Home / Recenzje / Gry rodzinne / Quetzal – archeolodzy kontra poszukiwacze przygód

Quetzal – archeolodzy kontra poszukiwacze przygód Recenzja

Quetzal
Autor: Alexandre Garcia
Liczba graczy: 2-5
Wiek: 10+
Czas gry: ok. 60 min.
Mechanika: worker placement, licytacja, set collections
Rok wydania: 2020
Wydawca PL: G3
Ranking BGG: 7.2 / 10
Złożoność w/g BGG: 2.40 / 10
Możesz grę wypróbować na BGA

Alexadre Garcia nie jest zbyt znanym projektantem. Jak tak przejrzeć jego dorobek na BGG to – choć jest tego na dzień dzisiejszy aż sztuk …9 – to sporo z nich zatrzymało się na etapie prototypu. Ku mojemu zdziwieniu (ocen na BGG raptem 18) w naszym kraju zostało wydane „Polowanie na skrzaty” przez wyd. Hobbity.eu (i nawet gdzieniegdzie można je jeszcze kupić – ale spokojnie, to gra dla dzieci w wieku lat 4+). Drugą grą, którą możecie jakoś kojarzyć, choć już nie z rodzimego podwórka to Dilluvia Project (city building / worker placement / rok 2015 / ocena bgg: 7.5).

O.K. Po tym przydługim wstępie prezentującym autora czas przejść do gry. Jest to worker placement. Ale jest to dość nietypowy worker placement, bowiem da się wyrzucić postawionego ludzika z jego miejscówki. Generalnie zasada gry jest prosta – wbijamy mepelkami na poszczególne pola w celu zdobycia artefaktów a następnie udania się (też oczywiście mepelkami) do portu i okolic aby tak zgromadzone artefakty dobrze wymienić na punkty zwycięstwa. W międzyczasie przyda się parę wizyt na polu, które pozwoli zdobyć trochę pieniędzy oraz parę usprawnień, dzięki któremu efektywniej będzie nam się zdobywało / sprzedawało / zarządzało artefaktami.

Widok ogólny.

Co, gdzie i kiedy?

Artefakty zdobywamy w świątyni (jest tam aż 5 pól, na które można postawić pracownika) oraz na trzech polach otoczenia świątyni.  Na czarnym rynku będzie można sprzedać wybrany artefakt za 7 monet (które będą nam bardzo potrzebne podczas wizyt w świątyni). W wiosce będziemy zdobywać usprawnienia a w biurze zarządcy i na statkach wymienimy artefakty na punkty zwycięstwa.

Plansza oferuje trzy rodzaje pól: pierwsze, typowe – stawiamy meepla (przy okazji opłacając koszt – to owe pola świątyni) i pozamiatane. Drugi typ też znany z historii gier planszowych – stawiam meepla, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by postawić tam jeszcze jednego, i by mój przeciwnik też dostawił jednego. Takie pola „ostatniego ratunku” gdzie zawsze możemy wbić. Trzeci typ jest najciekawszy – to typ pola z licytacją. Stawiamy tam dowolną liczbę meepli za jednym zamachem. Ale to nie oznacza, że pole jest nasze. Jeśli inny gracz wstawi tam więcej takich samych meepli – to on przejmuje pole, a nasze ludziki wracają do nas.

Świątynia, gdzie wstawiamy archeologa oplacając koszt i pola przyświątynne, gdzie wygrywa ten, kto da więcej…. Tu można wstawić zarówno archeologa jak poszukiwacza, ale przelicytować można tylko takimi ludzikami, jakie już tam są.

Archeolodzy vs. poszukiwacze przygód

O co chodzi z tym przelicytowaniem przez postawienie takich samych meepli? Otóż na samym początku rundy rzucamy naszymi ludzikami. Te, które padną na stronę białą, będą archeologami.  Te które padną na czarną stronę – staną się poszukiwaczami przygód. A te, które padną na kant – no cóż, takich najlepiej mieć w swojej drużynie. Oni są niezdecydowani – określamy ich preferencje dopiero wtedy, gdy wysyłamy ich na planszę. Taki Indiana Jones – i archeolog, i awanturnik w jednym. A oprócz tego przynoszą nam zysk – za każdego „upadniętego” kantem ludzika dostajemy na początku rundy jedną monetkę. Nie ma to jak mieć dobrą rękę do rzucania.

Port. Tu sprzedajemy (wymieniamy) nasze artefakty. Możemy położyć albo białych, albo czarnych ludzików, ale jak już raz pójdą do łodzi np. białe, to przelicytować już możemy tylko białymi

Worker placement + set collections w wydaniu familijnym plus

O worker placement powiedziałam. O co chodzi z set collection? Głównym źródłem punktów zwycięstwa jest sprzedawanie naszych kolekcji artefaktów w porcie i biurze zarządcy. Ale żeby je dobrze sprzedać (czyt. wymienić na punkty) to trzeba je sprzedawać hurtowo. Dwa takie same artefakty sprzedane razem będą więcej warte niż sprzedane pojedynczo. A jeszcze lepiej sprzedać trzy takie same artefakty. Tylko tyle i zarazem aż tyle. Bo tych artefaktów – o ile dobrze pamiętam – jest sześć rodzajów. Nie tak łatwo zdobyć aż trzy takie same, zwłaszcza jeśli będą to te bardziej wartościowe. No tak, bo nie powiedziałam jeszcze o jednym – artefakty są różnie punktowane. Są te lepsze i lepsiejsze. A ten kto więcej w świątyni zapłaci (czyt. postawi meepla na najwyższym polu) albo ten, kto da więcej meepli na pole przyświątynne – zdobędzie te lepsze, lepiej punktowane artefakty.

I to w zasadzie tyle. Gra nie jest mega wymagająca. Jest dość prosta w planowaniu straegii, ale z drugiej strony wybory absolutnie nie zaliczają się do schematycznych. Naprawdę można się zawiesić na decyzji czy wydać kasę i pójść do świątyni, czy wydać więcej meepli i przelicytować przeciwnika, ile wydać tych meepli (zakładając, że w ogóle mamy tego typu meeple) i tak dalej….. Niebagatelne znaczenie ma też fakt, że widzimy jakie meeple ma przeciwnik. Bo jeśli został mu tylko jeden archeolog, to wiadomo, że nie przelicytuje nas na polu na którym postawimy archeologów – a właśnie te przyświątynne pola z licytacją dają nam wybór kogo wysyłamy. Ale jeśli już zostaną wysłani czarni – to tylko czarnymi da się ich przelicytować. Wybory naprawdę są nieschematyczne. Choć z drugiej strony – mózgu nie ugotujecie, to nie ten kaliber, to raczej gra typu „familijnego plus”.

Usprawnienia

Gra skaluje się dobrze – w trybie dwuosobowym blokowane są pewne pola, wiec nie odczuwa się aż takiego luzu na planszy. Regrywalność jest spora. Oczywiście można sobie planować taką samą strategię za każdym razem, ale w każda partia i tak będzie wyglądała trochę inaczej, bowiem inne usprawnienia pojawiają się na planszy, a w sumie one do pewnego stopnia też potrafią zdeterminować grę (o ile się na dane usprawnienie zdecydujemy). Wiadomo, że jeśli wezmę płytkę, która da mi dodatkowe punkty ze sprzedaży ceramiki, to nie będę zbierać broni, prawda?

Podoba mi się rzucanie meeplami. Jest takie – niecodzienne ;). Wprowadza niestety losowość – raz zdarzyło nam się, że kolega wszystkich ludzikół wyrzucił na kanty (dostał wtedy z 6 monet jeśli dobrze pamiętam a w dodatku mógł wszystko – dopóki ich oczywiście nie położył na planszy). Ale … to przez swoją nieprzewidywalność potrafi być fajne. Zdecydowanie nie jest to w takim stopniu, by mogło popsuć fun z rozgrywki.

Jest ładnie wydana – nic nie mogę zarzucić ilustracjom. Nie wiem jak będą wyglądały meeple – to co widzicie na zdjęciach to prototyp. Podejrzewam, że będą ładniejsze – takie przynajmniej są na BGA. Tak! bo – i to jest super sprawa – można w nią zagrać na BoardGameArena.com. Także – jeśli nie czujecie się jeszcze przekonani – zapraszam na BGA. Można spróbować, potrenować, zdecydować. Ja – po zagraniu na BoardGameArena.com – nie mogłam się doczekać, aż dorwę prawdziwy egzemplarz w swoje łapki :)

I jeszcze raz rzut oka na całą grę (i graczy ;))

Podsumowanie

+ Dobrze działający worker placement i set collections
+ Dobrze się skaluje
+ Taktyczno-strategiczna, wiele dróg do zwycięstwa
+ Ładnie wydana
+ Instrukcja dobrze napisana
+ Innowacyjna mechanika rzucania mepelkami (i w konsekwencji podział na archeologów i poszukiwaczy)

– Niestety to rzucanie mepelkami jest trochę losowe (może nieoczekiwanie pomóc: nam lub przeciwnikowi np. zyskać dodatkową kasę)

Daria Chibner

Daria Chibner: W tej grze, o kolejnym trudnym do wymówienia tytule, najfajniejsze było rzucanie meeplami. Wiadomo, że losowe, więc nieprzewidywalne, ale za to niecodzienne;) Co by nie mówić – było to doświadczenie niecodzienne ;) I jednocześnie trochę irytujące :> Może ja jestem taką łamagą, lecz a tu pionek wpadł mi po stół, a tu znowu gdzieś się zawieruszył pod kanapą. Potrafiło też to sporo namieszać przy planowania następnych posunięć. Quetzal jest grą okej, wszystko jest tutaj poprawne. Stawiamy piony, zbieramy set, delikatne elementy licytacji. Jak wspomniała Aśka – pozycja familijna z plusem. Idealna jeżeli szukamy czegoś nowego po Splendorze bądź Wsiąść do Pociągu. Proste zasady z dobrze i przystępnie zaprojektowanym kombinowaniem. Niemniej wydaje mi się, że bardziej zaawansowani gracze (i ci, którzy po ograniu mrowia tytułów rozglądają się za czymś absolutnie nowym) nie mają tu za bardzo czego szukać. Chyba, że mają ochotę na coś naprawdę lajtowego ;)

[EDIT – 7 lutego 2021]:
Nadejszła wiekopomna chwila… *)

A więc jest! Quetzal zawędrował wreszcie na półki sklepowe. Czym się różni wersja ostateczna od prototypu? Meplami! Są cudowne. Duże (dowódcy) są tak samo dwustronni jak te małe (archeolodzy i poszukiwacze) – tyle, że nie biało-czarni a mają buźkę i tyłeczek ;)
Zresztą…. zobaczcie sami:

*) cytat z kultowego filmu „Sami Swoi” – słowa wypowiadane przez Pawlaka, który ćwiczył przemówienie na otwarcie Domu Polonii w Chicago.

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (8/10):

Dziękujemy firmie G3 za przekazanie gry do recenzji.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

4Mation – do czterech odlicz!

Lubię gry logiczne i chętnie po nie sięgam. A jednak, na mojej półce są one reprezentowane przez zaledwie kilka tytułów. Dlaczego? O tym dalej. Niedawno dotarła do mnie nowość od wydawnictwa Piatnik. Gra znakomicie się prezentujące, jest bardzo sprytnie zaprojektowana i solidnie wykonana. Czy 4Mation ma szansę zagościć u mnie na dłużej? Przekonamy się. Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap