nie czczą rozrywką. Nie ma tu wyzwania dla nas, najwyższej próby, skromnych detektywów…

Przyznam Ci jednak w skrytości serca, że uroniłem jedną lub dwie łzy nostalgii, wspominając zamierzchłe czasy naszych młodzieńczych lat. Och, naiwnymi byliśmy wtedy detektywami, o ileż chyżej i sprawniej rozwiązalibyśmy te sprawy…”

„Ależ przyjacielu! Dla bardziej wprawionych w analitycznych dywagacjach jest tu możliwość gry bez sukursu kart. Po zapoznaniu się ze wstępną historią gracze mogą dokonać rekonstrukcji zdarzeń zupełnie bez pomocy pytań na kartach, a gdy poczują, że oto dotknęli istoty rzeczy – wtedy mogą odkryć po kolei wszystkie karty i odpowiedzieć na pytania. Jest to jednakowoż wyzwanie godne najtęższych głów! Sam borykałem się z nim parokroć i choć victoria była po mojej stronie to wysiłek mój był wielki…”

„Doktorze, w takim razie nie ma co debatować, tu trzeba działać! Spotkajmy się w piątek w mojej oficynie, by przeanalizować sprawy, które ukryte były w broszurze dołączonej do tego wydawnictwa: „Tragedia nad wodą”, „Dziecko Baskervillów” oraz „Kawiarnia Trwogi”. Chciałbym zasięgnąć Twojej opinii, potrzebna mi perspektywa mniejszego umysłu niż mój własny.”

„Umiłowany Szerloku! Po tak długim czasie znów wracamy do pisanej nam profesji! Stawię się u Ciebie niezwłocznie, z samego rana, gotów do pracy! Nawiasem jednak mówiąc, Pani Hudson zdobyła trochę tego czarnego Lapsanga, który tak uwielbiasz… Czy gdy już skończymy ze śledztwami, pozwolisz się zaprosić na filiżankę pysznej herbaty i kilka słodkich biszkoptów?”

Toż to elementarne, drogi Łotsonie.”

Zalety

+ niewymagająca tłumaczenia zasad, intuicyjna rozgrywka

+ nowatorskie podejście do gry detektywistycznej, z planszą ilustrującą wiele wydarzeń dziejących się w innym czasie i odrębnej przestrzeni

+ świetna pozycja dla grupowego szperania, konsultowania i wymiany teorii

+ stopniowo rosnący poziom trudności + wariant zaawansowany, dla osób lubiących wyzwania

+ żywa, pełna humorystycznych detali mapa

Wady

z definicji gra raczej jednorazowa i krótka (rozwiązanie wszystkich spraw to kwestia kilku godzin)

 

1-4 graczy w wieku 12+ (nie ze względu na trudność, a na poruszane tematy: zbrodnia, śmierć, zdrada, seksualność, używki)

ok. 10-40 minut na sprawę



Grę kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (2/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Lucky Duck Games za przekazanie gry do recenzji.


2 komentarze

  1. Pingwin

    Bardzo mnie kusi ten tytuł – mam tylko jedną obawę. Jak z czytelnością mapy? I nie chodzi tu w ogóle o jakąkolwiek czytelność, bo pewnie wszystko da się przeczytać, nawet skład surowcowy w podrzędnym produkcie z Lidla (dla niewtajemniczonych: czcionka jest chyba 1px.). Tak po prostu. Jak bardzo trzeba się wpatrywać w mapę? Czy osobie, której trudno czytać przeciętne komiksy z uwagi na niestandardową czcionkę i +2 dioptrie będzie raczej łatwo, czy raczej trudno?

    • Piotr Wojtasiak

      Spieszę ze spóźnioną odpowiedzią :) Mnie czasem drobny druk mierzi, a wręcz kłuje w oczy – szczególnie w książkach. Tutaj nie miałem żadnych negatywnych odczuć, mapa jest dość duża i chociaż jest na niej naprawdę mnóstwo detali, to spokojnie dawałem radę bez załączonej lupy. Wpatrywanie jest niestety konieczne, bo postaci wyglądają na pierwszy rzut oka niemal identycznie, dopiero po drugim zerknięciu okazuje się, że jeden ma zaczeskę, inny długie uszy, a trzeci guziki w koszuli. I bez dojrzenia tych detali raczej grać się nie da – polecam chwycić pudełko w sklepie i spróbować rozwiązać sprawę z okładki – jest w tej samej skali, co mapa w środku. To powinno dać Ci dość dobry ogląd na wymagania dioptryczne :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Pandemic: Gorąca Strefa – Europa – destylowana Pandemia

“Mały Pandemic” to przykład produktu, w którego istnieniu zbiegają się interesy dwóch grup. Z jednej strony mamy korpo-molocha-wydawcę Asmodee, który chce sprzedawać coraz więcej coraz nowszych produktów. A z drugiej konsumenta, który w pędzącym na łeb na szyję świecie ma coraz mniej czasu na spędzanie go przy instrukcji i przy rozgrywce. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że wypuszczanie prostszych i skróconych wersji popularnych tytułów to rzecz wręcz nieunikniona.  Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap