Home / Recenzje / Gry jednosobowe / Czarnoksiężnik z Ognistej Góry – Fighting Fantasy vol. 1

Czarnoksiężnik z Ognistej Góry – Fighting Fantasy vol. 1 Legendarna seria gier fabularnych nareszcie w Polsce!

Fighting Fantasy to seria, której fanom gier paragrafowych przedstawiać nie trzeba. Czarnoksiężnik z Ognistej Góry to pierwszy w cyklu gamebook i pozycja wręcz kultowa. Anglojęzyczni gracze mieli okazję zagłębić się w mroczne podziemia już w 1982 roku. Wreszcie, po niemal 40 latach od pierwszego wydania (!!!), gra fabularna autorstwa Steve’a Jacksona i Iana Livingstone’a ukazała się także na polskim rynku. Dzięki Wydawnictwu FoxGames we wrześniu trafią do nas aż dwie książki z cyklu Fighting Fantasy: Czarnoksiężnika z Ognistej Góry oraz Dom pełen zła. Czy bestsellerowe gamebooki zdobędą serca polskich graczy? Po lekturze (grze?) pierwszego z nich, nie mam wątpliwości, że tak.

Z lekką nutką niepewności

Zasiadając do Czarnoksiężnika z Ognistej Góry byłam pełna wątpliwości. Czy rozgrywka dostarczy innych wrażeń niż komiksy paragrafowe? Miałam z nimi już sporo do czynienia i z przyjemnością poznaję każdy kolejny tom,

W czasie przygody niezbyt przyda nam się ta mapa, jednak dodaje ona książce klimatu.

pojawiający się na rynku, ale pierwszy raz sięgnęłam po grę „czysto fabularną”. Czy sam tekst będzie wystarczający, bym poczuła się jak bohater, którym mam być przewracając strony książki? Czy autorom udało się stworzyć odpowiedni klimat? A może intrygująca okładka, będzie najlepszym co znajdę w tej wiekowej już przecież grze? Moje obawy zaczęły topnieć, gdy spojrzałam na klimatyczną mapkę, zdobiącą pierwsze strony książki. Uwielbiam powieści fantasy, przenoszące czytelników do innych światów. Takie mapy można znaleźć w większości z nich. Patrząc na nią, poczułam się, jakbym sięgnęła po kolejną znakomitą (jak zawsze mam nadzieję) lekturę.

Bohater szyty na miarę

Jak rozpocząć przygodę ze światem Fighting Fantasy? Na początek trzeba stworzyć swoją postać. Informację o tym, jak to zrobić, znajdziemy na końcu książki. Ostatnie strony wyjaśniają też jak walczyć, uciekać przed potworami, korzystać ze szczęścia i ekwipunku oraz regenerować punkty poszczególnych cech. Zgodnie z wytycznymi (rzucając kośćmi) ustaliłam poziom zręczności, wytrzymałości oraz szczęścia. Los był po mojej stronie, dzięki czemu rozpoczęłam przygodę z wysokimi statystykami (odpowiednio 11/12, 20/24, 11/12), co bardzo ułatwiło mi eksplorację podziemi.

Książki z serii Fighting Fantasy w polskim wydaniu prezentują się bardzo elegancko.

Zestaw małego herosa

Rozpoczynając rozgrywkę zaopatrzyłam się w zestaw ołówków, notatnik (bez którego nie można się obejść, rysowanie mapy to podstawa!) oraz dwie sześcienne kości. Jeśli z jakiegoś powodu nie macie możliwości, by z nich korzystać, możecie użyć zamiennika. U dołu każdej nieparzystej strony gamebooka narysowano dwie kości. Zamiast wykonywać rzut, wystarczy losowo otworzyć książkę i odczytać wynik. To bardzo wygodne rozwiązanie, które przydaje się, gdy gra wciągnie nas na tyle, że zabieramy ją do autobusu, ogrodu, czy pracy (gwarantuję, że to się zdarza). Jako że pisanie po książkach uważam za świętokradztwo (za które bez skrupułów paliłabym na stosie), miałam też przygotowane kopie karty przygody oraz napotkanych wrogów. Polecam to rozwiązanie osobom, które jak ja mają opory przed brukaniem książek lub chciałyby przekazać gamebooka dalej po jego ukończeniu.

Hej przygodo!

Po stworzeniu postaci zabrałam się do lektury Wprowadzenia. Poznałam dzięki niemu plotki na temat Czarnoksiężnika oraz jego kryjówki. Mieszkańcy okolicznej wioski przytaczają liczne historie o śmiałkach, którzy próbowali zdobyć skarb potężnego maga. Choć nie wiadomo ile w nich prawdy, warto ich wysłuchać. Podczas tak niebezpiecznej misji każda pomoc jest na wagę złota. Wieśniacy niewiele mieli do powiedzenia na temat tych, którzy z wyprawy tej wrócili cało i zdrowo… No cóż. Ktoś musi być pierwszy! Pełna optymizmu przewróciłam stronę i stanęłam u wejścia do jaskini.

Wschód, zachód, wejść do pokoju, a może lepiej nie?

Gry fabularne to rozrywka, która dostarcza mnóstwa okazji do podjęcia dobrych, złych lub kompletnie chybionych decyzji. Nie inaczej jest w przypadku Czarnoksiężnika z Ognistej Góry. Już od pierwszego paragrafu musimy wybrać, w którą stronę się udamy. Niezależnie od tego, czy pójdziemy na wschód, czy na zachód, szybko trafimy na wałęsające się po podziemiach stwory, drzwi, które możemy otworzyć lub nie, pokoje pełne różności, które możemy przeszukać, znajdując mniej lub bardziej przydatne fanty.

W czasie przemierzania ciemnych korytarzy spotykamy stworzenia i postacie, z którymi się zmierzymy w walce. Konfrontacje są rozstrzygane w oparciu o poziom naszej zręczności (dodajemy do niego wynik rzutu kośćmi). Zadane rany obniżają naszą wytrzymałość. Jeśli jej poziom osiągnie zero – giniemy. W grze przydaje się szczęście, zarówno w kościach, jak i to wyrażone jako atrybut naszej postaci. Dzięki niemu możemy czasem uniknąć obrażeń, zadać skuteczniejszy cios lub wyjść cało z opresji.

Łatwo nie znaczy dobrze

Postawmy sprawę jasno – eksploracja nie jest bezpieczna. O ile na początku trafiamy na niezbyt groźnych przeciwników, to im głębiej się zapuszczamy, tym robi się trudniej (ale i ciekawiej). Jeśli jednak macie zamiar przejść jak najszybciej przez podziemia, by niezwłocznie pokonać maga, to lepiej od razu dajcie sobie spokój. Dlaczego? Bo nie po to tu jesteście! Celem gry nie jest zdetronizowanie Czarnoksiężnika, tylko zdobycie jego skarbu. A ten, jak wiadomo, najczęściej przechowywany jest pod kluczem… W tym przypadku niejednym. Kluczem więc do skarbu są… No właśnie klucze. Poza nimi (choć są one… kluczowe) w podziemiach możecie trafić na magiczne przedmioty, broń i zbroje, które zwiększą wasze szanse na przeżycie.

Wschód? Zachód? Północ? A może południe?

Co w ciemności straszy?

Dostępu do serca góry strzeże całe mnóstwo potworów rodem z powieści fantasy. Orkowie, na których się natkniecie, są klasycznie głupi, krasnale bezpośrednie, a mag wyniosły. Fani klimatu niczym z Władcy Pierścieni poczują się w podziemiach Czarnoksiężnika jak w domu. Poza mniej lub bardziej śmiercionośnymi stworami czeka tu na Was rwąca rzeka, którą musicie jakoś przekroczyć, sporo pułapek, interesujących pomieszczeń i wreszcie labirynt. Jego pokonanie jest nie lada wyzwaniem. Wiem, wiem, że już wspominałam o mapie, ale… Rysujcie mapę! O ile przez podziemia można przejść dość swobodnie, nawet bez jej pomocy, to kiedy zatrzaśnie się za Wami krata… ołówki w dłoń! W przeciwnym razie będziecie błądzić i błądzić i błądzić (i tak będziecie, ale z mapą macie szansę w końcu się odnaleźć)…

Ostateczne starcie

Kiedy rozwiążecie łamigłówkę, którą jest znalezienie poprawnej drogi do serca góry, spotkacie osławionego Czarnoksiężnika. Pojedynek z legendarnym magiem nieco mnie zawiódł. W sensie fabularnym był interesujący, ale spodziewałam się większych emocji i trudności. Możliwe jednak, że moje odczucia związane są z wysokimi statystykami mojej postaci (albo z tym, że po wielu dniach błądzenia po labiryncie, oczekiwałam co najmniej tygodnia walki), dzięki którym miałam nieco ułatwione zadanie. Myślicie, że pokonanie czarodzieja to koniec prób i testów? Nic z tego. Ale o tym sza. Jeśli chcecie wiedzieć, jak kończy się przygoda z Czarnoksiężnikiem z Ognistej Góry, musicie zakasać rękawy i sami wybrać się na wyprawę, której bohaterem będziecie właśnie Wy.

Wrażenia

Na początku wspomniałam o wątpliwościach, jakie miałam sięgając po najnowszą grę książkową Wydawnictwa FoxGames. Już po kilku akapitach moje obawy zupełnie się rozwiały. Czarnoksiężnik z Ognistej Góry to rewelacyjna, klimatyczna gra przygodowa, która zachwyca klasycznymi motywami fantasy. Bogate w szczegóły opisy poszczególnych paragrafów oraz ładne ilustracje obrazujące niektóre z nich sprawiają, że możemy naprawdę poczuć się jak poszukiwacze tajemniczego skarbu Czarnoksiężnika.

W gamebooku, jak w każdej grze przygodowej mamy sporo losowości. Potyczki rozstrzygamy rzucając kośćmi, a drogę często wybieramy w ciemno, licząc, że za zakrętem nie czeka potwór nie do pokonania. Taki jest urok tego typu gier. Albo się to kocha, albo nie. Losowość wpływa też na poziom trudności gry. Ja rozpoczynający serię Fighting Fantasy gamebook ukończyłam przy pierwszym podejściu. Bardzo pomogło mi w tym szczęście przy ustalaniu cech mojej postaci. Jeśli grę zaczynamy z niższymi wartościami, szansa na to, że po drodze zostaniemy zgładzeni, wzrasta. Z drugiej strony, można wtedy przejść przez podziemia znaną już trasą. Albo wręcz przeciwnie – zbadać te korytarze, których jeszcze nie odwiedziliśmy.

Widoczne u dołu strony zamienniki kości to bardzo przydatne narzędzie.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to w czasie lektury nie znalazłam żadnego błędu w łączeniu paragrafów. Wszystkie korytarze się zazębiają, tworząc zawiłą, ale poprawną i spójną całość. Podczas eksploracji spotkałam tak wiele stworzeń, że zabrakło mi miejsca na karcie potworów, myślę więc, że powinna ona zajmować więcej niż jedną stronę. W książce przydałyby się też strony przeznaczone na notatki gracza.

Mimo że pojedynek z Czarnoksiężnikiem nie był tak emocjonujący, jak się tego spodziewałam, gra mnie nie zawiodła. Błądzenie po mrocznych, pełnych pułapek korytarzach było świetną zabawą. Odnajdywanie drogi w labiryncie uważam za najlepszą, ale i najtrudniejszą część tego gamebooka. Myślę, że może być to też fragment, który będzie ogromnym wyzwaniem dla wielu osób. Przełożenie informacji zawartych w poszczególnych paragrafach na czytelną, przydatną mapę jest bardzo trudne. O ile jednak przemierzanie w kółko tych samych korytarzy bywa frustrujące, to odnalezienie upragnionego wyjścia daje mnóstwo satysfakcji (i radości, że wreszcie się człowiek wydostał z tej pułapki).

Czy warto?

Zdecydowanie warto! Jeśli lubicie gry przygodowe lub jesteście fanami komiksów paragrafowych, Czarnoksiężnik z Ognistej Góry to coś w sam raz dla Was. W gamebooku od Wydawnictwa FoxGames znajdziecie mnóstwo klimatu, emocjonującą rozgrywkę i zaskakujące zwroty akcji, które nie pozwolą Wam się nudzić. Dzięki niemu możecie na własnej skórze poczuć, jak to jest być bohaterem ulubionych powieści fantasy. Z czystym sumieniem polecam Wam tę grę, a sama zabieram się za kolejnego w serii gamebooka, Dom pełen zła.

PLUSY

– emocjonująca rozgrywka

– proste reguły gry

– zwroty akcji, które potrafią zaskoczyć

– wymagający labirynt

– klimatyczne grafiki

– gruba okładka

MINUSY

– gra jednorazowa

– losowość wpływa na poziom trudności gry

– brak miejsca na notatki

Ogólna ocena (9/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie FoxGames za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Stacja kosmiczna 11 i Apokalipsa – dodatki do Brzdęk! W! Kosmosie!

Czasami bywa tak, że gracz nie ma na co wydać pieniędzy. I wtedy w sukurs przychodzą wydawnictwa, oferujące dodatki do swoich gier. Dodatki są spoko. Dodatki przykrywają Cię wygodnym kocykiem znajomego materiału i podają do ręki cieplutką herbatkę zaprawioną nieoczywistymi przyprawami nowych pomysłów. Na herbatę zaprosiło mnie niedawno wydawnictwo Lucrum, dostarczając do ręki dwa dodatki do Brzdęka! W! Kosmosie! czyli gry przeze mnie niezmiernie lubianej, której tytuł po raz ostatni zapisuje w tym miejscu z wykrzyknikami po każdym wyrazie.  Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap