Home / Recenzje / Gry jednosobowe / Rycerze 3: Ukryte Miasto

Rycerze 3: Ukryte Miasto Jak znaleźć skarb i przy tym nie zginąć w ruinach zapomnianego miasta?

Jeszcze niedawno o komiksach paragrafowych myślałam jako o powiewie świeżości w czasami nieco przewidywalnym, planszówkowym świecie. Teraz są one już mi dobrze znane i zawsze z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tytułów. Dzięki Wydawnictwu FoxGames polscy gracze mogą obecnie sięgnąć po kilkanaście książek tego typu. Różnią się one tematyką, klimatem, poziomem trudności oraz docelową grupą odbiorców. Fani grozy znajdą dreszczyk emocji m.in. w Wilkołaku lub Porwaniu, detektywi – amatorzy na pewno będą świetnie bawić się z komiksami paragrafowymi o Sherlocku Holmesie, a dzieciaki mogą np. wcielić się w walecznych rycerzy. I to o tej serii dziś słów kilka. A właściwie o najnowszej jej części, Rycerze 3: Ukryte Miasto.

Od początku… A może nie.

Kto z Was nigdy nie zaczął czytać cyklu książek od części, która nie jest początkiem serii, niech pierwszy rzuci zakładką. Mnie się zdarzyło, często nieświadomie. Tym razem zrobiłam to z premedytacją. Nie miałam okazji grać w Rycerzy i Rycerzy 2. Mimo to (a może trochę przekornie, właśnie dlatego) postanowiłam sprawdzić, jak spodoba mi się najnowsza część serii. Z tej recenzji nie dowiecie się, jak wypadają Rycerze 3: Ukryte Miasto na tle poprzednich tomów. Opiszę natomiast, jak najnowszy komiks paragrafowy FoxGames spisuje się jako niezależna gra i czy warto po nią sięgnąć, jeśli nie towarzyszyło się jego bohaterowi w poprzednich przygodach (do rozgrywki nie jest konieczna ich znajomość).

Pierwsze wrażenie

Rycerze 3: Ukryte Miasto to bardzo ładnie wydana gra książkowa. Okładka przypomina oprawiony w skórę dziennik, który mógłby być kroniką lub pamiętnikiem poszukiwacza przygód. Przypadła mi do gustu bajkowa stylistyka, w jakiej utrzymany jest komiks. Podoba mi się też żywa kolorystyka grafik. Ilustracje wypełniające strony książki są interesujące i zabawne. Jak zwykle w przypadku komiksów paragrafowych, są też pełne detali, szczegółów i drobiażdżków, które w czasie lektury trzeba znaleźć. Sporym plusem tej gry jest gruba okładka. Dzięki niej nie obawiałam się wrzucić książki do plecaka, więc towarzyszyła mi ona nie tylko w domowym zaciszu.

Hej ho, hej ho do ruin by się szło

Na pierwszych stronach komiksu Rycerze 3: Ukryte Miasto znajdziemy krótkie wprowadzenie. Poznamy dzięki niemu zasady rozgrywki oraz dowiemy się jak korzystać z koła walki, którym będziemy rozstrzygać pojedynki. Gra posiada dwa tryby – Giermka i Rycerza. Pierwszy z nich upraszcza rozgrywkę, a zwłaszcza pojedynki, dzięki czemu nadaje się dla młodszych graczy. Na kolejnych stronach znajdziemy kartę postaci, wspomniane koło oraz listę skarbów, które mamy za zadanie znaleźć.

Przygodę rozpoczynamy na statku kupca, który zlecił nam odnalezienie kilku wartościowych przedmiotów w ruinach legendarnego ukrytego miasta. To tutaj możemy wybrać jedną z czterech postaci, w którą chcemy się wcielić: Karinkę, Wojownika, Czarodzieja lub Łucznika. Bohaterowie posiadają różne atrybuty (w grze występują siła, zręczność, inteligencja) oraz unikatowe zdolności specjalne. Rozgrywka każdym z nich dostarcza innych wrażeń (Karinka ma najbardziej zrównoważone cechy, silny Wojownik częściej używa pięści, niż rozumu, zręczny Łucznik potrafi otworzyć wiele zamków, a Czarodziej może sporządzać mikstury ze znalezionych roślin). Po wybraniu bohatera uzupełniamy kartę postaci i możemy wyruszać na poszukiwanie skarbu. Jeśli macie za sobą lekturę Rycerzy i/lub Rycerzy 2, możecie rozpocząć grę postacią, którą wcześniej kierowaliście. Zachowujecie jej cechy z poprzednich wojaży.

Którędy do Ukrytego Miasta?

Jak zwykle w komiksie natkniemy się na wiele ciekawych miejsc, niebezpiecznych paragrafów i takich, które po prostu prowadzą nas do innych kadrów.

W czasie rozgrywki przemieszczamy się między kolejnymi paragrafami, eksplorując okolicę, by odnaleźć tytułowe ukryte miasto. Nie jest to zadanie przesadnie trudne, więc nawet niezbyt utalentowani traperzy, powinni w końcu odnaleźć wejście do ruin. Ci, którzy będą mieli z tym więcej problemów, trafią na pewno na kogoś, kto poda im pomocną dłoń (za odpowiednią opłatą ma się rozumieć). Oczywiście po drodze będziemy musieli stawić czoła licznym przeciwnościom.

Nie wszystkie napotkane na szlaku istoty chcą nas zabić.

Po dotarciu do ukrytego miasta musimy skupić się na właściwym zadaniu – odnalezieniu skarbów. Kupcowi zależy na konkretnych przedmiotach, warto więc na początku przygody poświęcić chwilę na przyjrzenie się liście ukrytych skarbów. Droga do artefaktów prowadzi przez najeżone przeszkodami ciemne korytarze. Same skarby też są dobrze ukryte, nie zawsze w skrzyniach, trzeba więc mieć oczy szeroko otwarte. Dla tych, którzy uważają, że to za mało wrażeń, jest też niespodzianka – w czasie poszukiwań będziemy czuć na plecach czyjś oddech. Przetrząsając ruiny, musicie być skrupulatni, by odnaleźć jak najwięcej skarbów, sprytni, aby rozwiązać zagadki, na które traficie oraz ostrożni, żeby nie skupić na sobie uwagi strażników (wyrażonej gwiazdkami poszukiwania).

Wrażenia

Komiks Rycerze 3: Ukryte Miasto ujął mnie klimatem. Jego fabuła jest ciekawa, a komentarze narratora czasem zabawne, a czasem intrygujące. Zagadki, które znajdziemy w czasie poszukiwań, są zróżnicowane pod względem poziomu trudności. Wiele z nich jest zaskakująco wymagających jak na komiks dla dzieci. Mam spore wątpliwości, czy z niektórymi łamigłówkami poradzą sobie młodsi czytelnicy (komiks przeznaczony jest dla graczy od ósmego roku życia).

Jak w każdej grze przygodowej, rozgrywce towarzyszy spora dawka losowości. Ma ona spore znaczenie zwłaszcza w przypadku pojedynków, w czasie których kręcimy kołem walki. Szczęście przydaje nam się też przy wyborze drogi w czasie poszukiwań, zwłaszcza w pierwszej rozgrywce. W każdej kolejnej partii mamy więcej informacji i możemy podejmować bardziej świadome decyzje.

Komiks niekoniecznie na jeden raz

Podoba mi się to, że możemy ruszyć na przygodę bohaterami o innych cechach i specjalnych zdolnościach. Ja rozpoczęłam grę Łucznikiem, ale po jej zakończeniu z ciekawości ruszyłam ponownie w drogę, tym razem Czarodziejem, a potem jeszcze Karinką, by sprawdzić, jak oni sobie poradzą. Różne statystyki przekładają się to na inne możliwości i sposoby eksploracji. Nie każdy bohater może wejść do każdego pomieszczenia. Czasem wymagana jest do tego duża siła, a innym razem wysoki poziom inteligencji. Co prawda możemy w czasie gry zwiększać swoje statystyki, zdobywając kolejne poziomy oraz znajdując przedmioty, które dodają nam punkty, jednak np. grając Wojownikiem, choćbyśmy bardzo się starali, nie uzyskamy imponującej mądrości.

Nie jesteśmy sami w ruinach.

Zaletą jest też dla mnie wprowadzenie „ogona” w czasie przeszukiwania ruin. Nie możemy spacerować po podziemiach zaglądając do każdej dziury, bo szybko zbierzemy liczbę gwiazdek pościgu, która zmusi nas do ucieczki. Dzięki temu po zakończeniu gry możemy powrócić do ukrytego miasta i sprawdzić co znajduje się w przeoczonych w pośpiechu korytarzach. Będziemy posiadać co prawda część informacji, ale jeśli wybierzemy inną postać oraz alternatywną drogę, to możemy przeżyć zupełnie inną przygodę. Na dodatek autorzy przewidzieli więcej niż jedno zakończenie, więc tym razem nie musimy kończyć zabawy po jednej partii.

 

Kiedy trafimy na przeciwnika, wprawiamy koło walki w ruch i próbujemy szczęścia.

W czasie gry nie znalazłam żadnych błędów w łączeniu paragrafów, ale to nie znaczy, że nie trafiłam na niedopatrzenie. Autorzy całkiem słusznie założyli, że warto na początku w praktyce przypomnieć zasady dotyczące pojedynków. Nie zabezpieczyli jednak dostatecznie wszystkich możliwych dróg. Moja pierwsza walka nie była opatrzona komentarzem „To twoja pierwsza walka…” (gdzie diabeł nie może… tam ja się wybrałam), więc nie miałam pojęcia czym jest wartość Multi (zwielokrotnia statystyki potwora, jeśli gra się postacią z poprzednich książek, o czym we wprowadzeniu nie wspomniano), co wzbudziło moją konsternację.

Czy warto?

Rycerze 3: Ukryte Miasto to przyjemny komiks paragrafowy, który jednak nie powalił mnie na łopatki. Z jednej strony eksploracja terenu nie jest zbyt trudna, z drugiej niektóre zagadki są bardzo wymagające. Jestem przekonana, że spodoba się on dzieciom, jednak w przypadku młodszych graczy polecam rozgrywkę drużynową, z rodzicem, który będzie służyć pomocą przy trudniejszych szaradach. Jako samodzielna gra komiks spisuje się średnio. Mam jednak przeczucie, że znacznie bardziej spodoba się tym osobom, które do rozgrywki wyruszą z postacią z poprzednich książek i to właśnie fanom serii Rycerze przede wszystkim go polecam.

U mnie było… Dynamicznie. A jak Wy zakończycie przeszukiwanie Ukrytego Miasta?

PLUSY

– przyjemna dla oka bajkowa stylistyka

– możliwość wyboru spośród czterech zróżnicowanych bohaterów

– zwiększający napięcie element pościgu

MINUSY

– niektóre zagadki są zbyt trudne dla młodszych graczy



Grę kupisz w sklepie

Ogólna ocena (6/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie FoxGames za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

x

Check Also

Sierra West – podróż w kierunku zachodzącego słońca

Kiedy wydawnictwo Board&Dice „opuściło” polski rynek bałem się, że już nie zobaczymy rodzimych wersji takich perełek jak Multiuniversum czy Dice Brewing. Na szczęście okazało się, że chłopacy szybko dogadali się z innymi polskim wydawcami i nasze ręce niedługo po światowej premierze trafiły m.in. Teotihuacan, Trismegistus czy Dice Settlers. Na Sierra West gracze nad Wisłą musieli poczekać nieco dłużej. Czy było warto? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w niniejszym materiale.