Przenosimy się do około III wieku p.n.e. na tereny dzisiejszego Wietnamu. Właśnie rodzi się królestwo Âu Lạc — młode i wciąż kształtujące swoją tożsamość. W sercu tej opowieści stoi zaś Cổ Loa, cytadela będąca jednocześnie symbolem ambicji i areną rywalizacji. To wokół jej dopiero co powstających murów splatają się losy graczy. Nie weźmiemy jednak udziału w żadnych heroicznych bitwach, skupiając się zamiast tego na ekonomicznym rozwoju kraju.
Zwykły niezwykły worker placement
Podstawy gier typu worker placement zna dziś każdy, kto choć trochę liznął nowoczesnych planszówek. Mamy więc robotników, których wysyłamy na konkretne pola, aby wykonać przypisane do nich akcje. Część z nich działa na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy” i po zajęciu staje się niedostępna dla pozostałych graczy. Inne pozwalają na wielokrotne użycie. Âu Lạc nie próbuje pod tym względem odkrywać Ameryki na nowo.
Równie klasyczny pozostaje ekonomiczny trzon rozgrywki. Pozyskujemy surowce, aby następnie wymieniać je na karty, które dają punkty i otwierają nowe możliwości. Jeśli zależy nam na zebraniu większej ilości surowców na raz, musimy po prostu zapłacić wyższą cenę w postaci większej liczby wysłanych robotników. To mechanika znana, nieskomplikowana i raczej nie wywołująca jakiejś większej ekscytacji.
Na tym jednak kończy się „zwyczajność” Âu Lạc. Tam, gdzie wiele gier worker placement pozostaje wiernych schematom, ten tytuł dorzuca kilka interesujących elementów, które realnie wpływają na charakter rozgrywki.
Fortuna wężykiem się toczy
Pierwszym z nich jest bardzo dynamiczny rynek kart. Składa się on z dwóch rzędów, z których po każdej turze odrzucane jest po jednej karcie — z górnego rzędu prawa, a z dolnego lewa. Samo w sobie nie byłoby to jeszcze niczym wyjątkowym, jednak prawdziwa różnica ujawnia się w momencie zakupu karty przez jednego z graczy. Wówczas na jej miejsce wsuwana jest odpowiadająca jej karta z przeciwnego rzędu.
Ten z pozoru drobny zabieg ma zaskakująco duże konsekwencje. Przede wszystkim wsunięta karta zostaje zablokowana do końca rundy, co potrafi skutecznie pokrzyżować plany graczowi liczącemu na jej zakup. Co więcej, mechanizm ten sprawia, że karty balansujące na granicy odrzucenia mogą nagle otrzymać drugie życie. Karta, która jeszcze chwilę temu była niemal „na wylocie”, potrafi w jednej chwili trafić na nową, początkową pozycję w rzędzie. W efekcie każdy gracz zyskuje ponownie szansę na jej zakup w kolejnych rundach.
Dodatkowo, po odrzuceniu skrajnych kart, wszystkie pozostałe przesuwają się w obrębie rynku. Ponieważ każda pozycja w obu rzędach wiąże się z dodatkowym kosztem w postaci określonego surowca, w praktyce oznacza to, że ceny kart nieustannie się zmieniają. Jeśli spóźnimy się z zakupem, może okazać się, że wcześniej zgromadzone zasoby przestaną wystarczać, a karta, na którą liczyliśmy, znajduje się nagle poza naszym zasięgiem.
Rynek w Âu Lạc nie jest więc jedynie pasywnym miejscem wymiany zasobów na karty. To żywy element gry, który wymusza elastyczność, uważne śledzenie sytuacji na stole i gotowość do zmiany planów — nawet wtedy, gdy wydawało się, że wszystko mamy już dopięte na ostatni guzik.
Architektura dominacji
Drugim, jeszcze mocniejszym wyróżnikiem jest akcja budowy cytadeli Cổ Loa. To nie tylko kolejna opcja punktowania, ale centralny punkt strategiczny, wokół którego kręci się duża część gry.
Budowa cytadeli podzielona jest na trzy poziomy, odpowiadające kolejnym pierścieniom obronnym Cổ Loa. Najłatwiej wznieść fragment Zewnętrznego Muru, który wymaga wysłania jednego robotnika. Im dalej w głąb cytadeli, tym wyższa cena. Środkowy Mur pochłania już dwa meeple, a budowa Wewnętrznego wymaga aż trzech.
Nie można jednak budować gdziekolwiek. Nowy fragment musi sąsiadować z już istniejącą częścią cytadeli. Gracz umieszcza na wybranym polu zakrytą kartę zasobu, a następnie natychmiast otrzymuje nagrodę wskazaną na danym fragmencie muru. Obecność na tym polu zaznacza, kładąc na karcie kostkę w swoim kolorze.
Każda budowa niesie ze sobą dodatkowe koszty — jeśli pole przylega do jakicholwiek kostek, zanim cokolwiek zbudujemy musimy dodatkowo zapłacić kartami z ręki do banku lub przeciwnikom. Brak odpowiednich zasobów oznacza jedno: budowa w tym miejscu staje się niemożliwa. To naturalnie wymusza przestrzenne planowanie i sprawia, że dostęp do najbardziej prestiżowych miejsc nie przychodzi łatwo.
Na tym jednak długofalowa gra się nie kończy. Po zakończeniu rozgrywki wszystkie zakryte karty zostają odsłonięte i liczą się jako wkład graczy w rozwój cytadeli. Każdy rodzaj zasobu punktuje osobno, a o liczbie zdobytych punktów decyduje miejsce zajęte w danej kategorii. Sprawia to, że budowa Cổ Loa nabiera dodatkowego, rywalizacyjnego wymiaru.
Żeby jeszcze bardziej utrudnić rozgrywkę, decyzje związane z rozbudową cytadeli bywają nie tylko kosztowne, ale i ryzykowne, ze względu na… rozwścieczony drób.
Strzeż się koguta
Według legendy, podczas wznoszenia Cổ Loa cała praca wykonana za dnia była nocą niszczona przez ducha przybierającego postać białego koguta. Dopiero interwencja zesłanego przez bogów gigantycznego złotego żółwia, Kim Quy, pozwoliła ochronić budowę i doprowadzić ją do końca. Twórcy gry sprytnie sięgają po ten motyw, przekładając go bezpośrednio na mechanikę rozgrywki.
W Âu Lạc nocne ataki symbolizują karty dociągane w parzystych rundach. Wskazują one konkretny fragment muru, który zostaje zaatakowany. W efekcie kostka właściciela jest usuwana z planszy, co gorsza, wraz z nią przepada także karta zasobu.
Mechanizm ten wprowadza wyraźny element nieprzewidywalności. Nigdy nie możemy mieć całkowitej pewności, że to, za co zapłaciliśmy wysoką cenę, przetrwa do końca partii. Ryzyko utraty kluczowych fragmentów murów zmusza do ostrożniejszego planowania i zainwestowania w inne, punktujące elementy gry.
Co ciekawe, legenda o złotym żółwiu znajduje jeszcze jedno odzwierciedlenie. Jeden z jego pazurów posłużył bowiem do stworzenia magicznej kuszy, która miała uczynić władcę Âu Lạc niezwyciężonym. Jej karta również pojawia się w rozgrywce i pozwala ochronić nasz fragment muru przed niszczycielskim atakiem — dając posiadającemu ją graczowi chwilę wytchnienia.
Między losowością a strategią
Âu Lạc to gra silnie osadzona w historycznym i kulturowym kontekście, co widać zarówno w wybranym temacie, ale i w dostępnych do kupienia kartach. Te odwołują się do lokalnych motywów i w większości przypadków okazują się naprawdę użyteczne — niezależnie od tego, czy mówimy o akcjach natychmiastowych, efektach stałych czy punktowaniu na koniec gry. Każda z nich wnosi coś sensownego do rozgrywki i rzadko sprawia wrażenie zapychacza.
Nie wszystko jednak przypadnie do gustu każdemu. Gracze nieprzepadający za losowością mogą mieć problem z atakami koguta, których nieprzewidywalność potrafi naprawdę zaboleć — zwłaszcza gdy wcześniej zainwestowaliśmy sporo zasobów w rozwój cytadeli. Podobnie działają dobierane co rundę karty wydarzeń, które bywają zarówno pomocne, jak i dotkliwie negatywne. Brak możliwości ich neutralizowania sprawia, że seria niekorzystnych efektów może być niezwykle irytująca.
Z drugiej strony, osoby z odrobiną żyłki hazardzisty — takie, które potrafią zaakceptować ograniczoną kontrolę nad pewnymi elementami gry — przyjmą te rozwiązania z większym spokojem. Dla nich losowość staje się częścią opowieści, a nie wyłącznie źródłem frustracji.
Ja chyba plasuję się w tej drugiej kategorii i złośliwości losu w Âu Lạc przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza. Bardziej przeszkadza mi jednak długość samej rozgrywki, która momentami wydaje się zbyt krótka. Wszystko przez różne sposoby zakończenia gry. Partia może skończyć się poprzez ukończenie całej cytadeli, po rozegraniu dziesięciu rund lub w momencie, gdy jeden z graczy zbuduje pięć budynków. Ten ostatni warunek okazuje się zaskakująco łatwy do spełnienia — mimo początkowego wrażenia niedoboru zasobów. W praktyce możemy spokojnie zakończyć już w szóstej rundzie.
Mimo tych drobnych zastrzeżeń Âu Lạc zostawia po sobie pozytywne wrażenie. Gra może nie trafić do każdego, ale warto dać się wciągnąć w jej rytm — to przyjemny, średniej ciężkości tytuł, który łączy powrót do klasycznych mechanik z kilkoma nietypowymi pomysłami i silnym klimatem.
Gra dla 2-4 graczy, wiek 12+
Czas gry: 45-60 minut
Wydawca: Everjoy Publishing
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony









