Home / Recenzje / Escape Room / Escape Room. Skarb Czarnobrodego

Escape Room. Skarb Czarnobrodego

Skarb Czarnobrodego to kolejna kieszonkowa, około godzinna gra w rozwiązywanie zagadek. I pierwsza, w którą nie da się zagrać samemu.

W ogóle uważam, że granie samemu nie jest fajne. Co prawda 4 czy 6 osób do takiego Escape Rooma to IMHO przesada, ale we dwie osoby gra się świetnie – wszystko się widzi a jednocześnie jest z kim porozmawiać o problemie.

Skarb Czarnobrodego przeznaczony jest dla dwóch drużyn. Tak jak w poprzednich grach nie potrzeba niczego się uczyć – siadacie i gracie. Tu też po kolei odkrywacie karty, które prowadzą was za rękę. Pierwsze to oczywiście wprowadzenie i wyjaśnienie – ale już za chwilę trzeba będzie się podzielić na drużyny (drużyna niebieska i drużyna czerwona). Nie muszą być tak samo liczne, mogą być też jednoosobowe – tak jak zresztą stało się moim udziałem, kiedy grałam w Skarb Czarnobrodego z moją córką.

Na tym polega główna różnica między tą grą, a poprzedniczkami z serii. Tu będziecie rywalizować.

System jest prosty – bierzecie kartę z wierzchu, czytacie a następnie wykonujecie polecenie na niej zawarte. Bardzo często trzeba będzie pociągnąć kolejne karty i rozdzielić je pomiędzy drużyny (czerwone dla czerwonej a niebieskie dla niebieskiej). I w tym samym czasie będziecie rozwiązywać – tę samą, lecz odrobinę zmodyfikowaną (tak aby rozwiązanie nie było takie samo) zagadkę. Drużyna, która jest pewna, że rozwiązała swoją zagadkę stopuje czas, podaje wynik i sprawdza odpowiedź. Jeśli się zgadza – wygrywa kartę ze skarbem, jeśli nie – karta skarbu dostaje się drużynie przeciwnej. I przechodzicie do kolejnego zadania, i kolejnego, i tak do końca.

Nie wszystkie zagadki są na czas. Moja ulubiona polegała na rozdzielaniu między siebie kart, blefowaniu i liczeniu na łut szczęścia :)

To ta moja ulubiona. Naprzemian drużyny podglądają wybraną kartę i mogą ją zachować lub odłożyć zakrytą. W ten sposób muszą rozdzielić między siebie karty. Sztuka w tym, że te karty mają jakieś efekty, które na koniec trzeba będzie wykonać. A chodzi o to, by zostać z najbardziej wartościowym skarbem na ręce. Fajna łamigłówka.

W Skarb Czarnobrodego IMHO gra się dużo przyjemniej niż w poprzednie gry z serii – właśnie przez ten element rywalizacji, który jest nie do zastąpienia przez najciekawsze nawet zagadki, które jednak rozwiązujemy wspólnie. Jest też – wydaje mi się – krótszy. Talia jest taka sama, ale wiele kart w pewnym sensie dubluje się (bo występuje w dwóch wariantach – dla drużyny czerwonej i niebieskiej), więc de facto zagadek jest mniej. Są bardzo różne – od takich, gdzie wzruszyłam ramionami i stwierdziłam, że nie kumam kompletnie o co chodzi, przez takie, które były ot, po prostu zagadkami jednymi z wielu aż do takich, gdzie było to „wow!” i bawiłam się świetnie (jak wyżej na ilustracji). Są zagadki łatwiejsze i trudniejsze – ale jeśli nie rozwiążecie jakiejś, to nie ma kar, jak w klasycznym Escape Roomie. Po prostu żadna z drużyn nie zdobędzie karty skarbu przeznaczonej dla tej konkretnej zagadki.

Jest też pewien mankament, który zupełnie nie przeszkadza w grze kooperacyjnej, ale tu niestety trochę uwiera i trzeba nań uważać. Kiedy rozwiązujemy zagadki na czas to zaczyna być istotne kto przeczyta pierwszy a kto drugi wprowadzający tekst. Sugeruję więc zwrócić uwagę na to, by karty czerwone i niebieskie były oglądane przez drużyny dopiero jak wszyscy dobrze zapoznają się z treścią zagadki. Nie jest to trudne, zwłaszcza, że karty dotyczące jednej zagadki zazwyczaj mają ten sam tytuł.

