Home / Recenzje / Escape Room / Wyjście Awaryjne: Legenda Miecza

Wyjście Awaryjne: Legenda Miecza Recenzja

Wyjście Awaryjne to Escape Room, który możecie odwiedzić w Bydgoszczy i w Warszawie. Legenda Miecza dostępna jest w obu miastach. Tym razem opowiemy wam o prawdziwym miejscu pełnym tajemnic – nie o planszówce. Tym razem zostaliśmy zamknięci w prawdziwym pokoju, wykonywaliśmy różne czynności (a nie tylko deklarowaliśmy, że je wykonujemy ;)) a na to wszystko mieliśmy tylko 60 minut… aby wygrać tę jedyną w swoim rodzaju grę czasu rzeczywistego.

Czy okażesz się godzien Excalibura?

Drzwi się zatrzasnęły. Rozejrzeliśmy się dookoła: niewielkie pomieszczenie…. chyba to jakieś podziemia? może to kopalnia? No tak, już sobie przypominam. Zamek zotał opuszczony i zrujnowany, nie ma do niego dostępu. To my musimy znaleźć sposób by się tam dostać, odnaleźć swoje przeznaczenie i wyciągnąć Excalibur, legendarny miecz, który podda się jedynie śmiałkowi o czystym sercu. Mądremu śmiałkowi o czystym sercu!

Pingwin

Pingwin: Początki wydawały się proste. Wszystko, co odnajdowaliśmy w pokoju układało się w spójną całość. Pewnym zgrzytem okazał się jeden z mechanizmów, który nie zadziałał – na szczęście było to na samym początku, obsługa zareagowała błyskawicznie i w nie zepsuło nam to specjalnie zabawy.

Pokój jest niesamowicie klimatyczny – tak jak napisałam we wstępie, startujemy z podziemi, szukamy przejścia dalej…. po to, by okazać się godnymi wyciągnąć miecz, Excalibur.

Czy planszówki pomogą wam w rozwiązaniu zagadki? Przewrotne pytanie, przecież wiadomo, że planszówka jest dobra na wszystko ;) Pamiętacie Teomachię, albo inne gry z żywiołami przyrody? przygotujcie się: woda, powietrze, ogień – to wszystko może wam się przydać. Doświadczenie to nie jest konieczne, ale…. jakoś tak ładnie się kojarzy :)

O matulu! To miał być łatwy pokój… w tym miejscu przypomina mi się T.I.M.E Stories, które sobie zepsułam zakładając naiwnie, że rys fabularny jest jedynie rysem fabularnym i prawdziwy tygrys skupia się na kartach i zagadkach. Otóż, okazało się, że klucz do rozwiązania zagadki znajdował się w opisie fabularnym. Zepsułam sobie całe Światło wiary – nie rozwiązałam jej, bo nie wpadłam na to, że kluczem do zagadki może być fabuła. I w tym miejscu dam wam dobrą radę – czytajcie ze zrozumieniem teksty na wszystkich gadżetach, które znajdziecie. Róbcie, co wam mówią a nie polegajcie na doświadczeniu swoich kilkudziesięciu pokoi. Albowiem utknęliśmy na jednej, mega fajnej zagadce. Polegliśmy. Bo nie czytaliśmy ze zrozumieniem. Wstyd mi, że zamiast czytać i myśleć logicznie – poprosiliśmy o podpowiedź. Ale to była najlepsza zagadka tego pokoju! Po prostu nie poddawajcie się  rutynie!

Moje biadolenie nie oznacza, że pokój jest trudny. Świetnie nadaje się dla początkujących, ale i zaawansowanym graczom da sporo satysfakcji. Zagadki są różnorodne, logicznie spójne i dobrze dopasowane do tematyki pokoju. Jest pełna kontrola nad upływającym czasem (to też się przydaje początkującym) a obsługa dba o to, żebyśmy się dobrze bawili.

Czy Legenda Miecza ma „to coś”, co sprawia, że chce się ten pokój polecać?

Tak. Pokój jest bardzo klimatyczny. Jest dużo kłódek – jesteście przecież w średniowieczu, gdzie tam mowa o komputerach, magnesach, elektryczności czy samoblokujących się sejfach – co najwyżej jakieś zapadki i tajne przejścia. Jest sporo mechanizmów innych niż kłódki, ale z kłódkami zdecydowanie przyjdzie się wam zmierzyć wielokrotnie, co w przypadku Legendy Miecza wyjątkowo nie odebrałam jako wadę – były one dobrze wkomponowane w całość historii.

Nie chciałabym spojlerować, więc powiem tylko, że jest coś, co przyprawi was o szybsze bicie serca. To właśnie owo „wow!”, które niechybnie spotkacie na swojej drodze. I musicie to zrobić, bo jak nie, to…. Excalibur nadal będzie tkwił w kamieniu, a was wyniosą na tarczy.

Legenda Miecza (fot. Wyjście Awaryjne)

Daria Chibner

Daria:  Nie będę oryginalna – muszę pochwalić klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Od razu po zdjęciu opasek zanurzamy się w quasi-średniowiecznej historii, która już od pierwszej chwili wymaga od nas nie lada zaangażowania. I nie chodzi tylko o presje czasu, lecz przede wszystkim o pragnienie odkrycia tego, co będzie dalej. Spodziewamy się raczej sztampowych poszukiwań miecza, ale potem niespodzianka po prostu goni niespodziankę. To, co czeka na nas po rozwiązaniu niektórych zagadek jest naprawdę zaskakujące. I to w pełnym tego słowa znaczeniu – szczęki po prostu pojadą wam w dół i przez chwilę nie będą chciały wrócić na swoje miejsce. Nic więcej niestety nie mogę wam zdradzić, bo zepsułoby wam to całą zabawę, jednak nastawcie się na świetne escape roomowe doświadczenie. Wielkim plusem pokoju Legenda Miecza są różnorodne zagadki, które odwołują się do różnych aspektów naszego rozumu :), toteż zarówno humaniści, jak i matematycy znajdą tutaj coś dla siebie. Tak są kłódki, ale ja je osobiście lubię, mimo że stają się powoli passe ;). Spostrzegawczość również wam się przyda wraz z odrobiną manualnych umiejętności (niemniej nie będzie to typowe zręcznościowe zadanie, gdyż w pewien sposób można je… obejść). Jeżeli chodzi o poziom trudności, to nie był on wyśrubowany, więc z pewnością ten pokój sprawdzi się dla początkujących, którzy mogliby się obawiać jakiejś ewentualnej kompromitacji i przegranej na starcie. Niemniej nie było wcale banalnie, kilka razy musieliśmy się zastanowić nad kluczem do zagadek, a i raz poprosiliśmy o podpowiedź, ponieważ utknęliśmy przed samym finałem. System podpowiedzi zadziałał perfekcyjnie i z… głową (nie dostaliśmy rozwiązania na tacy). Do kwestii technicznych również nie mam zastrzeżeń. Reasumując – Legenda Miecza to fenomenalny pokój zachwycający nie tylko wystrojem, rekwizytami i klimatem, lecz także satysfakcjonującymi zagadkami, przy których trzeba było rozruszać szare komórki. Fani escape roomów – zajrzyjcie koniecznie do Wyjścia Awaryjnego i sprawdźcie, czy uda wam się sprostać legendzie i wyciągnąć legendarny miecz :>

Legenda Miecza (fot. Wyjście Awaryjne)

Kashya

Kashya: Do tej pory z escape roomami miałam do czynienia tylko od strony technicznej – przygotowywałam mini pokój zagadek na potrzeby lokalnej biblioteki. Siłą rzeczy możliwości były ograniczone, nie miałam dostępu do żadnych mechanizmów, ukrytych przejść, magnetycznych zamków itp. Bardzo byłam więc ciekawa jak wygląda escape room z prawdziwego zdarzenia.

Legenda miecza jest pokojem dla początkujących. Okazało się również, że jest to pokój otwarty, więc jeśli boicie się całkowitego zamknięcia, to może to być dla was rozwiązanie. Mistrz gry zadbał o nas, na początku wyjaśnił co wolno, czego unikać. Jako zupełna świeżynka poczułam się przygotowana na to, co może mnie spotkać w środku.

Myliłam się. Dosyć szybko okazało się, że całość jednak przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Pierwsze, co mnie oczarowało od chwili gdy zatrzasnęły się za nami drzwi, to klimat. Twórcy pokoju zadbali nie tylko o rekwizyty, ale i wystrój całego pomieszczenia. Oprawa muzyczna była naprawdę dobrze dobrana i można było pomyśleć, że przenieśliśmy się do innego świata.

Trochę szkoda, że prawie na początku zaciął się jeden z mechanizmów (albo to my byliśmy zbyt delikatni ;)). Na szczęście, tak jak pisała Pingwin, obsługa szybko zareagowała, czas nam jakoś bardzo nie uciekł i dalsza przygoda przebiegała już bez żadnych problemów technicznych.

Pokój wymagał spostrzegawczości i odrobiny współpracy, ale wydawał mi się raczej liniowy – jedna rzecz prowadziła do drugiej, wystarczyło logicznie pomyśleć, kojarzyć fakty i pokombinować, co, do czego może się przydać. Różnorodność zagadek, zarówno pod względem stopnia trudności, jak i rodzajów gwarantowała, że każdy znalazł w nich coś dla siebie (pojawił się nawet jeden z moich ulubionych typów łamigłówek wywołując szeroki uśmiech). Legenda miecza to, według mnie, zrównoważone połączenie zagadek, kłódek i paru innych elementów. Jest kilka genialnie pomyślanych trików wywołujących efekt wow. Zwracajcie uwagę na wszystko, co wpadnie wam w ręce, czytajcie uważnie, bo może się okazać, że przeoczycie coś niezbędnego. My potknęliśmy się w jednym miejscu i pod presją szybko uciekającego czasu poprosiliśmy o podpowiedź. A szkoda. Bo zagadka była naprawdę fajna i gdybyśmy lekko nie spanikowali pewnie udałoby się nam ją rozwiązać własnymi siłami. Pokój skończyliśmy 5 minut przed czasem.

Pierwsze spotkanie z escape roomem od strony gracza uważam za bardzo udane. Świetna immersja w wymyśloną historię, niebanalne zagadki i przemiła obsługa sprawiły, że Legenda miecza wysoko postawiła poprzeczkę. Chcę więcej i niecierpliwie czekam na wypróbowanie kolejnych pokoi. Któż wie, jakie przygody i zadania jeszcze na nas czekają.

Legenda Miecza (fot. Wyjście Awaryjne)

Marek: Z escape roomami mam już całkiem niezłe doświadczenie. Odwiedzałem pokoje z zagadkami trudniejszymi i łatwiejszymi, logicznymi i całkiem abstrakcyjnymi. Legenda Miecza to pokój bardzo klimatyczny, rzeczywiście można poczuć się w nim jak w opuszczonym zamczysku. Poziom zagadek nie jest zbyt wysoki, jednak nie męczy banalnością. Porównałbym je trudnością do tych występujących w słynnej serii gier na PS4 Uncharted, które także były jednocześnie łatwe i satysfakcjonujące. Są one bardzo różnorodne, wymagają zarówno logicznego myślenia, jak i spostrzegawczości, zręczności czy refleksji nad przeczytanym tekstem. W pokoju najbardziej podobały mi się ukryte przejścia, dzięki odkrywaniu kolejnych komnat czuliśmy postęp naszej przygody. Pokój z czystym sercem mogę polecić zarówno całkowicie początkującym uciekinierom, jak i wyjadaczom którzy z pewnością docenią escape roomowe rzemiosło Wyjścia Awaryjnego.

A jednak udało się! Zdobyliśmy Excalibur! i to przed czasem!

Wyjście Awaryjne

Wyjście Awaryjne – jak wspominaliśmy na początku – można odwiedzić w dwóch miejscach: w Bydgoszczy i w Warszawie, a Legenda Miecza dostępna jest w obu miastach.

Mordor, czyli uwagi praktyczne dla Warszawiaków

W Warszawie Wyjście Awaryjne znajduje się na Mordorze (czyt. ul. Domaniewskiej). Info dla nie-Warszawiaków: Mordor (kraina zła z tolkienowskiego uniwersum) to żartobliwa nazwa dzielnicy Warszawy pełnej biurowców, z utrudnioną komunikacją i dramatem parkowania. Mimo to, rozwija się w imponującym tempie.

Pingwin

Pingwin: I tu zaskoczenie: nie ma dramatu! Normalnie odmawiam wyprawy samochodem na Mordor, bo zaparkować na Mordorze zwykłemu śmiertelnikowi graniczy z cudem. Jednak w tym przypadku (Domaniewska 37A) wyjątkowo da się. Po pierwsze jest płatny parking pod samym Escape Roomem (darujmy sobie sknerstwo – jeśli jadę całą rodziną i płacę 150, czy 170 zł za wizytę w pokoju to stać mnie chyba na to, by zapłacić 12 zł za dwie godziny postoju  mego auta). Jeśli jednak uważam, że płatne parkowanie jest niegodne Warszawiaka (tak, przyznaję się, to myślenie nie jest mi obce ;)) to po pierwsze, mogę zaparkować nieopodal w Galerii Mokotów (2h gratis – a z kartą stałego klienta to 4h gratis). A jak mam szczęście, to mogę zaparkować na darmowym parkingu w uliczce przylegającym do Hangaru 646 i budynku mieszczącego nasz Escape Room. Byłam trzy razy w niedzielę i trzy razy bez problemu znalazłam miejsce.

Jak trafić?

Tak wygląda dojście od bezimiennej przecznicy ulicy Domaniewskiej. Idąc Domaniewską od strony Wołoskiej należy skręcić w prawo tuż za dużym, niebiesko-przeszklonym budynkiem Zeptera. Jeśli poslużysz się GPS-em od wujka Google trafisz bez większych problemów. A jeśli zajrzysz na stronę Wyjścia Awaryjnego, to też z łatwością sobie poradzisz, bo znajdziesz tam mapkę i wskazówki praktyczne.

Niech was nie zwiedzie napis Hangar 646 – Hangar jest ździebko dalej. Tu trzeba skręcić aby dostać się do Wyjścia Awaryjnego

To co widzicie, to parking przed budynkiem. A Wyście Awaryjne jest na pierwszym piętrze. Podążaj za strzałkami…. ;)

Dziękujemy firmie Wyjście Awaryjne za zaproszenie. Wasze pokoje są super. Nie możemy się doczekać jaką zagadkę szykujecie na kwiecień!

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Pokój 25 Apogeum – kiedy lepsze jest wrogiem dobrego

Pokoj 25 Apogeum w zasadzie nic specjalnie nowego. To dobrze znany nam Pokój 25 + Pokój 25: Sezon 2 + kilka dodatkowych fajnych kafelków oraz zasad, które czynią rozgrywkę jeszcze trudniejszą (jak gdyby sama w sobie - hehe - była taka łatwa). Pytanie tylko - czy naprawdę warto inwestować w Apogeum? czy nie wystarczy to co było?