Home / Recenzje / Gry imprezowe / Creationary

Creationary

Creationary to kolejna propozycja z serii gier LEGO. Jak sugeruje nazwa gra ma związek z tworzeniem, budowaniem, ćwiczeniem wyobraźni. Dzieci budować zwykle lubią, wyobraźni im nie brakuje, więc pomysł na grę wydaje się trafiony w dziesiątkę. Czy tak jest w rzeczywistości? Przekonajmy się.

W testowaniu gry pomogło mi sześcioro dzieci w wieku od 5 do 10 lat (3 dziewczynki i 3 chłopców).

Co znajdziemy w pudełku?

Autor radzi uporządkować elementy przed przystąpieniem do gry, u nas bardzo szybko nie było po tych porządkach śladu

Najpierw o samym opakowaniu. Jest to spore kartonowe pudło, przeciętnie twarde, więc jak sądzę niezbyt odporne na ewentualne zniszczenia, choć nasze jeszcze trzyma się nieźle. W środku jest plastikowa wytłoczka, która sprawdza się w trakcie gry, jednak nie gwarantuje porządku w elementach o ile gra nie leży płasko na półce.

Sama gra to ok. 340 klocków lego, kostka lego, 96 kart z obrazkami i instrukcja do gry.  Klocki i ich wykonanie każdemu jest znane, więc nie trzeba o nich pisać, karty są poręczne i wygodne do tasowania, ale dosyć miękkie. Kostka podobnie jak w innych grach LEGO jest składana, ma przyczepiane ścianki. W ramach propozycji „ZMIENIAJ” możemy wymienić sobie ścianki na kostce  – mamy dodatkowo do dyspozycji jeszcze czarną ściankę, której wyrzucenie oznacza, że budujący ma skomplikować sobie zadanie wybierając jedno z zaproponowanych utrudnień (np. budowanie z zamkniętymi oczami).

Instrukcja jest ładna, kolorowa i przejrzysta, ale musiałam kilkakrotnie przeczytać niektóre fragmenty, żeby zrozumieć, co autor miał na myśli.

Dla kogo?

Karty

Na pudełku przeczytamy, że gra jest dla 3–8 graczy od 7 lat. Sprawdziłam, że 5-latki bawią się też przy tej grze świetnie, jednak nie zawsze sobie dobrze radzą. Chętniej zagrają w nią wielbiciele klocków LEGO, a zdecydowanie bardziej gra podoba się chłopcom niż dziewczynkom.

Optymalna  liczba graczy zależy od wybranego wariantu rozgrywki, jednak 8 osób to moim zdaniem przesada, zwłaszcza przy grze z dziećmi – już przy 7 graczach jest niesamowity chaos i niektórzy się nudzą.  Dorośli do gry zasiadają niechętnie – może z poczucia, że już wyrośli z klocków, albo z obawy, że wyobraźni im zabraknie?

Jak grać?

Autor gry proponuje kilka rożnych wariantów rozgrywki. Jest to niewątpliwie zaleta gry, gdyż każdy może znaleźć wersję dla siebie, a też na pewno może to być inspiracja do wymyślenia kolejnych. Bardzo jest cenne, że w każdym wariancie punktowany jest zarówno budujący, jak i zgadujący. Zawsze jednak jest to 1 punkt (chyba, że kostka wskazała podwojenie punktacji). W wariancie podstawowym nie ma rozróżnienia punktowego pomiędzy kartami, które są w 3 stopniach trudności. Powoduje to, iż prawie nikt się nie porywa na karty z 2 lub 3 gwiazdkami, chociaż oczywiście można to traktować jako element rozwojowy i przyszłościowy gry. Karty z 3 gwiazdkami są jednak dla starszych, bo np. budowle są już bardzo konkretne, wymagające sporej wiedzy o świecie – np. Mur Chiński czy Statua Wolności.

Kaktus według pięciolatki

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam karty, to wydawało mi się, że to jest w ogóle niewykonalne. Okazuje się jednak, że można zbudować kaktusa, wałek do ciasta czy drapacz chmur. Rysunki na kartach mogą stanowić problem. Nie zawze można w ogóle zgadnąć, co rysunek przedstawia. Jest dużo kart, więc występuje na nich mnogość bardzo podobnych do siebie elementów – np. różne rodzaje łodzi czy samolotów dla mnie niekoniecznie są rozróżnialne. Część obiektów jest po prostu trudnych do zbudowania – przy zoo dwukrotnie polegliśmy, a cmentarz też był sporym problemem. Rozwiązaliśmy to w ten sposób, że można było wymienić sobie kartę, jeśli się uznało, że wylosowana budowla jest za trudna. Swoją drogą, ciekawe, czy autor gry wszystkie przedstawione na kartach obiekty zbudował?

Drapacz chmur według siedmiolatki

Dla dzieci sporą trudność w grze stanowią kolory klocków. Kolor jest czymś, co ma dla dzieciaków kolosalne znaczenie symboliczne, a prawie żadnej budowli nie udaje się zbudować z zachowaniem wierności kolorów, gdyż brakuje klocków. Dlatego też bardzo często w czasie gry pojawiały się komentarze: te niebieskie klocki to zamiast zielonych.

Autor proponuje, aby rozgrywkę toczyć przez jedną kolejkę (np. każdy jest budującym) albo do zdobycia 5 punktów. Pierwsza wersja rodzi niedosyt, druga potrafi się przeciągać, można oczywiście dostosować się do potrzeb graczy. Zgadywać można określoną liczbę razy lub dowolnie. Przy dzieciach nie sposób ogarnąć, kto ile razy już zgadywał (najchętniej zgadują Ci, którzy nie grają i kręcą się za plecami:-), więc zostaje wersja dowolna, która powoduje, że pada 100 pomysłów zanim jeszcze budujący jeszcze połączy ze sobą 2 klocki. Podobnie jest z tempem budowania – jeśli ktoś jest bardzo wytrwały w budowaniu, a inni są równie wytrwali w tym, że nie mają pojęcia co on buduje, to rozgrywka się przeciąga. Gra ma swoją dynamikę o ile traktujemy sprawę symbolicznie, a nie staramy się dosłownie odtwarzać narysowanych obiektów. Dla dzieci takie podejście bywa trudne.

Stolik według pięciolatki

Mój stadion

Wariant jeden buduje, reszta zgaduje w moim poczuciu sprawdza się przy maksymalnie 4 graczach, może być rozgrywany w wersji wielopokoleniowej.

Wariant jeden zgaduje, reszta buduje jest ciekawy i poleciłabym go przy większej liczbie graczy, gdyż gwarantuje wszystkim pełne zaangażowanie. Lepiej byłoby jednak wprowadzić jakieś ograniczenie czasowe aby uniknąć sytuacji, że wszyscy dawno skończyli, a jeden nadal wytrwale buduje. W tej wersji rozgrywki przy większej liczbie osób jest zagrożenie, że dzieci się znudzą zanim każde zostanie zgadującym.

Latarnia morska według siedmiolatki

Wariant drużynowy mi się podobał chyba najbardziej, zresztą 7- i 8- letnim współgraczom jak się okazuje również ta opcja gry najbardziej przypadła do gustu. Trzeba jednak pamiętać o równym w miarę możliwości podziale sił na drużyny i równoczesnym typowaniu zawodników na podobnym poziomie – nie ma wątpliwości, że dorosły szybciej zbuduje określoną budowlę niż 7-latek.

Narty według siedmiolatki

Wariantu budowania drużynowo jak największej liczby budowli w określonym czasie nie czuję, a dzieci kategorycznie odmówiły współpracy twierdząc, że „nie lubią budować na czas”.

W części instrukcji zatytułowanej „ZMIENIAJ” znajdziemy szereg propozycji modyfikacji zasad podstawowych. Mają one sprawić, że gra będzie jak bajbardziej „MOJA”.

Podsumowanie – czyli kupić czy nie kupić?

Gra ma niewątpliwe zalety: dzieci naprawdę nie potrzebują dorosłego żeby w nią grać, można dodawać własne warianty jej wykorzystania (np. po prostu budowanie obiektów narysowanych na kartach), dzieci w różnym wieku mogą czerpać z gry prawdziwą radość, a trudniejsze rysunki sprawiają, że gra może z dzieckiem „rosnąć”.

W grze jest dużo małych elementów, podatnych na zgubienie, ale na szczęście pewnie w niemal każdym domu klocki lego się znajdą, więc zawsze można coś sobie uzupełnić. Należy jednak uważać na młodsze rodzeństwo. Kart jest sporo, więc zniknięcia jednej czy dwóch pewnie nawet nie zauważymy. Najwygodniej gra się na twardej powierzchni, gdyż tam się najlepiej buduje. Na dywanie się da, ale jest trudniej.

Mój wałek do ciasta

Jest to gra stacjonarna. W podróży się w nią nie zagra, a na wakacje weźmiemy ją tylko, jeśli będziemy mieli mało bagażu, bo pudełko jest naprawdę duże.

Pomimo swoich mankamentów gra jest na pewno ciekawa, edukacyjna, twórcza, rozwijająca, ale nie jest hitem. Warto, aby znalazła się na półce w pokoju każdego dziecka, ale… jej cena sprawia, że tak się chyba jednak nie stanie.

Ogólna ocena (3/5):

Złożoność gry (2/5):

Oprawa wizualna (4/5):

Dziękujemy firmie LEGO Polska za przekazanie gry do recenzji.

One comment

  1. Dzięki Carol już wiem, że siostrzeńcowi tego nie kupię…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*