Gra Rezerwat zrobiła ostatnio na polskim rynku planszówkowym sporo szumu. Bynajmniej, nie chodziło jednak o opisywany w tej recenzji tytuł, a o duchowego następcę słynnej Ark Novy, czyli Sanctuary wydaną w polskiej wersji językowej przez Portal Games właśnie pod nazwą Rezerwat*. W tym szumie wydana przez Naszą Księgarnię (właśnie pod nazwą Rezerwat) reimplementacja gry Habitats z 2016 r. przemknęła jakby trochę bez echa. Czy jednak aby na pewno słusznie?
Tak jak wspomniałem Rezerwat od Naszej Księgarni to gra wydana pierwotnie w 2016 r., autorstwa Corné’a van Moorsel’a, który polskim graczom znany być może głównie jako współautor Nova Luna (obok Uwe Rosenberga) czy autora wydanej lata temu m.in. przez G3 gry O Zoo le Mio. Pudełko informuje, że tytuł przeznaczony jest dla od 1 do 5 graczy w wieku od 9 roku życia, a rozgrywka mieści się w czasie pomiędzy 30 a 50 minut. Ja do gry zasiadała w składach 2-, 3- lub 4-osobowych i o ile przy dwójce i trójce grających gra zamykała się lekko poniżej godziny, to w składzie czteroosobowym nieznacznie ją przekraczała.
Rezerwat jest to gra kafelkowa, mechanicznie stanowiąca typowy pattern building, czyli mechanikę w której chcemy dopasować do siebie kafelki w taki sposób, żeby dawały one jak najwięcej korzyści, np. za sąsiedztwo jednych z drugimi. Jest to mechanika dosyć powszechna w citybuilderach, ale też wykorzystana została np. w hitowym Ekosystemie, (również od Naszej Księgarni).
Nieco mniej typowa, niż sama budowa naszego obszaru gry (rezerwatu) jest metoda pozyskiwania kafelków. Otóż na środku stołu mamy rozłożone tableau składające się określonej, zależnej od liczby grających, liczby kafelków wśród których poruszają się gracze prowadzący swoje jeepy (ma to symbolizować wycieczkę po rezerwacie). Mechanizm ten z jednej strony ogranicza liczbę dostępnych kafelków, bo można zgarnąć do swojego rezerwatu tylko kafelki znajdujące się na wprost maski lub po bokach jeepa (czyli wybór mamy maksymalnie spośród 3), ale z drugiej pozwala ograniczyć losowość i zaplanować więcej ruchów, bo nie widzimy tylko najbliższego wyboru, ale także to jaki wybór będziemy mieć w kolejnych ruchach i jesteśmy w stanie obliczyć czy inni grający będą mogli pokrzyżować nam plany. Muszę przyznać – pomysł fajny, ale też odciągający Rezerwat od kategorii lekkich gier rodzinnych w kierunku tytułów wymagających nieco więcej skupienia nad stołem.
Do najłatwiejszych (a przynajmniej najbardziej intuicyjnych) nie należą też zasady punktowania. Tego natomiast mamy dwa rodzaje – w trakcie rozgrywki i po jej zakończeniu. Te pierwsze to punktowania celów, odbywające się po każdej rundzie (mamy w grze 4 rundy po dwa cele na każdą). Te drugie to punktowania cech kafelków, a ich jest naprawdę sporo (niektóre różną się tylko nieznacznie) co zmusiło mnie przy dwóch pierwszych partiach do podliczania punktów z instrukcją w ręku.
Ogólnie moje wrażenia z rozgrywek są umiarkowanie pozytywne. Z jednej strony nie jest to z pewnością tytuł mechanicznie zbyt oryginalny, a też – w mojej opinii – i nie najlepszy w swojej kategorii. Z drugiej jednak strony muszę przyznać, że każda rozgrywka była angażująca, przy stole się nie nudziłem, ani też nie odczuwałem – zdarzającego się niekiedy – downtime’u, z uwagi na to, że byłem zajęty planowaniem własnych kolejnych posunięć. No i też trudno tej grze zarzucić jakieś mechaniczne niedociągnięcia.
Jedyny element, który dla mnie trochę w grze utyka, to jej wykonanie. Oddać trzeba, że jakość (trwałość elementów) jest niezła, ale już szata graficzna mnie nie powaliła, a dodatkowo też po zakończonej rozgrywce trudno upchnąć elementy do pudełka tak, żeby się ono spokojnie domknęło.
Czy ostatecznie bym więc grę Rezerwat polecił? To zależy od tego jakie konkretnie bym dostał pytanie.
Rezerwat poznałem (czyli zagrałem po raz pierwszy) w dniu kiedy poznałem też Nową Ziemię. I tak jak pisałem, że przy Rezerwacie się nie nudziłem, to Nowa Ziemia wzbudziła u mnie (i innych grających) dużo więcej emocji i tą ją z tej dwójki wszyscy wspominają dużo cieplej. Jeżeli bym więc był pytany o jakąś nową grę kafelkową lub nowość od Naszej Księgarni to raczej wskazałbym Nową Ziemię.
Jeżeli z kolei bym był pytany o fajną grę z mechaniką pattern building, to – pozostając już w kręgu gier od Naszej Księgarni – raczej polecił bym Ekosystem, zaznaczając, że jest on od Rezerwatu dużo bardziej losowy (szczególnie przy komplecie graczy) i gorzej sprawdza się na dwie osoby.
Jeśli jednak ktoś spytał by mnie wprost co myślę o Rezerwacie, to powiedziałbym, że to tytuł warty co najmniej sprawdzenia, bo – mając na uwadze też jego niewygórowaną cenę (poniżej 100 zł) – jest spora szansa, że po rozgrywce zasili Waszą kolekcję.
*na marginesie warto zauważyć, że Sanctuary (a konkretnie The Sanctuary: Endangered Species) to też tytuł znany już dobrze polskim graczom, jak rodzina produkcja autorstwa Przemka Wojtkowiaka wydana w 2017 r. przez Cube: Factory od Ideas.
Ogólna ocena
(7/10):









Złożoność gry
(4/10):









Oprawa wizualna
(5/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Dobry, solidny produkt. Gra może nie wybitnie oryginalna, ale wciąż zapewnia satysfakcjonującą rozgrywkę. Na pewno warto ją przynajmniej wypróbować. Do ulubionych gier jednak nie będzie należała.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony











