Home / Artykuły / Cotygodnik / Cotygodnik redakcyjny GF – nr 15/15

Cotygodnik redakcyjny GF – nr 15/15

0421Sporo nowości, ale też i drążenia ostatnio poznanych tytułów. Na pewno wiele osób znajdzie inspirację dla siebie – co odkurzyć na półce, czego szukać po sklepach, w co grać!

Ginet

Piątkowe wyjście ze znajomymi z pracy do pubu okrasiliśmy trzema planszówkami. Po pierwsze wreszcie udało się zebrać wystarczającą ekipę do przetestowania 2 edycji Resistance.

Po trzech partiach rozłożonych w stosunku 2:1 dla Agentów, postanowiliśmy zmienić obiekt zainteresowania i na stół trawił

szogun_3dSzogun

Ogromna plansza zepchnęła ze stołu kufle i butelki z bursztynowymi trunkami i zaczęły się przygotowania do walki o dominację nad feudalną Japonią.
Dla niewtajemniczonych, Szogun to gra autorstwa Dirka Henna (Alhambra), w której wcielamy się w jednego z Dajmio i przez dwa lata prowadzimy walki o tytuł Szoguna w Kraju Kwitnącej Wiśni.
Kilka kapitalnych pomysłów, jak licytowania kolejności w rundzie łącznie z bonusami, przypisywanie akcji do określonych dzielnic, czy rozstrzyganie konfliktów przy pomocy wieży bitewnej sprawiło, że jako planszówkowe szczenię zakochałem się w tym tytule bez pamięci. Teraz jako planszowy pacyfista, zwolennik pilnowania w grze własnego nosa i niewrzucania śmieci do cudzego ogródka (a tym bardziej niepodbijania go) doceniam Szoguna za to, że mimo wszechobecnej interakcji można wygrać stawiając wyłącznie na budownictwo.
W piątek przez całą partię zaatakowałem tylko jedna dzielnicę za to na koniec miałem wybudowany komplet budynków we wszystkich swoich ośmiu prowincjach, co zapewniło mi zwycięstwo.

Na deser na stole wylądował inny territory control (już z gatunku tych lżejszych) –

Imperium w 8 minut

Te skromne elementy to kawał naprawdę niezłej gry

Te skromne elementy to kawał naprawdę niezłej gry

Za każdym razem jak patrzę na Imperium to mam wrażenie, że projektanci gry postawili sobie za cel zniechęcić do niej graczy. Pudełku małe, grafiki niezachęcające, tytuł co najmniej dziwny. Ale dla tych, którzy te przeszkody przebrną ukarze się naprawdę fajna gra z prostym mechanizmem dobierz kartę –> wykonaj wskazaną na niej akcję (zwerbuj jednostki, przemieść jednostki, przepłyń morze, postaw zamek, itp.). I tak przez kilka kolejek – od 7 do 13, w zależności od liczby graczy. A na końcu podlicz punkty za kontrolowane terytoria, przewagi na kontynentach i zbierane surowce. Proste jak drut, a tyle frajdy daje, nawet w przypadku przegranej (jak moja piątkowa) partii. Tylko jakoś nie sprawdza się na dwóch graczy więc, mimo że grę z całego serca polecam, to dopiero dla 3-osobowego lub szerszego grona.

WRS

Sawanna – Prosta, sympatyczna gra rodzinna. Pewnym problemem jest krótki tor wyścigów, który nie zawsze pozwala na reakcję pozostałych graczy na szczęśliwe rzuty lidera. Gra wyścigowa z kostkami wykorzystywanymi tak jak lubię. Jednak grając w doświadczonym gronie strasznie podatna na zawieszanie się graczy przeliczających optymalne ruchy. Dzieci pewnie nie mają z tym kłopotu. Gra ma sporo możliwości przeszkadzania innym, ale też (przez „6”) pomagania. W tym krótkim czasie sporo się dzieje!

Zachwyciły mnie grafiki i jakość wykonania. Ilustracje mają swój charakter! A każdy element gry jest przygotowany pieczołowicie i bardzo przemyślany. Gratuluję!

Opis pojawił się parę dni temu, zatem pominę szczegóły. Bardzo sympatyczna gra dla młodszych.

Zęby smoka – gra, której nie rozumiem. To znaczy zagrałem, wygrałem, zagram pewnie jeszcze. Ale nie wiem jak w nią wygrywać, jak rozgryźć ten mechanizm. Czy to tylko kwestia szczęścia? Jak skutecznie zagrać najwyższe karty, aby nie poszły na minus? Bo sam mechanizm jest ciekawy. Mamy karty o wartości 1-8, zagrywamy je zakryte nie znając karty z sumą wartości (to wie tylko pierwszy gracz, który musi zagrać swoją kartę odkrytą). Karty sumujemy zaczynając od najniższych wartości. Kiedy przekraczamy limit, niestety nasza karta staje się ujemna (w sensie PZ). Bardzo intrygujące…

A to kolejna gra Trefla (o Sawannie wyżej), która ujmuje wykonaniem. Dość powiedzieć, że obrazki oglądałem dobry kwadrans. Wiem, że krasnoludem się nie rzuca, ale styl grafik Tomka Larka po prostu mnie wprowadził w niesamowity zachwyt.

Nie rozumiem, będę grał!

Magnaci – kolejna wspaniała pięcioosobowa partia za nami. Karty konfliktów jakoś słabo potasowane, powodowały najpierw łupienie Ukrainy, a potem kolejnych prowincji Rzplitej. Ciekawie odbiło się to na obecności, bo tylko jeden gracz utrzymał się w Małopolsce (choć wszyscy chcieli – do czasu – bronić ojcowizny!). Akcja bij lidera się udała i ścichapęk wygrał czarny (a właściwie żółty) koń, w sumie przez Małopolskę. Nic mi nie pomogło zdobycie wszystkich(!) lenn… Oj, działo się i to w tym najlepszym znaczeniu.

O Yunnanie i Brukseli pisałem niedawno, to nie będę się powtarzał. Dodam tylko, że do wrzuciłem na BGG pomoc gracza po polsku dla Yunnan, a na dniach wrzucę instrukcję do Brukseli.

Ink

brugesW tym tygodniu najintensywniej (czytaj – więcej, niż raz) ogrywałem jedno z licznych dzieł Stefana Felda, czyli Brugge vel Bruges. Grę, która wabi i przyciąga oko wykonaniem (Słyszał ktoś takie nazwisko jak Menzel? No właśnie.) Która oszałamia zapowiadanym bogactwem kart (sto sześćdziesiąt pięć, każda z własną ilustracją). Która konfunduje, kiedy zastanowimy się, do jakiego celu właściwie służy nam przepiękna plansza (podpowiedź – do żadnego). Która karci surowo wszelkie próby rozgrywania jej strategicznie, zbierania kart pod kombo albo przynajmniej pod punktację, zamiast tego nagradzając szczęśliwe zbiegi okoliczności. Która, mimo powyższego, dziwnie zachęca do podjęcia kolejnej próby poradzenia sobie z tą przypadkowością.

bystrzakZ półki ekstremalnych fillerów natomiast trafił mi się Bystrzak Kieszonkowy. Nazwa jest dość… specyficzna, ale kryją się pod nią mocno rozbudowane, choć przecież wszystkim dobrze znane „państwa-miasta”, czyli wymyślanie (w różnych trybach) słów na daną literę w danej, czasem wcale niełatwej kategorii(„ryby”, na Teutatesa…). Ogólnie gra działa tak, że wysysa z mózgów graczy wszelkie resztki inteligencji, co kończy się zupełną kompromitacją nieszczęśnika nie potrafiącego na przykład podać niczego, co kojarzy się z filmem i zaczyna na literę „S”, a wielką radością obserwujących tegoż nieszczęśnika. Polecam jako narzędzie tortur (a tak serio – polecam!).

2 komentarze

  1. Avatar

    Dzięki Ci Panie WRS za tłumaczenie Brukseli :) Nie mogę się doczekać

  2. WRS

    A proszę bardzo :)
    Już wisi na BGG, gotowe do pobrania.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Cotygodnik Redakcyjny GF nr 40/18, w którym niedźwiedzie wcinają pączki

Czasem w Cotygodniku piszemy o jakiejś grze tak po prostu, bo akurat w danym tygodniu ktoś w nią zagrał. Czasem jednak uda się wstrzelić idealnie z terminem. Tak jest tym razem – wczoraj wystartował Kickstarter, dzisiaj Ginet dzieli się wrażeniami.     Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap