Home / Recenzje / Gry dla graczy / Królestwa Wikingów – czy wikingowie podbili mój stół?

Królestwa Wikingów – czy wikingowie podbili mój stół?

Od czasu do czasu zdarza mi się taka sytuacja, że dostaję powiadomienie od kuriera o oczekującej na mnie paczce. Jeśli po rachunku sumienia nie przypominam sobie żadnych zamówień, to mogę być prawie pewien, że przyszła do mnie jedna z wcześniej zamówionych gier do recenzji. Wtedy odczuwam coś w rodzaju radości z gwiazdkowego prezentu, bo nigdy nie wiem, co jest w środku. Ostatnio tak właśnie zdarzyło się z Królestwami Wikingów, które ostatecznie okazały się prezentem całkiem trafionym.

Królestwa Wikingów są grą stworzoną przez autora, który dopiero pracuje na swoją mocną pozycję w branży i jest to József Dorsonczky. Pomimo jeszcze niedużego dorobku tytułów, jest to autor, który postanowił obrać pewnego rodzaju filozofię i styl tworzenia gier. Mianowicie bierze on pod lupę klasyczne, wszystkim znane gry i zapożycza z nich pewne elementy. W ten sposób wydał na świat Hack Trick, który był swego rodzaju wariacją na temat gry kółko i krzyżyk. W Polsce znany jest jeszcze przez Sponsio, czyli jego wersję karcianego tysiąca. A gdy przejrzymy jego profil na BGG, to znajdziemy tam jeszcze Pure Halloween, które czerpie z sudoku. Jednak grą, z której najchętniej korzysta József, jest królowa gier planszowych, czyli szachy. Jej elementy można znaleźć w wysoko ocenianym Six Making oraz właśnie w recenzowanych dziś Królestwach Wikingów.

Gra dociera do nas w bardzo zgrabnym pudełku, w którym idealnie mieszczą się wszystkie elementy i w zasadzie nie ma już w nim miejsca nawet na powietrze. Duży plus dla wydawnictwa za to, że postanowiło użyć małego pudełka zamiast dużego z wypraską-wąwozem, które zajmowałoby tylko miejsce. A tak, dostaliśmy grę w rozmiarze, który zachęca do zabierania jej do torebki lub przy okazji wyjazdów. W opakowaniu znajdziemy dobrze napisaną instrukcję, która dobrze przygotowuje do gry. Mamy 6 dużych kafli planszy, które spodobały mi się szczególnie przez zarys planu wioski na środku. Nie do końca rozumiem dlaczego są luzem, lepiej by się sprawdziła plansza rozkładana, bo czasem podczas gry zdarzało mi się przesunąć ją palcem i trzeba było prostować. Dalej mamy woreczek ze znacznikami wikingów. Nie do końca udało mi się zidentyfikować, co one przedstawiają, strzelam, że hełmy wikingów. Jednak muszę przyznać, że są one zwyczajnie brzydkie, a dobór kolorów pogłębia to wrażenie. Ostatnim elementem są kafle ukazujące elementy osady i naszych sojuszników. Część rysunków jest moim zdaniem ładna, a część dość pusta. Na szczęście symbole na nich zawarte są duże i czytelne.

Jak wcześniej wspomniałem, Królestwa Wikingów (angielski tytuł to Vikingdoms, pewne gry słowne w nazewnictwie to kolejna dość charakterystyczna cecha autora) częściowo czerpie z rozwiązań szachowych. Gra dzieli się na maksymalnie 5 rund, w których gracze rywalizują o kolejne pary elementów osad. Ten, który wygra, może wybierać pierwszy. Sama rozgrywka toczy się na planszy 4×4, na którą zawodnicy albo wykładają nowy żeton na puste pole, albo poruszają się już dostępnymi na planszy. Cała złożoność polega na tym, że dostępne ruchy są zależne od tego ile już jest żetonów w danym stosie. I tak, pojedynczy żeton może się ruszyć o jedno pole po krzyżu, dwa to już dowolna liczba pól po krzyżu. Trzy żetony to ruch konia szachowego, cztery ruszają się po skosie, a pięć może ruszać się we wszystkich kierunkach. Gracz który uzbiera stos 6 żetonów wygrywa rundę. Haczyk jest w tym, że po pierwsze przeciwnik może ruszać się „naszym stosem”, (czyli, gdy żeton naszego koloru jest na szczycie). Po drugie gra jest dość dynamiczna i stosy często zmieniają swojego właściciela. A po trzecie, stosy można rozbijać zabierając np. 3 z 5 żetonów.  Całość gry wygrywa osoba, która albo skompletuje 3 żetony osady albo ta która jako pierwsza zagrabi tereny o wartości 16 monet.

Królestwa Wikingów to bardzo dobry przykład gry, która ma w sobie banalnie proste zasady, a dopiero jej ogrywanie i rozpracowywanie strategii to prawdziwe wyzwanie. Na początku partie są bardzo proste i przypominają warcaby a nie szachy. Jednak po kilku pojedynkach zaczynamy dostrzegać pewne zależności i coraz to śmielej wykorzystujemy kolejne ruchy. Widać, jak poziom gry podnosi się z każdą rozegraną rundą. Idealnie jest, gdy w Królestwa gramy z tą samą osobą, wtedy konkurencja jest zaciekła a poziom rośnie. Bo niestety, jak w przypadku innych gier, gdy do stołu usiądzie początkujący z zaawansowanym graczem, to ten pierwszy jest bez szans. Wszystkie zasoby w grze są w pełni jawne dla graczy, a jedynym elementem losowym są kafle, które dostajemy na sam początek oraz to, w jakie pary zostaną ułożone pozostałe. Nie mogę wspomnieć, że tutaj chyba pojawia się największa wada Wikingów. Zawsze wykorzystujemy wszystkie kafle i zdarzają się sytuacje, że jeden z graczy ma dużo lepszą sytuację. Niestety bywało też tak, że już po pierwszych dwóch rundach wiadomo było, kto wygra i nie było sensu grać dalej, bo niezależnie kto zwycięży następne potyczki, to wygraną gwarantował którykolwiek z kafli. Wystarczyło tylko dodać kilka kafelków, które bardziej by tutaj mieszały i problem rozwiązany. To samo tyczy się bonusowych kafli, które dostajemy za zebranie dwóch takich samych symboli, są tylko 4 i nie wszystkie są równie warte wykorzystania.

Jak zawsze w recenzji, zastanawiałem się komu mógłbym polecić grę. Królestwa Wikingów to dobry tytuł dla osób, które po prostu lubią gry logiczne o niedużej dozie losowości. Temat nie gra tutaj zbyt dużej roli, jednak twórcy i tak się udało go sporo przemycić, jak na tak abstrakcyjną grę. Teoretycznie partia trwa wg. autora 30 minut, ale myślę, że da radę się zmieścić nawet w 15. Przyznam, że lubię gry które są takie szybkie, bo zawsze mam ochotę na dogrywkę albo rewanż. Królestwa Wikingów na swój sposób mnie wciągnęły. Po tych pierwszych rozgrywkach zacząłem rozumieć mechanizmy i chciałem grać więcej i więcej, żeby testować inne rozwiązania. Jednocześnie widziałem rosnący poziom u przeciwnika.  Spodobało mi się także element doboru kafli, który dodaje kolejny poziom złożoności. Często też zastanawiałem się, czy nie oddać rundy na rzecz przygotowania układu do następnej. Dlatego jeśli potrzebujesz czegoś szybkiego na popołudnie w zapracowanym tygodniu, to jest to pozycja godna polecenia. Grę pokazywałem też znajomemu, który od lat gra w szachy i tytuł bardzo mu się spodobał. Jest to też pozycja, którą będziesz bardzo długo poznawać, więc jeśli chcesz związać się z jakąś grą na dłużej, to jest to świetny wybór. Ja zdecydowanie sobie ten tytuł zostawię w zbiorach i często będę z niego korzystał przy okazji różnych wyjazdów we dwie osoby.

P.S. Pudełko sugeruje wiek gracza 12+ i to raczej dobra wskazówką, bo ciężko mi sobie wyobrazić, aby młodsze dziecko było w stanie odnaleźć się w tych wszystkich zależnościach.



Grę Królestwa Wikingów kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (6/10):

Dziękujemy firmie Fullcap Games za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*