Home / Recenzje / Gry dla dzieci / Motto – Kolorowe byle co

Motto – Kolorowe byle co

MottoReiner Knizia zajął się ostatnio produkcją gier dla dzieci. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby były to gry tak dobre, jak jego propozycje dla dorosłych. Tymczasem Myszki w opałach okazały się obarczone dość poważną wadą (końcówka rozgrywki), a Motto… No właśnie, co takiego prezentuje sobą kolorowe i niby wesołe Motto?

Nie jestem osobą poszukującą w grach klimatu. Nie przeszkadzał mi jego brak w grach rzeczonego autora, nie przeszkadzał w grach Felda. Ale w przypadku Motto nawet ja mam odruch niedowierzania, że do takiej prostej i suchej mechaniki wymyślono na siłę fabułę o życiowych celach na różnych etapach życia. Jakiegokolwiek przełożenia brak, totalna abstrakcja! Nie ratują sytuacji ani symbole celów życiowych (serca to miłość, gwiazdki to pasja, a dolar to pieniądze), ani fajne na pierwszy rzut oka ilustracje (przedstawiające różne etapy ludzkiego życia: dzieciństwo, dojrzałość, starość).

Gra to typowy przedstawiciel gatunku „zbieraj zestawy”. W swojej kolejce albo dobieramy kartę, albo wystawiamy 3-kartowy zestaw. Jedyny twistuńczek (no bo nie twist) polega na tym, że im wcześniej wystawimy określony zestaw, tym więcej dostaniemy za niego punktów. Na przykład, osoba, która jako pierwsza wystawi 3 czerwone karty zdobędzie żeton wart 3 pkt., kolejna z takim zestawem 2 pkt., a ostatnia 1 pkt. I tak w każdej kategorii. Twistuńcio ma i drugie oblicze: można szybko wykładać zestawy zaliczające się do jednej kategorii, albo czekać dłużej aż uzbieramy zestaw należący do dwóch kategorii (i zdobyć dwa żetony). Trzeba więc obserwować, jakie żetony pozostały do zebrania.

Zestaw to 3 karty posiadające wspólną cechę: kolor, rodzaj symbolu lub liczbę symboli. Lepszy zestaw to taki, który łączy w sobie dwie cechy!

Zestaw to 3 karty posiadające wspólną cechę: kolor, rodzaj symbolu lub liczbę symboli. Lepszy zestaw to taki, który łączy w sobie dwie cechy!

Być może z opisu wydało się to wam interesujące. Ale zapewniam, że takie nie jest. Zaawansowani gracze nie powinni po Motto sięgać nawet wtedy, gdy mają 15 minut do zagospodarowania, bo stracą szacunek do mistrza. Myśmy grali jako przerywnik między kolejnymi partiami Red 7 i nie ma nawet co porównywać. Oczywiście, Motto jest grą dla dzieci, ale i gry dla dzieci potrafią w pewnych okolicznościach być fajne, zabawne i rozluźniające. Motto takie nie jest. Jest do bólu losowe i nijakie.

A co na to dzieci? Ano, zależy jakie. Dziatwa z mojej świetlicy jest już trochę ograna, ma na półce do dyspozycji wiele fajnych nowoczesnych propozycji. Po Motto dzieci sięgają, bo jest nowe. A magia nowości zawsze je przyciąga. Niestety, na dzieci powyżej 3 klasy magia ta straciła urok już praktycznie po pierwszej partii. Gra nie zaoferowała im niczego ciekawego. Nawet małolaty zauważyły, że została zrobiona jakby na kolanie, nie ma w niej emocji, a jedynie frustracja, gdy czekamy na określona kartę, która jak na złość nie chce nam przyjść na rękę.

Wszystkie zdjęcia: Granna

Wszystkie zdjęcia: Granna

Młodsze dzieci są mniej wymagające, więc bawią się w Motto chętniej. Przyciągają je kolorowe ilustracje (niemiłosiernie się powtarzające – żeby były to choć różne obrazki, byłoby co pooglądać!) i krótki czas rozgrywki. W wieku do 9 lat losowość także nie gra żadnej roli i nijak w zabawie nie przeszkadza.

Niemniej, w zalewie gier dla dzieci Motto prezentuje się słabo. W kategorii gier rodzinnych tym bardziej. Naprawdę, lepiej pieniążki zainwestować w inny tytuł, bo jest wiele lepszych gier, w których można wybierać. Muszę z przykrością stwierdzić, że Knizia zaczął robić gry chyba tylko po to, aby wywiązać się z zobowiązań. Bez polotu i bez pomysłu. A to wielka szkoda.

Ogólna ocena (4/10):

Złożoność gry (2/10):

Oprawa wizualna (6/10):

Dziękujemy firmie Granna za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Cud miód (i malina)

Przyczółki kręcą twista, czyli kolejna udana wariacja memory ;)