Home / Recenzje / Gry imprezowe / Steady Hands – Beczuła miodu z łyżeczką dziegciu

Steady Hands – Beczuła miodu z łyżeczką dziegciu

Steady Hands Prosta gra zręcznościowa. Prostszej chyba nie ma. Układasz budowlę z kart. Na czas. Banał. I niesamowicie wciągająca zabawa!

Na świetlicy szał. Taki cichy, skupiony. Dzieci zastygają niemal w bezruchu. Tylko paluszki ostrożnie się ruszają, kładąc kolejne drewniane klocki jeden na drugim. Nagle ciszę przerywa okrzyk „Steady!” i cały obrazek pęka i rozsypuje się jak budowla z piasku. Pozostali gracze jęczą, rwą włosy z głowy, burzą swoje konstrukcje. Nie zdążyli. A zabrakło tak niedużo, jeden klocek, jedna sekunda…

Steady Hands to 60 jednakowych drewnianych klocków i kilkadziesiąt kart z ilustracjami budowli (podzielonych na 3 poziomy trudności). Każdy gracz otrzymuje na dzień dobry 9 białych klocków i 1 niebieski. Następnie wybieracie wariant gry i … można grać!

Jest to jedna z tych gier, w których wynik końcowy liczy się mniej od samej zabawy. Przy czym, czy walka z własnymi słabościami to zabawa? Jak się okazuje, walka z samym sobą, ciągłe staranie, aby być lepszym, sprawia nam niesamowitą satysfakcję. Dlatego gra zyskała tak wielką popularność na szkolnej świetlicy. Co więcej, sama z przyjemnością grałam z dziećmi i powiedziałabym, że wcale nie miałam jakichś wybitnych forów, choć pomogła mi ogólna wiedza o środku ciężkości i odrobinę bardziej sprawne dłonie. Natomiast w gronie dorosłych szanse całkowicie się wyrównują.

(fot. Trick Logic)

(fot. Trick Logic)

Warianty gry są generalnie 3: można każdemu rozdać po 1 karcie i osoba, która pierwsza zbuduje swoją konstrukcję, zdobywa punkt (zachowuje odwróconą kartę), a reszta przesuwa swoje karty o jedną osobę w lewo. Oczywiście do obiegu dokładamy jedną nową kartę i rozgrywamy kolejną rundę. Tym sposobem wielu graczy będzie miało okazję zmierzyć się z tymi samymi budowlami, a nierzadko zdarzy się, że jakaś karta do nas wróci i będziemy mogli ponownie stawić jej czoło. Po rozegraniu określonej liczby rund wymieniamy wszystkie krążące karty na karty z kolejnego poziomu i gramy dalej. W tym wariancie grać może 6 osób, a nawet więcej (jeśli liczba chętnych przewyższa liczbę wakatów), jeśli wprowadzimy system rotacyjny (co rundę pewne osoby pauzują).

Drugi wariant polega na budowaniu tej samej konstrukcji. Tutaj logistyka podpowiada, aby grać najlepiej w maks. 4 osoby, aby wszyscy dobrze widzieli kartę zadania i to widzieli je z odpowiedniej perspektywy.

W trzecim wariancie także budujemy tę samą budowlę, ale wpierw przyglądamy się karcie przez kilkanaście sekund, aby potem odtworzyć ją z pamięci. Tutaj limit ponownie nie obowiązuje.

Gra wciąga, gra uczy, gra przeplata momenty chwały z chwilami porażki. Ale przede wszystkim ćwiczy naszą koncentrację, opanowanie i cierpliwość. No i każe się nie poddawać. Bo jak się poddasz, to nie grasz. A Ty chcesz grać, bo to naprawdę wciągająca zabawa!

Pudełko co prawda nie zachęca. Jest jakieś takie… niedzisiejsze. Ale zawartość zadowoli już każdego. Nie dość, że elementy są przechowywane w fajnym woreczku, to na dodatek są bardzo dobrze wykrojone. A trzeba pamiętać, że nawet odrobinę źle wykonany klocek mógłby nam dosłownie PRZECHYLIĆ szalę zwycięstwa na niepożądaną stronę. Tutaj nie mamy tego problemu.

Niemniej, po całej litanii samych pozytywów, przyszedł czas na jeden minus. Na jedna łyżkę dziegciu w beczce miodu. Na tę łyżkę składa się hasło widniejące na pudełku i jedna dodatkowa zasada: Czujesz, że przegrywasz? Kopnij stół! A wtedy klocuszki wyprzedzających Cię współgraczy rozsypią się i już nie będziesz przegrywał… Fajnie, nie? Ten, kto to wymyślił, powinien dostać dyscyplinarkę. Jak można propagować zagranie, które zepsuje całą zabawę i jeszcze wmawiać graczom, że to śmieszne? Dorośli, jacy zabawowi by nie byli, w końcu się wkurzą, a dzieci od razu uderzą w płacz, bo one płaczą nawet wtedy, gdy ktoś przypadkiem ten nieszczęsny stół potrąci. Doprawdy, wyobraźnię przestrzenną twórcy mieli cudowną, wymyślając kolejne budowle, ale wyobraźni emocjonalnej nie mają chyba za grosz.

Ale zapomnijmy o tej zasadzie. Udajmy, że jej nigdy w instrukcji nie było, a  pudełko po prostu wyrzućmy. Grajmy w Steady Hands uczciwie, a czeka nas naprawdę dobra i pouczająca zabawa! :)

Ogólna ocena (9/10):

Złożoność gry (2/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie Trick Logic za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Nanaki – debiut nowego wydawnictwa w indiańskim stylu

W ostatnich miesiącach nie miałam czasu na wielogodzinne rozgrywki. Z tego powodu na moim stole zaczęły ostatnio królować tytuły średniej ciężkości. Kiedy usłyszałam o ideach przyświecających debiutującemu na polskim rynku wydawnictwu Cloud Games, uznałam, że jest ono jakby stworzone dla mnie. Gry spod chmurki mają być ładne, łatwe do wytłumaczenia i strategicznie niebanalne. Ojcem założycielem wydawnictwa jest Piotr Piechowiak. Jest on też autorem Nanaki – karcianki, której prototyp miałam okazję przetestować. Kampania na platformie wspieram.to startuje 3 czerwca.