Natera: New Beginning od Horizon Games.
Coś tu stanęło na głowie. Zwierzęta przejmują kontrolę nad światem? Ludzie stali się dalekim wspomnieniem? Bobry dowodzą pracami na placach budowy, wiewiórki latają samolotami, a szpaki wyręczają listonoszy? Sprawa wymaga bliższego rozeznania. Co się w tej Naterze odjaniepawla?
Świat minus ludzie
Nikt by nie przewidział, że apokalipsa dotknie tylko gatunku ludzkiego. A jednak, oto jesteśmy. Świat bez homo sapiens, za to pełen zaradnych zwierzątek. Czy taki świat może w ogóle istnieć?
Jak się okazuje – tak! Wystarczył jeden nieudany, ludzki eksperyment, by ludzie zgłupieli do reszty, a nasze moce intelektualne przeszły na istoty futrzaste i pierzaste. Teraz to w ich rękach leżą losy planety. A pracy jest tu co nie miara!
Natera: New Beginning to rezolutna gra ekonomiczna, w której wcielamy się w jedno ze zwierzęcych plemion. Będziemy tu pozyskiwać zasoby i zarządzać nimi, by – z pomocą specjalistów – eksplorować i eksploatować Ziemię dla… punktów przedsiębiorczości. Od 1 do 4 graczy przez nieco ponad 90 minut będzie mierzyć się z rozbudowaną gospodarką, w której każdy z licznych zasobów może okazać się kluczowy… w swoim czasie.
Zwierzęta lubią zasoby
Pierwszym, co rzuca się w oko w grze, jest rozbita na sześć zasobów gospodarka. Jedzenie, energia, surowce, wytrzymałość, zręczność, inteligencja… sporo tego. Ale w tym bogatym menu kryje się smakowita elastyczność. Karty, które będziemy „budować” do naszego tableau, dają nam bowiem wybór. Spośród trzech wskazanych kosztów w zasobach – wybieramy tylko jeden. Wiem, bo w pierwszych turach spędzonych z Naterą myślałem, że nie wybieramy – i próbowałem opłacić wszystkie trzy. Nie jest to jednoznacznie czytelne z karty, ale zapewniam – płacimy tylko jeden z nich.
Cała Natera żyje naszym lawirowaniem między tymi zasobami. I w nich kryje się niemal cała rozkosz naszego łamania głowy. Pola na planszy pozwalają je pozyskiwać i przetwarzać jedne w drugie, by budować, wykorzystywać, odpalać i synergizować nasze karty. Część stworzy tableau płatnych akcji. Inne: wzbogacą nas pasywnymi benefitami. Jeszcze inne trafią pod planszetkę jako przychód. A zatrudnieni za solidne porcje jedzenia Specjaliści wspomogą nas swoimi usługami.
W rezultacie zyskujemy poczucie, że zawsze da się coś zrobić, gdzieś przemknąć po dodatkowy zasób czy choćby odrzucić za niego dwie karty, by trochę popchnąć nasz silnik do przodu. Interakcji i współzależności jest tu od groma, a dwie talie kart – prostszych i tańszych lub silniejszych, ale droższych – stanowią niewyczerpalne źródło pomysłów na to, jak rozwijać nasze plemię.
Przychodzi kret do szympansa…
Każdą z czterech rund można z grubsza podzielić na dwie przeplatające się „fazy”. Możemy bowiem albo wysyłać naszych pracowników na planszę, albo kombinować z naszymi kartami i zasobami. Akcji „workerowych” nie mamy dużo – bo ledwie trzy, plus trochę machinacji z przesuwaniem pracowników mocą kart. Ale i tak znaczna część naszej pracy to gospodarzenie pięknymi, drewnianymi znacznikami zasobów, które przylatują na naszą planszetkę tylko po to, by równie szybko z niej uciec, po opłaceniu kolejnej fascynującej karty.
To zdecydowanie gra solidnych kalkulacji. Brakujący zasób można wyczarować niemal od ręki, ale już dwa… wymagają kilku fikołków. To bardzo przyjemne, nieprzeciążające i inspirowane mechanizmami móżdżenie, ale to również móżdżenie samotne. Interakcja tutaj sprowadza się do pobierania sobie pól na planszy (choć i to można obejść swoim Liderem), czasem do podkupienia jakiegoś Specjalisty. Dużo tu zerkania w karty, zerkania na planszę, przeklinania pod nosem, zerkania ponownie w inny jej sektor, konsultowania nowego zerknięcia z kartami na ręce, kolejnego przekleństwa i następującego po nim milczenia. Gdy jednak nadchodzi „EUREKA!” i znajdujemy swoją ścieżkę do celu – cały ten nietowarzyski proces myślowy zwraca się z nawiązką i niemal nie przeszkadza nam to, że zupełnie straciliśmy z oczu to, co mogą zrobić inni.
Nie daj boże, że staną na kluczowym dla naszego planu polu.
Wtedy proces zaczyna się od nowa.
Moje terytorium, Twoje terytorium
Natera: New Beginning jest bardzo combotastyczna w samych kartach, ale oferuje graczom jeszcze inne wymiary do eksploracji. Każdy worker, postawiony w jednej z czterech zewnętrznych dzielnic, zapewnia nam punkt Władzy na torze tej dzielnicy. Te punkty dają nam żetony Władzy – puchary przechodnie, zapewniające dodatkową produkcję – i otwierają przed nami bardziej zaawansowane pola w 2. i 3. strefie danej dzielnicy. Do gry wchodzi więc przepychanka o dominację, wartą punkty na koniec gry, ale i dostęp do „nieruchomości premium”.
W warstwie nieruchomości mamy też nasze Osady – malutkie domki, generujące pasywne korzyści za używanie pola, przy którym stają. To trochę przypomina kontrolę pól w Diunie: Imperium, ale zamiast trzech pól, tu możemy kontrolować nawet 10 (z 20 dostępnych). Osady są niestety koszmarnie drogie i wymagają zbudowania mocnego silniczka, by postawić ich więcej niż kilka. Dobra sieć Osad to żyła złota – i prawdziwa oszczędność w akcjach, bo niektóre pola dają ten sam zysk korzystającemu z pola, jak i właścicielowi Osady. #profit
A gdyby wyścigu o pola było nam mało – możemy powalczyć o osiągnięcia. Nie są szczególnie oryginalne – zestaw etykiet na kartach, Osady w określonych dzielnicach, Specjaliści o różnych wartościach punktowych itd. – ale są rzadkim zasobem. Tylko jeden gracz może zatknąć na nich swoją flagę, podobnie jak na ostatnich polach Władzy w każdej z dzielnic. I tu już pojawiają się całkiem uzasadnione emocje, bo wyścig często jest na zapałki, gdzie jedna tura może stanowić o wygranej. Lubię takie emocje, nawet gdy cele nie są wyjątkowo kreatywne.
O wiele ciekawsze były dla mnie planszetki – również asymetryczne, a jakże! – z drzewkami technologii. To niepozorne pola, które mogą jednak nie tylko wzmocnić naszą produkcję, ale również zapewnić jednorazowe, surowcowe, torowe lub punktowe, bonusy. W grze, gdzie każdy zasób trzeba wyszarpywać niemal przemocą, jest to szczególnie istotne i doceniam kolejną warstwę elastyczności, którą te planszetki dodają.
Nowy Początek w dobrze znanym miejscu
Sceptykom pewnie nie spodoba się fakt, że temat jest tu głównie estetyczny, a gra sprowadza się do konwersji zasobów i mielenia symboli na kartach. Owszem, to relatywnie „sucha” gra o obrocie surowcem, ale dla fanów Terraformacji Marsa czy Evenfall jest tu dużo dobrego do odkrycia. Tryby Natery nie zgrzytają i nie przestają się kręcić, zachęcając nas do pogmyrania przy przełącznikach by sprawdzić, co zbudujemy tym razem. Jest tu może dość „luźno” i rzadko zdarza się walka o miejsca, ale całość układanki i tak korci i nęci, by podążyć w głąb karcianej, króliczej nory.
Zgadzam się, że nie ma tu nic przesadnie odkrywczego. Ale to cholernie dobry worker placement, wydany w uroczej, w pełni zdeluksyfikowanej wersji. To wielkie pudełko z dobrze przemyślanym insertem. To dwuwarstwowa plansza i dwuwarstwowe planszetki. To wyjątkowo czytelna, świeża i oryginalna ikonografia, solidne, drewniane zasoby i organizery, które je mieszczą. To produkt wysokiej klasy: ergonomia i satysfakcja używania na najwyższym poziomie. To gra przemyślana, elegancka w zasadach, prosta we wprowadzaniu nowych i szybko przekazująca kierownicę w ręce graczy, by mogli wykręcać swoje popisowe wiraże.
Uważając tylko na to, żeby nie przytrzasnąć sobie ogonka drzwiami.
Zalety:
+ świetnie zaimplementowany, konkretny worker placement
+ bogata ekonomia zasobów napędza ciekawy wachlarz kart
+ asymetryczne zdolności i produkcji we frakcjach
+ czysta, czytelna i nasycona kolorami ikonografia
+ ekstra komponenty w wersji deluxe
Wady:
– niska interakcja między graczami
– temat ciekawy, ale raczej powierzchownie obecny
– w niepełnym składzie nie da się odczuć rywalizacji o pola
Personalizowana playmata dzięki uprzejmości Playmaty.pl
Ogólna ocena
(8.5/10):









Złożoność gry
(6.5/10):









Oprawa wizualna
(7.5/10):









Co znaczy ta ocena według Games Fanatic?
Bardzo dobry przedstawiciel swojego gatunku, godny polecania. Wady mało znaczące, nie przesłaniające mocno pozytywnego odbioru całości. Gra daje dużo satysfakcji.
GamesFanatic.pl Gry planszowe – recenzje, felietony




















