Home / Targi w Essen / Essen 2009 / At the Gates of Loyang – rzut okiem

At the Gates of Loyang – rzut okiem

Loyang_okladka

Zbliżają się tegoroczne targi gier planszowych w Essen. Po raz trzeci Uwe Rosenberg, autor tak świetnych gier jak Fasolki, Agricola i zeszłorocznego Le Havre, wyda kolejną, już trzecią swoją grę planszową – Vor den Toren von Loyang (znaną po prostu jako ‘Loyang’). Loyang jest zarówno trzecią i ostatnią grą tzw. cyklu żniwnego. Tak naprawdę gra powstała o wiele wcześniej niż Agricola. Jednak autor bardziej zakochał się w drugim swoim pomyśle, Agricoli, tak że ta gra została wydana jako pierwsza, a jej kontynuacja, Le Havre, rok później.
Autor sam przyznaje, że decyzja o wydaniu najpierw Agricoli, a potem Le Havre, a dopiero teraz Loyanga, była bardzo dobrą decyzją. Trzy lata temu, tak twierdzi, gracze jeszcze nie byli tak chętni do trudnych i głębokich gier ekonomicznych. Kraina gier planszowych na szczęście na tyle się przekształciła, że wreszcie może wydać najtrudniejszą ze swoich trzech „żniwnych” gier. A więc, rzućmy okiem na nową wielką grę Uwe Rosenberga.

O co chodzi w grze?

Gracze wstępują w rolę farmerów w starożytnych Chinach gdzieś w okolicach dawniejszej chińskiej stolicy, Loyang. Na swoich polach uprawiają przeróżne warzywa, które przed bramami stolicy starają się korzystnie sprzedać swoim klientom. Zebrane pieniądze inwestują we własny dobrobyt. Pod koniec wygrywa najbardziej zamożny farmer.
Gra składa się z 9 rund, w których gracze zbierają żniwa, zasiewają swoje pola nowymi nasionami oraz starają się sprzedać zebrane warzywa. Każdy gracz otrzymuje na początku małą planszę w formie litery ‘T’. Po obu stronach tej planszy gracze będą kładli karty, które zdobędą podczas gry. Na samej planszy widnieje ‘szlak dobrobytu’, gdzie gracz zaznacza swoje punkty zwycięstwa. U góry znajduje się tzw. sklep, tj. kilka pól, na które na początku gry każdy z graczy rozkłada pewną ilość warzyw.

Plansza gracza z warzywami i kartami (autor: Ralph Bruhn)

Plansza gracza z warzywami i kartami (autor: Ralph Bruhn)

Warzywa tam rozłożone podczas gry będzie można zakupić za wysokie ceny lub posprzedawać na puste pola za bardzo niskie ceny. Przez sam zakup i sprzedaż nikt się nie wzbogaci, a raczej prędko zbankrutuje. Trzeba więc innych sposobów zdobycia fortuny. Do pomocy przychodzi nam ponad 100 kart, które składają się z kart pomocników, ze stałych i zwykłych klientów, pól uprawnych, oraz ze straganów. To właśnie klienci będą kupować nasze zebrane warzywa za dobre pieniądze. Na straganach będziemy mogli pozamieniać warzywa na inne, jeżeli nam będzie jakichś brakować. A pomocnicy będą robili, co potrafią najlepiej: pomagać zdobyć jeszcze więcej kasy. Pola uprawne zaś przydadzą się, aby jeszcze więcej warzyw zasiać i w późniejszych rundach sprzedać.

Przygotowanie gry

Po wspomnianym napełnieniu osobistych sklepów towarami, każdy z graczy otrzymuje 10 zł (w niemieckim: Käsch) jako kapitał startowy. Z tego zakupi dokładnie jedno nasiono ze swojego osobistego sklepu za daną cenę (3-5 zł) i zasiewa na swoim głównym polu, które składa się z 9 cel. W każdą taką celę kładzie jeden znacznik wybranego przez siebie warzywa, które bierze z głównego zapasu. Pole to równocześnie liczy rundy – w każdej rundzie gracz będzie zbierał dokładnie jeden znacznik z tego pola i kładł go do swojego magazynu. Tak więc gra kończy się po rundzie, kiedy ostatni znacznik z pola głównego został zebrany.

Warzywa które będziemy siać i zbierać (autor: Ralph Bruhn)

Warzywa które będziemy siać i zbierać (autor: Ralph Bruhn)

Kolejno, każdy z graczy otzrymuje 8 dodatkowych pól: po dwa zestawy składające się z pól o rozmiarach 3-6 cel. Oba zestawy tasuje i kładzie jeden na drugi koszulką do góry. Przez kolejne 8 rund, gracze będą odkrywali jedno nowe pole ze swoich stosików, na które będą mogli zasiewać nasiona warzyw. Jedynie w ostatniej rundzie nikt już nie otrzymuje pól (bo i tak wtedy gra się kończy).

Po wylosowaniu gracza pierwszego, gra się zaczyna.

Przebieg jednej rundy

Jak wspomniałem, rund jest dokładnie 9. Każda z nich składa się z identycznych faz. Najpierw każdy z graczy zbiera dokładnie po jednym znaczniku z każdego pola i kładzie we własnym magazynie. Pola, z których został zebrany ostatni znacznik, wypadają z gry. Potem każdy z graczy odkrywa nowe pole ze swojego stosika. Na nie i na inne swoje puste pola (na których dotąd jeszcze nic nie zasiał) będzie mógł zasiać nowe warzywa.

Potem rozpoczyna się faza kart. Jest to jeden z najciekawszych momentów w grze, nie tylko dlatego, że jest to zupełnie nowy i genialny mechanizm, ale ponieważ tu się rozstrzyga walka o najlepsze karty, a z tym także jaką drogą każdy z graczy zamierza dążyć do dobrobytu. Faza ta dla początkujących jest trochę trudna do zrozumienia, a jednak gra główną rolę w grze. Błędy tu popełnione mogą stanowić o klęsce czy szansie na sukces.

Karty - wszystko obraca się wokół nich (autor: Ralph Bruhn)

Karty - wszystko obraca się wokół nich (autor: Ralph Bruhn)

Talia z kartami zostaje tasowana i każdy z graczy otrzymuje po 4 karty. Pod koniec fazy, każdy z graczy zatrzymuje dokładnie 2 – jedną z ręki, a jedną ze środka. Oczywiście, na razie kart po środku nie ma. Więc pierwszy gracz decyduje się na jedną ze swoich kart, którą wykłada do środka. Odtąd każdy z graczy ma dwa wybory: albo samemu wykłada jedną z ręki do środka, albo zatrzymuje z ręki dokładnie jedną i ze środka bierze drugą, a resztę swoich kart na ręku dorzuca do środka dla innych graczy. Nie wolno nikomu zatrzymać 2 karty ze środka albo 2 z ręki. Można jednak najpierw dać jedną kartę do środka, mając nadzieję, że nikt się na nią nie skusi, a potem wziąć ją i drugą z ręki. Może po tym widać, jak można podczas tej fazy kombinować i jak cenna jest ta faza. Skuszę się już teraz na którąś z kart czy jeszcze poczekam? Jeżeli za długo będę czekał, to może wszyscy przede mną zakończą – a wtedy nie będę mógł kłaść karty do środka, tylko od razu będę musiał się decydować.

Zdobyte karty gracze wykładają przed sobą obok swojej planszy: po lewej stragany i pomocników, po prawej klientów. Pozostałe karty ze środka odkładamy na bok – w kolejnej rundzie razem ze wszystkimi innymi, które w tej rundzie zostaną zużyte, będą wtasowane z powrotem do talii i tak mogą ponownie wejść do gry. Z tego powodu każda z kart jest unikatowa i jest tylko jedna kopia każdej z nich (z jednym wyjątkiem).

Po fazie kart, każdy z graczy będzie mógł wykonać swój ruch, w którym będzie starał się sprzedać własne towary klientom i zakupić punkty zwycięstwa, które pod koniec wskażą zwycięzcę.

Ruch gracza

W rozgrywce dla 2 i 3 osób, gracze wykonują swoje akcje po kolei. W 4 osoby jednak, 2 graczy będzie grało równocześnie. Jest to kolejny genialny pomysł autora, aby przypśieszyć grę i zmniejszyć tzw. downtime (czas, w którym czeka się na zakończenie ruchu przez innych). W czwórkę dwóch graczy wykonuje swoje ruchy równocześnie, po czym ich przeciwnicy będą wykonywali swoje ruchy równocześnie. Karty interaktywne będzie można zagrać jedynie przeciw jednemu z czekających graczy, którego się wybiera po fazie kart. Tak naprawdę to w czwórkę przez krótki czas, rozgrywkę dzieli się grę na dwie partie dwu-osobowe.

