Home / Łap za słówka – rzut okiem

Łap za słówka – rzut okiem

Jako dziecko uwielbiałem grać w Państwa, miasta. Na początku styczności z nowoczesnymi planszówkami sporo grywałem w Słowostwory od Filipa Miłuńskiego. Potem jednak moja styczność z tego typu grami się urwała. Do niedawna, a konkretnie do chwili kiedy Egmont mi przysłał egzemplarz recenzencki gry Łap za słówka autorstwa Hardwiga Jakubika.

Łap za słówka jest grą przeznaczoną dla 2-6 graczy w wieku od 10 lat, w której czas rozgrywki wynosi około 30 minut. W pudełku rozmiarów tego od Pędzących żółwi, znajdziemy instrukcję, zasłonki, notesik, kafelki liter, znacznik punktów i 6 kostek z kategoriami. Wszystko solidnie wykonane ale z zachwytami nad oprawą graficzną bym się powstrzymał (głównie dlatego, że grafik zbytnio tu nie ma).

Wiele gier słownych to wariacje nt. nieśmiertelnych Państwa, miasta. Nie inaczej też jest w przypadku najnowszej pozycji do Egmontu – gry  Łap za słówka. Podobnie jak w tej staroszkolnej zabawie naszym celem jest wymyślanie wyrazów (chociaż nie tylko pojedynczych wyrazów) w poszczególnych kategoriach, za co zdobywamy punkty zwycięstwa.

Pierwszym twist znajdziemy w dystrybucji kategorii. Odbywa się ona za pomocą kostek, którymi rzucamy na początku każdej rundy. Następnie poczynając od pierwszego gracza, każdy wybiera jedną kostkę z kategorią, dla której będzie w tej rundzie wymyślał hasła. Kiedy już każdy z grających wybrał jedną kość, następuje odkrycie litery i przełożenie klepsydry. Teraz każdy gracz pisze trzy hasła w swojej kategorii na daną literę i – tutaj pojawia się kolejny twist – tyle haseł w pozostałych kategoriach, ilu ma przeciwników (przy czym nie musi to być jedno hasło, na jednego przeciwnika). Po zakończeniu czasu gracze po kolei czytają hasła we własnej kategorii. Punkty jednak dostaje się  wyłącznie, jeżeli ktoś inny nie napisał identycznego hasła u siebie. Gra kończy się w momencie, kiedy któryś z graczy osiągnął lub przekroczył liczbę 15 punktów zwycięstwa.

Przypisanie każdemu graczowi jednej kategorii, w której musi wymyślić trzy hasła jest ciekawym pomysłem wnoszącym sporo świeżości do dobrze wszystkim znanej zabawy. Jednocześnie nie można było zrezygnować z negatywnej interakcji, bo bez niej większość osiągałaby wymagany pułap punktowy po 5-6 rundach. Stąd też wprowadzono hasła w kategoria przeciwników, które same nie dają nam punktów, ale za to odbierają je innymi. A to  z kolei zmusza graczy do szukania nieoczywistych pojęć, na które nie wpadliby pozostali grający. I tu też muszę pochwalić zastosowane rozwiązanie, bo możemy wymyślić tyle haseł negatywnych ilu jest przeciwników, ale nie musimy ich nimi po równo obdzielać. Tak więc jeżeli widzimy, że ktoś jest już bliski zwycięstwa, to możemy pisać hasła jedynie w jego kategorii, aby maksymalnie utrudnić mu życie.

Gra ma też jedną sporą wadę – balans kategorii, który moim zdaniem nie został odpowiednio dotestowany. Są więc kategorie bardzo szerokie jak miasta czy film, ale też kategorie niezwykle wąskie jak owoce i warzywa czy dania i napoje. Wydaje się, że autor / wydawca widział problem, bo część z nich mocno rozszerzył (np. w przypadku dań i napojów można wpisać także ich producentów, jak Wedel czy Hortex), niekiedy jednak nawet to nie wystarczyło do wyrównania zakresu pojęciowego poszczególnych kategorii.

Grałem zbyt mało gier słownych, żeby pokusić się tutaj o końcową ocenę. Na pewno jednak mogę napisać, że – mimo tej dokuczliwej wady, o której wspomniałem powyżej –  Łap za słówka mi się podobało. Jest to fajny pomysł na spędzenie kilku chwil na biwaku, na plaży, w podróży, czyli tam gdzie masz niewiele czasu i mało miejsca. Szkoda tylko, że do pudełka z grą nie dołączono kompletu ołówków i kilku podkładek, bo bez tego rozgrywka staje się niemożliwa, a nie każdy pamięta, żeby po zapakowaniu gry do torby dorzucić do niej odpowiednią liczbę pisaków.

Dziękujemy firmie Egmont za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*