Home / Recenzje / Gry dwuosobowe / Gejsze – o urokach życia w Gion

Gejsze – o urokach życia w Gion

Przenieśmy się na chwilę do Kioto, do dzielnicy Gion. Wychodząc na popołudniowy spacer około godziny siedemnastej możemy na jej ulicach – a zwłaszcza na ulicy Hanamikoji – spotkać gejsze. O tej porze dnia udają się one do pracy – najczęściej w tradycyjnych herbaciarniach, w których bawią gości rozmową, tańcem, śpiewem i grą na instrumentach, a ponadto prowadzą ceremonię parzenia i picia herbaty.

Dwuosobowa gra, znana jako Hanamikoji, której autorem jest Kota Nakayama, opowiada właśnie o gejszach, o których łaski będziemy zabiegać. I choć owo artystyczno-imprezowe życie Japończyków jest dość luźno związane z mechaniką, to trzeba przyznać, że pasuje całkiem nieźle.

Będziemy więc próbowali zjednać sobie przychylność gejsz oferując im podarki. Każda z nich lubi co innego. Jedna gra na shamisenie, inna kocha ozdoby we włosach. Wszystkie te podarki – trzeba dodać – są niezwykle cenne i wyszukane. Wszak na towarzystwo gejszy mogą sobie pozwolić jedynie nieliczni i bardzo bogaci.

Mechanicznie gra przedstawia się prosto. Układamy siedem kart gejsz na stole, a na nich żetony przychylności. Każda gejsza opatrzona jest cyfrą oraz kolorem – i takie też karty znajdziemy w talii podarków. Cyfra oznacza nie tylko rangę gejszy, ale też liczbę dedykowanych dla niej podarków jakie znajdziemy w talii. Gdyż każda karta jest przypisana konkretnej gejszy tj. wachlarz możemy podarować tylko bordowej gejszy, zestaw herbaciany zielonej itd.

W trakcie gry przeprowadzimy cztery różne akcje – po jednej na turę. A będą to:

  1. odrzucenie dwóch kart,
  2. pozostawienie jednej karty, która zostanie podarowana odpowiedniej gejszy na sam koniec rundy,
  3. zagranie trzech kart, z których przeciwnik wybierze (i podaruje gejszy) jedną, a my pozostałe dwie
  4. zagranie czterech kart zgrupowanych w pary (2×2 karty), z których przeciwnik wybiera i dokłada jedną parę, a my drugą.

Na koniec rundy sprawdzamy, który z graczy podarował więcej prezentów każdej z siedmiu gejsz. Jeśli ktoś zdobył w ten sposób przychylność czterech pań (lub trzech najsławniejszych, czyli dających razem co najmniej 11 punktów) – wygrywa. Jeśli nie – rozgrywka toczy się dalej w podobny sposób.

Gra jest bardzo krótka, dość często kończy się na jednej rundzie. Trzeba jednak przyznać, że wybory nie są łatwe. Explicite bowiem dołożymy (podarujemy) tylko jedną kartę – tę odłożoną na później. W dwóch pozostałych akcjach co prawda również będziemy dokładać karty, ale to przeciwnik ma prawo wyboru jako pierwszy. A więc ja dzielę, ty wybierasz. Jest to czasem mocno frustrujące i nigdy nie mamy pewności jak się dla nas skończy ten wybór.

Instrukcja jest napisana przystępnie – zresztą sama gra jest bardzo prosta i naprawdę trudno byłoby ją zagmatwać – jednak nie doczytałam się co w sytuacji, gdy jeden z graczy zdobędzie przychylność czterech gejsz, podczas gdy drugi trzech – ale tych bardziej znaczących (11 punktów). Teoretycznie (a nawet praktycznie, czego sama doświadczyłam) jest to możliwe. Szperając jednak po BGG znalazłam (zakładam, że poprawioną) instrukcję, w której taki przypadek został rozstrzygnięty na korzyść tej drugiej sytuacji. A więc nie szykujcie się na remis, gejsze nie lubią dzielić się klientami :)

Co mi się w Gejszach podoba? Grafika. Jest naprawdę piękna. Tematyka. Jest ciekawa a świat gejsz wciągający. Prostota. Wybory, które nie są oczywiste. Szybkość rozgrywki. Trzeba mieć niestety tę świadomość, że to fillerek i to naprawdę krótki fillerek. Dzięki temu być może zagracie kilka partii z rzędu. Ale też po tych kilku partiach sięgniecie jednak po coś innego. Być może wrócicie do niej, bo to ciekawa gra, ale jednak nie będzie gwoździem wieczoru. Podobnie jak gwoździem nie byłby List Miłosny czy Kości Zombie.

Wady? właściwie – w kategorii lekkich przerywników – nie zauważyłam. Losowy dobór kart? owszem, ale wynagradza to mechanika. Nasz przeciwnik będzie dokładał nasze karty, a my jego. Wpadka w drukowanej instrukcji – na szczęście jest już dostępna wersja poprawiona. Najbardziej chyba nie lubię uczucia niezdecydowania jaki dać wybór przeciwnikowi – ale to jest już cecha specyficzna – całkiem sprytnej skądinąd – mechaniki.

Zatem mój odbiór i sama ocena jest mocno pozytywna. I niech tak zostanie :)

Ginet (8/10): Opisywałem kiedyś Gejsze w naszym Cotygodniku. Obawiałem się wówczas, że gra może szybko się znudzić, ze względu na swoją niewielką długość i szybko stanie się powtarzalna. Od tamtego momentu zagrałem w Gejsze jeszcze kilkukrotnie i mogę śmiało napisać, że gra jeszcze mi się nie znudziła. Porównanie do Listu Miłosnego jest moim zdaniem trafne – obie są to świetne minigierki, w których partia trwa zazwyczaj od 5 do 10 minut. Różnica jest taka, że w Gejszach jest więcej gry w grze – więcej móżdżenia, więcej kombinowania, więcej dylematów. A mechanika sprawia, że losowość występująca podczas partii jest niezwykła, bo od przypadkowego wyciągnięcia dobrej karty, do jej użycia na własną korzyść jest jeszcze daleka droga. Patrząc na cenę, jakość wykonania i frajdę płynącą z rozgrywki, uważam, że dla fanów gier dwuosobowych Gejsze to pozycja, którą muszą posiadać.



Grę Gejsze kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Dziękujemy firmie Nasza Księgarnia za przekazanie gry do recenzji.


Komentarz

Odpowiedz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.Pola wymagane są oznaczone *

*