Oto zagadka WYSPA SKARBÓW. Po środku – sama zagadka (na jej odwrocie jest rozwiązanie), po prawej i po lewej stronie karty drużyn (dla niebieskiej i dla czerwonej drużyny). Każda z drużyn może (a nawet musi) obejrzeć swoją kartę z obu stron, ale nie może pokazywać rewersu przeciwnikom – bo to tam właśnie są informacje pozwalające na rozwiązanie zagadki. Górna żółta karta to karta, o którą walczymy w tej zagadce – kto zwycięży, tj. kto pierwszy rozwiąże zagadkę ten zabiera ów skarb (na odwrocie jest parę monet – nigdy nie wiemy o ile walczymy a ten kto wygra nie spowiada się z tej liczby przeciwnikowi).

Dość narzekania. IMHO gra jest świetna. Jest to najlepsza gra z cyklu w jaką do tej pory grałam. Bardzo żałuję, że jest jednorazowa. Nie w takim sensie, bynajmniej, że nie nadaje się do gry, można ją przekazać dalej. Tyle, że już sami w nią nie zagracie. Liczę na kolejne gry, które będą przeznaczone dla dwóch, a nie jednej drużyny. Ten typ Escape Roomu wskoczył u mnie właśnie na pozycję „must have„.



Grę Escape Room. Skarb Czarnobrodego kupisz w sklepie

Ogólna ocena (10/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (9/10):

Dziękujemy firmie FoxGames za przekazanie gry do recenzji.


5 komentarzy

  1. Ginet

    Z tego co pamiętam to samemu też trudno zagrać w Skok w Wenecji bo tam każdy ma jakąś rolę. I Wyprawa do El Dorado też chyba miała jakieś kooperacyjne zagadki (chociaż nie jestem pewien). A czy w ten Escape Room można zagrać kooperacyjnie?

    • Pingwin

      Nie, w tego Escape nie da się zagrać samemu (kooperacyjnie). A tamte jak najbardziej można było. Ja co prawda zawsze grywam we dwie osoby, ale wszystkie pozostałe są dla 1-6 graczy. Owszem, były role, ale dzięki nim każdy miał troszkę inny zasób wiedzy, z tego co pamiętam i tu też nie było przeszkody by grać samemu. W Skarb Czarnobrodego po prostu się nie da – niektóre zagadki można byłoby rozwiązać sobie samemu (bez ścigania się kto pierwszy) ale niektórych nie – ot, choćby ta przedstawiona powyżej na zdjęciu, moja ulubiona, ale nie tylko. Jest np. jedna popularna gra do rozegrania (taka gra w grze ;) ) i tej też nie da się w pojedynkę. Czekam z nadzieją, że będzie więcej takich, bo na razie nie widzę na BGG, żeby coś się pojawiło…. ale patent jest zbyt dobry, by to zarzucić. I hope…

  2. Ginet

    Oo, szkoda. Ja z kolei mam nadzieję że wrócą do wariantu kooperacyjnego. Ale podobno ten o Draculi też będzie rywalizacyjny :(

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Dragomino – domino w świecie smoków

O Wojtku, który chciał zostać strażakiem, słyszał pewnie każdy. Niejeden z Was jako dziecko marzył pewnie o tym, by być policjantem, rajdowcem, baletnicą, alpinistką lub kaskaderką… Wymarzoną pracą dla mnie byłaby pozycja profesjonalnej zawodniczki qudditcha, aurora lub tresera smoków… Niestety w świecie rzeczywistym nie mam szans na realizowanie się w tych zawodach, ale od czego są planszówki? Gra Dragomino od wydawnictwa FoxGames to kontynuacja serii Kingdomino, w której wcielamy się w trenera smoków. Podczas rozgrywki wyruszymy na niezbadaną wyspę. Zajmiemy się tam poszukiwaniami jaj tych pięknych, ale i tajemniczych stworzeń. Uwielbiam tego typu historie, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po ten właśnie tytuł. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap