Home / Recenzje / Gry jednosobowe / Wikingowie – burza mózgów

Wikingowie – burza mózgów

Nic nie poradzę, jak każda kobieta kupuję oczami. To stwierdzenie dotyczy niemal wszystkiego, i gry nie są tu bynajmniej żadnym wyjątkiem. Kolorowe, starannie wykonane, z pięknymi grafikami wołają do mnie wprost z półki sklepowej „Kup mnie, kup mnie, kup mnie!”. A że mam też słabość do przygód, morskich wypraw i kostki Rubika, nic więc dziwnego, że „Wikingowie – burza mózgów” skradły moje serce od pierwszego sklepowego wejrzenia. Czy będzie to jednak chwilowe zauroczenie czy może miłość na całe życie? Przeczytajcie sami.

Gra Wikingowie z serii Smart Games przyciągnęła mnie pięknie wykonanym pudełkiem z radosną grafiką trafiającą tematem idealnie w moje, i nie tylko moje gusta. Ilustracja pobudza wyobraźnię zarówno dorosłych jak i dzieci, a przeźroczysta część pudełka kusi i intryguje starannie wykonanymi, niebanalnymi elementami planszy i bajecznymi wprost pionkami w postaci uroczych stateczków – drakkarów. W mojej ocenie pokazanie zawartości w okienku pudełka jest rewelacyjnym posunięciem marketingowym, dostępnym wyłącznie dla dobrze zaprojektowanych i starannie wykonanych produktów, a przecież w tym zakresie „Wikingowie” już na pierwszy rzut oka mają się rzeczywiście czym pochwalić. Wewnątrz pudełka nie czeka nas już żadna niespodzianka, oprócz przyjaźnie wykonanej książki z 60 zadaniami, czytelnie podzielonymi na 4 stopnie trudności, wraz z odpowiedziami.

Biorąc pod uwagę, że gra proponowana przez wydawnictwo Granna jest grą logiczną skierowaną do młodych (lecz nie tylko!) graczy, od 6 do 99 lat, niewątpliwym jej atutem jest wyraźnie wyeksponowana informacja o przeznaczeniu gry dla jednego gracza. Każdy chyba rodzic poszukuje rozwojowej zabawki, która zajmie jego pociechę na minuty, a może, nie zapeszając, na godziny! i odciągnie małego odkrywcę od laptopa, tabletu czy innych podobnych zdobyczy cywilizacji, a do tego, pozwoli rodzicom zająć się w tym czasie poważniejszymi grami, ehm…..sprawami. Czy więc „Wikingowie” poza budzącą olbrzymie nadzieje warstwą wizualną, mają do zaoferowania wnętrze na miarę rodzicielskich oczekiwań?

Cel i mechanika gry

Tematem przewodnim stworzonej przez belgijskiego projektanta Rafa Peetersa gry jest doprowadzenie poprzez rozszalałe fale, od jednego do czterech statków wikingów do przeznaczonych dla nich portów, przy czym skalę trudności wyznacza tu ilość drakkarów jednocześnie znajdujących się na planszy. Gra składa się z plastikowej tacy z 9 polami, na których ustawiamy 9 kafelków fal zgodnie z wzorem z wybranej strony instrukcji, oraz z czterech figurek drakkarów, ustawianych na planszy według tego samego wzoru i odpowiadających im kolorami czterech znaczników portów. Instrukcja daje nam możliwość wyboru spośród 60 kombinacji tych komponentów, przy czym najbardziej zaawansowane z nich potrafią spędzić sen z powiek nie jednemu dorosłemu graczowi.

Mechanika gry opiera się na poruszaniu odpowiednich kafelków fal tylko i wyłącznie za pomocą umieszczonych między nimi drakkarów. Jest to możliwe jedynie przy odpowiednim układzie kafelków względem siebie, i podczas większej części gry znaczna ilość fal pozostaje zablokowana.

„Nie ma złych statków, nie ma złych wiatrów, są tylko kiepscy kapitanowie…”

Cała sztuka polega na sprytnym przepływaniu drakkarami w celu odblokowania ruchów sąsiednich kafelków. Wyzwaniem jest już samo dopłynięcie do wyznaczonych portów, ale bardziej wytrwałym i ambitnym graczom gra stawia dodatkowy cel zachęcając do dokonania tego wyczynu w minimalnej ilości ruchów, podanej w instrukcji dla każdego zadania. Zastosowana tu mechanika obrotów jest ciekawą i zmuszającą do wysiłku umysłowego odmianą zdecydowanie wyróżniającą tę łamigłówkę spośród innych tego typu produktów.

Muszę przyznać, że wszystkie elementy gry ładnie do siebie pasują, a poruszanie drakkarami jest płynne i przyjemne. Ta cecha sprawia, że nawet najmłodsi gracze, którzy nie są w stanie opanować zależności między układem fal a możliwością ich poruszania, mogą czerpać przyjemność z samego pływania po planszy na oślep, ignorując całkowicie cel gry. To duża zaleta, gdyż przeznaczenie gry dla dzieci od 6 lat jest moim zdaniem nieco na wyrost. Nie każdy 6-latek, a nawet nie każdy dorosły, jest w stanie opanować dość nietypową mechanikę poruszania kołami, i mimo iż jest to zagadka logiczna jedynie w dwóch płaszczyznach, poprzez odejście od znanych form i zastosowanie układów elementów obłych może ona na wyższych poziomach sprawiać trudność mniej zaawansowanym graczom.

Podsumowanie i ocena

Atrakcyjne elementy gry są niewątpliwym atutem tej pozycji. Sięgając po „Wikingów” z półki sklepowej nie kupujemy przysłowiowego kota w worku, nie wpatrujemy się marszcząc czoła w małe ilustracje komponentów na odwrocie pudełka zastanawiając się w duchu, czy aby nie trafimy na tandetnie wykonaną produkcję, mamiącą nas nieco lepiej prezentującym się pudełkiem. Mamy tu jak na talerzu pokazaną niemal całą zawartość gry i to ona stanowi główny element zachęcający nas do zakupu. Uważam, że jest to olbrzymia zaleta, szczególnie w przypadku gier, jak i innych produktów, skierowanych na rynek dziecięcy. Tu bardzo nam zależy, aby to właśnie walory wizualne produktu zachęciły dziecko do wkroczenia w świat gier logicznych i planszowych. Tandetne wykonanie, wyblakłe kolory lub nieciekawe grafiki mogą przecież skutecznie odstraszyć dziecko od nawet najciekawszych pod względem merytorycznym gier. Pod kątem wykonania i prezentacji gra Wikingowie wydawnictwa Granna zasłużyła u mnie na najwyższe noty.

Warstwa logiczna gry jest w mojej ocenie na bardzo wysokim poziomie. Zdecydowanie wyróżnia się stopniem trudności spośród innych produktów z tej samej kategorii. Zabawka potrafi zająć na długie godziny, a nawet łamigłówkowi wyjadacze znajdą tu dla siebie ciekawe wyzwania. Niebanalna mechanika w połączeniu z atrakcyjnym i solidnym wykonaniem tworzy z tej gry bardzo ciekawy produkt.

Czy jest to jednak dobra gra dla najmłodszych?

Moim zdaniem tak. Choć poziom trudności tej gry może być pewną przeszkodą, i ci z nas, którzy szukają gry dla 5-6 letniego dziecka spodziewając się, że w pełni zrozumie ono jej cel i mechanikę, oraz będzie potrafiło samodzielnie przejść więcej niż poziom podstawowy, mogą być rozczarowani. Proponuję podejść do gry jak do wielopoziomowej zabawki, która może na starcie nie wzbije naszej pociechy na wyżyny logicznego myślenia, ale dzięki atrakcyjnej warstwie wizualnej przyciągnie ją i zajmie samym tylko pływaniem między falami, stopniowo zachęcając do podejmowania trudniejszych wyzwań, pozwalając dziecku płynnie przejść od niczym nie kontrolowanego przemieszczania statków do rozwiązywania prawdziwych zagadek logicznych. Jest to gra rozwojowa, rozwijająca się wraz z dzieckiem, do której spokojnie można wracać po latach, którą możemy kupić w ciemno nie znając zaawansowania dziecka w grach logicznych, która stawia przed graczem coraz to nowe wyzwania wraz ze wzrastającym zrozumieniem zasad jej działania. Jakość wykonania gwarantuje nam, że zabawka przetrwa lata, i pozwoli się odkrywać na nowo nawet po chwilach zapomnienia.

A co z dorosłymi?

No cóż, tutaj sprawa trochę się komplikuje, o ile bowiem gra potrafi stawiać przed graczem nie lada wyzwania logiczne, o tyle jej bajkowy, wręcz cukierkowy wygląd nie musi przypaść do gustu dorosłemu odbiorcy. Jeżeli jednak, jak ja, lubicie gry logiczne i nie przeszkadza wam ocena nieświadomych postronnych osób, że bawicie się zabawkami dla dzieci, możecie śmiało sięgnąć po tę pozycję i nie będziecie zawiedzeni. W końcu każdemu z nas należy się chwila zabawy, i może właśnie warto powrócić czasem do tych bajkowych klimatów nie traktując gier logicznych tak absolutnie poważnie.

Od Redakcji: powyższa recenzja została nadesłana w ramach konkursu „Capitalny Luty #2



Grę Wikingowie: Burza Mózgów kupisz w sklepie

2 komentarze

  1. W planszówki wpadłam ledwo co, a już zdążyłam się zawstydzić, że pierwsze co robię przy przeglądaniu recenzji, to zdjęcia (czyli recenzje bez fotek nie mają dla mnie żadnej wartości), żeby obadać, czy mi się… no właśnie, podoba. Cieszę się, że nie tylko ja tak mam :)

  2. Veridiana

    Czasem jednak trafia się na brzydkie kaczątko, tj. brzydką grę o genialnej mechanice. I następuje w planszówkowym życiu ten moment, gdy nawet takie brzydkie gry zaczyna się doceniać ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*