
Lutnik: Sztuka instrumentu to nie tylko sztuka planowania i zarządzania, ale również liczenia się z konsekwencjami pewnej interakcji!
Mamy bowiem do czynienia z wymagającą grą euro, w której odczujemy obecność innych graczy. Wcielając się w członków rodziny lutniczej, za pośrednictwem ukrytej licytacji, rozmieszczania pracowników i zarządzania zasobami będziemy tworzyć instrumenty bądź je naprawiać. W tym celu podejmiemy starania, aby rozwinąć naszą pracownię. Dzięki zainteresowaniu partonów uda nam się pozyskiwać intratne korzyści. Ba! Będziemy nawet mieć sposobność zajmowania miejsc w orkiestrze oraz przygotowania własnych występów!
BRZMI dobrze? :) Pytanie tylko czy w Lutniku wszystko… gra! ;)
(Nie)lubiana licytacja
Nie przepadam za licytacją, ale ta w Lutniku ma coś w sobie! Jest taka… wysublimowana. Umieszczamy kolejno zakryte sztony pracowników na kilku konkurencyjnych polach akcji. Każdy pracownik ma inny poziom biegłości (wartość). Wyższa wartość to wyższe pierwszeństwo. Efekt? Wykonywanie akcji obarczone jest NUTĄ niepewności. Stajemy grzecznie w kolejce do pola akcji, ale… albo przygotujemy poważnie wyszkolonego pracownika albo trzymamy kciuki, żeby ktoś przed nami nie podwędził upatrzonej karty! Po odkryciu sztonów może okazać się, że potężnie przepłaciliśmy! Im bardziej zależy nam na danym przedsięwzięciu, tym więcej emocji przy ujawnianiu kolejności wykonywania akcji! Uwielbiam to snucie przypuszczeń, przewidywane, dedukowanie. To sprawia, że mamy tu dużo więcej niż zwykły worker placement. A nawet nie wspomniałam, że pracownicy mogą nabyć indywidualnych umiejętności!

Smaczku dodaje fakt, iż wysoce biegły pracownik wykonuje każdą akcję lepiej! Z bonusem! I choć chcemy złapać je wszystkie… na coś się jednak trzeba zdecydować :D Tu pojawiają się ciekawe dylematy: którą akcję zlecić najbieglejszym pracownikom?

Odczuwalna interakcja
Ukryta licytacja to również zachęta do negatywnej interakcji! Możemy (świadomie lub nie) doprowadzić do sytuacji, w której inny gracz nie zrobi akcji tak, jak to sobie zaplanował. A nawet nie zrobi jej w ogóle!
Kolejny impuls interakcji dotknie nas w fazie aktywowania akcji. Sztony pracowników umieszczamy kolejno na wybranych polach akcji. A to oznacza jedno: planujemy wszystkie akcje na całą rudę z góry! Gdy już rozmieścimy sztony, aktywny gracz decyduje, którą lokację aktywuje – dla wszystkich graczy! I biada Ci jeśli nie jesteś przygotowany z góry na wszystko! (A zazwyczaj nie jesteś). Sekwencja akcji ma często kluczowe znaczenie! :D Zdarzyć się może, że na skutek nieszczęśliwego zbiegu zdarzeń akcja, z której miałeś pozyskać zasoby aktywuje się później niż akcja, na którą miałeś je wydać! Planowanie, przewidywanie i jeszcze raz pla… trochę szczęścia ;) Co do zasady takie nieszczęście nie położy nam gry, ale ją nieco utrudni. To dodaje emocji! Mobilizuje do uważności i przezorności.

Interakcję odczujemy również w wyścigu – po miejsce w orkiestrze czy realizacji nagród publicznych! Warto wykazać się ostrożnością, bo wypychanie z orkiestry działa bardzo zręcznie! Musimy patrzeć co robią inni (szczególnie jaki instrument planują wykonać), zerkamy na ich pracownie, co by się nie okazało, że za chwilę ktoś nas wypchnie z fotela lidera w danej sekcji! Nie dość, że konkurujemy o miejsca w orkiestrze jako całości, to jeszcze o przewagi w małych jej sektorach. Przyjemne area majority, chociaż… w rozgrywce na 4 graczy utrzymywanie przewagi przez znaczniki napraw czy występów jest raczej iluzoryczne. Na koniec gry i tak większość pól jest zabudowana instrumentem, który bezwzględnie zapewnia fotel lidera. Znaczniki te układamy głównie po jednorazowe bonusy. W rozgrywkach 2-3 osobowych jest już trochę inaczej, walka o przewagę „mniejszymi” żetonami jest bardziej rzeczywista.

Lutnik, jak na grę euro, oferuje bardzo satysfakcjonujące poczucie, że gramy z innymi, a nie obok innych graczy. To bardzo duży walor tej gry!

ReGRYwalność
W Lutniku kolekcjonujemy punkty zwycięstwa. Za ukończone instrumenty, naprawy, występy, spełnianie oczekiwań patronów, cele osobiste i publiczne, przewagi w orkiestrze itd. Niby dużo i różnorodnie, ale po kilku partiach odczucia z gry mogą być nieco podobne. Karty napraw czy występów są prawie takie same. Oczywiście różnią się nieco korzyścią czy warunkiem, ale koncepcyjnie nie zaskakują. Najbardziej zróżnicowana talia kart to patroni! Ich działanie – rewelacja! Bardzo fajny zabieg z kuszeniem premiami, ale i presją na ich zadowalanie! Ciekawie indywidualizują sytuację graczy, pozwalając tworzyć unikatowe specjalizacje i silniczki. Ale… przy rozgrywce 4-osobowej już podczas pierwszej partii jesteśmy w stanie poznać całą talię!

I tu pojawia się pytanie czy gra jest regrywalna? Z jednej strony tak. Jest „ciasna” i nie zawsze wszystko zrobimy. Pojawia się naturalna myśl typu: „następnym razem pójdę w…”. Jedna rozgrywka rodzi nowe pomysły na kolejną, a tym samym zachęca do powrotu do gry. Pierwsze wrażenia graczy po partyjce są tak pozytywne, że chce się spróbować kolejny raz! Poza tym w grze mamy pewne zmienne: nowe cele, inny układ kart na rynku, inne działania graczy, co powoduje, że jej przebieg też zawsze będzie inny. Z drugiej strony mam poczucie, że liczba pomysłów na strategię jest skończona. Chociaż podoba mi się dychotomia między ścieżką występów (nie wymaga zasobów, ale jest bardziej losowa), a ścieżką napraw (bardziej przewidywalna, ale wymaga zasobów), po kilku rozgrywkach chciałoby się czegoś więcej. Oczywiście możemy obrać jeszcze inny kierunek rozwoju, ale po pewnym czasie możemy poczuć, że gra nie ma już czym nas zaskoczyć.

Finalnie uważam, że Lutnik jest regrywalny, ale po pewnym czasie wrażenia z gry mogą być podobne. Nie zmienia to faktu, że chętnie wrócę do Lutnika, po przerwie lub z inną ekipą, gdyż styl gry innych graczy również wpływa na nowe wrażenia z rozgrywki :)

Symfonia piękna
W Lutniku mamy niesztampowe komponenty. Świetnym zabiegiem jest przygotowanie gryfu aktywnego gracza. Dzięki temu, chociaż wywołaną akcję wykonuje kilku graczy, wiadomo kto ją zainicjował. Bardzo podoba mi się znacznik batożenia ostatniego (przegrywającego) gracza! A może to jest batuta…? ;>

Ale na poważnie… Wykonanie gry zasługuje na wysokie uznanie. Wizualnie, dzięki niesamowitemu Vincentowi Dutrait, czuć artyzm i elegancję, adekwatne do gry o muzyce klasycznej. Szczególnie gra w wersji DELUX potężnie podbija wrażenia estetyczne z rozgrywki! Prezentuje się naprawdę wdzięcznie! A gdy w tle puścimy specjalnie skomponowaną ścieżkę muzyczną, okazuje się, że nawet gra euro może wywołać immersję.
Pewne zastrzeżenia może jednak budzić ilość miejsca na polach orkiestry. Miejsce na znaczniki jest zaprojektowane… oszczędnie. A tam jednak walczymy o przewagi. Przy większej liczbie graczy lub wzmożonej rywalizacji o dane pole, robi się nieczytelnie. A nie daj Boże, żeby ktoś niechcący trącił planszę! ;>
Na zakończenie
Lutnik: Sztuka instrumentu to gra, która robi piorunujące pierwsze wrażenie! Chociaż nie wprowadza do świata gier euro nic odkrywczego, angażuje, stanowi wyzwanie, bardzo pobudza szare komórki i zachęca do kolejnej rozgrywki! Początkowo może przytłaczać ilością zasad, ale dość szybko łapiemy o co chodzi :)
W Lutnika zagramy 2-osobowo, ale zdecydowanie polecam rozgrywkę w większym składzie! Robi się bardzo konkurencyjnie! Dzięki temu, że akcje nie są kombogenne, runda co do zasady nie dłuży się. Gracze „aktywują się” w turach innych osób. Gra może jednak zwalniać w składzie 4-osobowym, szczególnie pod koniec rozgrywki, gdy mamy wszystkich pracowników do dyspozycji, a w akurat rozpatrywanych miejscach nie mamy swoich sztonów.

Poza wspomnianymi dotychczas w tekście walorami gry, chciałam wyróżnić jeszcze 2 mechanizmy, które robią w Lutniku robotę! Pierwszy to już wspomniane karty patronów. Patroni oferują nam co rundę bonusy, ale tylko do momentu aż się wkurzą! Gdy nie będziemy realizować ich oczekiwań – odejdą, pozostawiając po sobie niesmak i punkty ujemne. To stresuje! Szczęśliwy, spełniony patron zostaje z nami na dłużej, zapewniając stałe umiejętności i punkty. Drugi element to możliwość wykonania akcji na targu i zmienność cen nań! To takie proste! Co rundę tylko przerzucamy kartę i ustalamy nową cenę za surowce, a znaczenie praktyce jest ogromne! Również możliwość wykonania akcji targu tylko raz w rundzie, ale przy zastrzeżeniu ograniczonego miejsca w magazynie, to poważna rozkminka kiedy skorzystać z tego dobrodziejstwa!

Reasumując: granie w Lutnika to nie tylko rywalizacja, ale także sztuka planowania. Spójne decyzje grają jak dobrze nastrojony instrument, ale brak uważności może naruszyć całą kompozycję. Trzeba zachować harmonię między zachowawczością a śmiałością w podejmowaniu działań! ;)

Plusy:
+ nietypowy temat, odczuwalny wizualnie, mechanicznie, a potencjalnie także… słuchowo (specjalna ścieżka dźwiękowa),
+ duża doza interakcji między graczami,
+ ciekawe urozmaicenie mechaniki umieszczania pracownika, przez umiejętności specjalne i ukrytą licytację,
+ syndrom kolejnej partii wynikający z poczucia, że nie zrobiliśmy wszystkiego,
+ artystyczne wykonanie,
+ dobra pomoc gracza
Minusy:
– po kilku rozgrywkach: poczucie powtarzalności, podobieństwa działań wykonywanych w kolejnej partii,
– poczucie zbyt małej liczby wyraźnie różnych strategii na rozgrywkę

Hej! Jeśli moja opinia lub zdjęcia Ci pomogły, miło będzie, jeśli postawisz nam kawę! :) Te symboliczne kilka złotych zasiliło budżet GF na potrzeby kolejnych projektów! :)
Ogólna ocena
(8/10):









Złożoność gry
(6/10):









Oprawa wizualna
(8/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony













