Home / Recenzje / Gry rodzinne / Draftozaur – 7 jurajskich cudów świata

Draftozaur – 7 jurajskich cudów świata Recenzja

Draftozaur (Draftosaurus)
Autorzy: Antoine Bauza, Corentin Lebrat, Ludovic Maublanc, Théo Rivière
Liczba graczy: 2-5
Wiek: 8+
Czas gry: ok 20 min.
Mechanika: Draft, Set Collection
Rok wydania PL: 2020 (światowa premiera w 2019)
Wydawca PL: Nasza Ksiegarnia
Ranking BGG: 7.2 /10
Złożoność w/g BGG: 1.24 /5
Instrukcja PDF: do pobrania ze strony Wydawcy

Ciekawe, że paluszki w tej grze maczało aż czterech projektantów. Antoine Bauza jest marką sam w sobie i przedstawiać go nie trzeba. Gorzej z Corentinem Lebratem, przyznam, że mnie jest on zupełnie nieznany (no, może poza Chibisem – dodatkiem do Takenoko). I tu rzuciło mi się w oczy, że duet Bauza-Lebrat ma się calkiem dobrze. Przeglądając premiery 2020 trafiłam na kilka pozycji owych panów popełnionych wspólnymi silami – m.in. jedną z nich, Mia London, detektywistyczną grę dla dzieci 5+ zapowiedziało na polski rynek wyd. FoxGames. Choć  nie do końca wiadomo jak potoczą się jej dalsze losy – jeśli już, to należy liczyć dopiero na rok 2021. Nawiasem mówiąc, zaciekawił mnie Trek 12 (tegoroczna pozycja od obu panów), który wymiata na BGG mega ocenami a i tematykę ma nie od czapy: roll&write w klimatach alpinistycznych. Koniec dygresji ;). Idąc dalej – Ludovic Maublanc – ten zaiste ma już co nieco więcej znanego na swoim koncie, żeby nie wspomnieć o Cykladach, Cleopatra and the Society of Architects, czy całej serii Mr Jack. Maczał też paluszki w wersji kościanej Kingdomino (Duel) – i dodajmy, że lubi występować w duecie z Bruno Cathala. Czwarta postać dramatu, Théo Rivière, to również znana polskiemu graczowi osobistość – może się pochwalić takimi tytułami jak Nagaraja, jeden z Unlocków (Epic Adventures z 2019 – szkoda, że nie ma go po polsku), czy Morze Chmur. O, chyba lubi dinozaury, bo w 2018 roku stworzył wraz z Ludovikiem Maublanciem SOS Dino, choć zdaje się nie zrobiła ona jakiejś olbrzymiej furory. W ogóle owi czterej panowie lubię chyba współpracować, bo przewijają się tu i ówdzie w różnych skladach, czasem nawet jak w dzisiejszej grze – poczwórnym. Ale może dość suchych rozważań o autorach, przejdźmy do gry.

Jak pewnie niektórzy słusznie się spodziewają – w grze dostaniemy figurki dinozaurów (no, figurki to może za dużo powiedziane, ale całkiem zgrabne meeple z szyjami, ogonami i płytkami grzbietowymi), które będziemy wybierać / przekazywać za pomocą mechaniki draftu, a te które wybierzemy, będziemy ustawiać na swojej planszy. Po to, by na koniec gry najlepiej nam zapunktowały (tworząc najbardziej lukratywne kolekcje). W sumie – temat mógłby być inny, czemu nie, ale muszę przyznać, że jest to wszystko ładnie dopracowane, nie czuje się szycia na siłę, rzeczywiście ma się wrażenie budowania czegoś (niekoniecznie parku jurajskiego, ale jednak ustawianie zwierzaków w lesie, w górach czy na polach miłości ma swój niezaprzeczalny urok).

Fajna w tej grze jest dwustronna plansza – mamy zatem świat letni i świat zimowy. Podział zaiste umowny i de facto jedynie graficzny, ale wygląda na to, że autorzy mieli więcej pomysłów na różnorodność kolekcji, których nie zmieścili na jednej planszy. I chwała im za to, bo gra by się skomplikowała, a tak możemy sobie rozegrać dwie różne partyjki.  Otóż – po wyborze zwierzaka musimy wybrać miejsce, gdzie go dołożymy. Ale nie jest to takie proste – bowiem aktywny gracz rzuca kostką i to ona wskaże fragment planszy. Może wypaść na góry, na las, wulkan czy szkielet (każdy z tych obszarów zawiera kilka pól) a obszary te nie są rozłączne. Nie można wiec powiedzieć, aby rzut kostką determinował na tyle silnie, by nie było wyboru, by nie było się nad czym zastanawiać. Do tego wszystkiego gracz aktywny nie jest związany kostką, a więc przynajmniej raz na rundę każdy będzie mógł postawić swojego dino dokładnie tam gdzie chce.

Dla dwóch graczy przewidziany jest specjalny tryb – nie gramy dwóch rund, jak w normalnej rozgrywce, a cztery. Ale za to po każdym wyborze dinozaura, zanim przekażemy nasz koszyk przeciwnikowi, wybierzemy jeszcze jednego meepla – po to, aby go odrzucić do pudełka. W ten sposób z 6 dinozaurów weźmiemy tylko trzy – ale ponieważ gramy cztery rundy, to i tak na naszą planszetkę powędruje ni mniej ni więcej tylko 12 figurek.

Dino punktują za sety. Np. na zimowej planszy pary tych samych zwierzaków ale po przeciwnych stronach mostu. A na letniej – pary tych samych, ale na tym samym polu (polu miłości). Mamy też samotnię, gdzie punktujemy tylko wtedy, kiedy dinozaur tam postawiony jest jedynym w danym gatunku na naszej planszy. Jest pole, gdzie możemy wstawić od 1 do 6 dino – byle wszystkie takie same. I analogiczne pole – tyle, że dinozaury muszą być różne. Z kolei na zimowej planszy znajduje się obszar, na którym ustawiamy meeple naprzemiennie (tylko dwa gatunki, od 1 do 6 zwierzaków) oraz moja ulubiona piramida, gdzie każdy sąsiad musi być innego koloru, a łapki marzną tylko tym, co stoją na dole (nie… no fantazja mnie ponosi – ale fakt faktem, że piramidę budujemy od dołu). Jest też możliwość zapunktowania za dinozaury przeciwnika (oczywiście przez postawienie dinozaura na odpowiednim polu). Fajne te sety. Jest w czym wybierać. I pamiętajcie, że tylko 12 dino znajdzie się na waszej planszy!

We dwie osoby gra jest bardziej taktyczna – wszak po pierwszej wymianie koszyczków wiemy już wszystko. Pocimy się i stękamy zatem kombinując co sobie zostawić, co odrzucić, by przeciwnik nie miał zbyt lekko no i przede wszystkim co do nas wróci. W więcej osób trudno przewidzieć co do nas wróci, pozostaje jedynie obserwować plansze przeciwników i zliczać dinozaury – pod koniec rozgrywki już w zasadzie wiadomo dość dużo. I jak to z draftem bywa (oczywiście piję tu do 7 cudów świata) w więcej osób jest bardziej intuicyjnie. Taka normalniejsza normalność.

Taka jedna mała uwaga jeszcze na koniec – zwróćcie uwagę na to ile macie dinozaurów. Bo instrukcja mówi jak przygotować woreczek tj. ile dino ma być w środku == ile odrzucić. Tyle, że (u mnie przynajmniej) był jeden nadprogramowy dinozaur w każdym kolorze, więc jak odrzuciliśmy po dwa to zostało po dziewięć, a nie po osiem – a to robi kolosalną różnicę :)

Plusy:

  • Ładne, estetyczne wykonanie, chodliwy temat
  • Dobrze napisana instrukcja
  • Proste zasady ale sporo główkowania
  • Brak przestojów – tu nie da się specjalnie mocno zamulać
  • Dobrze działająca mechanika
  • Dwa warianty (dwie plansze) gry

Gra jest lekka, szybka i przyjemna. Brać panowie i panie, brać!


 

Aga Satława

Aga Satława: Draftozaur to gra, której nie mogę przestać chwalić. Jest to planszówka lekka, łatwa do opanowania, szybka, ładna, z draftem, który lubię, z uroczymi mepelkami w ślicznych kolorach, a jakby tego wszystkiego było mało, ilustrator ukrył na planszy jeszcze zabawne wstawki dla spostrzegawczych (wiedziałam, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie!). Zgadzam się, że podział na dwie plansze, to bardzo dobre posunięcie. Jej letnia wersja jest dobrą rozgrzewką na początek, choć mnie znacznie bardziej przypadła do gustu jej zimowa odsłona, a zwłaszcza piramida. Często grywam partie dwuosobowe i czasem narzekam na to, że specjalny tryb dla duetów jest marną kalką rozgrywki w większym składzie. Nie tym razem. Owszem, zasady różnią się od tych dla 3-5 osób, ale dzięki temu dostajemy po prostu inną, wcale nie gorszą, bo wzbogaconą o większą dawkę negatywnej interakcji grę. Podsumowując, nowa gra Wydawnictwa Nasza Księgarnia bezapelacyjnie skradła moje serce, mogę więc za Pingwinem zakrzyknąć, „Brać panowie i panie, brać!”.


Kamari

Kamari: Zgadzam się z moimi redakcyjnymi koleżankami i również z zachwytem układam urocze dinusie na planszy. Mam jednak jedną uwagę i małą podpowiedź dla autorów. Po pierwsze – rozgrywka jest za krótka. Niby wiem i rozumiem, że przeciąganie partii i większa liczba mepli i pól sprawiłaby, że rozgrywka stałaby się monotonna, ale chciałoby tę przyjemność trochę wydłużyć. Na szczęście temu można zaradzić i zagrać jeszcze raz.

Po drugie, szanowni autorzy, proszę się zebrać ponownie i stworzyć kolejne plansze. Super, że są dwie i różnią się warunkami stawiania na nich dinozaurów, ale gracze na pewno nie pogardzą dodatkowymi. Wierzę, że pomysłów Wam nie brakuje.



Grę Draftozaur kupisz w sklepie

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (3/10):

Oprawa wizualna (10/10):

Dziękujemy firmie Nasza Księgarnia za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Moje miasto – jak budować niszcząc grę

Trudno jest pisać o grach legacy. Nie dość, że człowiek nie może za bardzo mówić o konkretach, to jeszcze wypadałoby sprawnie zobrazować swoje wrażenia płynące z rozgrywki. A to o czym chciałoby się powiedzieć często jest blokowane przez zakaz spoilerów. I tak się kluczy i brodzi między tymi tajemnicami. Moje miasto od wydawnictwa Galakta to kolejna pozycja od doktora Knizi, gdzie łączy legacy, tetrisa i rodzinną formę rozgrywki. Niezwykle ciężki miks. Czy to mogło się udać? Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap