Home / Recenzje / Gry dla dzieci / Pędzące jeże – igraszki z losem

Pędzące jeże – igraszki z losem

pedzace_jeze_boxDrodzy rodacy. Od dziś żółwie są niemodne a sałata jest passé. Od dziś pędzimy do jabłek (w końcu tego lata był to nasz patriotyczny obowiązek ;)). Kolec w kolec, pyszczek w pyszczek i łapka w łapkę. Co zastaniemy na mecie? zwycięstwo czy rozczarowanie?

Zasady gry w pigułce

Na pierwszy rzut oka gra może wydawać się podobna do Pędzących Żółwi, jednak to tylko pozory. Pierwszą i podstawową różnicą jest to, że gracz nie jest związany z żadnym kolorem. Druga różnica to cel gry – nie chodzi o wygranie wyścigu lecz o uzyskanie jak największej liczby punktów – a zdobywa się je przede wszystkim za karty, które nam pozostaną w ręku.

Wszystkie karty, które biorą udział w grze rozdaje się przed rozpoczęciem rundy. W swoim ruchu gracz zagrywa jedną z kart z ręki i przemieszcza jeża we wskazanym przez kartę kolorze o odpowiednią liczbę pól. Runda kończy się gdy jeden z jeży dotrze do mety (czyli pola z numerem 3). Następuje podliczenie punktów za karty, które zostały graczom na ręku – dają one tyle punktów ile warte jest pole, na którym stoi jeż w odpowiadającym kolorze (karty jokerów, czyli kolorowe nie dają punktów). Gracz, który doprowadził jeża do ostatniego pola otrzymuje dodatkowe 3 pkt.

Istnieje też wariant zaawansowany gry ale różni się on od podstawowego jedynie punktacją – karty podwójnego ruchu podwajają wartość pola, zaś pary kart w tym samym kolorze z jednym plusem dają aż pięciokrotność wartości. Gra się tyle rund ilu jest graczy a ostatecznym zwycięzcą jest osoba z największą liczbą punktów.

Wrażenia

W zasadzie jest to gra, która nie daje szans na sensowną taktykę. Ktoś przecież musi poruszać tymi jeżami. Zatem – zakładając, że nie popełniamy oczywistych błędów – to czy wygram, czy przegram będzie wypadkową ilości jokerów i jeży w odpowiednim kolorze na ręku. Tak by się wydawało…. W rzeczywistości gra jest również sztuką podpuszczania się wzajemnie. Nie taktyki i nie blefu jaki był potrzebny w Pędzących Żółwiach. Jeże nie są naszą własnością, są komunalnym stadem należącym do wszystkich i do nikogo jednocześnie ;) nie potrzebujemy ukrywać naszego koloru. Ale ważne jest jednak to, kto skończy. To po pierwsze. Wbrew pozorom te 3 (lub 6 pkt. w wariancie zaawansowanym) potrafi przeważyć szalę. Ważne jest też, żeby nie dać się podpuścić. To po drugie.

Końcówka partii:
Ja: ustawiam zielonego jeża na dwa pola przed końcem
Córa: prze do przodu, szczęśliwa, że dotarła do mety – 3 pkt. ekstra dla niej
Ja: pokazuję jej cztery karty zielonego jeża, które mi zostały (razem 3×4 = 12 pkt.)
Córa: smutna, bo zużyła ostatnią zieloną kartę, a swoje żółte i czerwone jeże zostawiła na „jedynkach”

Home rules

Co bardziej uważni czytelnicy zauważą, że grałyśmy we dwie. Tak, da się (mimo, że w instrukcji stoi wyraźnie od 3 osób) i to da się bardzo przyjemnie. Jest bardziej taktycznie niż przy większej liczbie graczy, choć niestety na minus trzeba zaliczyć to, że dostajemy bardzo dużo kart na rękę. Nam wyszło coś około 19…. (już po odrzuceniu aproksymowanej ilości kart) trudno się trzyma. Mimo to nie rozumiem tego ograniczenia w ilości graczy od dołu. Grajcie we dwójkę jeśli tylko taką macie wolę. Gra jest wtedy super krótka (bo tylko dwie rundy, czyli tyle ilu graczy), ale z drugiej strony nikt Wam przecież nie broni rozegrać kolejnych dwóch rund….

Dla kogo?

Podpuszczanie podpuszczaniem, kombinowanie kombinowaniem, a o wygranej mimo wszystko w dużej mierze decyduje rozkład kart na rękach. Do tego posunięcia przeciwników są nie do przewidzenia a dopasowywać się specjalnie nie ma do czego. Trochę inaczej jest w grze 2-osobowej, no ale przecież w oficjalnych zasadach takiej opcji nie ma…  Tak więc jeże pędzą do mety a my pędzimy na żywioł razem z nimi. To nie jest gra, przy której obwody waszego kresomózgowia będą się przegrzewały. To lekka gra w klimatach familijnych z dużą dozą losowości. Pięknie wykonana ma trafić przede wszystkim w gusta rodzin z dziećmi. I spełnia swoją rolę. Bawi zarówno dorosłych jak i ich latorośle – pod warunkiem jednak składów mieszanych (a przynajmniej takich z dziećmi w roli głównej). Można zastanawiać się na wszystkimi możliwymi strategiami (choć nie jest ich wiele) – dzieciaki starają się pędzić swoimi upatrzonymi jeżami, czasem idą jak popadnie i czym popadnie, ale wydaje się, że jedyną słuszną strategią jest posuwanie wszystkich zwierzątek w stadzie razem po to, by wszystko rozegrało się tuż przed metą.

Pewnym mankamentem jest ilość kart jakie  trzymamy na ręce. Im nas mniej do grania, tym więcej będzie kart. Ale nawet w składzie 4 osobowym tych kart jest 13 – akurat tyle ile dla przeciętnego karciarza. Tylko –  (komentarz graczy) – „te karty jakieś takie małe, chyba dla chomików…. ” – trudno się trzyma 13 czy 11 kart tego rozmiaru.

A jednak mimo tych niedogodności ja zdecydowanie preferuję grę 2-osobową. Ta wersja jest po prostu jako-tako przewidywalna. Taktyczna. W 4 czy 5 – to już wolna amerykanka – żadnego planowania i pójście na żywioł.

Jeże vs. Żółwie

Trudno ocenić, które z nich są lepsze. Zarówno Pędzące Jeże jak i Pędzące Żółwie bawią naszych milusińskich. Są grą lekką i przyjemną. Dzieci zapytane o to, która z gier bardziej się podoba – głosują zarówno za jeżami jak żółwiami. Obie gry mają swoje zalety jak i wady. Niemniej jeżami nie zagracie w żółwie, natomiast żółwiami – od biedy da się zagrać w grę, która będzie mechaniką przypominać jeże. Potrzeba tylko trochę wyobraźni i inwencji twórczej.

Podsumowanie

Plusy:
+ bardzo ładna oprawa graficzna
+ proste zasady, dobrze napisana instrukcja
+ dobrze się skaluje
+ możliwość zabawy w innym składzie niż sztywne 3-5 osób

Minusy:
– losowość w rozkładzie kart (zwłaszcza jokerów)
– małe pole do popisu jeśli chodzi o taktykę
– po jakimś czasie jednak się nudzi
– osoby mało obyte z kartami (zwłaszcza dzieci) mogą odczuwać dyskomfort przy takiej ilości kart na ręce

WRS (6/10): Nie jestem pewien ile osób pamięta wydaną kilka lat temu grę Tibet. Żółwie tfu… Jeże! to oberżnięty niemal ze wszystkiego Tibet. I o ile w Tibecie podoba mi się pomysł kombinowania jak zarządzać kartami na ręce, bo dodatkowo możemy znacząco zapunktować po drodze do mety, tak tutaj nie mam aż takiej przyjemności z gry. Jednak dla graczy niedzielnych, do rodzinnego grania będzie to świetne uzupełnienie dla żółwi. Mam nadzieję, że Egmont znajdzie jeszcze jakieś gry, który mogłyby kontynuować ową swoistą serię gier wyścigowych. Ja jednak wolę bardziej złożony Tibet.

 

Ogólna ocena (6.5/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji.

One comment

  1. Dodałbym tylko, że różnica jest również w dolnej granicy wieku. O ile w Żółwie dają radę 4-5-latkowie, o tyle z Jeżami zalecałbym większą ostrożność (nomen omen). Rezolutne 7-latki to takie minimum, jeśli mówimy o sensownym graniu, a nie przypadkowym rzucaniu kart. Obie gry przetestowane na odpowiednich grupach wiekowych ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*