Home | Felietony | Metrowy ludzik przy planszy – czy trzyletnie dziecko nadaje się na Planszówki w Spodku?

Metrowy ludzik przy planszy – czy trzyletnie dziecko nadaje się na Planszówki w Spodku?

❍ Reading Time: 3 minutes

Za nami weekend pełen wrażeń, ponieważ w katowickim Spodku odbyło się kolejne spotkanie pasjonatów planszówek. Oczywiście członkowie naszej redakcji byli obecni na tym wydarzeniu i już podczas jego trwania dzielili się z Wami na Facebooku relacjami z poszczególnych rozgrywek. Natomiast ja do imprezy podeszłam nieco inaczej, bo był to drugi (po tegorocznym Pyrkonie) duży spęd ludzi, w którym uczestniczyło moje niespełna trzyletnie dziecko. 

Wprawdzie do Katowic mam niedaleko, ale całodzienne wycieczki są męczące dla brzdąca, więc wybrałyśmy się do Spodka tylko w sobotę. Mała ma w domu własną kolekcję gier, w które gra według swoich zasad, a do tego kilka regałów „dorosłych” planszówek, więc o zainteresowanie wydarzeniem nie musiałam się martwić. Dzień wcześniej powiedziałam, że jedziemy do miejsca, w którym będzie dużo ludzi i jeszcze więcej gier, których nie mamy, więc będziemy mogły zobaczyć czy też są takie fajne jak nasze. I w zasadzie tyle z przygotowań. 

Do Spodka dotarłyśmy po 11, żeby nie stać w ogromnej kolejce, której spodziewałam się po zeszłorocznych przygodach. Po zaledwie kilku minutach udało nam się wejść. O razu udałyśmy się na główny plac boju, czyli płytę, na której zostały ustawione stoły w liczbie bardzo dużej. Dorwałyśmy jakimś cudem niezajęty jeszcze stolik, przy którym spędziłyśmy kilka kolejnych godzin z przerwami na spacery.  

Jak można się spodziewać, trzylatka nie bardzo interesuje się zasadami, a już w szczególności w miejscu, w którym jest tłum ludzi, hałas i tyle nowych rzeczy, że nawet dorosłemu ciężko się skupić. Jednak podobnie jak w domu, tak i w Spodku najciekawsze było wyciąganie komponentów z pudełek i układanie ich według własnego widzimisię. Tak na stół trafiło kilka gier dla dzieci, takich jak Mistakos: Drabiny, PrzeprowadzkaSuperfarmer Big Box czy Baśniowa gospoda.  

W międzyczasie z dorosłym przeciwnikiem udało mi się zagrać w The Mind i The Game, czyli dwie proste gry liczbowe, których wcześniej nie miałam okazji poznać, chociaż słyszałam, że są fajne i sprytne w swojej prostocie. Myślałam, że pierwsza spodoba mi się bardziej, ale okazało się, że zdecydowanie lepsza była druga. Na większe tytuły w tym momencie nie było szans z powodu aspirującej do miana gracza trzylatki. Ona również polubiła The Game, ponieważ jej trwająca od kilku miesięcy fascynacja cyferkami spowodowała kilkukrotne przeglądanie talii. 

Aby rozprostować nogi wspięłyśmy się na wyżyny widowni i ogarnęłyśmy wzrokiem cały games room. Widok przyjazny wszystkim graczom, ale Małej o wiele bardziej przypadły do gustu długie rzędy krzeseł, wokół których biegała z niewyczerpaną energią. Natomiast podczas zwiedzania stoisk udało się przysiąść do gry Loopin’ Louie. Prosta gra dla dzieci 4+, podczas której musimy trafić w przelatujący samolot, żeby ten nie uderzył w nasze kurczaki. Typowa zręcznościówka dla najmłodszych spodobała się Małej, a w dodatku grała zgodnie z zasadami. 

Udało mi się również rozegrać trzy partie w 7 cudów świata: Architekci, która jest uproszczoną wersją oryginału, ale moim (raczej odosobnionym) zdaniem – lepszą. Z katalogu nowości Naszej Księgarni dowiedziałam się również, że już niedługo pojawią się dwa dodatki do lubianego i uroczego Draftozaura, więc również tę radosną nowinę uczciłam dwoma rozgrywkami, w tym jedną z trzyletnią asystentką, która bardzo poważnie podeszła do chowania w ręce wybranego dinusia tak, aby nikt nie zauważył jego koloru przed czasem. 

Czy warto zabrać malucha na takie wydarzenie? Na pewno. Czy skorzystamy ze wszystkich atrakcji, jakie na nas czekają? Absolutnie nie. Nawet nie próbowałam czytać instrukcji nowości, bo wiedziałam, że nie będę miała czasu w nie zagrać. Oczywiście mogłam podejść do któregoś ze stoisk wydawców i skorzystać z ich tłumaczenia, ale oblegane stoliki postanowiłam zostawić innym. Ja cieszyłam się tym, że Mała wytrwale otwierała kolejne pudełka, pomagała mi podczas grania i stwierdziła, że następnym razem też chce przyjechać. Wychowanie młodego gracza to nie lada wyzwanie, ale czym pionek za młodu nasiąknie tym figurka na starość trąci, więc moja misja trwa. A ja jeszcze zdążę zagrać w te wszystkie nowości. 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*