Home / Recenzje / Gry logiczne / Nova Luna – jak księżyc radzi sobie z zagadkami

Nova Luna – jak księżyc radzi sobie z zagadkami

Kiedyś zobaczenie na pudełku nazwiska Rosenberg oznaczało, że będziemy mieli do czynienia z czymś naprawdę fajnym. Porządną grą bez prądu, w której prostota zasad przełoży się na wiele godzin przyjemnej rozkminy. Tytuł, gdzie z partii na partię będziemy stawać się coraz lepsi, a nasze wyniki punktowe będą powodem do dumy. Obecnie to… na dwoje babka wróżyła. Czasami mu się uda, a czasami nie. Nie ma już pewności, pozostało liczyć, że tym razem dana pozycja będzie bliżej  Agricoli niż Reykholta. W przypadku Novej Luny nadzieję dawał jej rozmiar. Cóż Uwemu ostatnio  lepiej wychodziły mniejsze pudełka. Jak poszło tym razem?

 Ciągle nawijam o jednym autorze, a przecież na Novej Lunie pojawia się jeszcze jedno nazwisko – Corne van Moorsel. Autor mało kojarzony, hitów za wiele nie stworzył (właściwie jedyną jego grą, w którą da się jako tako grać jest Factory Funner – jeżeli jednak ominęła was ta przyjemność, to i tak nic nie straciliście ;) ). Wydarzyła się tutaj pewna grubsza historia. Podobno Corne wymyślił jedną rzecz, a resztę opracował Uwe… Jak było naprawdę, wiedzą już tylko autorzy. Gracze muszą zmierzyć się z gotowym produktem.

Czym jest Nova Luna? Grą abstrakcyjną z najbardziej odjechanym i doklejonym na siłę temacie. Wiecie we wstępie fabularnym przeczytacie o wpływie faz księżyca na nasze życie oraz o planowaniu przyszłości za pomocą kafelków. Nie no wszystko wygląda ładnie, tekturowy księżyc robi wrażenie, ale sama już nie wiem, czy nie wolałabym uprawy rzepy. Byłoby mniej dziwacznie.

Zostawmy klimat w spokoju, bo i nie ma za bardzo o czym gadać. Konkrety, czyli mechanika. Wszyscy, którzy grali w Patchworka na pewno poczują się jak w domu, gdy zobaczą koło – tor ruchu. A także będą przestawiać znacznik i wybierać jedną płytkę z trzech dostępnych. No i rusza się zawsze ten, kto jest ostatni na torze. Aczkolwiek podobieństwo jest tylko powierzchowne. Nova Luna to zupełnie inny rodzaj przestrzennej zagadki.

Zapomnijmy o klimacie, dajmy spokój księżycowi

Naszym celem jest pozbycie się wszystkich znaczników w naszym kolorze. Aby to zrobić musimy zbierać kafelki rozłożone wokół koła zgodnie ze wspomnianą zasadą jeden z trzech. I tutaj zaczyna się cała zabawa. Zawsze musimy dobrać kafelek i dołożyć go do poprzednich. Na kafelkach znajdują się zadania, które wykonujemy, o ile (niespodzianka!) spełnimy jego warunki, czyli sąsiadują z nim kafelki o wskazanych kolorach. Twist polega na tym, że przylegający do kafelka kolor może liczyć się więcej niż raz, jeśli ten kafelek przylega do innego kafelka o tym samym kolorze.

I tutaj otwiera się pole dla naszego myślenia. Nie tylko musimy dobrze zaplanować naszą przestrzeń gry, lecz także tak kombinować, aby jak najszybciej wypełnić wybrane przez nas zadania. Kto pierwszy, ten lepszy, żadnych sentymentów. Tak jak wspomniałam jest to inny rodzaj zagadki przestrzennej, gdzie nie liczą się poszczególne kształty, lecz całokształt naszej kafelkowej budowy i jej sprawne funkcjonowanie. Tzn. jeden dobrze położony lub dołożony kafelek będzie nam kończył wiele lukratywnych zadań. Na szczęście popełniane błędy nie eliminują nas z rozgrywki (patrz inni gracze – im też nie będzie szło idealnie), nie warto więc wzdrygać się przed porzucaniem zadań i kierowaniem się w zupełnie inną stronę. Czasami nawet nie będziemy mieli zbytniego wyboru, bo brać kafelki  trzeba zawsze, a często nie jest to dla nas korzystne.

Warto wspomnieć, że Nova Luna w składzie wieloosobowym jest grą o zacięciu taktycznym. Musimy dostosowywać się do nowych warunków, zmieniać nasze plany i wyciskać co tylko można z tego, co jest nam dostępne. Bardziej koncentrujemy się nad tym, co sami mamy do roboty, niż na szkodzeniu innym. Owszem podpatrujemy, co dzieje się w innych zakątkach stołu, ale branie kiepskiego kafelka na pohybel innym jest kompletnie nieopłacalne. Nie da się tutaj kontrolować wszystkich zmiennych (kafelki dokładane są losowo i tylko w ściśle określonych momentach). Nie zaplanujemy sobie długofalowej strategii, którą będziemy pomału wprowadzać w życie. W Novej Lunie nie zawsze podejdzie nam odpowiedni kafelek. Ktoś zaraz zgranie idealne dla nas zadanie. Na kole nie będzie leżeć nic ciekawego. Zamiary trzeba ciągle przerabiać i pilnować się, żeby nikt inny nas nie wyprzedził. Rywalizacja bywa tutaj naprawdę sroga oraz zacięta. A ograniczenie czasowe gwarantuje sporo emocji wraz z nerwowym oczekiwaniem na to, czy na pewno uda mi się zakończyć grę tym fenomenalnym ruchem, do którego brakuje mi tego jednego kafelka, który właśnie się pojawił…

Co innego rozgrywka dwuosobowa! Wchodzimy tutaj w rejony strategii. Kafelki rzadziej się zmieniają, jest trochę czasu na zbudowanie sprawnego „silniczka” do wykonywania zadań. Ponadto realne staje się szkodzenie naszemu przeciwnikowi. Wzięcie słabego kafelka nie jest aż tak bolesne jak w grze wieloosobowej, a nawet w przyszłości może on nam się przydać. Dużo ważniejsza staje się obserwacja poczynań współgracza. Reasumując – gra się zupełnie inaczej i z różnym nastawieniem.

Czy zaplanowałeś już swoją przyszłość?

Czy będę chciała kolejny raz zaplanować swoją przyszłość zgodnie z fazami księżyca? Odpowiedź może być tylko jedna – zaiste, tak trzeba, warto, to zacnie spędzony czas. Proste oraz intuicyjne zasady przekładają się na świetną zabawę. Rozgrywka wieloosobowa jest dynamiczna, nawet nie zdążymy pomyśleć o downtime, a już ktoś zdążył rozłożyć wszystkie znaczniki. Nova Luna sprawdzi się zarówno wśród początkujących, jak i zaawansowanych graczy. Nikt nie będzie stękał i marudził.

A jak tam z regrywalnością? Właściwie to trudno oderwać się od stołu. Syndrom jeszcze jednej partii (a właściwie jeszcze jednej próby wygrania wyścigu) pojawia się nagminnie. Losowy dobór kafelków gwarantuje nie tyle nowe wyzwania, o ile kolejny typ zagadki do rozwiązania. Zagadki, w której istotny czynnik pełnią nasi towarzysze stołu. Wiecie, taki pojedynek umysłów, zmagania w logicznym myśleniu. Kto szybciej rozwiąże układankę albo… kto znajdzie lepszy sposób na rozwikłanie aktualnego układu zadań. Nova Luna to po prostu wyborna intelektualna rozrywka. Naturalnie nie jest to tytuł, w który będziemy zagrywać się od rana do nocy (ostatecznie zawsze chce się spróbować czegoś jeszcze, czegoś innego, czegoś nowego), ale z pewnością nie obrośnie on kurzem po jednej, mało satysfakcjonującej partii. Tutaj duma z wygranej jest naprawdę wielka, szczególnie gdy coraz lepiej radzimy sobie z taktycznym zgraniem otrzymywanych warunków z naszymi celami (tzn. zwycięstwem).

Ciemna strona księżyca

A może jakieś wady? Nie pastwiąc się już nad tematem… Partie dwuosobowe potrafią się przedłużać, i przedłużać, i przedłużać. Człowiek coraz więcej myśli, tutaj zaczyna się zastanawiać, tam przewiduje, coś tam kombinuje. Jest trochę wolniej w tym pojedynku. Nie zgadzam się natomiast z pojawiającymi się gdzieniegdzie zarzutami o nadmierną losowość. Owszem kafelki nie zawsze dochodzą po naszej myśli. Jakiegoś zadania nie uda nam się spełnić. Jednakże do Novej Luny trzeba zasiąść z odpowiednim nastawieniem. Nie długofalowe planowanie, lecz zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany naszych zamiarów. Rzeźbienie w tym co mamy, a nie liczenie na to, że zaraz zgarniemy odpowiedni kafel. Taką losowość, to nawet ja lubię :>

Nova Luna od Lucky Duck Games, to fantastyczna gra, która w prostych zasadach kryje wyborną przestrzenną zagadkę, przekładającą się na wiele godzin świetnej intelektualnej rozrywki. Sprawdzi się nie tylko wśród wyjadaczy, lecz także wśród początkujących graczy, gdyż od samego początku wszyscy konkurują w niej na równych zasadach. W Novej Lunieemocje, wyścig, taktyczne zmagania, wspaniałe zwycięstwa oraz sromotne porażki. Dla lubiących myślenie abstrakcyjne – pozycja obowiązkowa. Nie ma co strzępić język – warto mieć ją w swojej kolekcji i tyle :)

Plusy:
+ inny typ przestrzennej zagadki
+ gra się różnie w zależności od składu :)
+ proste zasady, które nie są banalne i zapewnią nam odpowiedni poziom intelektualnej rozrywki
+ dynamiczna oraz emocjonująca rozgrywka
+ taktyczne wyzwania
+ syndrom jeszcze jednej partii
+ starcie umysłów

Minusy:
– rozgrywka w parze może się trochę dłużyć
– dziwaczny i śmieszny klimat



Grę Nova Luna kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Lucky Duck Games za przekazanie gry do recenzji.


4 komentarze

  1. garg

    Fajna recenzja, która nieco bardziej zachęca mnie do spróbowania zagrania w Novą Lunę. Chociaż po nudnym Ogródku i irytującym Robinie z Locksley, mam nieco mniejszą ochotę na kolejne łamigłówki przestrzenne od Uwego.

    Za to bardzo nie zgadzam się z oceną twórczości van Moorsela. BasketBossa używam podczas zajęć do pokazania licytacji i prostego systemu zależności ekonomicznych. Samara ma doskonale i pomysłowo zaimplementowaną listwę czasu. Factory Fun jest specyficzne (nie każdemu podjedzie, jak np. RoboRally), ale jako projekt jest dopracowane i oryginalne. Powerboats to naprawdę fajna gra wyścigowa. Zdarzyły mu się kasztany (np. Logistico), ale to nadal niezłe projekty. Oczywiście co człowiek, to opinia, więc tylko dorzucam swoją :-)

    • Pingwin

      Ja wiem, że to komentarz do Novej Luny, ale co Cię tak zirytowało w Robinie?

      • garg

        Trzy rzeczy: miałem poczucie, że los ma duży wpływ na dostępne dla mnie opcje, nie miałem poczucia rozwoju czy postępu w trakcie rozgrywki, a na domiar wszystkiego akcje/warunki na kafelkach rozczarowały mnie brakiem polotu.

        Ale traktuj moje uwagi z rezerwą, bo po pierwsze to były wrażenia po jednej rozgrywce, a po drugie szczerze nie lubię większości gier Uwego :-)

        • Pingwin

          hehe, z jedynką faktycznie się zgadzam, na dwójkę remedium jest rozgrywanie wariantu skróconego, bardzo mi podpasował. Mnie też po pierwszej partii Robin nie zachwycił, ale każda następna partia już była ciekawsza – nauczyłam się kombinować pomimo tej losowości.

          Ale jak można nie lubić gier Uwego??? ;) ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Encyklopedia statków Star Trek po raz drugi

Pierwszy tom omawiał jednostki z seriali Enterprise, Discovery oraz TOS (The Original Series). W obecnym tomie drugim znalazły się  opisy statków Gwiezdnej Floty z czasów ST:TNG (Następne Pokolenie), ST:DS9 (Deep Space Nine) oraz Voyager. Wszystkie zaprezentowane statki pojawiły się (choćby tylko na moment) w jednym z seriali telewizyjnych lub filmów Star Trek. Wszystkie pochodzą z głównej linii czasowej - nie ma jednostek, które można ujrzeć w filmach nakręconych po 2009 r., nie ma też statków, które wystąpiły jedynie w książkach, grach, kalendarzach albo w serialu animowanym, ani tych, które zostały jedynie  przelotnie wspomniane w dialogach bądź mignęły jako grafiki na ekranach komputerów.