Home / Recenzje / Gry edukacyjne / Łąka – pasjans na łonie natury

Łąka – pasjans na łonie natury

Na wiadomość, że autor Domku tworzy nową grę, zareagowałam bardzo entuzjastycznie. Ten familijny tytuł zrobił międzynarodową karierę i nadal jest przeze mnie często polecany znajomym, którzy szukają ciekawej, ale niezbyt trudnej gry dla całej rodziny. Dlatego Łąka od razu trafiła na moją listę nadchodzących premier i z przyjemnością odbierałam paczkę z niespodzianką w środku. 

Piękna natura 

Niespodziewany prezent wraz z odpowiadającą mu kartą.

Wraz z grą otrzymałam także oryginalny rysunek, który znajduje się na jednej z kart. Naprawdę świetny prezent, którego się nie spodziewałam, więc ogromne podziękowania dla artystki. Samo pudełko było ładnie zapakowane i przystrojone roślinami i pieczątką. Cała oprawa graficzna jest zdecydowanie cechą wyróżniającą Łąkę. Wszystkie grafiki zostały przygotowane przez Karolinę Kijak i każda z nich jest inna. Szczególnie zwierzęta przypadły mi do gustu – są przepiękne. Widać, że w przygotowanie ilustracji zostało włożone całe serce. 

Mój egzemplarz jest zaawansowanym prototypem, co oznacza, że nie mogę się wypowiedzieć na temat funkcjonalności wypraski, bo jej po prostu nie ma. Natomiast komponenty są porządnie wykonane, podajniki do kart zrobione z grubego kartonu, a ich złożenie jest bardzo proste. Zakładam, że w pełnej wersji znajdzie się dla nich odpowiednie miejsce. W moim pudełku mieszczą się bez problemu.  

Co w trawie piszczy? 

Łące wcielamy się w obserwatorów natury, którzy chcą dowiedzieć się jak najwięcej o faunie i florze. Dostrzeżenie jednego gatunku pozwala na spotkanie kolejnego, który jest z nim powiązany. W ten sposób widzimy i wiemy coraz więcej o otaczającym nas świecie. A przekładając historię na mechanikę – zbieramy karty dzięki tym, które wcześniej wyłożyliśmy.  

Najpierw musimy przygotować osobne stosy zgodnie z rewersami. Na początku do gry wchodzą talie zachodnia (W), południowa (S) i wschodnia (E). Z każdej z nich wykładamy karty w kolumnach wskazanych strzałkami. W połowie rozgrywki, gdy wędrowiec przekroczy klepsydrę, północne karty (N) zastępują południowe. Na planszy głównej są specjalne miejsca na podajniki, co jest bardzo wygodne i zapobiega ich przesuwaniu się.  

Planszę ogniska należy wybrać zgodnie z liczbą graczy. Losowo umieszczamy na niej podstawowe żetony celów i ewentualnie zaślepki (jeśli nie gramy w pełnym składzie), a na pierwszym kamieniu wędrowca, który odmierza rundy. Będzie ich sześć, więc możemy śledzić zbliżający się koniec gry.  

Po wyznaczeniu pierwszego gracza, osoba po jego prawej stronie wybiera dowolny rząd oraz dobiera kartę północną, a po niej kolejne przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Pierwszy gracz wybiera jako ostatni. Puste pole są od razu uzupełniane odpowiednimi kartami. W ten sposób każdy na początku rozgrywki ma na ręce po jednej karcie N, E i W oraz dwie S. Gracze otrzymują także komponenty – żeton drogi, trzy żetony premii i 5 żetonów szlaku (4 przy pełnym składzie) w wybranym kolorze oraz początkową, dwustronną kartę podłoża. 

Jak znaleźć najlepsze okazy? 

Zasady gry są bardzo proste. W swojej turze gracz umieszcza jeden ze swoich żetonów szlaku (potocznie “płotek”) przy planszy głównej lub ogniska. Kształt wgłębień sugeruje, którą stroną należy to zrobić. Korzystając z planszy głównej bierzemy na rękę kartę wskazaną na płotku, np. używając żetonu z cyfrą 2, bierzemy drugą od brzegu planszy kartę. Wgłębienia znajdują się z obu stron oraz na dole, więc jest to taka mała układanka. Do każdego pola można dotrzeć na trzy sposoby, o ile mamy płotek z odpowiednią cyfrą. Następnie możemy, ale nie musimy wyłożyć przed siebie kartę z ręki lub tę właśnie dobraną. 

Korzystając z planszy ogniska mamy możliwość wykonania jednej z czterech akcji, w zależności od ikony na płotku – wyłożyć dwie karty, zabrać dowolną kartę z planszy głównej, przejrzeć trzy wierzchnie karty z dowolnego stosu i zachować jedną, a także dobrać dwa żetony drogi. Dodatkowo, jeśli mamy na swojej łące symbole sąsiadujących ze sobą celów, możemy położyć pomiędzy nimi swój żeton premii, zaczynając od tego z najniższą wartością. Da nam to punkty na koniec rozgrywki. 

Nasz obszar gry dzieli się na dwie części – łąkę i okolice. Na łące pionowo kładziemy karty podłoży w rzędzie (maksymalnie 10), a na nich karty obserwacji (bez ograniczeń), aby było widać symbole u dołu. W obszarze okolicy poziomo kładziemy karty krajobrazu, a na nich znaleziska. Aby było to możliwe, potrzebujemy żetonów drogi. Większość kart ma wymagania, które należy spełnić, żeby móc je wyłożyć. Jeśli dane zwierzę wymaga symbolu robaka, musimy go mieć na łące i musi być on widoczny. Karta z robakiem zostaje zakryta nowym gatunkiem, na którym znajduje się nowy symbol. Niektóre karty mają więcej wymagań lub muszą zostać położone w kolumnie sąsiadującej z danym symbolem. Są one oczywiście lepiej punktowane, ale trudniej je wyłożyć. Można odrzucić z ręki dwie karty, aby anulować jedno wymaganie, ale nie można w ten sposób ominąć wszystkich wymaganych symboli.

Jak było na szlaku? 

To, co najbardziej rzuca się w oczy, czyli oprawa graficzna, naprawdę robi wrażenie. Finalny produkt na pewno będzie prezentował się niesamowicie, skoro prototyp wygląda tak dobrze. Podajniki są świetne, plansze i karty przejrzyste, a użyte ikony zrozumiałe. Po pierwszym rozłożeniu kart, plansza główna wyglądała jak kolorowa mozaika i ciężko było mi skupić uwagę na tym, co ważne – symbole. Jednak przy kolejnych partiach przyzwyczaiłam się do grafik i duża ilość barw nie stanowiła już problemu.

Indeks kart.

Po otwarciu pudełka dużym zaskoczeniem była druga, obok instrukcji, książeczka. Jest to indeks, w którym znajduje się wszystko to, co na kartach, wraz z nazwą łacińską i krótkim opisem. Naprawdę dobry pomysł na rozbudzenie żądzy wiedzy u młodszych graczy. Dorośli na pewno też wiele się dowiedzą, bo w codziennych rozmowach raczej nie występuje żółciak siarkowy, tycz cieśla, orzesznica leszczynowa czy mrówkolew pospolity. Walory edukacyjne to ogromny plus tej gry. 

Mechanicznie Łąka jest prosta i zdecydowanie można ją zaliczyć do grona gier familijnych. Ruch to tylko wybranie płotka i położenie go przy jednej z dwóch plansz, a następnie wykonanie odpowiedniej akcji. Symbole na kartach są proste, więc nikt nie pomyli motyla z ptakiem. A to właśnie te ikony są najistotniejsze przy dokonywaniu wyboru co zabrać i co wyłożyć. Wydaje mi się, że czas podany na pudełku jest zawyżony. Rozgrywka jest zdecydowanie szybsza i powinna zamknąć się w godzinie.

Przykładowa łąka i okolica.

To co mi się podobało w układaniu łąki, jednocześnie mnie irytowało. Zagrywając kartę obserwacji musimy zakryć jakąś inną, a to oznacza, że pozbawiamy się danego symbolu. Oczywiście zyskujemy inny, ale za chwilę może się okazać, że jednak ten poprzedni był nam bardziej potrzebny. Musimy znowu wyłożyć kartę z daną ikoną, a to zabiera nam cenne akcje, których nie ma zbyt wiele. Dobrze, że przy większej liczbie wymagań możemy sami wybrać, którą z kart zakryjemy. Ale i tak dokonywanie tego wyboru za każdym razem boli, bo nie można mieć wszystkiego. Musimy coś poświęcić. 

Nie korzystałam na ogół z górnej części obszaru, czyli okolicy. Nie chciałam marnować akcji na zdobycie żetonów drogi, więc nie zagrywałam krajobrazów i znalezisk. Wydawało mi się, że stracę przez to dużo punktów, ale wyniki na ogół były wyrównane. Można także różnie podejść do łąki. Podłoża nie dają punktów, ale mamy możliwość posiadania większej liczby odkrytych symboli. Natomiast mniej podłoży i układanie kart w górę powodują, że każda kolumna jest warta więcej przy końcowym liczeniu. Stosowałam różne strategie i najczęściej budowałam kolumny, ale zawsze było ryzyko, że źle wybiorę symbol do zakrycia, co blokowało mi rzucanie kolejnych kart. 

Trzeba podkreślić, że osoby spodziewające się następcy Everdell czy Na skrzydłach mogą się zawieść. I szczerze mówiąc, takie miałam odczucie po pierwszej rozgrywce. Owszem, wszystkie te tytuły są pięknie wydane, zachwycają grafikami i są o faunie i florze. Moje początkowe podejście było błędne i przy kolejnych rozgrywkach czerpałam już o wiele więcej radości, gdy przyjęłam ten tytuł takim, jakim jest. Łąka jest dobrą i przyjemną grą familijną, i w tej kategorii wypada bardzo dobrze. Określiłabym ją jako dziecko wspomnianych wyżej rodziców. Nie ma wersji rodzinnej ani junior tych tytułów, więc Łąka spokojnie może wskoczyć na to miejsce.

Nie oznacza to, że dla doświadczonych graczy nie znajdzie się tu nic ciekawego. Wraz z większą znajomością poszczególnych talii, lepiej planowało mi się rozbudowywanie mojej łąki. Z resztą ich zawartość nie jest tajemnicą, ponieważ w instrukcji znajduje się informacją zarówno o liczbie wystąpień wszystkich symboli jak i o taliach, w których występują. Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji o zakryciu symbolu, o którym wiemy, że będzie nam za chwilę potrzebny. Wtedy potrzebujemy kolejnych ruchów, aby doprowadzić do wyłożenia wybranej karty. Jednocześnie chcemy zdobyć punkty w celów na planszy ogniska, bo 9 punktów może zaważyć o naszym zwycięstwie, a płotków też za wiele nie mamy. Raz użyte przy ognisku wrócą do nas dopiero w następnej rundzie. 

Rozbudowywanie naszej łąki to swoisty pasjans. Układa się go dobrze, ale ma to do siebie, że nie zauważa się ruchów innych graczy. Negatywna interakcja w większości sytuacji jest przypadkowa, gdy zablokujemy komuś dostęp do danej karty lub zajmiemy miejsce wokół ogniska.  

Podczas rozgrywki nie było wielkich przestojów. Czasami zdarzały się w dwuosobowych rozgrywkach, bo czas do naszego następnego ruchu był krótszy, ale same akcje są szybkie, więc nie stanowiło to problemu. Natomiast w duecie zauważałam inny problem – zablokowana plansza główna. Szczególnie wtedy, gdy do gry wchodziły bardziej wymagające karty północne, zdarzało się, że na stole nie było niczego, co chciałabym zabrać, a inne akcje też nie były w danym momencie potrzebne. Przy dwuosobowej rozgrywce o wiele wolniej schodzą karty, dlatego wolę większy skład, w którym przerabia się większą część talii. Można oczywiście wykonać akcję dobrania kart ze stosu, a w połowie partii wykładamy na planszę główną nowy zestaw, ale i tak czasami nie miałam innej możliwości, jak tylko wykonać bezsensowny ruch na przeczekanie, aby przeciwnik oczyścił jakieś pole. 

Łąkę można grać także solo. W takiej rozgrywce rywalizujemy z włóczykijem, który będzie nam przeszkadzał podbierając karty z planszy i blokując miejsca wokół ogniska. Jego ruchy są oczywiście losowe, ale biorąc pod uwagę pasjansowość tego tytułu, dosyć dobrze odzwierciedla to partie z żywymi przeciwnikami. Dlatego jeśli ktoś chciałby poćwiczyć i wybrać się w samotną wędrówkę, jak najbardziej jest taka możliwość. 

Czy Łąka jest warta zainteresowania graczy? Na pewno tych grających z dziećmi i początkujących, a także miłośników przyrody i ładnych gier. Ale to, co przedstawiłam, to jeszcze nie wszystko. W finalnych pudełkach znajdzie się także pięć kopert z dodatkowymi kartami, które poszerzą nam pulę już dostępnych. Aby było ciekawiej, autor sugeruje, aby otworzyć je w konkretnych przypadkach, np. po odwiedzeniu parku narodowego lub po zaobserwowaniu dzikiego zwierzęcia. Sama chciałabym już tam zajrzeć, bo to oznacza, że znajdują się tam kolejne niesamowite ilustracje. 

