
Szarlatani z Pasikurowic od wielu lat cieszą się wysoką popularnością. Co nas w nich tak ujmuje? Zabawny temat? Urocze, kolorowe składniki? A może dobrze przygotowana mikstura losowości i decyzji związanych z budowaniem woreczka? Właściwa proporcja, która dostarcza tyle beztroskiej zabawy!
Na bazie popularności pierwowzoru, po 8 latach od jego wydania na polskim rynku, pojawia się spin off, czyli Szarlatani z Pasikurowic: Pojedynek. Jest to samodzielna gra zaprojektowana tym razem w wersji dwuosobowej. Czy ona również trafi do serc graczy? ;)

Znajome ryzyko w nowej odsłonie
W Szarlatanach z Pasikurowic: Pojedynek dostajemy dużo tego, co już znamy! Rolę szarlatana. Mikstury. Eksplozje! :D Znów będziemy budować nasz zasobnik i losować z niego składniki na pożywne wywary. I znów będziemy trzymać kciuki, żeby nam ten cały interes nie wybuchł! Wszystko po to, by przyciągnąć do swojego stoiska jak najwięcej pacjentów. A przynajmniej więcej niż ten drugi ancymon…

A skoro o przyciąganiu mowa, wspomnijmy o novum w szarlatańskim światku jakim jest mechanika przeciągania liny! Bowiem poza wieloma podobieństwami, Pojedynek proponuje graczom powiew świeżości! Mechanika przeciągania liny jest jednym z przejawów tego! Już nie walczymy na punkty zwycięstwa, ale teraz zabiegamy o atencję 11 pacjentów. Mechanika przeciągania liny jest nam znana z wielu gier, obecna pod różnymi postaciami, ale w Szarlatanach z Pasikurowic: Pojedynek ma ona bardzo prostą konstrukcję. Po prostu fizycznie przesuwamy jeden pionek pacjenta pomiędzy dwoma końcami toru, na którym osadzone są stoiska przeciwnych graczy. Gdy pacjent dotrze do naszego stoiska – czap! – porywamy go i ustawiamy na dachu naszej Gildii! Dosłownie :P Kto porwie (znaczy… wyleczy) więcej pacjentów, ten wygrywa :D To rozwiązanie mechaniczne jest bardzo proste (może nawet za proste), ale działa przy grze typowo pojedynkowej i daje poczucie siłowania na rękę :)

Wolfgang Warsch zamieszał także w aspekcie mieszania składników. Tym razem tury losowania wykonujemy naprzemiennie, po każdej przesuwając pacjenta. Dzięki temu możemy (bardziej niż wcześniej) reagować na działania przeciwnika, co jest plusem tej wersji gry! Przebieg jego tury ma wpływ na nasze decyzje: czy chcemy losować dalej czy odpuszczamy. Jednakże odejście od symultanicznego losowania składników ma ten skutek, że w grze można mieć poczcie chwilowego przestoju, np. gdy nasz eliksir już wybuchł, a przeciwnik wciąż ma kilka tur do wykonania.

Rekompensata za losowość
W Pojedynku losowość wciąż ma się dobrze! Znaczenie ma np. sekwencja dobranych składników, z uwagi na oddziaływanie niektórych efektów gry na posiadane w butelce znaczniki. Zaś ruch pacjenta jest wynikową wartości kolorowych składników dolosowanych w tej turze (max trzech) i ostatniego białego znacznika, które umieszczamy w osobnym miejscu, u podstawy butelki. Więc już nie tylko liczymy białe składniki do 7 (co by nie wybuchnąć), ale też trzymamy kciuki za korzystną sekwencję ich doboru! Poza tym mamy większy rozstrzał w wartościach numerycznych kolorowych składników. Pomarańczowa dynia o wartości 6, czarne składniki, które możemy ulepszać aż do wartości 5. Oznacza to jedno: przy świetnym dociągu możemy przesunąć pacjenta o potężną liczbę pól. A contrario: gdy nam się nie wylosuje bądź spowodujemy wybuch, przy tym sporym rozstrzale w wartościach znaczników możemy zostać ostro w tyle.

Losowość sprzyja zatem wyłanianiu się lidera już w pierwszych turach gry. I w mojej ocenie czuć to bardziej niż w pierwowzorze, właśnie przez bezpośredniość konfrontacji.
Ale…! Gra jest tego świadoma i posiada mechanizmy ratujące gracza pozostającego w tyle! Jest ich kilka, ale warto wspomnieć chociaż o efekcie spowalniania lidera. Gdy przyciągniemy pacjenta do naszego stoiska, musimy je cofnąć o 2 pola, aby wydłużyć drogę na kolejne spacery. Ponadto pozyskanego pacjenta umieszczamy na dachu naszej Gildii i… dostajemy karę :P Za sukces! Przybiera ona postać utrudnienia dla nas lub profitu dla przeciwnika.

Suma zawartych w grze mechanicznych zabiegów ratunkowych sprawia, że gracz z tyłu jest zazwyczaj w stanie wrócić do gry! Choćby nawet przegrywał przez większość rozgrywki! Zabieg ten jest bardzo trafiony, gdyż gra trzyma do końca w niepewności, daje nadzieję na wygraną. Jednakże ten rodzaj wspomagania może być frustrujący dla gracza wygrywającego i powodować poczucie niesprawiedliwości ;)

Magia nowych składników
Szarlatani z Pasikurowic: Pojedynek oferują kilka źródeł decyzyjności. Nowością jest wybór oferty w fazie nadzoru rynku (z mechaniką „ja dzielę, ty wybierasz„). W tym aspekcie uważam jednak, że atrakcyjniejsze jest wybieranie oferty niż jej przygotowywanie, a zatem zamieniłabym role i pozwoliła dokonać wyboru graczowi przegrywającemu.
Decyzje pojawiają się oczywiście także podczas klasycznego dylematu: losować dalej czy spasować, zanim butelka wybuchnie ;) Najważniejszym elementem decyzyjnym pozostaje jednak kierunek rozwoju własnego woreczka! Kupowane nowiutkie składniki mają za zadanie minimalizować ryzyko wylosowania białych znaczników, a także służą do budowania coraz efektywniejszych kombinacji. W porównaniu do pierwowzoru mamy tu szereg nowych funkcji składników! I to w aż 4 zestawach! A są one naprawdę finezyjne i przemyślane. Możemy mieć jednak pewne poczucie nieproporcjonalności w ich mocy ;) Większość aktywuje się natychmiast po wylosowaniu, inne dopiero po zakończeniu etapu. Część nagradza tworzenie synergii między konkretnymi typami znaczników, inne premiują ich kumulowanie lub pozwalają usuwać już dobrane białe składniki. Ha! Część z nich oddziałuje nawet na worek przeciwnika! To sprawia, że interakcja w tym wariancie jest dużo bardziej odczuwalna i to lubimy! ;)

Czymś zaskakującym jest sposób pozyskiwania złota. Odpowiadają za to kamienie alchemika! Czyli czarne składniki. Wyjątkowo atrakcyjne, bo ich wartość numeryczna wpływa nie tylko na to, o ile pól przyciągniemy pacjenta, ale także na wysokość środków pozyskanych na kolejne zakupy. Startujemy z ich słabszymi wersjami, ale mamy możliwość ulepszania ich aż do wartości 5! To wprowadza nowy, interesujący aspekt rozwoju woreczka.

Finalnie w zakresie zabawy ze składnikami Pojedynek oceniam jako bardzo atrakcyjny! Oczywiście losowość, duża zmienna funkcji składników i kart ofert to baza budująca regrywalność tego tytułu :)
Podsumowanie
Szarlatani z Pasikurowic: Pojedynek to gra wyraźnie inna niż jej pierwowzór, ale oddająca ducha Szarlatanów z Pasikurowic. To bardzo przyjemne uczucie zobaczyć grę, którą dobrze znamy, ale w nowej odsłonie :) Uważam, że autor gry Wolfgang Warsch zastosował doskonałą proporcję między tym, co zachować z poprzedniczki, a dodaniem nowych mechanik! Wciąż czujemy przyjemny dreszczyk z losowania i ważenia ryzyka. Wciąż stajemy przed próbą opamiętania się w ferworze losowania. Ale bierzemy poprawkę na nowe warunki gry. Przeciąganie liny zamiast punktów zwycięstwa, inne konsekwencje wybuchu, inna droga do zakupu nowych składników, nowe mechanizmy rekompensaty strat. Po zakupie odczujemy, że kupiliśmy inną grę!

Chociaż pierwsze spotkanie z instrukcją może nastręczać trochę trudności (nie wszystko jest intuicyjne, może się zdarzyć, że w czasie pierwszej rozgrywki rozgryzamy jeszcze jakieś niuanse), to finalnie gra okazuje się bardzo prosta. Jest również bardzo przyjemna, chociaż mam wrażenie, że naprzemienna kolejność wykonywania tur (losowań) w ramach jednej rundy nieco wygłusza emocje i rozgrywka w tym wariancie może wydawać się nieco mniej emocjonująca. Może to również wynikać z tego, że w Szarlatanach losowaliśmy multum składników, dodawanych do jednego kotła i z zachwytem przyglądaliśmy się jak dalece ten kociołek nam się zapełnił. W wersji dwuosobowej losowanie kończy się szybciej. Już po dolosowaniu 3 kolorowych składników. Mamy kilka krótkich incydentów losowania.

Zachęcam do sprawdzenia Szarlatanów w nowej odsłonie! Taka wersja ma szansę Wam się spodobać, nawet jeśli akurat gra podstawowa nie przypadła Wam do gustu! Chyba że nie macie żadnej tolerancji dla odczuwalnej losowości ;) Na pewno wielu zagorzałych fanów Szarlatanów odnajdzie sporo radości w testowaniu nowego produktu w tym uniwersum. Natomiast pamiętajmy, że wariant dwuosobowy Szarlatanów z Pasikurowic działał świetnie. Przyznam, że osobiście wciąż wolę Szarlatanów w ich czteroosobowej wersji, natomiast przygoda z Pojedynkiem była jak sentymentalna podróż do czasów, gdy Szarlatani co chwilę wracali na mój stół ;) Pomimo kilku aspektów, na które pomarudziłam, chętnie ponownie usiądę do Pojedynku jako lekkiego tytułu na luźną rozgrywkę!

Plusy:
- nowe mechaniki, odczuwalnie inna gra, z utrzymaniem ducha pierwowzoru,
- świetne pomysły w zakresie konstrukcji funkcji składników; są nowe, bardzo różnorodne, wielotorowe, wieloaspektowe i intrygujące,
- możliwość reagowania na działania przeciwnika i większa interakcja,
- dobrze działające mechanizmy ratowania gracza pozostającego w tyle, niezbędne w grze losowej, dzięki czemu gra często trzyma w niepewności do końca i stwarza wyzwanie: dogoń lidera,
- dobry stosunek jakości gry i wydania do ceny
Minusy:
- instrukcja mogłaby być łatwiej przyswajalna,
- nieco myląca ikonografia (na brązowej monecie ukośnik oznacza „oraz”, zaś ukośnik z bonusu siódmego pola podstawy butelki oznacza „albo”),
- często pojawiające się uczucie szybkiego wyłonienia się lidera, którego gonimy, co może być demotywujące (chociaż mamy mechanizmy hamujące lidera),
- naprzemienność tur i krótkie sekwencje losowania mogą nieco wygaszać emocje i napięcie

Hej! Jeśli moja opinia lub zdjęcia Ci pomogły, miło będzie, jeśli postawisz nam kawę! :) Te symboliczne kilka złotych zasiliło budżet GF na potrzeby kolejnych projektów! :)
Ogólna ocena
(7/10):









Złożoność gry
(5/10):









Oprawa wizualna
(7/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Dobry, solidny produkt. Gra może nie wybitnie oryginalna, ale wciąż zapewnia satysfakcjonującą rozgrywkę. Na pewno warto ją przynajmniej wypróbować. Do ulubionych gier jednak nie będzie należała.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony





