Galactic Cruise od Portal Games / Kinson Key Games.
Chcieliście dużej gry euro? To się doigraliście.
Oto wielka gra euro, której twórcy zadbali, by nie zabrakło w niej wszystkiego, co lubicie najbardziej. Tory punktacji, tory zasobów, stosy kart, kontenery żetonów, kafelki w kilkunastu rozmiarach i kształtach, a do tego MULTUM. DRÓG. DO ZWYCIĘSTWA! Odpinamy wrotki, odpalamy rakiety i ruszamy na podbój – Kosmos czeka!
Rocket fuel w żyłach
Kinson Key Games swoim debiutem (Delivirus z 2020 r. kurtuazyjnie tu pomijamy…) pokazuje, że branie jeńców nie wchodzi w grę. Galactic Cruise to mocne wejście na planszowy rynek, rozmachem, tematycznością i jakością plasujący się w klasie „premium”. To luksusowo wydana, złożona i bogata (pod wieloma względami gra), ilustrowana przez samego Iana O’Toole’a – nadwornego ilustratora samego Vitala Lacerdy. Do gier Lacerdy jest zresztą GC najczęściej porównywane – i nie bez kozery. Poza oprawą graficzną, grubością żetonów i gabarytami pudełka, gry te łączy silne połączenie mechanizmów z tematem i wysoki poziom złożoności, który jest jednak nieco mitygowany przez wspomnianą tematyczność.
Mamy tu kosmiczną grę o korporacji, oferującej kosmiczne doświadczenia swoim klientom. Będziemy budować wycieczkowe statki kosmiczne, zapełniać je atrakcjami, a następnie reklamować swoje usługi i realizować wycieczki tak, by każdy klient otrzymał dokładnie to, czego pragnie – i więcej.
To gra wielu zależności i wielu współistniejących mechanizmów, z których gracze próbują utkać sobie drogę do zwycięstwa. Centralną mechaniką jest „zwykły” placement workerów – ukosmiczniony połączeniami między polami akcji i mechanizmem wysiudywywania (*wykopywania) innych graczy z rzeczonych pól. Dookoła tego nabudowanych jest mnóstwo systemów: unikatowych segmentów do naszych statków, pozyskiwania pasażerów, zdobywania zasobów, generowania zasobów dostępnych dla wszystkich, zarządzania krzyżującymi się bonusami na naszych planszetkach, tworzeniu połączeń między akcjami, z których za opłatą korzystać będą inni, a także wielu, wielu innych małych pizdryków, które rozkosznie tę grę komplikują. Z każdym mechanizmem bardziej podkreślany jest też temat, co ułatwia zapanowanie nad tym kosmicznym lewiatanem.
Just cruisin’
Jeśli zaglądacie tutaj, to przynajmniej częściowo wiecie już, że nie jest to tytuł dla osób początkujących. Liczba zasad i drobnych niuansów potrafi przytłoczyć już na starcie i mam wrażenie, że satysfakcja z rozgrywki pojawia się dopiero przy drugiej partii, gdy już wiadomo „co i jak”. Pomaga w tym fakt, że planszetki graczy są bardzo czytelne, a pomoc gracza dobrze opisuje wszystkie piktogramy, więc z czasem gra rzeczywiście zaczyna płynąć sprawnie.
Na poziomie tematycznym gra wypada spójnie i klimatycznie. Choć to typowe euro, to poczucie, że zarządza się własną firmą kosmiczną, jest bardzo wyraźne – trzeba zadbać o rakiety, ich załogę, odpowiednie zaopatrzenie w paliwo, żywność czy tlen, a także dopasować atrakcje do wymagań klientów. Dzięki temu czuć, że nie są to suche mechanizmy, ale część większej opowieści.
Sercem gry jest system rozmieszczania i wypychania workerów. Z jednej strony to sprytne rozwiązanie – nikt nie zablokuje Ci na stałe kluczowego pola, bo zawsze możesz kogoś wypchnąć. Z drugiej jednak strony, samo wypchnięcie daje tamtemu graczowi profit, a dodatkowo w sprytnych rękach może posłużyć do „gnębienia” rywali: jeśli gracze umówią się, by nie wypychać Twoich pionków, tracisz cenny ruch na ich odzyskanie. Dla mnie był to momentami element frustrujący – miejsce dla pasywnej złośliwości.
Fly us to the Moon
Gra najlepiej sprawdza się przy trzech i więcej graczach, bo dopiero wtedy widać pełny potencjał tej mechaniki. Na cztery osoby rozgrywka z wytłumaczeniem zasad zajęła nam około pięciu godzin, więc na Galactic Cruise trzeba zarezerwować solidny kawałek wieczoru. Przynajmniej z początku, bo z czasem da się grę okiełznać do racjonalnych 45 minut na gracza.
Pod względem strategii nie ma jednej ścieżki prowadzącej do zwycięstwa. Warto jednak wiedzieć, że pieniądze są w tej grze wiecznie deficytowe. Jeśli od początku nie zadbasz o ich przypływ, to później jest naprawdę ciężko. Ja przypadkowo poszedłem w akcje, które dawały mi dodatkową gotówkę – i to uratowało mi rozgrywkę. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia dobrze zaplanowanego rozsądku.


Świetnym elementem są karty akcji – mogą zapewnić olbrzymie bonusy i tworzyć efektowne kombosy. Ich minusem jest to, że trzeba już dobrze znać grę, by świadomie ocenić, które karty są naprawdę mocne, a które mniej warte uwagi. Pierwsza partia to więc bardziej „zwiedzanie SpaceX” niż realne planowanie biznesu.
Istotną rolę pełnią też zadania – każdy może je wykonać, ale z każdym kolejnym graczem wymagania rosną. Dają one ogromną przewagę, więc planowanie pod ich kątem od samego początku to właściwie klucz do sukcesu. Kto o tym zapomni, ten szybko zostaje w tyle.
Rocketmen
Najbardziej złożoną akcją w grze jest wysyłanie rakiety w kosmos – co tematycznie pasuje do skali wyzwania. To proces wieloetapowy, ale dobrze opisany na planszetce, więc nie gubisz się w detalach. Można zdecydować się na szybki, krótki lot dla natychmiastowego zysku albo postawić na dłuższą trasę, co z kolei blokuje workerów na dłużej – ciekawy jest ten balans ryzyka i nagrody.
Do tego dochodzi element budowania małego silniczka, dzięki odblokowywaniu stałych bonusów na planetach oraz sprytna mechanika wspólnego uzupełniania zasobów: dokładasz surowce do wspólnego składu, dostajesz kasę, a inni mogą z nich korzystać przy ładowaniu swoich rakiet. To dodaje niecodziennego w grach poczucia gospodarki opartej na współzależności.
Regrywalność stoi na dobrym poziomie – losowe ułożenie elementów i różne kombinacje sprawiają, że trudno mieć poczucie, iż gra się wciąż w to samo. Choć faktem jest, że oś gry – budowa i wysyłanie rakiet – pozostaje ta sama. Minusem dla niektórych będzie brak asymetrii w podstawowej wersji – wszyscy startują z takim samym zestawem możliwości. Dodatek Kwatery rozwiązuje ten problem, oferując graczom zmienne Początkowe Ulepszenia.
Interakcji negatywnej praktycznie tu nie ma, poza sytuacjami, gdy ktoś sprzątnie Ci sprzed nosa wymarzone plany budowy rakiety albo zajmie upragniony kontrakt. To jednak dobrze wpisuje się w klimat kosmicznego wyścigu o klienta.
Downtime nie był szczególnie uciążliwy – zazwyczaj można zaplanować swój ruch w trakcie tury innych graczy. Oczywiście, jeśli ktoś za długo kombinuje, tempo partii siada, ale to raczej cecha wszystkich gier o podobnym stopniu złożoności.
Czy możemy w kosmos?
Galactic Cruise to bez wątpienia gra cięższa, wymagająca cierpliwości i drugiej, a może i trzeciej szansy, ale nagradzająca tych, którzy dadzą jej czas. Nie dla początkujących, ale dla fanów euro, którzy lubią złożone decyzje, ekonomiczne napięcia i klimat kosmicznego biznesu – jak najbardziej.
Jest to przy tym gra chirurgicznie wręcz wycyzelowana i przez to: ascetycznie piękna. Warstwa wizualna ma w sobie coś urzekającego – kojącą harmonię, stojącą w zupełnej kontrze do intensywnego móżdżenia, które odchodzi nad planszą. Co szczególnie ważne dla nas, racjonalnie budżetujących graczy, jest to najbliższa lacerdowemu standardowi gra dostępna nad Wisłą. I to w rodzimym języku! Mamy tu fantastyczne inserty i organizery, zawierające nawet zapas miejsca na dodatki. Wszystko wygląda cudnie i dzięki dobrej organizacji, rozkłada i składa się zaskakująco szybko, jak na grę o tej skali.
Dużo dobrego dzieje się w tej grze, jeśli więc Galactic Cruise mieści się w Waszej preferowanej ciężkości – obierzcie kierunek na Kosmos i ruszajcie. Pasażerowie czekają na Wasze orbitalne opowieści!
Zalety:
+ silne połączenie ciekawego tematu z mechanizmami
+ spora zmienność ułożeń początkowych
+ brak dominującej strategii
+ interesujące współzależności i interakcje między graczami
+ fantastyczne wydanie i organizacja komponentów
+ odpowiedni czas na strategizowanie pomiędzy kolejnymi, szybkimi turami
Wady:
– jak każda ciężka gra, wymaga inwestycji czasu – grana z doskoku może frustrować
– wcześnie popełnione błędy (zwłaszcza finansowe) trudno skorygować – co prowadzi do dalszej frustracji
– wypychanie graczy z pól i możliwość budowy Ulepszeń sprawiają, że brak w grze prawdziwej presji, by do niektórych pól lecieć sprintem
– problem uciekającego lidera, który wcześniej od innych wysyła statki w kosmos i potem tylko rośnie w siłę
– nawet po kilku rozgrywkach jest ciut za długa jak na to, co oferuje
Personalizowana mata dzięki uprzejmości fantastycznych Playmaty.pl
Złożoność gry
(8/10):
Oprawa wizualna
(9/10):
Ogólna ocena
(8.5/10):
Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.