Home / Recenzje / Gry dla graczy / NEXUS OPS – RTS na planszy

NEXUS OPS – RTS na planszy

W odległej przyszłości ludzkość zależna jest od potężnego i rzadkiego źródła energii o nazwie Rubium. Ziemskie korporacje pragną tego surowca by rozwijać zaawansowane technologie i zabezpieczyć swoje bogactwa. Kiedy mała jednostka zwiadowcza odkrywa odległy księżyc bogaty w zasoby tego minerału, cztery ziemskie frakcje stają do krwawej walki. W celu zniszczenia przeciwnika organizacje te poskramiają przerażające stworzenia zamieszkujące powierzchnię planety. Daleko za granicami znanej nam galaktyki i poza wszelką kontrolą rozegra się bitwa, która zdecyduje o losach Ziemi …

W taką oto rzeczywistość wrzuca nas Nexus Ops, a właściwie jej nowa edycja wydana w 2012 roku przez Fantasy Flight Games. Tytuł przeznaczony jest dla dwóch do czterech graczy. O jego autorze wiadomo tylko tyle, że jest miłośnikiem szachów i brydża. Charlie Catino, bo o nim mowa, w młodości pracował jako jeden z pierwszych testerów popularnej gry Magic: The Gathering, a Nexus Ops jest jego jedynym samodzielnym projektem. Nie oznacza to jednak, że projektem chybionym, tym bardziej, że ponownym wydaniem tytułu zainteresował się amerykański gigant branży gier planszowych. I podobnie jak w szachach także tutaj na planszy szaleją figurki, ścierając się w zaciekłych bojach. Lecz zamiast skoczków i króli mamy kosmiczne pająki i jaszczury, bowiem ta lekka gra bitewna to wręcz flagowy przedstawiciel rodziny „ameritrashów”. Kości jest tu znacznie więcej niż rewolucyjnych, odkrywczych mechanik, ale nie brakuje też emocji. Zapraszam do recenzji.

 ATAK ROJU 

Pierwszym co uderza nas po otwarciu pudełka z grą jest cała sterta plastikowych figurek. Dostajemy ich aż sto sześćdziesiąt cztery w sześciu rodzajach. Każdy z graczy ma do dyspozycji dokładnie taką samą armię. Wygląd naszych jednostek to główny element odróżniający grę od wydania Hasbro z 2005 roku. Świecące zabawkowe figurki zastąpione zostały bardziej szczegółowymi i poważniejszymi. Groźny wygląd niektórych bestii i dosiadające je postacie space marines nadają grze wojowniczości i klimatu. Jak zawsze w produkcjach FFG jakość elementów stoi na najwyższym poziomie. Na uwagę zasługuje cała oprawa artystyczna. Bezpłciowe karty oryginalnej edycji otrzymały zupełnie nowy wygląd. Trochę techniczny, trochę futurystyczny, nie mniej jednak doskonale wpisujący się w tematykę gry. Kafelki planszy prezentują różne rodzaje podłoża obcej planety, od lasów, przez pola kryształów, po jeziora magmy. Fani science fiction będą w pełni usatysfakcjonowani. Kolejną rzeczą, która przyciąga uwagę są rewelacyjne grafiki na kartach wzmocnień. Atmosferę kosmicznego konfliktu budują przedstawione na nich podobizny naszych pupili w ferworze walki. Pod względem wykonania jedyne zastrzeżenia jakie można mieć, to standardowy już w przypadku gier FFG brak wypraski oraz rozmiar niektórych karty. Od razu jednak zaznaczę, że akurat w Nexus Ops małe karty zupełnie nie przeszkadzają, ponieważ służą głównie do oznaczania zebranej liczby punktów.

KSIĘŻYC W OGNIU 

Celem gry jest zdobycie 12 punktów zwycięstwa. Punkty te można zdobywać na dwa sposoby. Pierwszym jest wygrywanie bitew. Za każdym razem kiedy atakującemu udaje się zniszczyć wszystkie jednostki przeciwnika na kafelku, otrzymuje on kartę wartą jeden punkt zwycięstwa. Proste i szybkie. Drugim sposobem jest wykonywanie ukrytych misji. Karty z warunkami ich spełnienia gracze dociągają pod koniec każdej tury. Ten element wprowadza sporo emocji i napięcia do rozgrywki, ponieważ karty misji trzymamy cały czas zakryte i ujawniamy je dopiero po wykonaniu zadania. W przeciwieństwie do zwycięstwa w bitwie, punktacja za zrealizowanie celu misji daje nam od jednego do trzech punktów. Często okazuje się, że zażarte walki są tylko przykrywką dla bardziej lukratywnych, tajnych operacji.

Pora wspomnieć o najważniejszym elemencie rozgrywki, czyli o walkach. Cały system oparty jest na kościach. W odróżnieniu od wielu podobnych gier tego typu, tutaj za każdą jednostkę rzucamy tylko jedną kością. W zależności od jej rodzaju trafia przy wyrzuceniu odpowiedniej liczby oczek. Najsilniejsze potwory trafiają od dwójki w górę, ludzie tylko na szóstce itd. Niektórzy obcy mają specjalne bonusy, na przykład dziwne grzybiaste stworzenie są skuteczniejsze na kafelkach lasu. Pikanterii całej sprawie dodaje tzw. porządek bitwy (battle order), według którego ustala się kolejność ataków poszczególnych gatunków. Zawsze trzeba mieć na uwadze kim się kogo atakuje i jak to wpłynie na rozstrzygnięcie starcia. Dodatkowo mamy do dyspozycji karty wzmocnień oferujące cały wachlarz wsparcia dla naszej armii: od modyfikatorów wyniku rzutu, po karty ruchu i dodatkowych obrażeń. Wszystko to sprawia, że system walki pomimo, że oparty na kościach oferuje zadowalającą ilość strategicznych decyzji i możliwość lepszej kontroli sytuacji.

Każdy kto choć raz grał w takie komputerowe tuzy jak Starcraft, Warcraft czy Command & Conquer wie doskonale, że warunkami sukcesu są utrzymanie bazy, zabezpieczenie złóż oraz eksploracja terenu. Nie inaczej jest tutaj. By rekrutować nasze krwiożercze bestie potrzebne nam będzie drogocenny surowiec – Rubium. To on nakręca całą „imprezę”. Niektóre jednostki posiadają zdolność jego wydobywania. Za zdobyte kryształy możemy przyzywać posiłki. Pierwotny dochód zawsze przynoszą nam rafinerie znajdujące się w bazie, ale z czasem możemy znaleźć też inne, leżące bliżej terenów przeciwnika. Te zależności tworzą następną płaszczyznę gry. Postawić na umocnienia czy eksplorację? Czy lepiej uderzyć kilkoma silnymi jednostkami, czy zalać przeciwnika falą słabszych? Bronić złóż, czy przeszkadzać innym? Każdy fan komputerowych RTS’ów zadawał sobie takie pytania i znów będzie musiał sobie je zadać siadając do Nexus Ops.

MUTACJA GATUNKU 

I tutaj dochodzimy do ogromnej zalety nowego wydania. Jest nią mnogość opcjonalnych zasad. Ludzie z FFG postarali się, by gra nie znudziła nam się za szybko. Dla spragnionych przygotowano dwie alternatywne mapy dla dwóch graczy. Opcje krótszej i dłuższej rozgrywki. Wariant gry o wielce znaczącej nazwie „King of the Hill”, który zachęca do kontroli centralnego kafelka. Ten kto się na nim znajduje na koniec swojej rundy otrzymuje dodatkowy punkt zwycięstwa, ale jest na celowniku wszystkich przeciwników. Jakieś skojarzenia z „King of Tokyo”? Ponadto możliwość wymiany żetonów eksploracji, zasady gry drużynowej oraz wariant wiru wciągającego jednostki. A to jeszcze nie wszystko. Najciekawszą zmianą jest bezdyskusyjnie wariant alternatywnych jednostek. Jeśli uważamy, że o Nexus Ops nie ma już dla nas tajemnic, to wystarczy obrócić plansze graczy na drugą stronę. Dostajemy zupełnie nową wersje naszej armii. Z nowymi zdolnościami specjalnymi, zmienionymi statystykami, możliwościami ruchu oraz kosztami zakupu, dostajemy całkowicie inną grę.

PODSUMOWANIE MISJI 

Czym więc jest Nexus ops? Najbardziej trafne określenie jakiego mógłbym użyć, to RTS na planszy. Jednakże nie długi i monotonny, ale zwięzły i wybuchowy. Czas gry w zależności od liczby graczy to od 45 do 90 minut, co w moim mniemaniu jest czasem optymalnym na oferowaną mieszankę strategii i rozrywki. Bo właśnie tym jest ta gra, wybuchową mieszanką tych dwóch czynników. Dzięki czemu staje się pozycją bardziej uniwersalną niż skomplikowane gry wojenne i jednocześnie bardziej strategiczną niż gry pokroju „Ryzyka”. Jednostki nie są takie same i zdolność każdej trzeba brać pod uwagę podczas planowania posunięć. Następnym atutem przemawiającym za zainteresowaniem się tym tytułem jest świetna skalowalność. Modularna plansza pozwala na dostosowanie teatru działań wojennych do liczby graczy. W ten sposób nigdy nie ma sytuacji, kiedy mamy za daleko do przeciwnika. Od samego początku rozgrywki można liczyć na starcie.

Jeśli miałbym wskazać minusy to w tym przypadku w dużej mierze determinują je preferencje graczy. Mimo wspomnianych wcześniej urozmaiceń gra w swych podstawach pozostaje bardzo losowa. Kości, losowy dociąg kart, rozmieszczenie żetonów eksploracji na planszy, wszystko to sprawia, że dla niektórych będzie po prostu zbyt nieprzewidywalna. Do tego należy brać pod uwagę przeciągające się tury. W większości partii nie ma tego problemu, niestety może się zdarzyć współgracz, który skutecznie zaburzy płynność gry. Spowodowane jest to sporą liczbą jednostek, które możemy jednocześnie poruszyć na planszy podczas jednej rundy. Jeśli dodam, że wszystko odbywa się na gęsto zaludnionych obszarach gdzie każdy ruch jest istotny to możemy mieć problem. Trzecią, najmniejszą niedoskonałością jest kolorystyka kafelków, z których budujemy planszę. W połączeniu z mrowiem figurek czasami przestaje być czytelna. W zasadzie jest to jedyny zarzut jaki można mieć wobec komponentów gry. Istnieje też szansa na całkowite wyeliminowanie gracza, ale nie zdarzyło się to w żadnej z moich partii.

Podsumowując Nexus Ops to lekka gra wojenna, z dużą dozą losowości i emocjonującą rozgrywką. Ozdobą całości są klimatyczne figurki i tematyka science fiction. Tytuł sprawdzi się jako naturalny, następny krok dla ludzi lubiących gry typu „Ryzyko”. Dzięki prostym zasadom może posłużyć jako atrakcyjna przynęta na nowych graczy. Ja natomiast polecam go wszystkim, ponieważ kryje w sobie znacznie więcej strategii niżby się mogło wydawać. Kolejne solidna reedycja od Fantasy Flight Games.

Plusy:

+ masa figurek

+ jakość wydania

+ proste zasady

+ emocjonująca rozgrywka

+ alternatywne warianty gry

+ klimat science fiction

Minusy:

– duża losowość

– przy złym doborze graczy może się dłużyć

– kolorystyka planszy

Ogólna ocena (7/10):


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

New Frontiers – o granicach, które nowe były kilkanaście lat temu

Nie wiem jak zacząć. Po prostu nie wiem. Dla kogo ma być ta recenzja? New Frontiers to gra, której genealogia jest pokręcona jak rodzinne zażyłości połowy bohaterów netfliksowego serialu Dark. Wspominać o Perto Rico? Mam zapomnieć, że mój licznik rozegranych partii w Race for the Galaxy przekroczył niedawno okrąglutki tysiąc? Odnoszę wrażenie, że to szczegół, który może mieć leciutki wpływ na moją perspektywę.