Defenders of the Wild 2nd Edition od Outlandish Games.
Gdy nieco ponad dwa lata temu recenzowałem Defenders Of The Wild, byłem pod niemałym wrażeniem. Chwilę wcześniej poznałem Bloc by Bloc: Uprising – obie gry łączy wspólne DNA. Walka z opresją, kooperacja pod presją, trudne decyzje i bolesne straty. Nowa wersja Defenders of the Wild jest naturalną kontynuacją tych tematów i mechanizmów. Tym razem: w odchudzonej, wypolerowanej i rozszerzonej wersji, wraz z nowym dodatkiem Critter Moon. Wracam więc na pola i góry, by znów stawić czoła bezdusznym maszynom i zobaczyć, jakim orężem waleczne zwierzaki dysponują tym razem.
Natura vs. Maszyny – sequel
Druga edycja Defenders of the Wild to nadal kooperacyjna gra, w której zwierzęce frakcje zwalczają zanieczyszczenia z fabryk i niebezpieczne mechy w swoich naturalnych środowiskach. Warunkiem zwycięstwa jest zbudowanie sieci zwierzęcych obozowisk – każdy gracz, który tego dokona, może „uciec” z planszy, infiltrując centralny rdzeń. Żeby tego dokonać, niezbędne będzie przeprowadzanie dywersyjnych akcji jak zabijanie mechów, usuwanie zanieczyszczeń czy niszczenie ścian stawianych przez maszyny. Te działania generują Wsparcie, niezbędne do dalszej rozbudowy. Gra nie znosi więc bezczynności – aby wygrać, gracze muszą nieustannie stawiać czoła zagrożeniom.
Zainteresowanych szerszym omówieniem centralnych mechanizmów DotW, zapraszam do mojej poprzedniej recenzji. Tu skupię się na tym, co nowe, lepsze i inne. Bo z pozoru gra nie różni się wiele – ale całościowo zmiany składają się na grę, która ma wciąż to samo serce, tym razem bijące jednak w nieco innym otoczeniu.
Def_wild_2.0
Zasad jest mniej, a niektóre mechanizmy zostały połączone lub zredukowane, by upłynnić i uprościć rozgrywkę. Całość zasad zamyka się w 16 bogato ilustrowanych stronach. Przekalibrowano akcje i umiejętności tytułowych Obrońców, co dynamizuje i nieco skraca rozgrywkę. Przegraną zwiastują niemożność dołożenia na planszę jednego z komponentów maszynowych – lub śmierć dwóch Obrońców z tej samej frakcji.
Zmienił się system budowy Fabryk – z kafli na drewniane wieże – i rozprzestrzeniania zanieczyszczeń – z nową talią kart Fabryki. Nasi dymiący oponenci zyskują nieco osobowości dzięki rozbudowanym, choć czytelnym i rzeczowym akcjom na kartach.
Upgrade przeszły też mechy. Zniknął podział na Snajperów i Łowców: każdy mech strzela również z dystansu, każdy może ruszyć w pogoń za graczem. Jest więc mniej filozofowania, a więcej czystej kalkulacji zagrożenia.
Pojawiły się też nowe żetony „zalesiania”, dające bonus lub umożliwiając dobranie karty. Mamy nową, bardzo grubą ramkę dookoła planszy i równie gruby, 10-milimetrowy rdzeń centralny, co poprawia obsługę i daje grze wyjątkowej prezencji stołowej.
Odcinając nieco tłuszczyku, gra zyskała na tempie, mniej czasu spędzamy na obsłudze, a więcej na zabawie. W oryginalnej wersji nie miałem poczucia, że gra wymaga uproszczeń. Teraz widzę jednak, gdy np. wymagany jest reset maszyny, że dało się to samo serce opisać mniejszą liczbą zasad i słów. A smakowite zmiany, jak żetony zalesiania, skalowana trudność czy pogrubiona ramka wokół planszy tylko wzmacniają uczucie, że to Defenders Of The Wild, wersja Def…initywna.
W skrócie – jest to po prostu lepsza i nieco pełniejsza wersja tego, co już znamy i lubimy.