Plusy: 

  • Piękne wykonanie i oprawa graficzna 
  • Walory edukacyjne 
  • Duża regrywalność 
  • Dokonywanie wyboru o zakryciu potrzebnych symboli.

Minusy: 

  • Możliwe zablokowanie planszy głównej 
  • Brak interakcji z innymi graczami.
Aga Satława

Aga Satława: Łąka to gra, która na moim celowniku znalazła się ze względu na autora. Uwielbiam Domek i byłam ciekawa, czy Klemensowi Kalickiemu udało się ponownie stworzyć karciankę, która skradnie moje serce. Po kilku rozgrywkach uważam, że nowość Wydawnictwa Rebel ma spore szanse, by powtórzyć sukces poprzedniego bestselleru polskiego projektanta. Zasiadając do Łąki, miałam spore oczekiwania i nie zawiodłam się. Podoba mi się mnogość dostępnych akcji na tytułowej łące i ognisku. Konieczność zasłaniania symboli, które często z takim mozołem zdobywamy, bywa irytująca, ale przy odpowiedniej strategii oraz szczęściu przy dociągu kart można stworzyć całkiem bogaty i co ważne wysoko punktowany ekosystem.

Miałam okazję wypróbować przede wszystkim wariant dwuosobowy. Partia w takim składzie jest nieco mniej dynamiczna, niż w pozostałych konfiguracjach. Mniejszy “przemiał” kart wiąże się czasem z poczuciem, że na stole nie ma właściwie nic, co chciałoby się zabrać. Jak dla mnie, jest to wyzwanie, by lepiej planować i zarządzać ręką, a nie minus gry. Wszystkie karty zmieniają się w połowie gry, niemniej dodatkowa akcja polegająca np. na odrzuceniu jednego rzędu lub kolumny kart na pewno byłaby dobrym rozwiązaniem w przypadku pojedynku na łonie natury. Co do klimatu, to przyznam, że mimo ślicznych grafik, na początku rozgrywki zupełnie go nie czułam, skupiając się na pozyskaniu potrzebnych symboli. Z czasem jednak, gdy na stole pojawiało się mniej robaczków, a więcej zwierzątek, takich jak np. lis czy wiewiórka, zaczęłam więcej uwagi poświęcać temu co znajduje się na kartach i przyznam, że z zadowoleniem dokładałam do swojej łąki kolejnych uroczych mieszkańców lasu.

Łąka to śliczna gra o prostych zasadach. Nie jest ona banalna, dzięki czemu może z powodzeniem trafić w gusta zarówno początkujących, jak i zaawansowanych graczy.

Ogólna ocena (8/10):

Złożoność gry (4/10):

Oprawa wizualna (9/10):

Dziękujemy firmie Rebel za przekazanie gry do recenzji.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

sklep z grami planszowymi planszomania.pl
x

Check Also

Obrazki – kalambury w nowym wydaniu

W ostatnim czasie utwierdziłem się w przekonaniu, że należy zachowywać otwartość na różne tytuły gier planszowych, gdyż nieraz możemy przegapić coś fajnego tylko dlatego, że z góry założyliśmy, że to nie będzie dla nas. Tak było m.in. z recenzowaną przeze mnie wcześniej małą, niepozorną grą Mozzaroller, w którą nadal gramy przy każdej okazji, a która cieszy równie bardzo jak na początku. Tak samo mało entuzjastycznie podchodziłem do prezentowanej tutaj gry Obrazki, będąc przekonanym, że gry rodzinne, imprezowe i dedukcyjne raczej nie rozgrzeją mojego serca. Skusił mnie jednak fakt, że ów tytuł zdobył w 2020 roku prestiżową nagrodę Spiel des Jahres, oraz to, że jestem na etapie uzupełniania kolekcji o gry lżejsze. Jak wiadomo nie wystarczy mieć kolekcji gier planszowych, trzeba jeszcze mieć z kim w nie grać. Czy zatem Obrazki zaparkowały na dłużej na półce tak jak uczynił to Mozzaroller, czy też moje obawy, że to nie dla mnie, okazały się być słuszne? Udostępnij: Facebook Twitter LinkedIn More

Share via
Copy link
Powered by Social Snap