Home / Recenzje / Gry rodzinne / Dżem dobry – praca u podstaw

Dżem dobry – praca u podstaw Recenzja

Nie wiem jak Wy, ale ja, jeśli chodzi o gry słowne, jestem rozdarty jak ta sosna z książki Żeromskiego. Z jednej strony bawi mnie klejenie wyrazów z pojedynczych literek, a z drugiej wiem, że nie jestem w tym tak dobry jak bym chciał. I w gruncie rzeczy to jest dla mnie (i pewnie nie tylko dla mnie) podstawowy i największy problem z tego typu tytułami: inni ludzie przy stole. Szczególnie tacy, którzy w dzieciństwie wpadli do kociołka z płytkami od Scrabble a teraz potrafią ułożyć siedmioliterowy wyraz korzystając z samych spółgłosek i wspomnienia dawnego wypadu na Mazury, podczas którego poznali nazwę jakiegoś technicznego elementu wykonania takielunku. Nic tylko usiąść i płakać nad tym, że na pierwszy rzut oka przede mną składają się jedynie “kot”, “tok” i ewentualnie, w porywach kreatywności: “kupa”. 

W sukurs ludziom takim jak ja przychodzą poczciwi Czesi z CGE i jeszcze bardziej poczciwi tłumacze z wydawnictwa Rebel. Ci pierwsi trzeźwo zauważyli, że zdecydowanie lepiej gra się ze słownikowymi omnibusami w jednej drużynie niż przeciwko nim, a ci drudzy równie trzeźwo zauważyli, że popularność występowania różnych liter w różnych językach jest nieco inna, czasami nawet skomplikowana przez ogonki, kreseczki i inne odrosty, więc nie da się po prostu wydrukować polskiej okładki i uderzyć w rynek. I głównie o tym sobie dzisiaj porozmawiamy. Ale najpierw minimum reguł. 

MINIMUM REGUŁ

Dżem Dobry  to gra słowno-dedukcyjna rozgrywana za pomocą standardowych kart ze standardowymi literkami wykorzystywanymi w nieco niestandardowy sposób. Każdy gracz otrzymuje od swojego sąsiada pięcioliterowe słówko, które w trakcie partii ma za zadanie odgadnąć litera po literze. Sytuacja na początku będzie wyglądać tak jak na poniższym zdjęciu:

Widzę po jednej literze stojącej na stojaczku przed każdym z graczy, poza swoją, którą mam odgadnąć. I teraz, w zależności od rozkładu inwencji twórczej przy stole może przypaść mi funkcja podpowiadającego lub odgadującego. Nie ma tu sztywnego podziału na tury i pilnowania kolejności rozgrywki, gracze sami decydują kto podpowiada. Najlepiej, jeśli w efekcie tej decyzji podpowiadać będzie gracz, który udzieli innym jak najwięcej informacji. Utrudnieniem jest to, że nie możemy zdradzać żadnych konkretów w stylu “moja podpowiedź pomoże Michałowi, bo nie odgadł jeszcze żadnej ze swoich liter” i ograniczamy się jedynie do ogólników takich jak długość podpowiedzi, liczba graczy, którym podpowiedź pomoże i to, czy będziemy korzystać z litery-jokera czy nie. 

Załóżmy, że wymyśliłem sobie jakieś słowo, które korzysta z jak największej liczby liter i inni gracze dopuścili mnie do głosu. Korzystam wtedy z przyjemnie ciężkich, solidnych i absurdalnie przekrojowo-owocowych sztonów z cyferkami, układając je przy literach w odpowiedniej kolejności. Ponieważ ktoś słusznie zauważył na etapie projektu, że gdybym wypowiedział to słowo na głos, to z gry odpadłby element dedukcji, czyli jakieś 99% zabawy. Pozostali gracze zapisują sobie to słowo w tęczowo-kolorowych kapownikach, wstawiając znaki zapytania i gwiazdki w miejsce liter, których nie widzą (bo należą do nich) lub nie znają (bo wykorzystany został joker). Załóżmy dla przykładu, że podpowiedzi udzielał ktoś inny, a ja próbuję odgadnąć swoją literę. 

A TERAZ DO SEDNA…

Uzupełnianie niewiadomych we właśnie zapisanym słowie to czynność zaskakująco zajmująca i satysfakcjonująca. Nie ma co jednak ukrywać, że skorelowana jest mocno z jakością otrzymanej podpowiedzi. Szybko można nauczyć się, że krótkie słowa nie są najfajniejsze, bo krótkich słów jest dużo i bywają do siebie podobne. Jeśli więc otrzymam od współgracza hasło ?A?A, to nie pozostaje mi nic innego jak westchnąć ciężko i podziękować mu w duchu za obecność przy stole. W takich sytuacjach pomaga jednak przyspieszony kurs empatii i wejście w buty drugiego człowieka. Dla mnie ta podpowiedź jest słaba i nie wskazuje mi definitywnie na jedną literkę, ale ten drugi zgadujący zobaczy T?T? i raczej szybko domyśli się tego, czego ma się domyślić. 

Można więc pokusić się o stwierdzenie, że układanie podpowiedzi zastanawiając się jak będą one wyglądały z perspektywy innych graczy to zajęcie tak samo satysfakcjonujące. Może nie aż tak jak ułożenie kreatywnego hasła w Tajniakach w taki sposób, aby połączyć ze sobą sensownie cztery lub więcej kart, ale na serduszku faktycznie robi się cieplej kiedy po udanej rundzie wszyscy współgracze z uśmiechem stwierdzają, że teraz to już wiedzą na pewno i przechodzimy do następnej literki. 

…I PODSUMOWANIA

W zasadzie na tym etapie ja byłem już kupiony i recenzja mogłaby się kończyć, więc podsumujmy. Dżem dobry to kawał cwanej gry słownej dającej zaskakująco dużo możliwości do pomóżdżenia. Podobnie jak Tajniacy z tego samego wydawnictwa można tę grę uznać za cięższą niż początkowo mogłoby się wydawać. I dokładnie tak jak w przypadku Tajniaków, dla niektórych graczy to może być dealbreaker: przecież mieliśmy się imprezowo bawić, a tutaj orka na ugorze. Oczywistym jest też, że jeśli ktoś po prostu nie lubi gier scrabblopodobnych z powodów słownikowych, temu żadna nowa gra tego typu się nie spodoba, niezależnie od tego iloma innowacyjnymi i cwanymi rozwiązaniami się obuduje po drodze. Jeśli lubisz słowotwórstwo, to masz tutaj przykład gry błyskotliwej i arcyciekawej. Jeśli nie lubisz, ta gra Twojego zdania raczej nie zmieni. 

PO PODSUMOWANIU CZYLI CO SIEDZI POD MASKĄ

Do zachęty i decyzji o ewentualnym zakupie wystarczą informacje o tym jak gra działa. Teraz chciałbym poświęcić trochę czasu i miejsca na kilka elementów, dzięki którym mogę wskazać dlaczego działa tak dobrze. Wspominałem wcześniej o ogonkach i specyfice polskiego alfabetu. W grze nie ma liter “ś”, “ć”, “ó” i tym podobnych. Zamiast tego w polskim wydaniu pojawiła się dodatkowa mechanika w postaci ogonka, który można dołączyć do sztonu zaznaczając, że chodzi mi o taką literę jak widniejąca na karcie, ale z kreską lub kropką. Urzekła mnie pomysłowość tego rozwiązania, ale nie to jest kluczowym elementem, który mnie przekonał. 

Jestem bardzo zadowolony ze sposobu w jaki Dżem dobry radzi sobie z problemem słownikowego omnibusa wspomnianym na początku. Czas gry odmierzany jest za pomocą obrywania płatków i liści z kwiatka, co jest absurdalnie rozbrajające i abstrakcyjne, ale działa jak już przestaniemy o tym myśleć i zaczniemy grać. Myk polega na tym, że jedna osoba nie może przez cały czas podpowiadać, bo w pewnym momencie napotyka na mur pod postacią zasady: teraz podpowiedzieć muszą wszyscy inni gracze i dopiero wtedy możesz mieć znowu okazję do zabrania głosu. Miód na me serce i szacunek dla projektanta, to jeden z tych pomysłów, które są niemal banalne, ale żeby to stwierdzić trzeba było na nie wcześniej wpaść. 

Podsumowanie było już wcześniej, więc się nie powtarzam i napiszę tylko: bardzo warto zapoznać się z Dżem dobry.

TELEGRAFICZNE I DODATKOWE UWAGI KOŃCOWE

  • Niezależnie od liczby graczy przy stole widocznych jest zawsze 6 liter. Wolne miejsca zajmują “wirtualni” gracze, którzy zawsze odgadują swoją literkę jeśli tylko została wykorzystana w słowie. 
  • W pudełku polskiego wydania Dżem dobry próżno szukać kart z literkami F i H, które są najrzadziej występującymi w naszym alfabecie literami bez zmiękczeń. Sprawia to, że nie sposób bez wykorzystania jokera ułożyć kilku bardzo krótkich i popularnych słów. 
  • V i X występują jeszcze rzadziej, ale jakie tam z nich polskie litery. Ich też nie ma w pudełku. 
  • Normalnym warunkiem zwycięstwa jest odgadnięcie przez ponad połowę graczy swojego słowa. Jeśli jednak ktoś chce masterować, to pół strony w instrukcji jest poświęcone na opis szczegółowej punktacji. 
  • Pudełko zaopatrzone jest w komplet ołówków i temperówkę.



Grę Dżem dobry kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (6/10):

Dziękujemy firmie Rebel za przekazanie gry do recenzji.


2 komentarze

  1. Pingwin

    No i sprawiłeś, że już mam Dżem dobry na wishliście. A wcale nie zamierzałam mieć :-P

  2. Avatar

    Mnie Dżem Dobry pochłonęło całkowicie. Dorzuciłem tak po prostu do koszyka z innymi grami, totalnie w ciemno. No i nie chciałem chować ze stołu. Odezwał się syndrom – A jeszcze jedną partyjkę. Przez co pół z każdego urlopowego dnia uciekało :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Na barana – Znakomita kontynuacja serii gier rodzinnych

Jeszcze niedawno nie miałam pojęcia o istnieniu serii gier “Rodzinka wygrywa”. Stan ten przerwało pojawienie się na moim stole nowej pozycji dla najmłodszych, wydanej przez Egmont. Gra Na barana szturmem zdobyła serca mieszkańców mojego domu. Sprawiła ona też, że nie mogę doczekać się tego, by przetestować pozostałe planszówki należące do tej linii wydawniczej. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap