Z okazji nadchodzącej premiery Arcs: Pomór na Rubieży czas wrócić do Arcs.
W najlepszej wizualnie formie.
Dziś pochylamy się bowiem nie nad samą grą, a nad ulepszeniami, które można do niej zdobyć. Przed Wami komponenty premium od CubicRobin oraz drewniane planszetki gracza od EagleAndCrown!
Ach, ten Arcs
Arcs zatrzęsło moim światem i stało się z miejsca jedną z moich absolutnie ukochanych gier. Zawrotna zwinność akcji, potencjał na ekstremalne zwroty akcji, a także kosmicznie pyszna oprawa wizualna sprawiły, że grę pokochałem miłością tragiczną i wulgarną. Kocham i ogrywam ją zresztą do dziś – co w recenzenckim życiu nie jest wcale gwarantowane.
Efektem tej miłości była m.in. chęć zdobycia do gry wszystkiego, co tylko fabryka dała. Po zastąpieniu planszy matą i zakupie matowych koszulek od Dragon Shield, przyszedł czas na upgrade komponentów. Porzuciłem zrazu myśl o kupnie plastikowych statków – nie ekscytują mnie ani trochę, oryginalne drewienka są cudownie ascetyczne i przy nich pozostanę, dziękuję bardzo. Ale już surowce, budynki czy kampanijny Pomór? To elementy zdecydowanie podatne na „aktualizację”.
EagleAndCrown
Ciekawym dodatkiem do gry, znalezionym na Etsy (obecnie niedostępnym), były drewniane planszetki graczy.


Jednowarstwowość planszetek zawartych w Arcs nie jest przesadnie bolesna, ale umówmy się – mogłoby to działać lepiej. Trzymamy tu surowce i miasta, przechowujemy wojenne trofea i jeńców. Wszystko w ciągłym ruchu.
Drewniana alternatywa rozwiązuje te bolączki, choć przynosi swoje – niezamierzone. Planszetki są solidne i lekkie – myślę, że to wariacja na temat sklejki brzozowej. Nie spodziewałbym się tym kogoś uszkodzić, ale też nie sądzę, że przy normalnym korzystaniu to drewno może się zużyć czy wypaczyć. Przez cały czas ich posiadania nie odkształciły się, mimo transportu i przechowywania w różnych temperaturach i wilgotnościach.
Planszetki robią swoją robotę – stabilizują surowce (w formie żetonów i 3D) i zamykają meeple w bezpiecznych kojcach. Dają poczucie premiumizacji, w najlepszym możliwym znaczeniu i naprawdę świetnie wyglądają na stole.
Niestety.
Z wyglądem w parze nie idzie czytelność. Pod określonym kątem – ok, widzę, co jest napisane. Po 10 partiach może nawet nie muszę widzieć, co jest napisane. Ale jeśli lubicie widzieć, co w zasadzie mieści się gdzie – ten produkt nie dowozi. Bejca, którą pokryte jest drewno, niestety unifikuje kolory tak, że frezowane napisy są bardzo słabo czytelne, a w niektórych sytuacjach oświetleniowych wręcz niewidoczne.
Komponent piękny i połowicznie praktyczny. Jeśli znacie Arcsowe planszetki na pamięć – go for it!
CubicRobin
Są komponenty, są wydruki 3D, no i jest CubicRobin.
Filamentowe złoto prosto z Kanady. Część tych komponentów pokazałem już w recenzji Arcs – jak chociażby trójwymiarowe, bardzo plastyczne zamienniki surowców. Pożegnajmy płaskie żetony, witaj świecie kształtów, tekstur i kolorów!
Nie sposób nie zachwycić się intensywnie barwnymi, pomysłowymi surowcami. Zamiast stosików z żetonami mamy pełnoprawny magazyn zasobów, bez problemu mieszczących się w centrum planszy. Pękate beczki z paliwem, lśniące skrzynie materiałów, gotowe do strzału rakiety czy przypominające monumenty zasoby psioniczne – to wizualna i sensoryczna rozkosz. Majtanie takimi komponentami po planszy to zupełnie inny wymiar zabawy, nie mówiąc już o tym, o ile pełniejsza i bogatsza staje się nie tylko plansza, ale i nasza planszetka.
Jeśli zaś komuś niespieszno, by surowce trzymać w centralnym punkcie i zasłaniać piękny logotyp – jest i rozwiązanie przechowalnicze.
CubicRobin przybywa z poręczną kasetką, która pomieści wszystkie zasoby i zwieńczy je efektownym wiekiem. Nic tu nie wypada, nie ma zbędnych luzów, a całość jest bezpieczna podczas transportu. UWAGA! Kasetka nie gwarantuje ochrony przed kradzieżą surowców przez innego z graczy!
Nadal wolicie płaskosurowce? I na takie fanaberie mamy rozwiązanie! Oto kasetka w wersji kosmicznie kompaktowej – z dodatkowym walorem ekspozycyjnym. Ułożone pod kątem żetony wyglądają cudnie i łatwo się wyjmują.
Niestety, w obu przypadkach możecie mieć problem, by zmieścić kasetki w pudełku z grą. Ale przy odrobinie pomysłowej organizacji, wszystkie dodatkowe nesesery i komponenty zmieszczą się w pudełku kampanijnym i podstawowym. Wystarczy podzielić je zgodnie z własnym sumieniem. I nie zapominać, by na planszowe wieczory zabierać oba pudła!
The Blighted Rubież
Finalnymi upgrade’ami, które dziś prezentuję, są neutralne miasta i porty kosmiczne, a także trójwymiarowe figurki tytułowego Pomoru.
Rozszerzenie kampanijne Arcs: Pomór na Rubieży to oczywiście najrozmaitsze komponenty: karty, żetony i kafelki. Ale to właśnie Pomór jest bodaj najsilniejszą obecnością na planszy. I chociaż żetony są pięknie ilustrowane, to jednak na planszy momentami znikają, zlewając się z innymi obecnymi na niej przeszkadzajkami.
Imponujące, trójwymiarowe figurki rozwiązują tę bolączkę. Połyskujące, postawne, z groźnymi zębiskami straszą nas w każdym skażonym systemie na mapie. Dla jeszcze większego efektu, występują w trzech kolorach, które pięknie łączą się w mroczną chmarę, czyhającą na biednych graczy.
Pomór ma zresztą podwójną funkcjonalność. Możemy miniaturek używać samoistnie – przewracając je, gdy zostaną uszkodzone lub traktować jako podstawkę pod żetony. Ale kto chciałby zakrywać te piękne szkarady żetonami? Nikt. Żodyn.
Pomocy, miasto mi płonie!
Zarówno w wersji podstawowej, jak i w kampanii, strategiczne pozycje zajmują miasta i porty gwiezdne. CubicRobin i na nie ma pomysł.
Modułowe, bo w zasadzie dwuczęściowe miniatury można „wzbogacić” znacznikiem płomienia. I co najlepsze – można ten płomień zorientować w dowolną stronę. By symulować, że wiatr wieje ze Wschodu, na przykład.
Tutaj nie ma już dyskusji – ekspresyjny ogień, wyraziste budynki, do tego żetony nie mają podjazdu. Prezencja stołowa + 210% – a całość mieści się w oryginalnych organizerach.
Teraz mogę spokojnie powiedzieć, że Arcs to dla mnie gra kompletna. To obecnie dwa pudła wypełnione wyjątkową grą i równie wyjątkowymi komponentami.
I owszem, to „tylko” bling. Ale to bling, dzięki któremu rozgrywka zyskuje kolejny wymiar. Interaktywne budynki, plastyczne surowce i mieniące się kolorami miniatury wzmacniają immersję. Zachęcają, by ich dotykać, przestawiać, kręcić nimi bączki i stukać w stół, ilekroć mamy cięższy dylemat do rozwiązania. To bling, który przyciąga nas do świata gry jak niewidzialna siła.
Nie mówiąc o tym, że można przyszpanować przed zachwyconymi współgraczami.
Czy więc ozdabiać, Panie Premierze? Oczywiście! Gry to nasze małe skarby – czasem nawet nie tak małe. Skoro je kochamy i chcemy do nich wciąż wracać, to czemu tych powrotów nie ubarwić? Dobrze odpimpowana gra to doświadczenie innego poziomu. Dla kolekcjonerów, miłośników deluksyfikacji i tych, którzy KS-a nie wspierają, dopóki nie ma pakietu Deluxe All-In – jest to największa gratka.
Dla miłośników samej gry – pewny sposób, by fascynację podtrzymać i wzmocnić. A z pudełka uczynić szkatułkę pełną fikuśnych dobrodziejstw.
Boże, jak ja kocham Arcs! Chyba już czas na kolejną partię, prawda?
Dziękujemy firmie CubicRobin za przekazanie gry do recenzji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony


































