Home / Recenzje / Gry jednosobowe / Brains: Mapa skarbów – Czyli co ostatnio porabia Herr Doktor :)

Brains: Mapa skarbów – Czyli co ostatnio porabia Herr Doktor :)

BrainsReiner Knizia już od ładnych paru lat nie tworzy spektakularnych nowych tytułów. Nie oznacza to jednak, że doktor odszedł na emeryturę. Co jakiś czas mamy okazję poznać nowe wcielenia jego starych gier lub świeże rodzinne propozycje. Ale doktor potrafi też wciąż zaskakiwać. Brains to łamigłówki, takie typowe – jednoosobowe, które można na przykład odpalić w kolejce do lekarza. (Tak, to już ten wiek, kiedy więcej czasu spędza się w kolejce „do specjalisty” niż do kina…)

Z ciekawości, zapuściłam na serwisie BGG wyszukiwanie gier doktora opartych na zasadach łamigłówek polegających na dopasowywaniu elementów. Wyszukiwarka wypluła 7 tytułów, ale żaden z nich nie był typową jednoosobową łamigłówką. Wychodzi więc na to, że doktor wypłynął na nowe dla siebie rejony! Aczkolwiek w bazie BGG nie ma serii Brains, więc być może nie ma też i innych. Statystyki i zestawienia bywają, jak widać, dziurawe.

Mniejsza jednak o portfolio doktora, skoncentrujmy się na jego aktualnej propozycji . Asia opisała już dla was jedną część – Ogród Japoński, ja dziś odniosę się do części drugiej – Mapy Skarbów.

Już na samym początku zweryfikowałyśmy z Asią podejrzenie, że są to dokładnie takie same zadania, jedynie umiejscowione w innej scenerii. Na szczęście te brzydkie insynuacje okazały się błędne. Łamigłówki, mimo iż z pozoru bardzo podobne, są jednak na tyle różne, aby można było zaopatrzyć się w obie, jeśli tylko spodoba nam się zasada ich działania.

A ta jest oczywiście prosta, jak to w łamigłówkach. Mamy 50 kart z zadaniami o narastającym poziomie trudności i 8 kafelków z fragmentami starej mapy. Rozwiązania zadań polegają w sumie na tym samym, co w przypadku opisywanej już części. Należy połączyć siecią ścieżek pary takich samych symboli, albo zbudować ścieżkę przechodzącą przez określoną liczbę chatek, albo ścieżkę obok skrzyni ze skarbami, albo taką kończącą się znakiem „X”, albo przechodzącą przez określoną liczbę kafelków.

Na pierwszy rzut oka wygląda więc to wszystko podobnie jak w japońskim ogrodzie, ale Mapa Skarbów jest chyba trudniejsza – ma o jeden kafelek więcej. A to już znacząco zwiększa liczbę dostępnych rozwiązań. Jednak, doktor Knizia sprawił, że nie błądzimy wśród kolejnych możliwych układów jak dziecko we mgle. Nie szukamy rozwiązania jak igły w stogu siana. Na całe szczęście! Bo nie ma nic gorszego niż łamigłówka, w której przy ostatnim dokładanym elemencie okazuje się, że to jednak NIE TAK i nie wiadomo, czy pomyliliśmy się już przy pierwszym kafelku, czy może przy przedostatnim. Brains są tak zbudowane, że już po kilkunastu najłatwiejszych zadaniach orientujemy się, że kafelki są zaprojektowane w specyficzny, nieprzypadkowy sposób i mają swoje konkretne ograniczenia. I mając je na uwadze, dużo prościej eliminować błędne kombinacje (np. chatki zawsze leżą przy odcinkach prostych).

Łamigłówki, które dotychczas spotykałam, zniechęcały mnie właśnie brakiem takich ograniczeń (albo były na tyle subtelne, że ich nie zauważałam). Wyglądało na to, że liczy się czysty fart. Tymczasem w Brains naprawdę można pomyśleć i zadanie rozwiązać szybciej niż wynikałoby to z rachunku prawdopodobieństwa. Ponadto mamy koło ratunkowe w postaci książeczki podpowiedzi. Dla każdego zadania ujawniono tam położenie jednego kafelka. Nie trzeba więc od razu sięgać po całe rozwiązanie, można dać sobie jedynie małe fory. Jedyne minusy, jakie mogę wskazać, to subtelne nierówności w graficznych łączeniach kafelków (np. fragmenty  ścieżek nie spotykają się idealnie) oraz niepewność co do unikatowości rozwiązań. Zgodnie z instrukcją, każda zagadka posiada tylko jedno prawidłowe rozwiązanie. Tymczasem w przypadku jednego zadania udało mi się ułożyć inną mapę niż tę wskazaną w rozwiązaniach (5 razy sprawdzałam!)

Podsumowując, Brains: Mapa skrabów naprawdę przypadło mi do gustu. Można wziąć pudełko do torby i czekając na autobus, na żonę robiącą zakupy, na dziecko kończące lekcje, powysilać szare komórki zamiast wpatrywać się w ekran telefonu. Dla amatorów będzie to pozycja obowiązkowa. Dla nie-amatorów (takich jak ja) będzie to z pewnością miła niespodzianka.

Ogólna ocena (9/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (7/10):

Dziękujemy firmie Lacerta za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*