Home / Recenzje / Gry dla dzieci / Jurassic Snack – mięsozaury, które nie jedzą

Jurassic Snack – mięsozaury, które nie jedzą Recenzja

Jurassic Snack

Projektant: Bruno Cathala
Wiek: 7+
Czas gry: 15 min.
Liczba graczy: 2
Wydawca PL: Funiverse
Rok wydania: 2018
Ranking BGG: 7.0
Instrukcja PDF

Jurassic Snack to ślicznie wydana, logiczna gra dla dzieci o diplodokach, które zjadają trawę i boją się spotkania oko w oko z tyranozaurem.

Setup

Przygotowujemy planszę układając na wolnych polach pomieszane żetony rewersem ku górze (i nie podglądając co tam one mają) a na polach z jajami rozkładamy diplodoki w/g koloru.

Plansza z rozłożonymi żetonami trawy

Na pomarańczowych jajach stawiamy pomarańczowe (żółte) diplodoki. Jaja niebieskie przeznaczone są dla niebieskich dinozaurów.

Plansza przygotowana. Rozgrywkę rozpoczyna gracz niebieski.

Rozgrywka

W swoim ruchu gracz ma dwie akcje do wykonania (mogą one być  takie same, albo różne) – poruszyć się swoim diplodokiem lub poruszyć się T.rexem.

Zarówno diplodoki jak i tyranozaury poruszają się w linii prostej, w pionie lub poziomie, o maksymalną możliwą liczbę pól. Ich ruch kończy się gdy napotkają:

  1. innego diplodoka (w takim przypadku T.rex przegania diplodoka poza planszę – tj. diplodok wraca do właściciela a T.rex zastępuje go na polu)
  2. innego T.rexa (zatrzymuje się przed polem)
  3. żeton trawy (diplodok zjada trawę wchodząc na to pole)
  4. krawędź planszy (dinozaur zatrzymuje się na ostatnim polu)

Zjadając trawę gracz (tak, tak, to diplodok zjada trawę, no ale w końcu możemy uznać że i on jest graczem ;)) odwraca żeton i wykonuje efekt na nim widoczny, a następnie zatrzymuje ten żeton – jest on wart na koniec gry od 1 do 3 punktów. Najwięcej jest żetonów zwykłej trawy, takich bez efektów – i przynosi on graczowi 2 punkty. Żetony z korzystnymi efektami, np. narodziny nowego diplodoka, przemieszczenie diplodoka na dowolne pole, przemieszczenie tyranozaura, podejrzenie wszystkich żetonów na wybranym obszarze przynoszą tylko jeden punkt. Dwa żetony wprowadzają do gry T.rexa – należy zastąpić swojego diplodoka tyranozaurem. I taki żeton wart jest aż 3 punkty.

Diplodoki najczęściej będą trafiać na zwykłą trawę – bez efektów, ale za to za 2PZ

… ale czasem trafią się takie oto perełki: podglądanie żetonów, narodziny dinozaura, wprowadzenie na planszę tyranozaura (zdejmujemy wtedy naszego diplodoka a na jego miejsce wędruje t.rex), przenoszenie diplodoka / t.rexa w dowolne miejsce, wulkan, czyli usuwanie trawy z planszy.

Skoro to diplodoki zjadają trawę to po co są T.rexy?

T.rexy to mięsozaury, które przeganiają diplodoki z planszy. Nie zjadają ich – diplodok wraca do zasobów gracza i może narodzić się ponownie, o ile gracz odkryje żeton z wykluwającym się z jaja dinozaurem. Twist tej gry polega na tym, że można przegrać nie tylko z powodu mniejszej liczby PZ, ale z powodu utraty dinozaurów-wegetarian.

Gra kończy się na dwa sposoby:

  1. Gdy zjedzona zostanie cała trawa lub gdy nastąpi pewnego rodzaju pat tj. przez dwie tury z rzędu nie zostanie zjedzony żaden żeton i żaden diplodok nie zostanie przepędzony. Wtedy wygrywa gracz z większą liczbą punktów zwycięstwa z żetonów trawy.
  2. Gdy któryś z graczy nie będzie miał na planszy żadnego diplodoka – wtedy taki gracz automatycznie przegrywa

O, początek rozgrywki, a już niebieski odkrył t.rexa.

Zdejmujemy diplodoka i wprowadzamy na to miejsce tyranozaura

A ten diplodok zaraz zje trawę z efektem przenoszenia diplodoka (dowolnego diplodoka!)…

… dlatego przeniesie diplodoka przeciwnika tuż pod sam nos t.rexa…

… i przegoni go z planszy w swojej drugiej akcji. Czy ktoś mówił, że w tej grze nie ma negatywnej interakcji? ;)

Mięsożerny twist

Ten twist polega na nieustannym pilnowaniu się. Na stawianiu swoich dinozaurów w takim miejscu, aby nie tylko tyranozaur nie miał łatwego dostępu (pamiętajmy, że nie wybiera on pola na którym się zatrzyma, lecz tak jak diplodoki, jest blokowany przez przeszkodę – innego dinozaura, krawędź planszy lub trawę) ale też, aby po ewentualnym zjedzeniu (o. pardon, przegonieniu) t.rex został na takim miejscu, by można było „odpłacić przeciwnikowi pięknym za nadobne” czyli tym razem zjeść (pardon, przegonić) jego dinozaura. Jak w klasycznych szachach, w których kryjemy swoje figury. Tu ustawiamy się pod innymi dinozaurami, by potem zjadać je T.rexem, jeśli przeciwnik zje naszego vege.

Czy warto się zjadać i kiedy to robić?

Ból niestety polega na tym, że T.rexy nie zawsze szybko pojawią się na planszy. Dopóki nie ma tyranozaurów jest w zasadzie nudno i losowo. Bywa, że tyranozaury pojawią się dopiero pod koniec partii. Wtedy rozgrywka jest – powiedzmy sobie szczerze – taka sobie. Można zjadać trawę, która przylega do przeciwnika (żeby dla niego było mniej), ale na dobrą sprawę i tak nie wiemy co zjemy. Jak zjemy „efektowną trawę”, to coś-tam będziemy kombinować, podglądać, przestawiać ale wielkich strategicznych posunięć – mnie przynajmniej – nie udało się dokonać.

Co innego jak na planszę wpadnie T.rex (albo nawet dwa). Wtedy jest naprawdę ciekawie. Jeśli to bliżej początku, można pokusić się o wytrzebienie przeciwnika. Jest to ryzykowne, bo zjadanie trawy za każdym razem przynosi jakieś punkty. Przestawianie T.rexa – niestety żadnych. Ale za to można osiągnąć spektakularne zwycięstwo przez eliminację przeciwnika. Pod koniec partii trzeba dobrze przeliczyć, czy warto ruszać się T.rexem, czy jednak iść w punkty.

A co poza tym?

Nie dajmy się ponieść zachwytom. W swojej klasie gier dla dzieci Jurassic Snack jest grą bardzo dobrą. Jednak dorośli gracze nie będą jej rozkminiać ani do niej wracać zbyt często. To bardzo prosta gra. A do tego wszystkiego – losowa. Z jednej strony mechanizmy rodem z szachów, z drugiej – nie wiemy co zjadamy (trawa układana jest rewersami do góry) i nic nie stoi na przeszkodzie by np. zjeść żeton przesunięcia diplodoka w swoim pierwszym ruchu. W drugim oczywiście zjadamy tyranozaurem diplodoka przeciwnika, którego sobie „podstawiliśmy” za pomocą pierwszego efektu.  To gra losowa, bo nie mamy większego wpływu na to, czy zjemy trawę za 2 punkty, czy za 1 PZ – a nie wszystkie efekty są tak samo korzystne w określonym czasie. Np. stracić swojego diplodoka na koniec gry (aby na planszę powędrował T.rex) na pewno się opłaca bardziej niż na początku. Np. podejrzeć wszystkie żetony z obszaru najlepiej jest na początku, niż na koniec gry. A różnicę kilku PZ przy wyniku rzędu 20 robi własnie owa losowość w tym co zjadamy. Największą zaletą zaś tej gry jest jest … wykonanie.

Po Bruno Cathala spodziewałam się czegoś bardziej emocjonującego, ale Jurassic Snack nie jest grą złą. A w kategorii dziecięcej wręcz bardzo, bardzo fajną. Zatem wszystkim mamusiom i tatusiom z serca polecam – wrzućcie Jurassic Snack pod choinkę a potem grajcie weń ze swoją pociechą do białego rana :)

Podsumowanie

+ proste zasady, dobrze napisana instrukcja
+ prześliczne wykonanie
+ krótka, dynamiczna partia
+ dla dzieci to nauka logicznego / strategicznego myślenia

– losowość
– kiedy nie ma na planszy T.rexa jest dość nudno

Ogólna ocena (7/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Dziękujemy firmie Funiverse za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*