A wszystko po to żeby się "nachapać" kasy (autor: Alain Miltgen)

A wszystko po to żeby się "nachapać" kasy (autor: Alain Miltgen)

Ale wrócmy wreszcie do tego, co można dokonać we własnym ruchu. Jest 8 możliwych akcji, które można wykonać w dowolnej kolejności, oraz tak często jak się chce. Jedynie jedną z nich można wykonać tylko raz na rundę.

(i) Zasiew: Warzywa we własnym magazynie mogą służyć jako nasiona. Na puste pola można je zasiać, aby dawały plony w kolejnych rundach. Pola mają różne wielkości, między 3 a 6 cel. 3 cele, to trzy warzywa – po jednym znaczniku co rundę. Można więc zainwestować jedno warzywo, aby rozmnożyło się na trzy. Przy każdym zasiewie kładzie się po jednym znaczniku w każdą celę pola, biorąc je (poza tym pierwszym z magazynu) z głównego zasobu. Mniejsze pola (mniej cel) zezwalają na zasiew każdego z 6 warzyw – na duże pola (więcej cel, aż do sześciu) natomiast można zasiać jedynie 3 najtańsze warzywa.

(ii) Sprzedaż stałemu klientowi: Stali klienci to podstawa działającej ekonomii. Karta stałego klienta składa się z 4 regałów, na które mieści się po 2 warzywa. Wykładając taką kartę przed sobą gracz obowiązuje się na dostawę danej pary warzyw przez kolejne 4 rundy, zaczynając od tej rundy, w której kartę tę wyłożono. Za każdą dostawę pary warzyw gracz otrzymuje wzrastającą sumę pieniędzy (między 4 a zdaje się 9 zł). Wszystko jest OK, dopóki gracz dostarcza towary. Nie za dobrze, gdy nie: wtedy czeka go kara 2 zł. Jednak nie za pierwszym razem. Więc do taktyki gry należy wzięcie karty stałego klienta nawet kiedy nie można dostarczyć towarów teraz, ale już od następnej rundy.

Warto też wspomnieć, że kara nie zastępuje opuszczonej dostawy – stały klient dopiero wraca z powrotem do talii kart, kiedy wszystkie cztery dostawy zostały dokonane. Kara jedynie pozwala przesunąć dostawę o rundę. Tak czy inaczej będzie trzeba zadowolić stałego klienta przez 4 rundy! Ważne jest więc, aby uważnie wybierać swoich stałych klientów.

Stały klient

Stały klient

(iii) Sprzedaż zwykłemu klientowi: Poza stałymi klientami można dostarczać towary zwykłym klientom. W odróżnieniu do stałych, nie żądają oni stałej dostawy, tylko jednorazowej złożonej z trzech warzyw. Za to można dostać między 8 a 12 zł. Nie ma też kary za niedostarczenie od razu. Klienci ci są bardzo cierpliwi – można ich zadowolić w dowolnej rundzie, po czym idą dalej, tj. wracają do talii kart. „Więc po co mam się borykać ze stałymi klientami, za których nawet muszę płacić karę w razie braku dostawy, kiedy mogę zebrać kilku zwykłach klientów i zadowolić ich w dowolnym momencie – całkowicie bezstresowo?” Haha! Sprytnyś, drogi czytelniku. Już na pewno wiesz, co teraz przyjdzie: wielkie ‘ale’.

Jest pewna kara dla graczy, którzy myślą, że są cwani i mają więcej zwykłych niż stałych klientów, a mianowicie 2 zł. Jeżeli dostarczysz warzywa zwykłemu klientowi, kiedy masz ich więcej niż stałych, otrzymujesz 2 zł mniej. Jest jednak tak samo na odwrót: kiedy masz więcej stałych niż zwykłych klientów, otrzymujesz 2 zł więcej za dostawę zwykłemu klientowi.

Zwykły klient

Zwykły klient

(iv) Zakup warzyw w sklepie: Za ceny pomiędzy 3 a 6 zł możesz zakupić towary, których nie posiadasz w swoim sklepie. Kiedy nie ma tam danego towaru (ponieważ już wykupiłeś wszystkie znaczniki tego towaru), nie możesz więcej kupić tego rodzaju warzyw, aż nie wróci do sklepu (poprzez kartę pomocnika lub sprzedaż z twojej strony).

(v) Sprzedaż warzyw do sklepu: Za ceny pomiędzy 1 a 2 zł możesz sprzedać towary do twojego sklepu, chyba że już wszystkie pola danego rodzaju są zajęte. W takim przypadku nie wolno ci sprzedać danego rodzaju warzyw.

(vi) Zamiana warzyw na straganach: Stragany to karty, które pozwalają zamienić warzywa na inne warzywo. Każdy stragan proponuje trzy możliwe zamiany. Kurs zamiany to zwykle 1:1, ale są stragany, co żądają zamianę 2:1. Kiedy po raz trzeci skorzystałeś z danego straganu, wraca on do talii kart. Nie wolno ci oddać go wcześniej, jednak możesz posiadać nieograniczoną ilość straganów.

Stragan

Stragan

(vii) Skorzystanie z usług pomocnika: Pomocnicy to coś w rodzaju kart akcji. Mogą mieć jednorazowy wpływ na przeróżne elementy gry. Jest też kilka kart interaktywnych, które wpływają na przeciwników. Jest np. handlarz, który pozwala ci skorzystać ze straganu przeciwnika. Dalej jest np. karta, która pozwala ci zebrać podwójne żniwa, albo wolno ci zatrzymać więcej niż 2 karty w fazie kart, itd. Pomocnicy, to jedyny rodzaj kart, których wolno odrzucić nie korzystając z nich.

(viii) Zakup 2 dodatkowych kart: Nie rozwiniesz ekonomii marnymi dwiema kartami, które co rundę otrzymujesz za darmo. Jeżeli chcesz i stać cię na to, możesz dokupić 2 karty. Jest to właśnie ta, wcześniej wspomniana akcja, którą można wykonać jedynie raz na rundę. Ceną tych kart jest tyle złotych, ile masz straganów lub pomocników (liczy się większa z tych liczb). To powód, dla którego nie powinno się trzymać za dużo straganów i pomocników. W najlepszym przypadku, kiedy nie posiadasz żadnych straganów i żadnych pomocników, otrzymujesz zakupione karty za darmo.

Niezależnie od ceny, zatrzymać możesz z tych kart 0, 1 albo obydwie. Jeżeli zatrzymujesz obydwie, to kładziesz jedną na drugą. Z tej drugiej będziesz mógł skorzystać jedynie wtedy, kiedy tę pierwszą zużyjesz (albo dostarczysz towary w przypadku klienta).

Zakończenie ruchu

Po zakończeniu ruchu, możesz zakupić punkty zwycięstwa. Twój ‘szlak dobrobytu’ na twojej planszy posiada 20 pól, numerowanych od 1 do 20. Twój znacznik punktów zwycięstwa na początku gry stawiasz na jedynkę. Każdy gracz więc zaczyna od 1 punktu zwycięstwa. Kolejne punkty kosztują dokładnie tyle złotych, co ich wysokość – pole 12 szlaku kosztuje więc 12 zł, 13-ka kosztuje 13 zł itd. Jedynie pierwsze pole przed znacznikiem (a więc kolejny etap szlaku) kosztuje 1 zł niezależnie od wysokości numeru tego pola. Np. stoisz na polu 12. A więc w tej rundzie, 13-ka kosztuje 1 zł, 14-ka natomiast 14 zł, 15-ka 15 zł itd. Powiedzmy, że płacisz razem 30 zł, aby z 12-ki skoczyć na 15-kę. W następnej rundzie znowu, za 16-kę płacisz 1 zł, za 17-kę już regularne 17 zł itd. Moim zdaniem jest to genialny mechanizm. Sprawia on, że wczesny pieniądz ma wyższą wartość niż późniejszy. Opłaca się wcześnie skoczyć naprzód o wiele pól, aby później po mału, za to z wielką zniżką dążyć ku zwycięstwu. Co za dylemat: na początku pieniądze są bardzo potrzebne na inwestycje!

Co sądzę o grze

Od razu przyznam: Loyang jest słabszą grą od Agricoli i Le Havre. Nieważne: Loyang jest również znakomitą grą. Jest wiele ciekawych decyzji do podjęcia. Trzeba jak lis zwracać uwagę na przeciwników, wykorzystyać okazję i brać ją, kiedy się da. Genialne mechanizmy, a szczególnie to tymczasowe podzielenie gry 4-osobowej na dwie 2-osobowe, sprawiają, że nie ma czasu na nudy. W każdym momencie, nawet w nie swojej kolejce, jest się zajętym grą. W porównaniu do pierwszych dwóch planszówek Rosenberga, Loyang definitywnie jest bardziej interaktywną – bynajmniej pozostawia takie wrażenie. Zgadzam się, że w swoim ruchu jest niewiele, co wpływa na innych graczy, oprócz niektórych pomocników. Ale właś›nie faza kart oraz ta garstka pomocników interaktywnych wymagają od graczy ostrożności i pozwalają na psoty. Jak bardzo denerwuje handlarz, kiedy przeciwnik pozamienia ci najdroższe twoje towary ze straganów, które ty planowałeś zamienić i zasiać! Oraz jaka presja ciąży na tobie, kiedy masz w ręku dwie świetne karty i chciałbyś je obydwie zatrzymać: zaryzykujesz i wyłożysz jedną z nich czy z grzytem zębów zdecydujesz się tylko na jedną z nich?

Opcji jest wiele, do myślenia jeszcze więcej. Błędy są w skutkach fatalne! Co się dziwić, ekonomia to nie prosta rzecz. Loyang stanowi znakomitą grę ekonomiczną, wartą poświęcenia czasu. Owszem, trwa 2-3 godziny, ale czas ten szybko minie. Owszem, nie powinna siąść do stołu grupa ludzi podatnych na tzw. AP, analysis paralysis (przesadnego długiego myślenia, przeanalizowania ruchu). Wtedy rzeczywiście może trwać trzy godziny (wasze pierwsze rozgrywki i tak  pewnie będą trwały tyle). Weterani lub gracze, którzy nie rozmyślają nad każdym szczegółem pół godziny, mogą zakończyć grę w 1,5 do 2 godzin.

Ocena moja jest zatem jasna: 9/10. Świetna gra, w którą z pewnością nie raz będę grał. Jest jednak trudniejsza, oraz mniej miłosierna, za co trochę odejmuję od końcowej  oceny.

Na koniec…

Oby nikt nie miał wątpliwości, co do szczerości mojej oceny („jasne, że wychwala grę, kiedy Uwe jest jego przyjacielem…”), na koniec króciutko opowiem o moim pierwszym spotkaniu z Uwe rok temu. Miał ze sobą prototypy Le Havre i Loyang, ja jednak zedecydowałem się na Loyang – Le Havre miał tak czy tak niebawem być wydany, więc chiałem zagrać w coś, co jeszcze będzie trochę niedostępne. Wtedy jeszcze nie znałem Uwe osobiście – właśnie na tym spotkaniu po raz pierwszy go poznałem. Wkrótce potem zaprzyjaźniliśmy się na dobre.

Ale wracając do spotkania. Więc zagrałem po raz pierwszy w Loyang i pierwsza moja myśl podczas gry i po grze była: „Wow, co to za bombowa gra!” Od razu chciałem zagrać ponownie – a nasza rozgrywka trwała ponad 4 godziny! Niestety na ponowne zagranie nie było czasu, a nie chciało mi się czekać wiele lat na wydanie. Wtedy Uwe jeszcze nie spodziewał się wydać tę grę wkrótce. Dopiero w maju br. padła ostateczna decyzja o wydaniu. Tak więc, co zrobiłem? Po spotkaniu zwróciłem się do Uwe z prośbą przesłania reguł, abym mógł zrobić własny prototyp! Około 16 godzin siedziałem nad prototypem i potem często w niego grałem. Części drewniane pobrałem z różnych innych gier mojej kolekcji. Niedawno rozebrałem prototyp i części wróciły do swoich gier.

Jeżeli ta historia nie świadczy o potencjale tej gry oraz o tym, jak bardzo potrafi zafascynować i wciągnąć, to nie wiem. Mocno polecam zagranie choć raz i mam nadzieję, że tak samo się wam spodoba. Nie wolno zniechęcać się tym, że Agricola i Le Havre są lepszymi grami. Cała ta trylogia jest świetna i każda z tych gier wzbogaca kolekcję. Nie mogę się już doczekać momentu kiedy będę trzymać drukowaną wersję w ręku. Już wiem, co będzie pierwszą rzeczą, którą zrobię w środę w Essen…

13 komentarzy

  1. Don Simon

    Dzieki za tekst – swietnie sie go czytalo i daje doskonaly poglad na gre.

    Mimo, ze (jak wiemy) Agricola jest kiepska, a Le Havre zepsute ten tytul mnie bardzo zainteresowal. Chetnie zagram! :)

  2. Gdzie są te kciuki w dół do wystawianych komentarzy?!! No gdzie, ja się pytam?!! :P

  3. MichalStajszczak

    Nie ma w języku polskim przymiotnika „żniwowy”. Prawidłowo powinno być „żniwny”.
    (Np. „gra żniwna” czyli gra, w którą grają żniwiarze podczas przerw w pracy:
    http://www.rost.com.pl/Gry/Lacerta/Zniwa.jpg )

  4. Michale: poprawiłem. Dzięki za czujność ;) A na rysunku brakuje Loyanga ;)

  5. MichalStajszczak

    Jak mógł się Loyang znaleźć na obrazku, skoro będzie dopiero dostępny podczas targów w Essen, a tegoroczne żniwa już się zakończyły?

  6. Dzieki Michal za poprawke. „Zniwowy” to przyklad mojego lenistwa. Nie wiedzialem jak poprawnie po polsku, wiec wymyslilem wyraz zamiast sprawdzic w slowniku…

  7. Super recenzja – przejrzysta, interesująco napisana, jasne konkluzje. Byle więcej takich tekstów na GF!

  8. Bardzo ciekawa recenzja. Wiecej takich.

    (szkoda tylko, że warzywa nie od góry, nic nie widać, ale to już nie wina autora tekstu)

  9. Co o tej grze myśli Ja_N? Potrzebuję jego recenzji…?

  10. Ja_n

    Nie grałem, nic na razie nie wiem. Ot tłumaczyłem kiedyś opis rozgrywki w prototyp i zasady bardzo mi się wtedy podobały. Jak zagram to na pewno ujawnię to co myślę o tej grze.

  11. W porównaniu do pierwszych dwóch planszówek ,,Rosenberga, Loyang definitywnie jest bardziej interaktywną – bynajmniej pozostawia takie wrażenie.”

    Nie jestem polonistą, ale bynajmniej i przynajmniej to raczej nie są synonimy.

    Nie jestem do końca pewny, ale chyba druga część zdania bynajmniej potwierdza pierwszą;)

  12. To ja, typ niepokorny…lalala!

  13. Ja_n

    Zagrałem. Niestety gra ma sporo wad. Długi czas rozgrywki (graliśmy 3 godziny). Spora losowość, a jednocześnie jeśli spojrzeć na wymaganą intensywność myślenia – dość ciężka gra. Długie tury graczy, na które trzeba czekać. Niedużo interakcji, ot taki optymalizacyjny pasjans. Mechanizm zdobywania punktów powoduje że jak ktoś odskoczy gdzieś w środku gry, to im bliżej końca tym trudniej go dogonić – w efekcie w końcówce napięcie w grze powoli opada. No i – kto wie czy nie najważniejsza wada – byłem ostatni, o cały punkt za prowadzącą dwójką (to bardzo dużo w tej grze).

    Te wady to suche fakty, nie da się dyskutować. Ale co z tego kiedy gra mi się bardzo, ale to bardzo podobała. Natychmiast skoczyła z „thinking about it” na „must have”. W trakcie gry widziałem same zalety. Proste i przejrzyste zasady, najłatwiejsze do wytłumaczenia z całej trylogii Rosenberga. Ba, łatwiejsze nawet niż zasady do jego starego przeboju – Fasolek! Niesamowicie eleganckie mechanizmy zaklęte w kartach z klientami, straganami i polami. Ogrom wyzwań intelektualnych w każdej rundzie, sporo planowania i te plany mają wielkie szanse się realizować. I wisienka na torcie – ciekawe karty pomocników pozwalające wycisnąć jeszcze więcej ze swoich warzyw. No i w końcu piękne wykonanie gry, cudne drewniane warzywa, którymi się handluje. Klimat tej gry niezwykle mi odpowiadał, być może dlatego że z zamiłowania uwielbiam dobrze zjeść i dobrze ugotować. Polecam grę gorąco, dla mnie to najlepsza produkcja Uwe Rosenberga. Na razie sam jej nie kupię, bo dość drogo stoi. Stać mnie na trochę cierpliwości i poczekanie na egzemplarz z drugiej ręki do wymiany lub odkupienia (podobnie jak w przypadku Le Havre zresztą) albo na obniżkę cen gdy emocje potargowe opadną i to samo zrobią ceny tej gry.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*