Home / Artykuły / Gry lekarstwem na depresję?

Gry lekarstwem na depresję?

Gry lekarstwem na depresję?Kiedyś stała tu pierwsza, ostatnia i jedyna jak dotąd budka z goframi w Wodzisławiu. Teraz ładny zgrabny, acz mały budynek Centrum Zdrowia Psychicznego i Terapii Uzależnień. Z pomocy ośrodka korzysta wiele osób, pośród których są zarówno osoby nieradzące sobie z problemem alkoholowym jak i zmagajace się ze schizofrenią, nerwicami, czy napadami lęku. Najwięcej jednak na oddziale psychiatrycznym jest osób cierpiących na chorobę naszych czasów – depresję. I to właśnie do nich w głównej mierze trafiła pomoc wydawnictwa Rebel, które przekazało nieodpłatnie kilka swoich gier na zajęcia terapeutyczne.

A wszystko zaczęło się od…

… gry akurat nie-rebelowskiej, mianowicie Shrimp, czyli popularnych już tutaj „Krewetek”. Jedna z podopiecznych ośrodka przyniosła kiedyś tę niepozorną grę imprezową na czwartkowe zajęcia aktywizujące. Pacjenci, w naprawdę różnym wieku, szeroko otworzyli oczy i zapałali niebywałą sympatią do gry polegającej na szybkim wykładaniu kart przedstawiających różne kombinacje różnokolorowych krewetek, gdzie punkty zdobywamy za wskazanie wspólnej cechy na wszystkich widocznych kartach. Ludzie, których motoryka została nierzadko spowolniona przez przygniatające problemy dnia codziennego, nagle odnaleźli w sobie dawny zapał i energię i świetnie się bawili.

Nie można było więc tego tak zostawić. Trzeba było kuć żelazo póki gorące. Dla obopólnych korzyści – pacjenci zyskają kilka chwil dobrej zabawy, zapomnienia o chorobie, a my – być może nowe jednostki grające :)

Dobble okazało się genialnym wprowadzaczem. Proste, emocjonujące, łatwe w obsłudze. Idealna gra zakaźna ;)

Dobble okazało się genialnym wprowadzaczem. Proste, emocjonujące, łatwe w obsłudze. Idealna gra zakaźna ;)

Piszę do pani Magdy z Rebela, relacjonuję sprawę, mam nadzieję na pozytywne rozpatrzenie mojej mało oryginalnej prośby (ilu takich jękaczy-stękaczy o darmowe pudełka muszą wydawnictwa co rusz wysłuchiwać?) i taką otrzymuję :) Mijają dwa, może trzy dni i biegnę z naręczem gier do pani Kasi prowadzącej blok zajęć aktywizujących. Grupa zaciekawiona ogląda, co przyniosłam. Już same pudełka wzbudzają niemałe zaskoczenie,. Nigdy wcześniej nie spotkali się z metalowymi „puszkami”. Na szczęście nie pada sakramentalne pytanie „A gdzie kostki?”. Kostek nie ma, wszystko to gry imprezowe wydane przez Rebel. Chętnych do zagrania na razie jest stosunkowo mało. Jestem obca, nie znają mnie. W Krewetki grali bez „monitoringu”, we własnym tylko gronie. Pani Kasia mnie przedstawia, w międzyczasie rozpakowuję pierwsza grę. Długo w domu myślałam, od czego zacząć. Padło na Dobble. Dobrze wymyśliłam. Kolorowe symbole przykuwają wzrok, słychać szuranie przysuwanych bliżej krzeseł. Już tylko kilka osób twardo odmawia współpracy, reszta ogląda karty. Wreszcie pada inne sakramentalne pytanie „Jak się w to gra?”. Yessstem w połowie drogi do sukcesu…

Dajesz, Czesia!

Dajesz, Czesia!

Zaglądam na salę jeszcze kilkakrotnie przez następne tygodnie. Wprowadzam powoli kolejne gry. Niektóre okazują się bardziej wymagające od innych. Większości bardzo trudno przychodzi załapanie rytmu w grze Palce w Pralce. Kolejka co chwile się rwie, symbole mylą, a rytm gubi. Wyciągam Time’s Up. Nie pomyślałam, że osoby zmagające się od wielu lat z depresją nie oglądały w tym czasie zbyt często telewizji, nie interesują się trendami w muzyce, czy filmie, nie śledzą na bieżąco prasy brukowej w pogoni za ploteczkami. Wiele postaci jest im po prostu nieznanych, lub trudno im skojarzyć nazwiska. Ale dobierają się w pary i próbują. „No, Czesia, dajesz! Piosenkarz, w śmiesznych nakryciach głowy… śpiewał piosenkę o Królu Lwie… Gej!”. Wszyscy kibicują, zaczynają obowiązywać homerulesy, klepsydra pozostaje czasem niezauważona.

Nie patrzę na klepsydrę! Nie patrzę na klepsydrę! Nie p...rzypomnę sobie...

Nie patrzę na klepsydrę! Nie patrzę na klepsydrę! Nie p…rzypomnę sobie…

Najważniejsza jest jednak dobra zabawa, współzawodnictwo schodzi na dalszy plan. Następnym razem jestem mądrzejsza o to doświadczenie i przesiewam karty pod kątem uczestników, jest lepiej. A znad drugiego końca dużego stołu dobiegają dziwne odgłosy i oczywiście salwy śmiechu. Grupa jaskiniowców walczy z powodzeniem w Uga Buga.

Trzeba się otworzyć i pozbyć zahamowań, które krępują osobowość

Trzeba się otworzyć i pozbyć zahamowań, które krępują osobowość

Od tamtego czasu minęło już kilka miesięcy. Odwiedzam panią Kasię, pytam o to, jak sprawdza się nowa forma zajęć. „Terapia aktywizująca odbywa się trzy razy w tygodniu po dwie godzinki i staram się chociaż raz w tygodniu korzystać z ludoterapii. Dotychczas były to głównie zabawy intergracyjne, w grupie, np. przy krzesłach. Też bywało wesoło. Teraz, z pomocą gier staram się ten czas im urozmaicić. Pacjenci bardzo je lubią.” A którą grę najbardziej? – dociekam. „Dobble. – pada szybka odpowiedź – Jest naprawdę bardzo fajna i do tego nie jest trudna, łatwiej ją przyswoić i przez to bardziej przyciąga pacjentów.”

Jak to było? Grrr, yanka, po..... kana?

Jak to było? Grrr, yanka, po….. kana?

Gry przecierają szlak, choć nie zawsze jest tylko łatwo i przyjemnie. „Są pacjenci, którzy mają trudności z koncentracją, nie potrafią się skupić. To jest problem. – mówi pani Kasia – Ale małymi kroczkami próbuję nakłonić i te osoby do współpracy”.

Na koniec jednej z sesji zasiedliśmy do Jungle Speed. Emocje sięgają zenitu, totem niebezpiecznie „lata” po stole, który szkoda, że nie jest okrągły, tylko prostokątny. Niektórzy mają do niego zdecydowanie dalej od innych. Ale to, okazuje się, drobiazg. Symbole są takie podobne, można się pośmiać z pomyłek innych. Na chwilę nikt nie myśli o chorobie. Liczy się tu i teraz i totem. Yesssst sukces :)

Przy Jungle Speed może bawić się naraz największa grupa osób.

Przy Jungle Speed może bawić się naraz duża grupa osób.

Pani Kasia: „Z gier będziemy korzystać nie raz, nie dwa. Jedna trzymiesięczna grupa odchodzi, następna przychodzi. Nie wszyscy znają takie gry, nie są tak popularne. Ja na przykład nie grałam wcześniej w nowoczesne gry planszowe. Pierwszy raz miałam je okazję poznać właśnie tutaj  i bardzo się z tego cieszę. W imieniu swoim, swoich pacjentów oraz pani Dyrektor chciałam serdecznie podziękować firmie Rebel za okazaną pomoc. To dla nas nowe i bardzo pozytywne doświadczenie. Bardzo dziękujemy!

Dziękujemy!

Dziękujemy!

8 komentarzy

  1. Świetny tekst. Gratuluję pomysłu i szybkiej reakcji. Fajnie, że Rebel zadziałał sprawnie. Szacunek, Veridiana (i pozdrowienia :) )

  2. Brawo! Szczere wyrazy szacunku i uznania! :)

  3. No no, piękna sprawa! Gratulacje dla Moniki i Rebela :)

  4. Ja również dołączę się do gratulacji dla Veridiany oraz podziękowań dla Rebela. Takie inicjatywy są nie dość, że pomysłowe, szlachetne, to w dodatku zwyczajnie… piękne.

  5. Dziękuję Wam bardzo :))) i Pani Magdzie raz jeszcze

  6. Serce rośnie! :D

  7. Super pomysł. Dawno się tak szeroko nie uśmiechałem do artykułu o planszówkach :)

  8. Chciałam powiedzieć, że na Pionku spotkała mnie miła niespodzianka. Otóż kolega Tolis przekazał dla ośrodka dwie dodatkowe gry z własnych prywatnych zasobów :))) dziękuje raz jeszcze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Planszówka i dziecko w jednym stali domu…

Kiedy w domu pojawia się dziecko, życie jego mieszkańców zmienia się. Nie inaczej jest w przypadku miłośników planszówek. Do tej pierwszej grupy należę od ponad dekady. Rodzicem jestem niespełna dwa lata. Jest to wystarczająco długi okres czasu, aby w mojej głowie pojawiło się wiele przemyśleń na temat współistnienia “bąbelków” i planszówek. I to właśnie nimi zamierzam się dziś z Wami podzielić. Zapraszam do lektury mocno subiektywnej garści spostrzeżeń na temat tego, jak wygląda życie fana gier planszowych i świeżo upieczonego rodzica, opartych na własnym doświadczeniu. Zaczynajmy! Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap