Home / Recenzje / Gry dla dzieci / Myszki w opałach – Świetlicowe potyczki cz.4

Myszki w opałach – Świetlicowe potyczki cz.4

Myszki w opałach boxReiner Knizia, człowiek-instytucja, niewyczerpalne źródło pomysłów i świetny kucharz. Wymyśla nowe lub przerabia swoje stare tytuły i ciągle trzyma się na topie. To jak w tym kawale: „Czym zajmuje się szef kuchni?” – „Codziennie wymyśla inną nazwę dla zupy kartoflanej”. Reiner, cokolwiek w zasadzie wymyśli, jest dobre. Czy dla dorosłych, czy dla dzieci – JEST DOBRE. Bazujące głównie na matematyce, ALE dobre ;). Tylko ostatnio doktor Reiner jakby mniej zajmował się geekami, a bardziej rodzinami i dziećmi. Hmm, zupełnie jak ja!

Myszki w Opałach prezentują się świetnie. Okładka jak z nowoczesnych bajek animowanych. Setup prawie zerowy – rozkładamy planszę i wysypujemy żetony myszek, kota ustawiamy na pierwszym polu toru kuchennego, a do łapy, tfu, dłoni chwytamy kości z symbolami jedzenia. Do startu, gotowi, jeść!

Prostsza strona planszy, kawałki jedzonka liczą co najwyżej 4 pola. (fot. Laszlo Molnar)

Prostsza strona planszy, kawałki jedzonka liczą co najwyżej 4 pola. (fot. Laszlo Molnar)

Wszystko jest solidne i śliczniusie. I pomysłowe, choć proste. Acha, Myszki to gra kooperacyjna (coraz więcej ich w kategorii gier dziecięcych). Gracz rzuca kośćmi i rozstawia je na planszy na polach odpowiadających wyrzuconym symbolom. Może rozmieścić jedną, dwie, lub wszystkie trzy kości.

Znak X to prostu brak jedzonka i jeśli można, takie kości się przerzuca (fot. pegaz-gry.pl)

Znak X to prostu brak jedzonka i jeśli można, takie kości się przerzuca (fot. Lucrum)

 

Jeśli nie rozmieści wszystkich, może przerzucić pozostałe i znowu rozmieszczać. Celem gry jest zakrycie myszkami (na które podmieniamy kości) wszystkich pól z jedzeniem (czyli spiżarni) zanim kot przedrepce całą ścieżkę w kuchni. A kot drepce, gdy w turze gracza nie udało mu się całkowicie zakryć ani jednego kawałka jedzonka. Oczywiście, gracz nie musi zakryć wszystkich pól jedzonka w swojej turze, może po prostu dokończyć zakrywanie jakiegoś kawałka częściowo zakrytego już wcześniej.

Trudniejsza strona planszy, kawałki jedzonka mogą liczyć już 5 pól. (fot. Laszlo Molnar)

Trudniejsza strona planszy, kawałki jedzonka mogą liczyć już 5 pól. (fot. Laszlo Molnar)

I oto całe zasady. Banał i palec w nosie, prawda? Tylko że gra oferuje aż 4 warianty gry:

  • Prostsza strona planszy + układanie kości dowolnie
  • Trudniejsza strona planszy + układanie kości dowolnie
  • Prostsza strona planszy + układanie kości w linii
  • Trudniejsza strona planszy + układanie kości w linii

Pierwszy wariant należy stosować tylko i wyłącznie z najmłodszymi dziećmi i tylko i wyłącznie podczas pierwszej rozgrywki. Mają wtedy niemal 100% pewność wygranej. Generalnie, z dziećmi od 8 lat  preferuję już od drugiej rozgrywki wariant 4. Potrafi dać w kość, zwycięstwo nie jest takie oczywiste, a wręcz bardzo łatwo o przegraną, jeśli dzieciom nie podpowie się jednej strategicznej uwagi, na którą – jak z moich obserwacji wynika – same nie wpadną: w swojej turze należy domknąć co najwyżej jeden kawałek jedzonka, a nie wszystkie możliwe, żeby w przyszłych turach też było co domykać. Bo kot się tak samo nie poruszy przy domknięciu jednego, jak i kilku kawałków.

Kotu brakuje już tylko dwóch pól, aby rozgrywka zakończyła się przegraną wszystkich graczy (fot. Laszlo Molnar)

Kotu brakuje już tylko dwóch pól, aby rozgrywka zakończyła się przegraną wszystkich graczy (fot. Laszlo Molnar)

Układanie kości w linii (niekoniecznie jednak obok siebie) to już spore utrudnienie. Ale i tak Knizia nie ustrzegł się tego, co zepsuło świetne Qin – losowej końcówki! Wiele partii kończy się niestety tak, że graczom brakuje już tylko jednego pola do zakrycia i żadnemu niestety nie chce ów symbol wypaść na kościach. Tymczasem kot, który do tego momentu był dopiero w połowie kuchni, nadrabia cały stracony dystans wraz z każdym kolejnym pechowym rzutem. Summa summarum, cała rozgrywka potrafi sprowadzić się do tego momentu i szczęścia w kulaniu. Co, jak należy się spodziewać, dzieciom nic a nic nie przeszkadza, bo dla nich to są czyste emocje. Dla mnie niestety czysty błąd. Gdyby nie ta jedna WADA (wielkimi literami, bo to duża wada jest), gra byłaby świetna w swej prostocie. A tak jest po prostu fajna i tylko dla dzieci.

I jeszcze jedno. Dzieci bardzo prosto radzą sobie z problemem lidera w grze kooperacyjnej. NIE SŁUCHAJĄ GO i robią po swojemu. Nie zawsze jest to dobre dla zwycięstwa, ale przynajmniej dobre dla nauki asertywności :).

P.S. Ciekawostka. Na stronie wydawcy Lucrum Games nie ma wzmianki o tej grze (jak i o wielu innych). Ale już na stronie wydawcy Lucrum jest ;).

Ogólna ocena (6.5/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (9/10):

Dziękujemy firmie Lucrum Games za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Zombie Kidz: Ewolucja – czy legacy dla dzieci może zadziałać?

Najczęściej stronię od gier typu legacy. Mierzi mnie to, że niszczy się karty, pisze po planszetkach czy nakleja coś na planszę. A nawet to, że trzeba (powinno się) grać w tym samym składzie całą kampanię i, że nie można gry sprzedać lub wymienić jak już się znudzi albo po prostu nie spodoba. Z grami dla dzieci jest jednak trochę inaczej. Wiem, że będę w nią grał z synem, do tego w obecnym czasie raczej regularnie. Ponadto wiem też, że gra, którą akurat będę dla Was recenzował oparta jest na mechanice Strasznego Dworu, w który zagrywaliśmy się kilka lat temu, a do tego jest obecnie najlepiej ocenianą grą planszową dla dzieci na świecie. (zdjęcia i informacje, które znajdziecie w recenzji znane są już od pierwszej partii i nie zawierają spoilerów dotyczących rozwoju gry)