Jisogi od Esper Game Studio.
Osobista trauma to niełatwy temat do przetrawienia. Jak się okazuje – może jednak być świetnym pomysłem na grę! Jak bowiem lepiej przepracować pracowniczy ból i frustrację, niż w planszowej postaci, prawda?
Rodrigo Esper, bazując na doświadczeniach z wydawniczego świata, stworzył więc Jisogi: Anime Studio Tycoon. Grę o tym, jak wiązać koniec z końcem dzięki wyczerpanej ekipie i seryjnym, nawarstwiającym się kredytom. To nie opowieść o tytułowym magnacie – a raczej o mrzonce, o magnackich marzeniach. Ale marzyć jeszcze nikt nam nie zabronił. Sprawdźmy więc, jak pójdzie nam realizacja snu o prężnie działającym wydawnictwie!
Na początku był kryzys
Pracownicy przychodzą do pracy niewyspani i chyba głodni. Od pewnego czasu słabo śpią i słabo jedzą, bo wypłaty – o ile w ogóle są – spóźniają się notorycznie. Sytuacja wydawnictwa jest dramatyczna. Pieniędzy brakuje na wszystko. Duch walki podupada. Cała nadzieja w kreatywności, kreatywnej księgowości i… przewidywaniu trendów.
Jisogi to w dużej mierze gra o dysponowaniu bardzo ograniczonymi zasobami. Ludzkimi i nie tylko. Nasi wymęczeni scenarzyści, artyści, producenci i reżyserzy – pełniący rolę workerów w lokalnym worker placemencie – będą snuć się bez energii po planszy, realizując swoje zadania. Tak jak im brakuje energii, tak nam będzie brakować pieniędzy, hype’u i pomysłów na kolejne wydawnictwa. Ale krok po kroku, kredyt za kredytem, uciułamy w końcu materiał na nasze następne anime. Wydamy je, zbierzemy zasłużone gratulacje, laury i wynagrodzenie, a następnie… zaczniemy ten proces od nowa.
Z małą przerwą na spłatę kredytu, ma się rozumieć.
Później było słowo
Jisogi: Anime Studio Tycoon lepiej opisywać od strony tematycznej, niż mechanicznej. Bo mechaniczny silnik gry składa się z zębatek i przekładni raczej powszechnie znanych i sprawdzonych. Ale za to cała oprawa tematyczna i wizualna wynoszą grę na zupełnie inny poziom zachwytu i immersji.
Nasz startowy team (dosłownie nazwani Martwymii Od Środka) to pracownicy zmęczeni życiem, styrani pracą i spragnieni snu. Lub dużych ilości kawy. W trakcie rozgrywki możemy ich litościwie odciążyć – zatrudniając nowych pracowników: genki (jap. zdrowych, witalnych) za pieniądze, których zapewne JESZCZE nie mamy! – lub nie mniej litościwie awansować, dając im niejako drugie życie. I rodzi się tu zadziorny dylemat: czy poszerzać kadrę, zyskując dodatkowe akcje w każdej rundzie, ale trwoniąc środki na wynagrodzenia, czy może doskonalić już posiadanych pracowników, oszczędzając budżet? Każdy pracownik jest tu też wąsko wyspecjalizowany, co otwiera mu dostęp do konkretnych akcji na planszy. Tylko dyrektorowie są uniwersalni i mile widziany na każdym polu.
Każda postać w grze to małe dzieło sztuki – podobnie jak każda karta trendu. Jisogi z jednej strony ocieka intensywnie zarysowanym, bogato ilustrowanym tematem, a z drugiej jest absolutnie czytelna i przejrzysta. To niemałe osiągnięcie, bo łatwo było tu skręcić w stronę przesytu. Ikonografia jest jednak wysublimowana i wyrazista, użyte kolory kontrastowe, a cała intensywność anime została skutecznie ujarzmiona. Co nie znaczy, że jej tu brakuje – gra ani na moment nie pozwala nam zapomnieć, co jest naszym głównym tematem.
A na końcu… był obraz!
Jisogi odrobinę przypomina mi ukochane Viticulture. Głównie w tym, jak sekwencyjne i cykliczne są nasze działania. Zatrudniamy pracowników, „piszemy” scenariusz, animujemy, publikujemy i powtarzamy proces. Zupełnie jak sadzenie winorośli, zbiory, udeptywanie w kadziach i wysyłanie do klientów, prawda?
W żadnym jednak momencie ta powtarzalność nie popada w nudę. Sytuacja nieustannie się zmienia dzięki rotującym trendom, 60 fragmentom scenariusza czekających na najdziwniejsze połączenia (post-apokaliptyczna opowieść z duchem przodków, oferującym staromodne porady randkowe?), rotującym kartom Okazji (które wzbogacają możliwości punktowania za nasze publikacje) czy w końcu kartom Networkingu, które (niczym karty Intrygi w Diunie: Imperium) potrafią zboostować niejedną akcję i dać nam nagłą przewagę nad konkurencją. Jisogi to precyzyjnie utkana sieć połączeń, szans i korzyści. Będziemy się w niej czasem plątać, ale o wiele częściej odnajdziemy w niej pomysłowy sposób na to, by wykorzystać sytuację na rynku i wyskoczyć przed innych graczy widowiskową woltą.
Bo opublikowanie anime wpisującego się w aktualny trend jest bardzo satysfakcjonujące i korzystne. Ale połączenie trendu z odpowiednio dobranymi pracownikami naszego studio, przy jednoczesnym wykorzystaniu Okazji i doprawienie publikacji smakowitą kartą Networkingu – to już satysfakcja niemalże astralna.
Nie mówiąc tu o radości z pięknie wydanego anime!
To się Gutenbergowi nie śniło
Nie ma co ukrywać mojego zachwytu. Jisogi: Anime Studio Tycoon olśniewa widowiskową, rzadko spotykaną oprawą i urzeka świeżym podejściem do worker placementu. Gra w niebywale angażujący sposób splata ze sobą budowę teamu pracowników, zbieranie idealnego zestawu scenariuszowego pod kątem trendów i wykorzystanie Okazji i Networkingu, by dodatkowo zboostować swój wynik. Owszem, kalkulacje wokół zdobywanej Popularności są trochę zbyt matematyczne jak na mój gust (punkty za pasujące gatunki, bonusy pracownicze, Okazje, żetony na trendach, użyty hype, poziom animacji… sporo tu dodawania!), ale w ogólnym obrazie gry jest to detal. Nowa wersja gry, dostępna obecnie na Kickstarterze, rozwiązuje jedyny problem logistyczny gry – wprowadzając planszę trendów i Okazji, zastępującą dwie liche „planszetki” z wersji oryginalnej. Więc nawet na to nie warto obecnie narzekać!
Jeśli ktoś obawia się o zbytnią powtarzalność centralnej pętli wydawniczej, to uspokajam. Gra nie jest o tym, by znajdować nowe sposoby na publikację anime – ta ścieżka zawsze będzie ta sama. Tym, co wprowadza w niej świeżość, to kalejdoskop uwarunkowań, wpływających na ostateczny wynik. Trzeba być czujnym, elastycznym i gotowym na nagłą zmianę kierunku. I gra to umożliwia swoimi mechanizmami – np. fragmenty scenariusza przechowujemy niezobowiązująco i „przyklepujemy” wtedy, kiedy chcemy, nawet tuż przed samą publikacją. Tak samo możemy wykorzystać pojawiających się na rynku pracowników genki, by na ostatniej prostej jeszcze dorobić kilka punktów z ich umiejętności.
Planszowa recepta na wypalenie zawodowe
Być może Jisogi nie wymyśla koła na nowo, ale maluje je pięknymi kolorami i ozdabia wysmakowanymi ornamentami. To worker placement w wersji na bogato, zarówno w ilustracjach, jak i mechanikach towarzyszących. Gra żyje, oddycha i zmienia się przed naszymi oczami. Jest wymagająca, ale szczodra w satysfakcji. Otwiera przed nami niemal nieograniczoną linię kredytową, z którą spełnimy każde marzenie – ale surowo każe nas za niespłacone pożyczki rosnącymi odsetkami. Stajemy w samym środku dylematu niemal tak ważkiego, jak „mieć czy być”. I siłowanie się z nim daje Jisogi skrzydeł.
To wybitnie tematyczna, niebanalna i przepięknie wydana gra. Jedna z tych nielicznych gier, które rodzą się nie tyle w sercu projektanta, co w jego trzewiach. Podobnie jak fantastyczne Roll Camera!, Jisogi: Anime Studio Tycoon bierze się z prawdziwych, osobistych doświadczeń – i przez to przemawia do mnie na innym poziomie, niż abstrakcyjne historie o dzielnych paladynach, przedsiębiorczych mrówkach czy kolonizacji jądra ziemi. Ktoś zostawił w tej grze ogromny kawałek swojego serca i to widać, i czuć.
Jeśli jeszcze nie macie w swojej kolekcji gry o prowadzeniu teamu Martwych Od Środka pracowników ku chwale i bogactwu – możecie to zmienić podczas trwającej właśnie kampanii.
Jisogi w wersji 1.5 zawiera również alternatywny tryb Pitch Room, który z zarządzania studiem przenosi akcent na kreatywną burzę mózgów! Podczas kampanii kupicie również Eldertide: A Thousand Lights, inną grę studia, opartą o mechanizm pick up and deliver.
Zalety:
+ silnie tematyczna i często przezabawna rozgrywka
+ interesujący balans między wydawaniem, pożyczaniem i zarabianiem pieniędzy
+ wybitne ilustracje i wysmakowany styl graficzny
+ duża zmienność uwarunkowań wpływających na punktację
+ wymagający, nietuzinkowy tryb solo – seria wyzwań o rosnącym poziomie trudności i zmiennych zasadach
Wady:
– sporo matematycznych obliczeń podczas publikacji = okazjonalnie występujący, lekki paraliż
– w pierwotnej wersji – nieco chaotyczna prezencja stołowa, dużo luźnych elementów i kart przesuwanych wokół kartonowych „prowadnic”
– niektórzy pracownicy genki są wyraźnie silniejsi od innych
Playmata dzięki uprzejmości Playmaty.pl
Ogólna ocena
(9/10):









Złożoność gry
(6/10):









Oprawa wizualna
(9/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Gra tak dobra, że chce się ją polecać, zachwycać nią i głosić jej zalety. Jedna z najlepszych w swojej kategorii, której wstyd nie znać. Może mieć niewielkie wady, ale nic, co by realnie wpływało negatywnie na jej odbiór.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony






















