Home / Recenzje / Gry rodzinne / Santa Monica – piękno minimalizmu i elegancja mechaniki

Santa Monica – piękno minimalizmu i elegancja mechaniki Recenzja

SANTA MONICA

Autor: Josh Wood

(To nic mi nie mówiące nazwisko okazało się być człowiekiem od „Najlepszej gry o kotach” oraz współtwórcą dodatków do „Tiny Towns” czyli Miasteczek)

Liczba graczy: 2-4
Wiek: 14+

(Serio?? moim zdaniem spokojnie zagrają w to młodsi, to nic skomplikowanego. Na szczęście mamy BGG i jego społeczność, która mniej oficjalnie głosi, że 10+)

Czas gry: oficjalnie 45 min.

(i tu ośmielę się zaznaczyć, że w dwie osoby gra jest o krótsza niż w cztery, ponieważ gramy do 14 wyłożonych kart, a zatem gramy mniej więcej 14 – czasem mniej – rund, co w przypadku 2 osób istotnie skraca czas gry. Dodajcie do tego plus/minus 15 min.).

Wydawca PL: FoxGames
Rok wydania: 2020 (w PL 2021)
Ranking BGG: 7.4/10

UROK UKRYTY W NATURZE

Gra doczekała się u nas wyczerpującej recenzji Piotra, do której odsyłam, bo nie ma sensu drugi raz opisywać tego samego. Skupię się jedynie na tzw. plusach dodatnich i ujemnych, czyli na czymś, co sama bardzo lubię czytać w recenzjach ;)

Zanim jednak przejdę do tego swoistego podsumowania chcę zaznaczyć jedno: zdjęcia nie oddają uroku tej gry. Oczywiście możemy dyskutować nad kreską czy humorem zawartym na kartach – jest to rzecz gustu i nie w tym rzecz. Ja miałam chęć na tę grę już wtedy, gdy była na etapie produkcji. Ale kiedy patrzyłam na zdjęcia coś we mnie krzyczało – nie bierz! nawet jej nie dotykaj! jest taka brzydka!. Zagrałam jednak na Zgranym Wawrze i odkryłam, że poza szatą graficzną i zdjęciami oglądanymi w internecie jest jeszcze coś takiego jak przyjemność z obcowania z komponentami. Nie do końca wiem na czym to polega, ale okazało się, że gra mnie urzekła pod tym względem. Pastelowe kolory, dobrej jakości elementy, zabawne meeple – to przepis na sukces (oczywiście tylko w 50%, bo drugie 50% to już mechanika, która okazała się równie przyjemna ;))

Ale przejdźmy już do meritum…

ZACZNIJMY OD ZALET

Proste zasady. Jak pisałam wyżej to naprawdę nic skomplikowanego. Ot bierzemy kartę i dokładamy ją do swojego tableau, znaczy budujemy plażę (górny rząd) i promenadę nadmorską (czyli rząd dolny). Dokładane karty dają nam profity natychmiastowe (np. walutę lub ludzików) oraz zapewniają punkty na koniec gry. Ikonografia jest czytelna – a jeśli pojawiają się wątpliwości, wszystko jest w instrukcji.

Krótki setup. W zasadzie trzeba przygotować talię kart i wyłożyć osiem z nich na początek na stół. Rozdać początkowe budynki każdemu z graczy oraz wrzucić mepelki/żetony stópek/piaskowe dolary do pojemników (albo bezpośrednio na stół). Jeszcze tylko wybrać/wylosować cele ogólne i dwie dodatkowe akcje i możemy zaczynać grę.

Przystępna instrukcja.
Karty pomocy.
Mnie się dobrze grało i łatwo korzystało w przypadku wątpliwość (głównie na początku, kiedy jeszcze nie byłam obyta z ikonografią)

No i najważniejsze – mechanika. Jest prosta, ale wybory nie są schematyczne. Głównie można ją określić jako zbieranie setów – tworzymy naszą plażę, a odpowiednio ułożone grupy kart będą nam punktowały. Po pierwsze musimy podjąć decyzję którą kartę wziąć ze stołu. I tu pierwsze dylematy – czy brać tę, która nam najbardziej pasuje, czy tę, przy której stoi samochód (dostaniemy dolara) czy ludzik (dostaniemy jeden ruch dowolnym ludzikiem). A może w ogóle wykonać akcję zamiast brania karty (de facto też branie kart, tylko mocniejsze acz kosztowne w dolarach)? A jak już się zdecydujemy na kartę, to jeszcze trzeba ją dołożyć co też nie zawsze jest prostym wyborem – choć z reguły biorąc kartę bierzemy ją już w kontekście jakiegoś miejsca na naszej plaży.

Skalowalność jest jak najbardziej w porządku. Dla czterech osób gra będzie trwała dłużej, dla dwóch krócej. Dla trzech gra się tak samo dobrze (są pozycje, które trójce graczy nie dają specjalnie dużej przyjemności z gry, ale ta akurat do nich nie należy – po prostu nie ma znaczenia w ile osób gracie). Im mniej graczy tym bardziej można coś zaplanować, bo wiadomo na 100%, że wystawka kart nie zmieni się istotnie (zazwyczaj spadnie jedna karta z dolnego rzędu) i możemy sobie stworzyć plan B. W cztery osoby zanim do nas kolejka dotrze karty zmienią się już dość mocno, ale nie jest to jakiś istotny uszczerbek. Jedni wolą bardziej taktyczne dwuosobowe rozgrywki, drudzy większą różnorodność przy czterech graczach.

Regrywalność jest na przyzwoitym poziomie. Obecna losowość w doborze kart gwarantuje, że partie będą wyglądały inaczej nawet jakbyście startowali z tego samego setupu. A i setup się jednak różni – cele ogólne, za które punktujecie losujecie z kilku dostępnych. Podobnie akcje specjalne (te płatne, zamiast zwykłego brania kart). Do tego każdy gracz dostaje inny budynek początkowy, który zapewnia Variable Player Powers – każdy gracz ma nieco inne warunki startowe oraz nieco inny sposób punktowania.

I na koniec coś co bardzo lubię – kombosy. Wiele kart ma swoje własne warunki punktowania na koniec gry – jeśli uda nam się je dobrze poukładać, to kilka kart może zapunktować praktycznie za to samo. Jednocześnie nie da się mieć wszystkiego, czasem trzeba poświęcić jedno kombo na rzecz innego. Gra nie jest mega wymagająca pod tym względem (na pewno nie jest to Feld), ale przyjemnie łechce szare komórki.

ABY PRZEJŚĆ DO WAD

Wiem, że nie ma gier bez wad, niemniej trudno mi w tej chwili znaleźć w niej jakieś istotne błędy. Na pewno nie jest to gra dla geeków, którzy w tym momencie chcieliby pomóżdżyć przez jakieś trzy godziny. Nie jest to też gra, która będzie łatwym gatewayem dla osób kompletnie nie grających w planszówki (nie tyle może ze względu na zasady, co na konieczność dostrzegania różnych zależności). Może się niektórym nie podobać oszczędna kreska (o gustach się nie dyskutuje), ale kolorystyka współgra z tematem, nie jest krzykliwa i bardziej pomaga niż przeszkadza w rozgrywce.

Gra zdecydowanie nie jest nudna, bo patrzymy jak się rozrasta nasza plaża, ponadto wciąż zderzamy się podbieraniem nam upatrzonych kart przez przeciwników. Czekamy z drżeniem, czy wyjdą na stół karty, których potrzebujemy. O tak! to dla niektórych może być wada. Czasem potrzebuję konkretnej karty (np. plaży z aktywnością albo hotelu) a tu jak na złość nie chcą się takie pojawiać. A więc dla niektórych losowość może być tu wadą.

Santa Monica była dla mnie olbrzymim pozytywnym zaskoczeniem. Wpadła do mojej kolekcji w sposób kompletnie niezaplanowany, ale już jej nie opuści.  Serdecznie polecam – jeśli nie przekonują was zdjęcia (tak jak mnie nie przekonały) a nie potraficie na sucho ocenić, czy mechanika wam się spodoba – koniecznie chociaż spróbujcie w nią zagrać u znajomych. Może i dla was będzie zaskoczeniem :)



Grę Santa Monica kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (5/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie FoxGames za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Przewrotne żabki – taktyka i memory

Przewrotne żabki to bardzo prosta ale przyjemna gra. W swoim ruchu wybierasz jedną z trzech żabek trzymanych na ręce i kładziesz na wolne pole (lub na nieaktywną, czyli odwróconą żabkę) na planszy. W zależności od tego jakie pola wskazują strzałki na kafelku dokładanej właśnie żabki - odwracasz sąsiadujące (po skosie lub wertykalnie/horyzontalnie) żabki na drugą stronę.  Żabki występują w czterech kolorach. Celem jest posiadanie na planszy na koniec gry największej liczby odkrytych (czyli aktywnych, awersem ku górze) żabek w swoim kolorze. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że tożsamości w tej grze są ukryte - przeciwnicy nie wiedzą jaką żabką jesteś (i vice versa).

Share via
Copy link
Powered by Social Snap