Home / Recenzje / Gry dwuosobowe / Zombie Terror – Czy to prawdziwy mózgożerca?

Zombie Terror – Czy to prawdziwy mózgożerca?

Zombie terrorW związku z tym, że większość gier ogrywam wraz z moją Towarzyszką, to zawsze bardzo chętnie przyjmuję do recenzji gry projektowanie specjalnie dla dwóch graczy. Nie pojawia się ich ostatnio zbyt dużo, w związku z czym, propozycję przetestowania nowego produktu Galakty przyjąłem nawet z podwójną radością. A nawet z potrójną, bo jak się okazało, to tytuł ten jest od początku do końca wymyślony, zaprojektowany, przetestowany i wydany w Polsce.

Gra przychodzi zapakowana w pudełko, którego grafika nie pozostawia absolutnie żadnych wątpliwości co do tematu przewodniego. W zasadzie już sam tytuł jest dość wymowny. Po uchyleniu wieka pierwsze co widzimy to grafika znana z frontu, tym razem przyozdobiona krwawym śladem dłoni, który wygląda niepokojąco realistycznie. Dalej znajdziemy instrukcję do gry, do której nie mam zastrzeżeń. Po pierwsze, jest w niej przedstawione tło fabularne gry. Co prawda, nie jest to jakaś nowatorska historia, ale sami autorzy przyznają że Zombie Terror jest utrzymane w „klimacie horrorów klasy B”, co świetnie tutaj się potwierdza i tworzy pewnego rodzaju spójność. Po drugie, zasady gry wytłumaczone są w jasny sposób, raczej nie miałem tutaj żadnych wątpliwości; a gdy się pojawiały, to liczba przykładów sprawiała, że długo nie pozostawałem w stanie niewiedzy. Poza tym sama instrukcja nie jest długa i została wydana na papierze dobrej jakości. Jej świetnym uzupełnieniem są planszetki ze ściągą dostępnych ruchów i zasad dla obu stron. W pudle znajdziemy także drugi zeszyt ze scenariuszami, ale nim zajmiemy się później.

W środku pudełka znajdziemy także całkiem sporo elementów do gry i paskudną klasyczną wypraskę z „wąwozem” po środku. Pierwszym elementem jest dwustronna plansza wydrukowana na grubej tekturze. Jest średnich rozmiarów i to, co cieszy, to fakt, że po rozłożeniu nie tworzy „wybrzuszenia” na środku co nie dla wszystkich wydawców jest oczywiste. Dalej znajdziemy worek wypełniony dwoma garściami dość grubych, drewnianych żetonów. Po dodaniu naklejek – czarne o półowalnym kształcie będą nam służyć jako zombie, natomiast okrągłe będą ludźmi. Tutaj daję minus za dwie rzeczy: po pierwsze, wszystkie grafiki zombie są dokładnie takie same i nie wiem dlaczego nie pokuszono się o chociaż minimalne urozmaicenie. Druga sprawa to ludzie, którzy mają wersję „zdrową” oraz „ugryzioną”. Szkoda, że jedyna różnica to kropla krwi. Można było dodać np. siniaki albo inne uszkodzenia. Drugi woreczek wypełniony jest elementami, które będziemy wykorzystywać przy graniu trybu fabularnego. Same ilustracje utrzymane są w dość szaro-brązowych odcieniach, które pasują do klimatu. Do Zombie Terror dodana jest książeczka z nowymi scenariuszami, które możemy rozegrać, gdy ogramy już podstawowy tryb gry. Scenariusze te wymagają od nas użycia drugiej strony planszy oraz odpowiedniego ułożenia przeszkód i zombie. To co doceniam, to to, że kolejne tryby są sensownie poukładane fabularnie i tworzą dość logiczny ciąg. W pudełku są dwa scenariusze, trzeci z nich można już ściągnąć ze strony wydawcy. Świetny pomysł na przedłużenie żywotności tytułu i ogromny plus za dodanie elementów w podstawowej wersji gry bez potrzeby dokupowania dodatków.

Teraz czas przejść do samej rozgrywki. Długo się zastanawiałem do czego przyrównać mechanikę tej pozycji i chyba najbliżej jej do szachów. Osoba, która gra ludźmi, ma do dyspozycji 6 różnych bohaterów. Każdy z nich, co prawda, ma tę samą liczbę punktów akcji, jednak może je pożytkować na inne, charakterystyczne dla siebie sposoby. I tak, mamy tu dziewczynkę, która jest w stanie chodzić po skosie. Mechanika, który ze względu na swoją fizjonomię może przepychać zombie. Pielęgniarka jest w stanie leczyć siebie i innych. Policjant, używając broni palnej, strzela do przeciwników; a drwal posiada możliwość eliminowania sąsiadujących wrogów. Najmniej efektowną supermocą legitymuje się bankier, który potrafi jednorazowo zasłonić się swoją teczką. Każda z tych postaci posiada swoją wartość wyrażoną gwiazdkami. Warunkiem wygranej ludzi jest doprowadzenie do uratowania ludzi o łącznej wartości co najmniej 5 gwiazdek.

Po drugiej strony barykady (dosłownie) jest gracz, który steruje poczynaniami niezbyt krewkiej ekipy zombie. Zombiaków jest zdecydowanie więcej (co rundę dochodzą kolejne), jednak po pierwsze, mają mniej punktów akcji, a po drugie, gracz nie ma 100% kontroli nad nimi. Chodzi o zasady wymuszające ruch zombie, który w swoim zasięgu ma człowieka, oraz o obligatoryjny atak, jeśli jest możliwy. Oczywiście celem zombiaków jest pokrzyżowanie planów ludzi i niedopuszczenie do ich ucieczki.

Rozgrywka przeprowadzana jest w trybie turowym. Jako pierwsi ruch wykonują ludzie, a następnie zombie. Tutaj znajdziemy pewien haczyk i element strategii. Mianowicie liczba poruszonych ludzi determinuje także iloma zombiakami będzie mógł poruszyć się przeciwnik podczas swojej tury. Z jednej strony spowalnia to przeciwnika, jednak dodano rewelacyjny mechanizm, który zapobiega przesadnemu ociąganiu się w grze. W każdej rundzie gracz prowadzący zombie dokłada kolejne żetony. W momencie, gdy żetony się kończą, pozostaje 6 rund, podczas których ludzie muszą uciec. W innym przypadku zwyczajnie przegrywają.

Sama gra bardzo mnie wciągnęła. Zdarzają się momenty lekkich przestojów, ale biorą się one stąd, że czasem trzeba sporo pogłówkować. Stale dostosowujemy strategie do tego, co się dzieje na planszy, zmieniamy koncepcje i drogi. Gdy pierwszy raz w nią grałem, to sterowałem ludźmi i miałem wrażenie, że przeciwny obóz ma dużo łatwiejsze zadanie. Jednak wygrałem. Natomiast, grając pierwszy raz zombie, okazywało się, że wcale nie jest tak łatwo, ale pomimo tego znowu wygrałem. Rozkład wyników ogółem wyszedł bardzo równo. To bardzo dobrze świadczy o zbalansowaniu rozgrywki. Dodatkowym elementem, o którym nie wspomniałem wcześniej, są karty specjalne. Każdy z graczy dostaje po 4 losowe karty i może ich użyć w dowolnym momencie. Na szczęście są na tyle dobrze pomyślane, że bardzo pomagają, ale jednocześnie nie są jokerami, które niszczą rozgrywkę.

Zombie Terror to według mnie pozycja, w którą trzeba przynajmniej raz zagrać. Jedna partia trwa mniej więcej tyle, ile sugeruje pudełko, czyli 45 minut, ale mało kiedy obywa się bez rewanżu. Doceniam także klimat jaki panuje nad planszą. Kolejne pojawiające się zombie tworzą pewnego rodzaju presję i poczucie lekkiego zaszczucia prowadzącego nawet do desperacji na zasadzie „dobra, niech go zjedzą, byleby ten drugi się przedarł”. Z drugiej strony, grając zombie, jesteśmy zdeterminowani, aby dopaść ludzi, a jednocześnie towarzyszy nam uczucie pewnej złości i nieporadności przez kiepską mobilność. Świetnie się to kumuluje i czuć to wszystko nad planszą.

Polecam serdecznie każdemu kto lubi dwuosobowe gry, nad którymi trzeba trochę pomyśleć. Po kilku partiach nadal nie czuję znużenia, co bardzo dobrze prognozuje temu tytułowi. Dodatkowo scenariusze to ciekawy dodatek, który odpowiednio rozwijany zapewni temu tytułowi bardzo długie życie.

 

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Galakta za przekazanie gry do recenzji.


One comment

  1. „Mechanika, który ze względu na swoją fizjonomię może przepychać zombie.” – trudno mi się domyślić o jaką cechę tak naprawdę chodzi autorowi recenzji, w każdym razie wizja przepychania zombie fizjonomią zapewniła mi wesoły poranek. :) Do pełni szczęścia zabrakło mi, żeby opisywana postacią był hydraulik :D

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*