Home / Recenzje / Gry karciane / Puerto Rico: gra karciana

Puerto Rico: gra karciana

Puerto Rico: gra karciana (San Juan)
Projektant: Andreas Seyfarth
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ok 60 min.
Wiek: 10+
Wydawca: Lacerta
Cena: 60-80 zł
Instrukcja PL: pobierz PDF

Ocena BGG: 7.6

Zmiana tytułu gry z San Juan (które przeciętnemu człowiekowi wcale nie musi kojarzyć się z Puerto Rico) na Puerto Rico: gra karciana jest w pełni uzasadniona. To na dobrą sprawę ta sama gra, ale bardzo mocno „odchudzona”. Ktoś, kto zna i gra w Puerto Rico praktycznie może usiąść i zagrać niemal od zaraz.

Kluczowe w tej grze są postaci, które – podobnie jak w dużym Puerto Rico – są wybierane na początku tury i napędzają całą rozgrywkę . Ten kto wybrał daną postać otrzymuje związany z nią przywilej i pierwszy wykonuje akcję, po czym wykonują tę samą akcję wszyscy pozostali gracze (ten mechanizm po części można też spotkać w Glory to Rome). I tak rozgrywamy całą rundę, aż wszyscy gracze będą mieli okazję wybrać jakąś postać (w grze dwuosobowej jest nieco inaczej – wybiera Gubernator (czyli pierwszy gracz), potem drugi gracz a następnie znowu Gubernator po czym następuje nowa runda i zmiana Gubernatora). W nowej rundzie wszystkie postaci ponownie wchodzą do gry.

Postacie

W San Juan (pozwólcie, że będę wymiennie używać również tej nazwy na naszą grę karcianą) jednak mamy tylko 5 postaci. A są to Burmistrz, Kupiec, Budowniczy, Nadzorca i Poszukiwacz złota. Brakuje Kapitana i Plantatora. I jest to ze wszech miar uzasadnione, bo w tej odchudzonej wersji nie mamy plantacji, a więc nie potrzebujemy też Plantatora i w fazie nadzorcy nie zbieramy upraw aby przetwarzać w budynkach – towary od razu nam się produkują (z niczego ;)). Nie mamy też Kapitana bo nie mamy statków – punkty zdobywamy praktycznie jedynie za wybudowane budynki. Gra karciana została również pozbawiona kolonistów – nie ma pojęcia aktywowania budynków a Burmistrz zamiast zatrudniać kolonistów rozdaje karty.

W San Juan mamy tylko karty. Te karty będą zarówno budynkami, które wystawiamy, jak i walutą, którą płacimy za wystawienie (poprzez odrzucenie odpowiedniej liczby ich z ręki) a także towarami, które będą produkowane (kładziemy je zakryte na budynkach produkcyjnych) i sprzedawane. Kolejny smaczek (jak ja kocham wielofunkcyjność kart!), który kolejny raz przywodzi mi na myśl Glory to Rome.

Budynki produkcyjne (jest ich tylko pięć rodzajów) – każdy gracz może wybudować dowolną liczbę z każdego typu

Budynki miejskie (wybór – jest ich o wiele więcej) – dla odmiany budynków miejskich każdy może mieć w swoim mieście tylko po jednej sztuce z każdego rodzaju

I tak sobie gramy wystawiając budynki (które będą nam punktować na koniec gry) oraz produkując i sprzedając towary (czyli karty) po to by dzięki temu uzupełniać swoją rękę (w Puerto Rico sprzedawaliśmy za dublony, tu sprzedajemy za dociąg kart na rękę, czyli zarówno za „dublony”, bo karty są walutą, jak i budynki, które być może kiedyś w przyszłości wystawimy). Gramy dotąd, aż ktoś wybuduje dwunasty budynek (to – jeśli pamiętacie – również jest jeden z warunków zakończenia gry planszowego Puerto Rico)

Karty z dodatku – po prostu nowe, dodatkowe budynki miejskie

Katedra (karta z dodatku) jest tylko jedna – należy ją wyciągnąć z talii i położyć obok jako dostępną dla wszystkich graczy. Ją też można zbudować (jako jedyna karta kosztuje aż 7 zasobów)

To po prostu bardzo dobra gra

Nie spodziewałam się, że San Juan tak mnie wciągnie. Właściwie jest tu wszystko, co dobra gra powinna mieć. Rozwijamy się, budując coraz to nowe budynki – zwłaszcza miejskie, bo te dają nam bardzo fajne bonusy i to właśnie te bonusy pomagają nam grać. Dzięki nim dostajemy nadprogramowo karty do ręki (a o karty jest trudno – można je zdobyć sprzedając towary (ale na to potrzeba je najpierw wyprodukować, a jeszcze wcześniej wybudować jakieś porządne budynki, bo na samej Farbiarni daleko nie zajedziemy), wykonując akcję burmistrza (tylko jedna karta), ew. wybierając akcję poszukiwacza (też tylko jedna karta)). Dzięki nim będziemy mogli więcej produkować, więcej sprzedawać. Zwiększymy limit naszej ręki (standardowo na początku rundy nie można mieć więcej w ręku niż 7 kart – co może się wydawać dużo, ale po skonstruowaniu kombo generującego karty okazuje się nieco za mało).

Mamy obecną interakcję, ale nie stricte negatywną. Nikt tu nikomu nic nie psuje (poza Warownią z dodatku, która de facto tylko pomniejsza limit, ale na to też jest sposób, po prostu trzeba postawić sobie Warownię lub Wieżę widokową). Interakcja polega na tym, że co turę inny gracz wybiera postać i do końca rundy nikt już tej postaci nie wybierze, a więc nie skorzysta z jej przywileju. No i oczywiście nie każdemu musi być na rękę zagranie tej postaci w danym momencie (np. Kupca kiedy nie mamy już czego sprzedać).

Jest losowość, bo losowo dociągamy karty. Na szczęście każdy budynkek (poza Katedrą – ale tej nie dociągamy) występuje w kilku kopiach, wiec prędzej czy później można trafić na ten ulubiony, a nawet jeśli nie, to jest wiele różnych dróg rozwoju, nie musimy czekać na tę jedną jedyną upatrzoną kartę. Niemniej – losowość jest i niektórym to będzie przeszkadzać.

Partia 3-osobowa

Mamy wersję podstawową gry oraz dodatek – dla tych, którym opatrzą się podstawowe karty. Nie wywraca on rozgrywki do góry nogami ani nie wprowadza nowych reguł – po prostu dokłada nowe budynki miejskie. A więc nowe możliwości, nowe ścieżki rozwoju. Regrywalność jest więc zapewniona.

Gra dobrze się skaluje. Na dwie osoby przewidziany jest nieco inny tryb. W normalnych warunkach każdy z graczy wybiera jedną postać (oczywiście nie od razu, tylko w każdej kolejnej turze), a gdy już wszyscy będą mieli okazję to zrobić następuje zmiana Gubernatora i znowu wszystkie postaci wchodzą do gry. W trybie dwuosobowym byłoby trochę krótko („ja, ty i do domu” – tak właśnie pierwszy raz graliśmy), a więc w dwie osoby mamy wybór w/g schematu: Gubernator – drugi gracz – znowu Gubernator. A więc podczas jednej rundy będą „grały” trzy postaci (podobnie jak w grze 3-osobowej). I to naprawdę jest bardzo dobre rozwiązanie.

Partia 2-osobowa w redakcyjnym gronie (Ginet)

Co tu dużo mówić, jest to lekka gra, która pozwala w fajny sposób się rozwinąć i daje dzięki temu dużo frajdy. Mnie zauroczyła. Chyba nawet bardziej niż duże, planszowe Puerto Rico (choć oczywiście Puerto Rico lubię, mam, grywam i uważam za bardzo dobrą grę). Ale San Juan jest po prostu świetną, lekką karcianką na każdą okazję, jedną z lepszych w swojej kategorii.

Podsumowanie

+ Dobrze napisana instrukcja
+ Ładne karty, czytelne, duża czcionka, opisy na kartach klarowne
+ Karty dobrze się tasują (nie są ani zbyt cienkie, ani zbyt grube)
+ Fajne efekty na kartach
+ Potrójna rola kart (budynki, towary i waluta)
+ Można robić kombo (nawet trzeba – zwłaszcza wygenerować sobie sposób na dociąganie kart do ręki)
+ Przyzwoita regrywalność
+ Bardzo dobra skalowalność
+ Interakcja, która nie boli

– Losowość dociągu kart (ale nie jest tragicznie)
– Niektóre budynki (zwłaszcza te o koszcie 6) wydają się być nieco mocniejsze niż inne, ale to nie jest bardzo duża różnica.

 

Ogólna ocena (9/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (9/10):

Dziękujemy firmie Lacerta za przekazanie gry do recenzji.


5 komentarzy

  1. Veridiana

    No ja się z Asią nie zgodzę. O ile Puerto Rico uwielbiam, a Race for the Galaxy (także oparte na tym samym mechanizmie) wręcz kocham, to San Juan jest proste do bólu. Zero finezji. Dla mnie strata czasu.

  2. Ginet

    Niemniej jednak dzięki tej prostocie przynajmniej San Juan jest zrozumiałe dla wszystkich, czego nie można powiedzieć o RftG ;).

    Ja mimo wszystko oczekiwałem, że SJ będzie dla mnie takim uproszczonym Puerto Rico i … w sumie się doczekałem. Tylko że faktycznie to uproszczenie jest na tyle duże, że traci sporo zalet swojego pierwowzoru (a że dałoby się tego uniknąć świetnie świadczy przykład Kameleona i Zooloretto).

    Reasumując w San Juan mogę zagrać, ale raczej sam namawiać do tego nie będę.

  3. Pingwin

    Ech, bo to jest po prostu gra z innej półki. Szybka, krótka, niezobowiązująca – i jako taka jest po prostu świetna.

    A dla odmiany – jeśli chodzi o Kameleona i Zooloretto to akurat mam inne odczucia, jak Zooloretto kocham, tak Kameleon w ogóle mnie nie jara. I niby wszystko zachowane, ale właśnie takie jakieś nijakie, zupełnie bez polotu jak dla mnie (ten Kameleon).

  4. Ink

    Nie grałem w „nowe” PR:GK, ale pamiętam, że SJ było chyba tą pierwszą grą, od której zaczęło się moje ciągłe powtarzanie, że karciane wersje pełnowymiarowych hitów co do zasady kończą się kiszką.

  5. Ooooo, wydaje się ciekawą opcja na granie z ludźmi których można zarazić pasją;P
    Trzeba przetestować :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*