I jest to nadal ta sama, diabelsko brutalna gra, która nie odpuści nam nawet jednej, źle zaplanowanej tury.
Pełnia księżyca nad fabrykami
Nowością zupełną, poza ogólnymi udoskonaleniami typu „komfort życia”, jest dodatek: Critter Moon.
I ten uderza dokładnie tam, gdzie gracze lubią najbardziej: w jeszcze większą różnorodność i jeszcze większą asymetrię. Oto bowiem otrzymujemy osiem nowych postaci, którymi jeszcze bardziej możemy urozmaicić sobie grę i rozbudować strategiczny wokabularz.
Każda z czterech frakcji otrzymuje również nowy żeton, odpalający niedostępną wcześniej zdolność: przesuwanie Zanieczyszczeń czy mecha do sąsiedniej lokalizacji, wymianę przedmiotu z innym graczem czy relokację innego gracza. To rzecz niemal bezobsługowa – w sensie, że nie trzeba się tu niczego uczyć, moce są zrozumiałe i ciekawe, czyli da się je wprowadzić nawet w pierwszej rozgrywce. Zużytą moc łatwo też odzyskać – budując kolejny obóz.

Oczywiście tym, co najbardziej nas kusi, to nowe postaci. Niewielkie pudełko Critter Moon zawiera 8 nowych Organizerów i 6 kart Obrońców dla każdego z nich. Każdy taki Organizer to trzy zdolności, którymi możemy się pobawić w grze, odpalając je po odkryciu karty lub korzystając z nich przez całą turę.
Wśród nowości znajdziemy np. możliwość usunięcia mecha kosztem 1 Zanieczyszczenia na Torze Toksyn, leczenie i zyskiwanie wsparcia w lesie, niszczenie sąsiednich mechów podczas pobytu w górach i sporo innych. W grze, w której 12 kart definiuje nasze możliwości na całą partię, Critter Moon daje nam niemal drugie tyle kart, co gra podstawowa.
Znacie mnie – jestem zawsze łasy na dodatki, rozszerzenia i „więcej wszystkiego”. Cieszy mnie więc niezmiernie, że gra wraca nie tylko w nowej wersji, ale też z „młodszym bratem”. Tęskniłem do tej gry, choć cały czas była w kolekcji. Może podświadomie czekałem na jakiś impuls, by ocknąć się w zalewie nowości i wrócić do tego świata – paradoksalnie, również za sprawą nowości. Ta Druga Edycja jest w pełni uzasadniona, przygotowana z szacunkiem do oryginału i otwierająca się na nowych graczy. Dla starych wyjadaczy magnesem będzie dodatek, który pozwoli jeszcze raz przemyśleć wyrobione wcześniej strategie.
Zapraszamy do przyłączenia się do rebelii
Mimo polerowania i usprawnień, Defenders to wciąż gra mocno przeciągająca graczy przez błoto. Zagrożenie jest wszędzie i nieustannie się namnaża, a nasze środki są nieustannie niewystarczające. Chaotyczne wałęsanie się po mapie, bez planu i bez wsparcia, to przepis na szybką przegraną. Nawet z nowymi Organizerami, gra wymaga ścisłej kooperacji między wszystkimi grającymi – inaczej maszyny przejdą po zwierzakach i zmiażdżą je stalowym, ziejącym toksyną butem.
Defenders of the Wild z dodatkiem Critter Moon to potężny duet. Poprawiona, usprawniona i odchudzona gra pozwala jeszcze bardziej skupić się na swoim głównym przekazie. Z jakiegoś powodu ta opowieść o walce Dawidów z Goliatami jest mi szczególnie bliska. Może teraz, bardziej niż kedykolwiek, metaforyczne zwierzątka walczące z metaforycznym zanieczyszczeniem są nam bardziej potrzebne, niż kiedykolwiek? Może ta, z pozoru abstrakcyjna historia mówi o czymś większym, ważniejszym, bardziej na czasie?
Kampania gry na Kickstarterze zaczyna się dzisiaj.
Dziękujemy firmie Outlandish Games za przekazanie gry do recenzji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony






























