Sonnie Village dawno temu utraciło swoją równowagę. Mieszkańcy coraz częściej wdają się w spory i zaniedbują gospodarstwa. Podczas gdy zima niebezpiecznie zbliża się do bram wioski, na polach straszą nieskoszone zboża i zapomniane owoce. Rozdrażniony burmistrz w końcu narzuca nowe porządki: domy mają odtąd spełniać określone wymagania, a każdy członek wspólnoty ma wziąć się do roboty. Witajcie w Pairish, gdzie współpraca rodzi się pod przymusem.
Łagodny start
Burmistrz nie należy do ludzi cierpliwych. Widząc, że mieszkańcy nadal kręcą się w kółko, postanawia działać metodycznie — a nawet dwutorowo. „Najpierw nauczcie się podstaw” — mruczy pod nosem — „a dopiero potem weźcie się za prawdziwą robotę”.
Pierwszy wariant zasad to wersja łagodna, niemal szkoleniowa. Wystarczy doprowadzić do porządku własny dom i zebrać na ręku tytułowy pairish: co najmniej sześć kart domów z tym samym numerem, widocznym na jednym z elementów budynku — dachu, oknach albo piętrach.
Sam proces zbierania pairishu ma swoje sztywne reguły. W każdej turze dobieramy kartę z talii, jedną niepotrzebną odkładamy odkrytą przed sobą — w ten sposób sygnalizując pozostałym, czego na pewno nie kolekcjonujemy. Następnie przekazujemy jedną kartę z ręki graczowi po prawej. Komunikacja jest tu wyraźnie ograniczona. Możemy jedynie poinformować, czy to, co otrzymaliśmy, nas cieszy, czy jest zupełnie zbędne. Natomiast zdradzanie tego, co faktycznie zbieramy, jest surowo zabronione.
Odrzucone karty spełniają jeszcze jedną funkcję. Stają się pulą dostępną dla graczy siedzących obok, z której — po użyciu karty sąsiada — można dodać coś do swojej ręki. Jest to kolejny sposób na zwiększenie swoich szans na skompletowanie pairishu.
Wyższy stopień wtajemniczenia
Gdy jednak burmistrz uzna, że wspólnota dojrzała, dorzuca kolejne wymagania. W trudniejszym wariancie samo pairish już nie wystarczy. Trzeba jeszcze spełnić jego osobiste życzenie: wykonać konkretne zadanie polegające na zebraniu określonej liczby monet w ograniczonej liczbie tur. Warunki są jasno opisane na kartach burmistrza, a że talia tych zadań jest całkiem pokaźna, każda rozgrywka może wyglądać inaczej.
Monety nie spadają z nieba. Zdobywa się je za spełnianie różnych warunków: kompletowanie zestawów symboli zwierząt, warzyw i owoców lub konkretnych typów kart. Do tego dochodzą jeszcze cele osobiste, zdecydowanie skromniejsze i bardziej bezpośrednie: zazwyczaj dotyczą pojedynczych symboli widocznych na naszych kartach. Sam przebieg rozgrywki nie ulega zmianie.
Łatwa robota
Pairish od pierwszych chwil daje jasno do zrozumienia, że nie jest grą bardzo wymagającą. W wariancie podstawowym gra jest wręcz zaskakująco prosta — momentami aż nazbyt. Owszem, można uznać, że jest to tytuł skierowany do młodszych graczy, choć i tu mam pewne wątpliwości, zwłaszcza że podany wiek to dosyć zaskakujące 14+. Mechanicznie niewiele się dzieje, a decyzje rzadko niosą ze sobą duże konsekwencje. Pairish układa się niemal sam, zwłaszcza że talia oferuje sporo jokerów, które bez problemu zastępują dowolną kartę domu.
Wersja zaawansowana wypada nieco ciekawiej. Presja czasu narzucana przez cele burmistrza wprowadza element napięcia. Pojawia się też większe pole do dedukcji — zaczynamy uważniej obserwować, czego potrzebują inni gracze i czy możemy im choć trochę pomóc. Mimo to gra nadal pozostaje bardzo przystępna.
Na tle tej prostoty zaskakuje instrukcja. Choć krótka, wprowadza niepotrzebny chaos. Sposób formatowania zasad sprawia, że niektóre kwestie nie są oczywiste, co w tak lekkiej grze nie powinno mieć miejsca. Na plus wypada oprawa graficzna — ilustracje są sympatyczne i pasują do klimatu, choć przydałyby się nieco większe i dzięki temu czytelniejsze ikony.
Niespełniona obietnica
Pairish ma w sobie pomysł, który naprawdę chciałoby się zobaczyć w pełnym rozkwicie. Obserwowanie kart odrzucanych przez współgraczy, próby wydedukowania, co faktycznie zbierają, i podrzucanie im takich elementów, które mogą pchnąć ich w stronę sukcesu — to bardzo ciekawa koncepcja na lekką kooperację. W teorii brzmi to jak coś, co powinno działać świetnie.
W praktyce jednak coś się tu rozjeżdża. Mechanizmy nie zazębiają się tak dobrze, jak by się chciało, a całość z czasem traci impet. Pomysł pozostaje atrakcyjny, ale jego realizacja już nie. Jako fanka gier opartych na dedukcji naprawdę chciałabym polubić Pairish bardziej — widzę, co próbuje osiągnąć, i doceniam kierunek — jednak liczba problemów skutecznie studzi zapał do gry. Za każdym razem, pod koniec rozgrywki, widzę niestety głównie niewykorzystany potencjał.
Gra dla 2-8 graczy, wiek 14+
Czas gry: 10-20 minut
Wydawca: Boarderia
Ogólna ocena
(4/10):









Złożoność gry
(3/10):









Oprawa wizualna
(6/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Gra ma poważne wady. Grać można, ale zasadniczo odradzamy. Nie jest to może najgorsza produkcja na świecie, ale znamy wiele innych, lepszych w obrębie tego gatunku. Do spróbowania tylko dla tych, którzy w danym gatunku muszą zwyczajnie mieć wszystko. I koniec.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony









