Home / Recenzje / Gry rodzinne / Arka Zwierzaków – Przyznaję małą gwiazdkę Michelina

Arka Zwierzaków – Przyznaję małą gwiazdkę Michelina

Arka ZwierzakówGry czasu rzeczywistego są na rynku obecne w zdecydowanej mniejszości w stosunku do gier turowych, ale mają swój swoisty urok i grono amatorów. Sama swego czasu zagrywałam się w Galaxy Truckera, a teraz zagrywają się nim moje dzieci… te w szkole. Arka Zwierzaków Galaxy Truckerem nie jest. Oprócz motywu z równoczesnym wyszukiwaniem kafelków i przesypującą się w tle klepsydrą, gry nie mają ze sobą nic wspólnego. I dobrze, bo nie potrzebne nam klony, tylko powiewy świeżości. 

Autor gry, Adam Kwapiński, dodał do swojego „czasowego” tygielka drugi mniej popularny, ale stary jak świat (jak sama arka?) element pamięciowy. I na tym właściwie zamknął recepturę na emocjonującą grę dla dzieci. Bo Arka to raczej gra dla dzieci. Owszem, spróbowałam zagrać w nią w gronie dorosłych, ale nie ma za bardzo czego wspominać. Przeszczep się nie przyjął.

Co innego, gdy jako dorośli przedstawiciele gatunku homo sapiens musimy usiąść do gry z narybkiem społeczeństwa. Wtedy mechanika gry okaże się łaskawa, nie będziemy ziewać z nudów, aczkolwiek będziemy mieć fory. Wiem, panuje powszechne przekonanie, że w pamięciówkach dziatwa bije protoplastów na głowę, ale z mojego doświadczenia wynika, że bardziej gdy polega ona na zapamiętaniu gdzie coś leżało, niż w drugą stronę – co leżało gdzieś… Zagmatwałam? No to już tłumaczę.

W pudełku kilka twardych plansz, duuuużo żetonów i instrukcje w trzech językach ze świetnym przykładem liczenia punktów.

W pudełku kilka twardych plansz, duuuużo żetonów i instrukcje w trzech językach ze świetnym przykładem liczenia punktów. (fot. FGH)

Oto jesteśmy pomocnikami starego dobrego Noego o aparycji Gladiatora. Mamy za zadanie pomóc mu umieścić na arce i uratować od zagłady jak najwięcej różnych zwierząt. W przeciwieństwie do staruszka z misją nie zależy nam na parach, a wręcz na pojedynczych egzemplarzach. Im więcej różnorodnych paszczy uda nam się zabrać na łódce, tym więcej punktów prawdopodobnie zdobędziemy. Prawdopodobnie, gdyż nie sztuka naszych małych braci zagnać do arki, sztuka tak ich ugościć, aby nie pozjadały się wzajemnie i dodatkowo oszczędzili przewożone zapasy żywności. A jeśli podniosą się wysokie fale, to dobrze byłoby także zadbać o stabilność konstrukcji i równomierne obciążenie. Czyli znajomość biologii i matematyki mile widziana.

Gracze (od 2 do 4) rozgrywają 3 podobne rundy na jednym z kilku możliwych poziomów trudności. Każda runda to zapełnianie arki na czas (a’la Galaxy Trucker + pseudomemory), a następnie podliczenie punktów (a’la matematyka na poziomie klasy drugiej). Po trzech takich sesjach, gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą, czyli tak jak to w planszówkach bywa… po bożemu. W grze nie można odpaść, a rozgrywka trwa niedługo, bo do pół godziny.

Przed podliczeniem punktów patrzymy kto kogo zjadł i kto się powtarza. Dlatego arka może się mocno przetrzebić! (fot. FGH)

Przed podliczeniem punktów odkrywamy żetony i sprawdzamy, kto kogo zjadł i kto się powtarza. Dlatego arka może się mocno przetrzebić! (fot. FGH)

Podoba mi się

Podoba mi się pomysł z zapełnianiem arki na czas, gdzie z jednej strony osoba, która zapełni ją jako pierwsza otrzymuje punkty bonusowe, a z drugiej chcemy mieć jednak chwilę na zastanowienie. I na zapamiętanie, co i gdzie położyliśmy! Żetony zwierząt kładziemy bowiem na swojej planszy zakryte (ale oczywiście widzimy, co kładziemy) i nie byłoby to takie trudne, aby zapamiętać, co i gdzie oraz stworzyć jakiś sensowny algorytm rozkładania, gdyby autor nas przed taką optymalizacją nie ustrzegł nakazując zapełnianie arki kolejnymi kolumnami, począwszy od lewej strony i kierując się ku prawej burcie. A to mocno utrudnia planowanie.

Podoba mi się wielość dróg do zdobywania punktów. Można skoncentrować się na ssakach, za które można zdobyć punkty, jeśli będziemy mieć ich najwięcej. Ssaki są w większości mięsożerne i nie pożerają się wzajemnie. Z czym mamy do czynienia, gdy na łódź zbawienia zaprosimy równocześnie zwierzątka roślinożerne z innych gromad. Z drugiej jednak strony, za np. trzy różne płazy, trzy różne gady, czy trzy różne ptaki także można zdobyć bonuski. Zatem więcej do zdobycia, ale i więcej ryzyka. Jeśli chcemy pójść tą drogą, musimy uważać, aby silni pasażerowie gustujący w mięsie nie znaleźli się po sąsiedzku ze słabymi przeżuwaczami roślinek. Bo wtedy punkty znikną w czeluściach układu pokarmowego tych pierwszych (czytaj: w pudełku) przed podliczeniem punktów za liczbę przewożonych zwierząt.

Moja imienniczka ;p (fot. FGH)

Moja imienniczka ;p (fot. FGH)

Grając od poziomu 3. musimy także przypilnować, aby zapasy ziarna przewożone w różnych miejscach arki nie znalazły swych amatorów. Czyli warunek podobny do poprzedniego, ale tym razem to przeżuwacze są brzydkimi żarłokami.

Jeśli lubiliśmy w podstawówce matematykę (a kto nie lubił?), to może zechcemy zapamiętywać także siłę zwierząt (odpowiadającą także ich ciężarowi) i tak rozkładać żetony, aby suma siły na prawej i lewej burcie była równa.

Opcji jest zatem wiele. Także dla najmłodszych – grać w otwarte żetony. Generalnie, do wyboru, do koloru. Szczególnie, że gra jest ładnie wydana (choć osobiście nie obraziłabym się za bardziej jaskrawe kolory) i na tyle solidnie, aby przetrwać wiele miłych rozgrywek.

Jedyne obawy mam co do grupy docelowej w kontekście najwyższych poziomów. Jak nadmieniłam wcześniej, w moim gronie dorosłych nie zaiskrzyło. Może w innych będzie inaczej, nie wiem. Ale chyba grunt, że zaiskrzyło wśród dzieciaków! (Po pierwszej rozgrywce na kole gier planszowych wśród 9-latków wszystkie dziewczynki chciały mieć tę grę :) Tylko, dla których dzieciaków zabawne będzie mozolne dodawanie i mnożenie (na najwyższym poziomie)?

W pudełku spotkamy także praktyczny notes do podliczania punktów. (fot. FGH)

W pudełku spotkamy także praktyczny notes do podliczania punktów. (fot. FGH)

Oprócz tej jednej niepewności Arka świetnie się sprawdza w zarażaniu dzieciaków chęcią posiadania pudełka z grą planszową. Pudełka wypełnionego wieloma przyjemnie grzechoczącymi żetonami. Co prawda, żaden z moich małych graczy nie znał historii Noego, ale zwierzątka to jeden z najbardziej ujmujących tematów, a rywalizacja na czas – idealny kreator wypieków. Aż miło było patrzeć na te skupione buźki i słuchać koleżeńskich przejawów pomocy w podliczaniu punktów: „Tego też ci zeżarło, hehe!”

Jednym słowem – dobrze jest! A za kreatora wypieków – mała gwiazdka Michelina :)

Serwis Games Fanatic objął grę swoim patronatem.

PLUSY: temat, wykonanie, pokazanie, że gra ćwicząca pamięć nie musi mieć w nazwie „memory”, wiele źródeł punktów, emocjonująca rywalizacja ze współgraczami i swoimi słabościami

MINUSY: nie jestem przekonana co do sensowności istnienia najwyższych poziomów trudności (tych matematycznych)

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie Fabryka Gier Historycznych za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*