Home / Recenzje / Gry dla graczy / Witamy w osobliwym cyrku – recenzja gry Dreadful Circus

Witamy w osobliwym cyrku – recenzja gry Dreadful Circus

Dreadful Circus przyciągnęło moją uwagę psychodelicznym klimatem. Lubię takie dziwne twory, bo w zalewie oklepanych tematów wyróżniające się grafiki i motyw są miłą odskocznią. Co czeka na graczy w tytułowym cyrku? 

Witamy w cyrku 

Ze średniej wielkości pudełka łypie na nas oko. Całe opakowanie jest ładne i spójne, chociaż w specyficznym stylu. Natomiast w środku czeka na nas feeria barw. Nie wszystkie grafiki mi się podobają, ale całość tworzy bardzo fajną, klimatyczną oprawę. Znajdziemy tam zasłonki i pudełka (wozy) do samodzielnego złożenia w kolorach graczy, żetony monet, kontrakty, znaczniki sprzedawców, worek i oczywiście karty. W pudełku są także żetony osiągnięć, które nie mają znaczenia podczas rozgrywek, ale są ciekawym bonusem. 

Dreadful Circus zagramy od czterech do ośmiu osób. Każdy z otrzymuje zasłonkę i wóz w wybranym kolorze oraz monety zgodnie z instrukcją. Do worka wrzucamy żetony kontraktów, a następnie każdy losuje po sześć. Wszystkie komponenty powinny znaleźć się za zasłonkami tak, aby pozostali nie mieli do nich wglądu. 

Talia powinna zostać przygotowana w zależności od liczby graczy, a następnie każdy otrzymuje po 7 (7-8 graczy) lub 8 kart (4-6 graczy). Z ręki wybieramy po jednej karcie atrakcji i kładziemy przed zasłonką w swoim obszarze gry widocznym dla innych. 

Pozostaje nam jeszcze ustalić kto będzie pierwszym sprzedawcą, a osoba naprzeciwko niego zostaje drugim (w grze dla 5-8 osób). Ci gracze otrzymują odpowiednie znaczniki, które będą przekazywane osobom po lewej. Możemy zacząć rozgrywkę. 

Usiądźcie i licytujcie 

Sprzedawcy wybierają i jednocześnie odkrywają po jednej karcie cyrku z ręki i kładą je na środku stołu. Następnie wszyscy w tajemnicy przed innymi wkładają do swoich wozów monety i/lub kontrakty. Potem umieszczają je przy jednej z kart sprzedawców, którą są zainteresowani. Sprzedawcy mogą licytować tylko oferty drugiego sprzedawcy, dlatego w rozgrywce czteroosobowej osoba posiadająca znacznik pomija ten etap. 

Pierwszy sprzedawca w dowolnej kolejności otwiera i zagląda do wozów, które zostały postawione obok jego karty. Jeśli zdecyduje się na daną ofertę, zabiera monety i/lub kontrakty za swoją zasłonkę i oddaje puste pudełko. Jeżeli nie jest zadowolony z opłaty, oddaje cały wóz z zawartością odpowiedniemu graczowi i może zaglądnąć do kolejnego pudełka. Jeśli żadna oferta nie będzie dla niego odpowiednia, wyłożona karta zostaje odrzucona. Następnie w ten sam sposób rozpatruje swoją kartę drugi sprzedawca. 

Pozyskane w ten sposób karty są umieszczane w widocznym obszarze gry i zostają tam, o ile nie zadziała na nie inna akcja. Wyjątkiem są karty występu, które zostają użyte natychmiast zgodnie z ich opisem, a następnie wypadają z gry. Znaczniki sprzedawców są przekazywane i gra trwa dalej do momentu, w którym graczom pozostaną po trzy karty na ręce. Wtedy można dołożyć jeszcze jedną kartę do swojego obszaru, a następnie należy podliczyć punkty. Zdobywa się je za monety, kontrakty i odkryte karty. 

Ja! Ja! Wybierz mnie! 

Dreadful Circus to gra licytacyjna. Nie przepadam za tą formą kupna w planszówkach, ale tu zasady nie każą nas za zbyt mały wkład. To, co zaoferujemy, wróci do nas, jeśli sprzedawca nie będzie zadowolony, więc niczego nie tracimy. Na początku wszyscy posiadamy taką samą liczbę monet i kontraktów, ale bardzo szybko nasz stan posiadania się zróżnicuje. Możemy mocno nadpłacić za kartę, którą nikt inny nie będzie zainteresowany, ale właśnie o to chodzi – na czym i jak bardzo nam zależy.  

Na kartach, oczywiście, ale te pojawią się raz i nie będzie możliwości ich pozyskania później. Jeśli chcemy wysoko punktować na koniec, nie możemy licytować zachowawczo, ale jeśli przesadzimy, nie będziemy mieć zasobów na kolejne zakupy. Trochę zamieszania wprowadzają karty występu, ale to, czy uda nam się je zdobyć, to wielka niewiadoma, bo możecie być pewni, że niektóre z nich będą łakomym kąskiem dla każdego. 

Bardzo podoba mi się sposób sprawdzania ofert, który wymusza rozmowę nad stołem. Sprzedawca sprawdza wozy po kolei, ale jeśli zdecyduje się na któreś pudełko, karta zostaje sprzedana i nie będzie znana zawartość pozostałych. Dlatego duże znaczenie ma to, od czyjej oferty rozpocznie się przegląd wozów. Raz odrzucone pudełko już nie będzie dla nas dostępne, nawet jeśli później sprawdzane zawartości będą niższe. 

Gry blefu i licytacje nie są moją mocną stroną, ale nadal sięgam po nowe tytuły z tych kategorii szukając czegoś, co mi przypadnie do gustu. Dosyć popularny Szeryf z Nottingham szybko spadł z mojej półki, ponieważ łatwo da się go zepsuć. Nie kłamiąc i nie namawiając aktywnego gracza na żadne specjalne działania można przesiedzieć całą rozgrywkę, co w przypadku mniej wygadanych kompanów przy stole psuło całą zabawę. Tam nie chcemy rzucać się w oczy szeryfowi. Natomiast w Dreadful Circus owszem, także można się nie udzielać, ale ofertę złożyć trzeba. Nawet w ciszy, ale na czymś nam przecież musi zależeć. Tylko tym razem nie będziemy odwodzić sprzedawcy, ale właśnie zachęcać.  

Świetnym bonusem są dodatkowe żetony osiągnięć, które można zdobyć za pierwsze zwycięstwo, dwie i trzy wygrane z kolei, za najwyższą punktację oraz za wyjaśnienie zasad. Szczególnie spodobał mi się przechodni żeton za najwyższą liczbę punktów. Na pewno zachęci to graczy do dalszych rozgrywek, aby móc z dumą nazywać się mistrzem tego egzemplarza. Oczywiście do czasu przejęcia osiągnięcia przez kolejną osobę. 

Graficznie gra mi się podoba, ale klimatu zbyt wiele nie odczujemy, chociaż grafiki starają się jak mogą w tym zakresie. Będziemy się skupiać na zestawach kontraktów i kart, ale nie ma większego znaczenia co się na nich znajduje. Na wewnętrznej stronie zasłonek umieszczono informację o punktacji na koniec gry, więc na bieżąco możemy sprawdzać do czego zmierzamy. 

Wszystkie komponenty wraz ze złożonymi wozami mieszczą się w pudełku i zostaje niewiele wolnego miejsca, za co duży plus. Jeszcze większe brawa za instrukcję napisaną przejrzyście i zrozumiale. To kolejny zbiór zasad tego wydawnictwa, który w ostatnim czasie był dobrze opracowany. Mam nadzieję, że stanie się to normą po kilku wpadkach w wydanych wcześniej tytułach. Tak trzymać! 

Kto powinien zainteresować się Dreadful Circus? Na pewno fani licytacji, blefu, tytułów wieloosobowych i gry nad stołem. Jeśli lubicie te cechy w innych grach, najnowszą propozycję wydawnictwa Portal powinniście wypróbować, bo jest duże prawdopodobieństwo, że Wam się spodoba. Czym wyróżnia się od innych tego typu gier? Niepokojącymi, ciekawymi grafikami i łatwymi zasadami przy jednoczesnym polu do małego kombinowania i planowania zbieranych zestawów. Jest tu oczywiście sporo losowości, bo nie wiemy co nam przyjdzie licytować i czy nasza oferta się przebije, ale dużo zależy od naszej umiejętności przekonywania. U mnie Dreadful Circus na razie zostaje i zobaczymy jak będzie się sprawdzał na kolejnych planszówkowych spotkaniach. Do tej pory idzie mu całkiem nieźle. 



Grę Dreadful Circus kupisz w sklepie

Ogólna ocena (7,5/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Portal Games za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Na barana – Znakomita kontynuacja serii gier rodzinnych

Jeszcze niedawno nie miałam pojęcia o istnieniu serii gier “Rodzinka wygrywa”. Stan ten przerwało pojawienie się na moim stole nowej pozycji dla najmłodszych, wydanej przez Egmont. Gra Na barana szturmem zdobyła serca mieszkańców mojego domu. Sprawiła ona też, że nie mogę doczekać się tego, by przetestować pozostałe planszówki należące do tej linii wydawniczej. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap