Home / Katalog gier / Gry rodzinne / RA – Bo to dobRA gRA była…

RA – Bo to dobRA gRA była…

Muszę przyznać, że jestem niezwykle sentymentalną osobą. W świecie planszówek darzę wielkim sentymentem Reinera Knizię, który jak wiadomo płodnym twórcą jest. Na początku swej drogi miałam styczność z kilkoma jego grami i rach ciach, można by powiedzieć „za-ko-cha-łam-się”. Łykam niemal wszystko co wychodzi z połączenia pomyślunku i doświadczenia kolegi po fachu (w końcu mat-fiz zobowiązuje ;), acz nie bezkrytycznie. Zdarzają mu się wpadki, odgrzewanie kotletów i odcinanie kuponów od sprawdzonych mechanizmów. Ale przede wszystkim zdarzają mu się gry genialne, ze szczególnym uwzględnieniem tych genialnych również w swej prostocie.

RA jest grą licytacyjną rozgrywającą się w świecie egipskich piasków, wylewów Nilu i geometrycznej prostoty kształtu. To, co urzeka od samego wejrzenia w pudełko wielkości „Thurn und Taxis” to pastele. Morze pasteli! Ale po kolei.

W grze występuje:

– jak to u Knizii, na oko pół miliona żetonów (żetony Egiptu, boga Ra oraz tabliczki z punktami);

– mała plansza, która ułatwia liczenie elementów, podgląd zasad punktacji i … nic poza tym. Jak się zgubi tragedii nie będzie;

– płócienny woreczek, z którego rzadko korzystam, gdyż trudno w nim zamieszać żetony nawet tak małą kobiecą rączką jak moja;

– i absolutny hit – drewniane słoneczka ponumerowane od 1-16 oraz figurka tytułowego boga Ra (jeden kolega gra tylko ze względu na tę figurkę. No cóż, powody do pielęgnowania naszego hobby mogą być doprawdy różne…).

Figurka Ra to to niebieskie cuś w woreczku

GeneRAlnie

Historia rozwoju Egiptu, poprzez trzy wielkie epoki Starego, Średniego i Nowego Państwa została zgrabnie zamieniona na zdobywanie żetonów poprzez wygrywanie licytacji słoneczkami i układanie ich w odpowiednie zestawy. Oczywiście przełożenia mechaniki na story nie ma tu żadnego, ale osobiście w ogóle mi to nie przeszkadza.

Różne dziedziny życia śmiesznie obciętych starożytnych Egipcjan są reprezentowane przez: faraonów, bogów, Nil płynący i wylewający, rozwój cywilizacyjny (religia, rolnictwo, sztuka, piśmiennictwo i astronomia), złoto, oraz monumenty – architektoniczne dziedzictwo kraju. Innymi słowy, są reprezentowane przez kupę kolorowych tekturowych kwadratów. Grafiki na żetonach są mocno uproszczone, ale sprawiają przemiłe dla oka wrażenie. Jasna kolorystyka, banalna kreska oraz proste kształty sprawiają, że wszystko wydaje się naprawdę takie… egipskie. Do pełni szczęścia brakuje tylko garści piasku w pudełku.

Każdy rodzaj żetonów punktuje na inny sposób. Jedne przyniosą nam punkty, jeśli będziemy posiadać ich najwięcej spośród wszystkich graczy. Inne zaś cieszą serce jeśli będą się powtarzać w odpowiedniej ilości lub wręcz przeciwnie – różnić (przykładowo, żetony rozwoju przynoszą punkty tylko jeśli posiadamy przynajmniej po jednym z 3 dziedzin).

Za 4 rodzaje żetonów rozwoju gracz zgarnia już 10pkt.

Punktacje przeprowadzamy na końcu każdej epoki, a gra składa się, jak już wcześniej wspomniałam, z trzech. Epoki, czyli po swojsku „rundy” przebiegają technicznie w taki sam sposób. Gracz w swym ruchu może wykonać jedno z poniższych:

a) dociągnąć żeton z woreczka/stosiku/pudełka/wiaderka/kapelusza itp.

b) zagrać żeton(y) bogów

c) przywołać samego Ra

Ad.a)

Wszystkie dociągane żetony Egiptu lądują na dolnej części planszy a żetony boga Ra na górnej, przy czym ta druga sytuacja inicjuje licytację

Ad.b)

Żetony bogów pozwalają wziąć z planszy dowolne żetony egipskie bez zgarniania całej puli

Ad.c)

Z własnej nieprzymuszonej woli rozpoczynamy licytację

Licytacja, czyli Ra rządzi

Jeśli myślicie, że o licytacjach wiecie już wszystko to jesteście w błędzie. Jeśli sądzicie, że coś nowego w licytacji musi być przekombinowane to też jesteście w błędzie. Jeśli w Waszej opinii licytacja to już wyeksploatowany temat to… od razu idźcie grać w Ryzyko bo popełniać tyle błędów to aż wstyd.

Gracz, który zainicjował licytację dociągnięciem żetonu Ra bądź celowym przywołaniem boga otrzymuje figurkę (wbrew pozorom nie wcale zbędny gadżet, bo łatwo pomylić przy tej okazji kolejność graczy) a gracz siedzący po jego lewej stawia jedno ze swoich słoneczek do walki. Stawia lub nie. Gracze przebijają lub pasują w kolejności usadzenia i robią to tylko raz. Jako ostatni licytuje gracz Ra. Kto poświęcił najwyższe słoneczko ten… Bingo! Wygrywa licytację. Kluczem do zabawy jest licytowanie zarówno całej puli żetonów ułożonych w dolnej części planszy jak i słoneczka, które znajduje się w jej centrum. A jest to słoneczko, którym wygrano poprzednią licytację. Zwycięzca zgarnia zatem zarówno przedmiot licytacji jak i jej narzędzie. Na początku gry nad Egiptem świeci najsłabsze słoneczko, o nominale „1”, więc ten, kto wygra pierwszą licytację zyska słaby oręż do walki w przyszłej epoce. Wszystkie bowiem słoneczka wygrywane w ten sposób odwracamy nominałem do dołu i możemy z nich korzystać dopiero w przyszłej rundzie.

Tyle słońca w całym... Egipcie la la la

Na jakie decyzje naraża nas ten podwójny aspekt licytacji?

Po pierwsze, w każdej rundzie dysponujemy 3 lub 4 słoneczkami (zależnie od liczby graczy), z czego wniosek, że maksymalnie tylko tyle razy będziemy mogli zgarnąć pulę. Po drugie, musimy oceniać zarówno żetony jak i słoneczka, starając się dla siebie a nie pozwalając przeciwnikom tanim kosztem zdobywać nawet pojedynczych żetonów mocnych dla posiadanych układów  lub wręcz samych mocnych słoneczek (zdarza się, że licytujemy jedynie słoneczko). Po trzecie, w każdym momencie gry gracz posiadający aktualnie najwyżej nominowane słoneczko będzie dążył do powiększania puli żetonów Egiptu na planszy. Pozostali gracze powinni do tego nie dopuścić i przerwać dokładanie żetonów licytacją. Jednakże specjalne zasady pasowania sprawiają, że nie można tego zrobić zbyt wcześnie aby nie być zmuszonym do poświęcenia słoneczka za niską wartość żetonów.

Reasumując ten rozdział, w grze występuje kilka niuansów, które świetnie balansują decyzyjność i opłacalność różnych posunięć. Po prostu świetnie…!

Niuans nieco większy – katastrofy

Wśród 180 żetonów znajduje się 10 o znaczeniu negatywnym. To żetony katastrof, które wzięte wymagają aby gracz natychmiast odrzucił 2 żetony z odpowiadającej im dziedziny, np. pogrzeb faraona niweluje 2 żetony faraonów, a trzęsienie ziemi niszczy nasze 2 monumenty. Zależnie od momentu w grze i układów jakie już posiadamy w swoich państwach katastrofy mogą nam wyrządzić większą lub mniejszą szkodę, zazwyczaj jednak diametralnie zmieniają nas stosunek do całej puli, która nagle staje się atrakcyjna dla zupełnie innego gracza. 10 żetonów wydaje się małą liczbą, ale w toku rozgrywki okazuje się w zupełności wystarczającą. Zbyt duża ich ilość spowodowałaby natomiast częste „resetowanie” puli, kiedy to żetony po nieudanej licytacji trafiają w całości zamiast do gracza to do pudełka.

Katastrofa suszy pożera wpierw "wylewy Nilu", bez których w ogóle nie podlicza się żetonów rzeki. Tym samym 7 pkt. w plecy.

ZbieRAnie punktów

Epoka dobiega końca w momencie, gdy wszyscy gracze pozbędą się słoneczek lub gdy tor boga Ra w górnej części planszy się zapełni. Przy czym, ostatni bóg na torze nie odpala już licytacji, co wprowadza ciekawy element ryzyka pt. „czy zdążę?”. Po każdej epoce następuje liczenie punktów, acz niektóre żetony punktują jedynie na końcu gry (tak samo zdobyte w trzeciej epoce słoneczka. R.Knizia – cytat zmyślony: Czwartej przecież nie będzie a dobrze by było by nadal opłacało się je licytować, ja ja… – koniec cytatu). Ponadto, jedne żetony po zliczeniu wracają do pudełka a inne nadal kolekcjonujemy zwiększając swój dorobek.

Taki układ monumentów wart jest dużo. Ale podliczamy je tylko na końcu gry.

Co do samych zasad punktowania, wspomnianych przeze mnie już nieco wcześniej, także istnieją małe zasadki uatrakcyjniające ten prosty z pozoru system. Ja ja…!

RAz nie wystarczy

Trzeba przyznać, iż mimo swej prostoty tej gry trzeba się nauczyć. Pierwsza rozgrywka to w zasadzie nauka punktowania i licytacji gdyż ta przebiega na początku totalnie po omacku. Brak wyczucia oraz pomyłki co i na jakich zasadach zbierać to pierwsze spotkanie z Ra. Dlatego dopiero od drugiej, trzeciej rozgrywki zaczynamy naprawdę czerpać z niej przyjemność jak chłodną wolę z Nilu… (zaraz mi ktoś napisze, że Nil w dawnych czasach miał średnią temperaturę 85 stopni i gotowały się w nim kijanki). Ponadto, z czasem zaczniemy dostrzegać coraz więcej możliwości: „…wymuszania na przeciwnikach składania ofert, blefowania, oszacowania wartości wystawionych zestawów, blokowania innych graczy. […] Każda z trzech epok jest inna, gdyż mamy inne priorytety, inne słońca do licytowania. Porównanie Razzii jako tańszego odpowiednika także jest trochę na wyrost. Przede wszystkim wykonanie jest znacznie gorsze, a po drugie nie ma żetonów katastrof, które znacznie wpływają na rozgrywkę. […] nie wszystko co licytujemy ma równą wartość, ale to jest właśnie NAJWIĘKSZA zaleta tej gry. Płytka ma różną wartość w zależności od epoki, w której możemy ją nabyć…” Cytat niezmyślony, z jednego z komentarzy do gry. Nic dodać nic ująć. No, trochę wycięłam, ale i tak były to same pochwały.

PaRAmi czy nie?

Okazuje się, że matematyka i statystyka pomagają grze w naturalny sposób. Żetonów boga Ra jest w sumie 30, co daje 3 pełne rundy dla 5 graczy (górny tor skraca się wraz z mniejszą ilością grających). Najczęściej więc, w pierwszej epoce żetony wychodzą gęsto i co rusz. Trudno tym samym uzbierać dużą pulę u dołu planszy. Z każdą rundą jest ich jednak mniej (na koniec epoki lądują bowiem w pudełku a nie z powrotem w grze) więc i częstotliwość ich pojawiania się zmniejsza. Tak więc, epoki mimo iż technicznie identyczne różnią się od siebie i należy o tej statystycznej prawidłowości pamiętać aby dobrze zaplanować pozbywanie się słoneczek. W ostatniej epoce pule do wzięcia bywają bowiem z reguły największe.

Nie ma tej sytuacji przy 2-3 graczach, gdyż limit Ra u góry planszy jest wtedy stosunkowo mały i Ra wychodzą w czasie gry jak chcą i kiedy chcą (czytaj: w zależności jak dokładnie Ryszard wymieszał żetony).

Co jednak ciekawe, Ra to nieliczna gra licytacyjna, w którą z powodzeniem można właśnie grywać w parze. Wtedy cała odpowiedzialność za umiejętne blokowanie dolnej puli spoczywa zawsze na tym „drugim”, pojedynek jest zacięty acz brak już w nim rozmachu i piękna rozbuchanej licytacji i czekania na swoją kolej. Jeśli więc chcecie grać we dwójkę to proszę bardzo, jest przyjemnie, ale na pewno Egipt piękniej się rozwija przy większej widowni (i wcale nie piszę tego dlatego, że jeden z takich pojedynków skończył się wynikiem 23:62… nie dla mnie).

Egipt mlekiem i miodem płynący...

Egipt mlekiem i miodem płynący...

R(e)Asumując

Jedyną wadą gry, której jednak przy takim a nie innym rozwiązaniu licytacji nie da się uniknąć, to fakt, że osoba/osoby które najwcześniej pozbędą się swoich słoneczek muszą po prostu czekać aż reszta graczy też dokończy rundę. Nie trwa to jednak długo (chyba, że naprawdę jakaś gorąca głowa licytuje od samego początku wszystko co popadnie) a i nie zauważyłam by ktoś w tym czasie się nudził. Najśmieszniej, gdy zostaje jeden gracz i reszta kibicuje mu aby wyciągnął katastrofę lub nie zdążył zebrać puli przed ostatnim żetonem Ra.

Jeśli jesteś więc fanem Knizii i/lub gier licytacyjnych to RA na pewno ci się spodoba. Mnie porwało od samego początku. Jeśli nie jesteś – zagraj u Kolegi (swoją drogą, chciałabym go wreszcie poznać, wszyscy u niego grają!) najlepiej kilka razy. Powąchaj grubą tekturę żetonów, naciesz oczy pastelami, pomacaj słoneczka…

Pracownicy wydawnictwa G3 najpewniej tak zrobili i zdecydowali się na dystrybucję tej gry z 1999r. Bo to po prostu bardzo dobra gra była.

Sponsorami dzisiejszego odcinka były słowa „słoneczko” i „pula”.

Na plus:

– prosta sprytna mechanika licytacji, z podwójnym aspektem równoczesnego licytowania żetonów i słoneczek (czyli zdobyczy punktowych i narzędzi licytacji)

– porządne i klimatyczne wykonanie

– akuratne pudełko (choć wypraska już mniej)

– jasna instrukcja, bez niedomówień

– matematyka na poziomie dodawania do 50

– czas: do godziny w pełnej obsadzie

– możliwość gry w 2 osoby

Na ewentualny minus:

– brak przełożenia mechaniki na temat

-(czasem) czekanie na skończenie rundy przez innych graczy

– cena (ok. 140zł)

folko (4+/5) – Niestety grałem tylko raz, po kilku ocena może się zmienić, ale ta jedna partia była dla mnie bardzo przyjemna. Ra to Knizia w wysokiej formie. Z jednej strony gra jest abstrakcyjna (chociaż graficznie jest przepiękna i klimatyczna), z drugiej zasady są proste, schludne, przemyślane. Prosta licytacja + punktacja za różne układy dają sporo możliwości… naprawdę polecam.

Ogólna ocena (5/5):

Złożoność gry (2/5):

Oprawa wizualna (4/5):

Dziękujemy firmie G3 za przekazanie gry do recenzji.

26 komentarzy

  1. dużo informacji +
    lubię recenzje dłuższe niż instrukcja do gry ;)

  2. Nie wiadomo kto bardziej zasługuje na „dychę” autor gry czy autorka recenzji ;-)

    co do Razzi -> przy oczywiście gorszym wykonaniu i braku żetonów katastrof to w dalszym ciągu bardzo dobra giera, a sporo tańsza ;-) (jeżeli budżet jest ograniczeniem, to bym nie skreślał) ;-)))

  3. A ja Razzię bardzo nie polecam :-)

  4. Recenzja jak zwykle świetna, ale najlepszym akcentem są zdjęcia z kobiecą pomalowaną dłonią – miła odmiana od zarośniętej pozostałem części redakcji ;).

  5. Mi RA bardzo się podoba. Nie jest to może jakaś genialna gra, ale zdecydowanie dobra i zawsze chętnie zagram. Bardzo słuszna uwaga w recenzji, że należy zagrać kilka razy, żeby poczuć co jest ile warte i jak należy grać, żeby wygrać. To jest akurat ten typ gry, gdzie pierwsze wrażenia mogą być mylące.
    Ogólna ocena: 4/5

  6. Don Simon- masz na myśli ,,zarośnięte” dłonie?

    Słyszałem kiedyś, że od częstego międlenia kart rosną włosy między palcami.

  7. Gratuluję Moniko;) świetna robota! co do samej gry to podpisuję się pod wysoką klasą choć ja osobiście jestem z tego wąskiego grona osób, które wolą Razzię. jest szybsza, mobilniejsza i zachowuje wszystkie najlepsze cechy Ra a do tego jest bardziej intuicyjna(ocena moich mniej planszowych znajomych). katastrofy jak dla mnie nie zmieniają zbyt wiele, bez nich mi lepiej. dla mnie Ra 8/10, Razzia! 9/10.

  8. Ja akurat uważam, że Razzia jest dużo uboższą siostrą Ra. Nie tylko chodzi o brak katastrof (a to wyraźnie zuboża grę), ale przede wszystkim o ilość żetonów/kart. W Razzi wszystkiego jest ze 2/3 tego, co w Ra. Więc na końcu mamy dużo mniej wyłożonych żetonów przed sobą, dużo mniej możliwości punktowania, gra jest zdecydowanie bardziej podatna na los i nie daje takiej satysfakcji, jak Ra.

  9. Mam małe déjà vu. Dyskusję co jest lepsze: Ra czy Razzia!, chyba czytałem ostatnio na forum. Przebiegała dokładnie tak samo i geko chyba mówił dokładnie to samo :).

  10. Tak jest, tylko tu przypomniałem w dwóch zdaniach, co myślę, bo akurat taka opinia pod recenzją może się komuś przydać. Ale dyskusji ponownie toczyć nie zamierzam.

  11. Ja w Razzię nie grałam i osobiście się do niej w recenzji nie odniosłam. jako jednak zawsze przywoływany temat postanowiłam zachować zdanie o niej w cytowanym komentarzu. mogę tylko powiedzieć, że tematycznie na pewno RA mi bardziej odpowiada.

  12. dawno bardzo nie gralem ale mam bardzo silne wrazenie ze zaden zeton nigdy nie wraca do woreczka, tylko wylatuja do pudelka. kolejne epoki NIE sa wiec statystycznie dluzsze.

    razzia – gorsze wykonanie, brak katastrof (pomijalne), tematyka ktora dla odmiany pasuje do gry w przeciwienstwie tej egipskiej. tyle ze karcianka wiec organoleptyczne wrazenia gorsze.

  13. Co do samej gry się nie wypowiem bo jeszcze nie grałem ale jeśli chodzi o wykonanie to mogę powiedzieć, że właśnie dla niego kupiłem tę grę oglądając fotki na BGG. Te wszystkie żetony są prześliczne. Nawet gdyby Razzia była dokładnie tym samym w kwestii mechaniki to i tak sto razy wolałbym dopłacić drugie tyle i kupić RA. I mówi to osoba, która uważa, że najważniejsza jest mechanika a wykonanie to sprawa drugorzędna. Co ciekawe zauważyłem pewną regułę – na wykonanie nie zwracam uwagi tak długo jak nie mam go z czym porównać. Czyli nowa gra może być najbrzydsza na świecie ale jeśli ma super mechanikę to pewnie ją kupię. Ale gdy wychodzi nowa edycja jakiejś gry i jest wydana gorzej niż stara to dopiero wtedy zaczyna mi to przeszkadzać, i wtedy albo tej gry nie kupię albo będę się starał zdobyć nawet większym kosztem ale to stare wydanie. Dla przykładu po tym jak widziałem na BGG jak ślicznie wygląda edycja Mayfair Tygrysa wiedziałem już że na pewno polskiej wersji nie kupię. Mimo, że gra dokładnie ta sama, wyobrażam sobie, że jakbym grał w wersję Lacerty pół przyjemności z gry by odeszło ze względu na brzydszą wg mnie grafikę. Tak samo nowe wydanie Cywilizacji do TtA. No i dokładnie tak samo Ra do Razzii. Co ciekawe nowe wydanie Acquire, które kupiłem mnie nie razi (w przeciwieństwie do wielu osób) dlatego właśnie, że było pierwszym jakie widziałem. Wy też tak macie?

  14. Zabawne, bo mi wykonanie Razzii zupełnie nie przeszkadzało. Nawet bardzo mi się podobało, że jest taka tania. Razzię zresztą poznałem wcześniej. Potem poznałem RA i żałowałem, że w Razzi wywalono katastrofy oraz 1/3 żetonów i możliwości punktowania. Ale, co dalej zabawne, jakoś szkoda mi pieniędzy na grę licytacyjną za ponad 100 zł i nie kupiłem Ra.

  15. Heh, trochę tak to zabrzmiało Geko jakby mechanika licytacji nie była równorzędna albo nawet i była gorsza od innych mechanik. „Na grę z worker placement to mogę wydać ponad 100 zł ale na grę licytacyjną trochę głupio.” ;)

  16. [bazik]
    gdziś napisałam, że żetony wracają do woreczka?
    kolejne epoki są dłuższe, bo coraz rzadziej wyciągamy żetony Ra, któych z każdą epoką w woreczku właśnie ubywa.
    chociaż to tylko statystyka. np. podczas dzisiejszej rozgrywki w I epoce Ra prawie w ogóle nie wychodziło i skończyliśmy słoneczkami (Ryszard źle wymieszał żetony ;)

  17. Bartek, bo to jest trochę zabawne, tak jak napisałem. Ale z drugiej strony to całkiem normalne. Ra to dobra gra licytacyjna, taka na godzinkę, zbyt często w nią się nie chce grać. Za 50-70 zł bym kupił, za ponad 100 zł wolę coś konkretniejszego. Po prostu.

  18. Nie no, teraz rozumiem. Po prostu się nie precyzyjnie wyraziłeś – z Twojego poprzedniego posta wynikało, że według Ciebie gra licytacyjna (żadna) nie jest warta 100 zł. Ale jak rozumiem z Twojej ostatniej wypowiedzi chodzi Ci konkretnie o Ra, że nie jest to według Ciebie gra warta 100 zł bo jest na godzinę i wolisz coś konkretniejszego za te pieniądze. Przyznasz, że znaczenie obu postów jest jednak inne. Bo chyba zgodzisz się, że licytacja to mechanika jak każda inna – nie lepsza, nie gorsza. Można z niej zrobić grę słabą ale i wybitną. Pół godzinną ale też i ciężką gamer’s game.

  19. Zgodzi się, zgodzi ;)

  20. re: #17
    1. dawno nie gralem.
    2. jesli zadne zetony nie wracaja do woreczka (tak mi sie wydaje) to statystycznie kazda epoka trwa dokladnie tyle samo. sredni stosunek zetonow ra do innych sie nie zmienia w trakcie gry.

  21. Musiałoby schodzić po 50 żetonów Egiptu w każdej epoce aby ten stosunek 1/6 utrzymać. Czyli kończylibyśmy przy praktycznie pustym woreczku. Z ciekawości będę teraz obserwować ile ich zostaje. Na razie nie zdarzyło się jednak aby zabrakło, czyli jednak zawsze wraz z postępem gry ta proporcja ulega zmianie w stronę rozrzedzenia Ra.

  22. Każda epoka trwa podobnie, ale nie tyle samo. Przecież Ra różnie się losują i to też wpływa na to, czy licytuje się mniejszą ilość żetonów, czy większą i czy się wydłuża epokę, czy skraca.

  23. dlatego napisalem statystycznie. oczywiscie ze jak gracze skroca epoke to trwa krocej. ale nie ma zadnego mechanizmu ktory zmienna dlugosc epok wbudowywalby w gre. niewazne czy na koniec zostanie 1 czy 30 plytek w woreczku, statystycznie kazda epoka trwala tyle samo co poprzednie (tylko w jednym przypadku wszystkie o 10 plytek krocej, a w drugim wszystkie o 10 dluzej)

  24. na stronie G3 nie mogę znaleźć guzika zarejestruj si więc jak to zrobić

  25. G3 ma swój sklep z planszówkami – http://www.gryplanszowe.pl. Tam możesz kupić gry które ta firma dystrybuuje i tam zarejestrujesz się bez problemu. Ale akurat Ra chyba nie ma w tej chwili w ofercie…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Cubitos – Szarlatani w wersji kościanej?

Zacznijmy od okładki. Uważam, że w przypadku Cubitos jest ona całkiem odważna. Przeprowadzona w gronie moich bliższych, dalszych i najbliższych znajomych skrócona ankieta wykazała, że ubrana w tyrolskie spodenki kostka sera jest w najbardziej optymistycznym scenariuszu konfundująca. A prezentowanie przez nią bujnie owłosionych ludzkich łydek w pewnych przypadkach może być uznane za wręcz odpychające. Ja nadal patrzę i nie mogę się nadziwić.  Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap